czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 13. Czas na szczerość

   Bolały mnie pośladki od siedzenia na parapecie, ale nie chciałam robić niepotrzebnego hałasu. Starałam się nawet oddychać jak najciszej, by nie zwracać na siebie uwagi. To co działo się w tym momencie było do przewidzenia. Will dostał szału, gdy się dowiedział, że Thomas jednak żyje. Już od progu naskoczył na Nialla i niewiele brakowało, a by go uderzył, ale w ostatniej chwili się opanował. Niestety ciągle go atakował słownie i to było o wiele gorsze. Niall nie miał szans się obronić, choć większość osób w tym pomieszczeniu stanęło w jego obronie, co jeszcze bardziej wytrąciło Willa z równowagi. Były momenty, że zasłaniałam uszy dłońmi, bo nie mogłam dłużej go słuchać. Trudno było sobie wyobrazić, że ojciec może tak się odzywać do własnego syna. Chciałam podejść do chłopaka i go po prostu przytulić, ale zadawałam sobie sprawę, że to by mu nie pomogło, nie w teraz.
 - Skąd mogłem wiedzieć, że jakoś się na to przygotuje - odezwał się w końcu Niall. Miał zaciśnięte zęby, a jego błękitne oczy pochłoną gniew. Will z początku był zaskoczony, że syn miał czelność mu przerwać i gdy Niall zaczął się do niego powoli zbliżać ten odruchowo cofnął się do tyłu. Bałam się co teraz może się wydarzyć, ale wciąż siedziałam cicho. - Mam już dość tego jak mnie traktujesz i nie mam zamiaru dłużej w tym tkwić.
 - Zamknij się - warknął Will, a na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech. Wyprostowałam się gwałtownie. Coś mówiło mi, że to się źle skończy.
 - Nie męczy cię to ciągłe udawanie? Dobrze wiesz, że tak miało być, więc po co ten cyrk? - Widziałam jak Will zaciska pięści, a jego twarz staje się coraz bardziej czerwona ze złości.
 - Pogadajmy na zewnątrz - wycedził przez zęby, łapiąc Nialla za ramię, ale ten się odsunął. Kątem oka zauważyłam jak James i Rose powoli się wycofują, aż w końcu zniknęli mi z oczu. Nikt nie zauważył ich nieobecności. Spojrzałam na tatę, który stał kilka metrów dalej i widziałam jak sięga ręką po broń, nie spuszczając oka z Willa i Nialla. Byłam coraz bardziej przerażona tym co może się zaraz wydarzyć.
 - Nie! - Krzyknął Niall. - Najwyższy czas by poznali prawdę.
   Wszystko działo się tak szybko, że nie mam pojęcia kiedy znalazłam się w ramionach Willa i z pistoletem przy głowie. Próbowałam się mu wyrwać, ale był za silny. Patrzyłam jak mój tata jednym szybkim ruchem wyjmuję swoją broń i już w następnej sekundzie mierzy nią w nas.
 - Eric, dałeś się nabrać. Naprawdę myślałeś, że pomogę tobie, a nie przyrodniemu bratu? - Te słowa sprawiły, że przestałam się kręcić w jego ramionach. Starałam to sobie jakoś wytłumaczyć i poukładać, ale nic mi się nie kleiło.
 - Puść ją - nagle poczułam ból w okolicach karku, a chwilę później dopadła mnie ciemność. Ostatnie co pamiętam to jakieś wrzaski i własny upadek.

~~~

   Mierzyli do siebie, a ja mogłem tylko stać i się im przyglądać. Nie ruszałem się z miejsca, bo to mogłoby zwrócić uwagę mojego ojca. Muszę tylko cierpliwie zaczekać, aż James rzuci mi broń i w końcu to zakończyć. Wcześniej nie miałem nic do stracenia. Bez problemu i zbędnego namawiania zgodziłem się na plan ojca, ale dzisiaj dotarło do mnie, że jednak mam bardzo dużo do stracenia. Nie mógłbym tak po prostu patrzeć, jak umiera, gdy już będzie po wszystkim. Jeszcze kilka tygodni temu był mi obojętny jej los, jednak nie teraz. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy by ją ochronić, bez względu na to jaką zapłacę za to cenę. Zdawałem sobie sprawę, że po tym jak dowie się prawdy, gdy już otworzy oczy, nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego i nie będę się jej dziwić, dlatego muszę zrobić wszystko by odzyskać jej zaufanie, które stracę jak tylko odzyska przytomność.
   Widziałem kątem oka, że James jest gotowy, ale czy ja byłem? Wiedziałem, że mam tylko kilka sekund, nim ojciec zorientuje się co się dzieje. Starałem nie spuszczać wzroku z tej wciąż mierzącej do siebie dwójki. Ucieszyło mnie, że są zajęci rozmową, bo dawało mi to parę dodatkowych sekund. Szybko zerknąłem w stronę leżącej na podłodze Jess i już wiedziałem, że jestem gotowy. Rzuciłem szybkie spojrzenie przyjacielowi i się zaczęło.
   Czułem się jak w jakimś transie. Miałem wrażenie, że wszystko co robiłem zrobiła jakaś inna osoba, która przypadkiem znalazła się w moim ciele i w ten sposób chciała się wydostać. Udało się jej. Usłyszałem dokładnie dwa strzały i przez chwilę byłem pewny, że jeden z nich trafił we mnie. Myliłem się. Sam nie wiem kiedy nacisnąłem spust i czy miał trafić w osobę, dla której był przeznaczony. Dopiero gdy się ocknąłem, mając pewność, że jestem świadomy dotarło do mnie co się właśnie stało. Wystarczyło mi jedno krótkie spojrzenie na pomieszczenie, by przekonać się, że mój plan nie do końca okazał się powiódł. Wpatrywałem się w ciało swojego ojca, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę to zrobiłem. Myślałem o tym już od dłuższego czasu i był taki moment, gdy się bałem, że stchórzę, że ojciec ma rację, mówiąc, że jestem słaby. Teraz wiem, że mnie nie doceniał. Podszedłem do niego, ignorując krzyki innych osób. Byłem tak skupiony na nim, że nie rozumiałem co do mnie mówią, a przez chwilę nawet ich nie słyszałem. Pochyliłem się powoli, patrząc mu w oczy. Jeszcze żył, ale obaj wiedzieliśmy, że jego sekundy są policzone. Widziałem w jego oczach strach, jednak nie sprawiło mi to przyjemności. Kątem oka widziałem jak ostatnimi siłami sięga po broń, a po chwili jego wzrok stał się martwy.
 - Nigdy nie byłeś dla mnie ojcem, którego potrzebowałem i chciałem mieć - szepnąłem do siebie na tyle cicho by nikt nie mógł tego usłyszeć.
   Na dźwięk swojego imienia podniosłem się gwałtownie, ocierając szybko łzę z policzka. Spodziewałem się tego. Zabiłem własnego ojca, więc mam prawo do kilka łez, ale nie zmieniło to mojego zdania o nim.
   Odwróciłem się w stronę Jamesa, który pochylał się nad ciałem Erica. Na jego widok broń wysunęła mi się z dłoni i z hukiem spadła na podłogę. Zacząłem się zastanawiać jak do tego doszło, kiedy, ale w tej chwili nie miało to większego znaczenia. James pomagał mu się podnieść, ale ten za każdym razem odtrącał jego ręce, chcąc wstać o własnych siłach. Gdy kolejna jego próba zakończyła się porażką, dał sobie spokój.
 - Niall - wyszeptał, od razu znalazłem się przy jego boku. Pochyliłem się, a on natychmiast zacisnął dłoń na moim nadgarstku. Jak na człowieka, który dostał kulkę w pierś był bardzo silny. Uniósł lekko głowę i popatrzył mi w oczy. - Obiecaj, że się nią zajmiesz, że nie zostawisz jej samej - dodał, zerkając w stronę Jessici.
 - Obiecuję - nie musiałem się nad tym zastanawiać, bo już dawno sobie to obiecałem.

~~~

   Bolała mnie głowa, a do tego miałam mdłości. Miałam dziwne wrażenie, że się przemieszczam, ale jeszcze nie miałam pojęcia w jaki sposób. Otworzyłam oczy i zrozumiałam, że znajduję się w jakimś małym pomieszczeniu z szybami. Wodząc po nim wzrokiem zrozumiałam, że jestem w samochodzie. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej, pocierając oczy.
 - Jak się czujesz? - Rozpoznałam głos Nialla, który wpatrywał się w lusterko. Miał taki zatroskany wzrok, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
 - Boli mnie głowa - wyżaliłam się i odruchowo moja dłoń znalazła się na czole. Skrzywiłam się delikatnie, bo przez ten dotyk głowa zaczęła mnie boleć jeszcze bardziej. Opadłam na oparcie z głośnym westchnięciem. - Co się do cholery stało? - Zastanawiałam się na głos. Nagle Niall zjechał na pobocze i zgasił silnik, po czym odwrócił się do mnie.
 - Musze ci coś powiedzieć, ale musisz obiecać, że wysłuchasz mnie do końca - powiedział. Jego głos i wyraz twarzy mnie przeraził.
 - Co się stało?
 - Zacznę od początku - wziął głęboki wdech i patrząc mi w oczy zaczął mówić. - Ojciec Thomasa jest bratem mojego ojca, co prawda przyrodnim, ale jak na takie więzi byli dość blisko. Pewnie pamiętasz jak opowiadałem ci o bracie Thomasa, Lucasie i o tym jak się powiesił w więzieniu. To wszystko jest prawdą, tylko z tą różnicą, że mój ojciec zawsze był po stronie Waltersa. Wszystko co mówił i robił było jednym wielkim kłamstwem. On wam nie chciał pomóc tak jak uważał, tylko pomóc w zemście rodzinie. Zabicie Thomasa miało sprawić, że możecie nam zaufać.
 - Nam? - Wyprostowałam się gwałtownie i teraz siedzieliśmy twarzą w twarz.
 - O wszystkim wiedziałem - szepnął, nie patrząc mi w oczy.
   Chciałam uciec, ale nie za bardzo miałam gdzie, bo wokół mnie był las. Poza tym nie znam tej okolicy, więc ucieczka mogłaby się źle dla mnie skończyć. Chwilowo nie miałam ochoty patrzeć na Nialla, dlatego właśnie teraz chodziłam tam i z powrotem, uświadamiając sobie, że kompletnie nic mi to nie daje. Starałam się to sobie jakoś wszystko poukładać w głowie, ale miałam dziwne wrażenie, że nie o wszystkim mi powiedział. Patrząc na niego ukradkiem zauważyłam, jak próbował się do kogoś dodzwonić, a każda kolejna próba sprawiała, że robił się coraz bardziej podenerwowany. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały i ja jako pierwsza odwróciłam wzrok.
 - Długo się będziesz na wkurzać? - Usłyszałam za plecami głos Nialla.
 - Nie wiem - odpowiedziałam obojętnie. Odwróciłam się, ale nie popatrzyłam mu w oczy. Przeszłam obok niego, wkładając dłonie do kieszeni spodni. Nagle Niall chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie, zmuszający mnie tym bym spojrzała mu w oczy.
 - Obiecałem twojemu tacie, że się tobą zaopiekuje i mam zamiar dotrzymać słowa. Rozumiem, że zawiodłem twoje zaufanie i wiem, że zwykłe przepraszam tutaj nic nie pomoże, ale mimo to przepraszam. Zależy mi na tobie i zrobię wszystko byś była bezpieczna. - Może popełniam błąd, który może mnie sporo kosztować, ale wierzyłam mu. W jego oczach było coś co mówiło mi, że nie kłamie, że każde wypowiedziane przez niego słowo było prawdą. Mimo że mnie okłamał, to w tej chwili cała złość ze mnie uleciała. Wystarczyło tylko jego jedno spojrzenie, kilka miłych słów i już byłam skłonna mu wybaczyć i nie podobało mi się to.
 - Gdzie on jest?
 - Kto?
 - Mój ojciec. - Puścił moje ramię i już nie patrzył mi w oczy. Wodził wzrokiem za czymś, co znajdowało się za moimi plecami. - Niall! Gdzie on jest?
 - Jest już bezpieczny.
 - Chce z nim porozmawiać.
 - To nie jest możliwe. - Powiedział i ruszył w stronę samochodu. Podbiegłam do niego i tym razem to ja chwyciłam go za ramię. Kiedy się odwrócił miał taką minę, że od razu go puściłam. - Nie żyje, oboje nie żyją.
   Zrobiło mi się słabo i gdyby nie Niall upadłabym na ziemię. Pomógł mi dojść do auta, otworzył bagażnik i chwilę później już w nim siedziałam. Na parę sekund Niall zniknął mi z oczu, a gdy z powrotem się pojawił trzymał w rękach butelkę wody. Upiłam kilka łyków, ale to nic nie pomogło. Nadal kręciło mi się w głowie.
 - Jak to się stało? - Spytałam ze łzami w oczach.
 - Strzelił do niego mój ojciec.
   Ile osób może powiedzieć, że straciło ojca dwa razy? Raz już się z tym pogodziłam, ale czy dam radę jeszcze raz? Wtedy był przy mnie przyjaciel, który okazało się zdrajcą, ale przynajmniej ktoś przy mnie był. Teraz zostałam zupełnie sama. Niall usiadł obok mnie, po czym mnie przytulił. Nie miałam siły by go odepchnąć, więc zamiast tego wypłakałam się w jego kurtkę.


~~~

 - Powiedziałeś, że oboje nie żyją. Kogo miałeś na myśli? - Zerknęłam na Nialla, który zaciskał dłonie na kierownicy. Poprawił się na siedzeniu, po czym rzucił mi krótkie spojrzenie.
 - Mój ojciec. - Wypowiedział te słowa bez żadnych emocji.
 - Jak?
 - Sam go zabiłem.
 - Dlaczego?
 - Bo gdybym tego nie zrobił nigdy nie dał by ci spokoju.
 - Więc mam rozumieć, że zrobiłeś to dla mnie, tak?
 - Nie tylko - zatrzymał się, ponieważ mieliśmy czerwone światło.
   Nareszcie jakaś cywilizacja!
 - Zrobiłem to też dla siebie, żeby się w końcu od niego uwolnić.
 - Był aż takim złym ojcem? - Zobaczyłam cień uśmiechu na jego twarzy. Odwrócił wzrok, by zerknąć na światła. Nadal czerwone.
 - Powiedz mi - znowu na mnie spojrzał - który dobry ojciec uczy swoje dziecko obsługiwania się bronią?
 - Nie wiem.
 - Właśnie - zapaliło się zielone światło, więc Niall wcisnął gaz i ruszyliśmy dalej. - Czasami myślę, że gdybym wtedy nie ukradł mu pistoletu to wszystko potoczyłoby się inaczej.
 - Więc dlaczego to zrobiłeś?
 - Bo nie miałem innego wyboru. - Skręciliśmy na parking przed jakąś restauracją. - Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny.
 - Chcesz żebym ci znowu zaufała, prawda?
 - Prawda - zgodził się, parkując jak najbliżej wejścia.
 - Więc opowiedz mi coś o sobie.
 - I to ci ma pomóc w nabraniu do mnie zaufania? - Ze zdziwienia uniósł jedną brew.
 - Może - odpowiedziałam, rozpinając pasy. Z rozbawieniem pokręcił głową. Byłam zaskoczona jego zachowaniem zważywszy na to, że zabił swojego ojca. Między nimi naprawdę musiało nie być ciekawie skoro po czymś takim potrafi się śmiać. Ja już po raz drugi straciłam jednego z rodziców i choć wiem, że trzeba żyć dalej, to strasznie boli, choć starałam się nie dać tego po sobie poznać, bo ostatnie co teraz potrzebowałam to współczucie.

 - No to słucham, co chcesz wiedzieć? - Siedzieliśmy już w restauracji i czekaliśmy na nasze zamówienie.
 - Dlaczego ukradłeś ojcu broń?
 - Miałem spore długi do spłacenia i zerowe szanse na ich spłacenie. Ojciec nie chciał mi pomóc, więc wziąłem sprawy we własne ręce.
 - I to był twój pierwszy raz?
 - Tak.
 - Żałujesz, że go zabiłeś?
 - Tak - kelnerka przyniosła nam zamówione jedzenie. - Dziękujemy - uśmiechnął się do dziewczyny, a ona się zaczerwieniła, po czym szybko odeszła. Zaczęliśmy jeść, dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo byłam głodna.
 - Ile miałeś wtedy lat? - Spytałam, przeżuwając frytki.
 - Siedemnaście.
 - I jak na to zareagowali twoi rodzice?
 - Mamy już wtedy z nami nie było - zaczął grzebać widelcem w jedzeniu. Nie patrzył na mnie, ale nie musiał, bo i tak wiedziałam, że wciąż go to boli - a ojciec mam to gdzieś. Pamiętam, jak prosiłem go o pomoc, wręcz błagałem i pamiętam jak powiedział mi wtedy, że to nie jest jego problem. Potem tylko kazał mi zwrócić pistolet, a gdy mu go już oddałem po prostu wyszedł.
 - Wiesz czemu was zostawiła? - Popatrzył na mnie i zrobiło mi się głupio. Oczy miał lekko zaszklone i bałam się, że zaraz wykrzyknie mi w twarz, że to nie jest moja sprawa. - Przepraszam, nie powinnam o to pytać. - Spuściłam wzrok na talerz, modląc się by zapomniał, że o to spytałam.
 - Nic się nie stało - powiedział spokojnie, kładąc dłoń na mojej. Byłam zaskoczona jego gestem, widząc moją reakcję szybko cofnął rękę. - To było tak dawno, że powoli zaczynam zapominać jak wygląda.
 - Nie masz żadnego jej zdjęcia?
 - Ojciec wyrzucił wszystko, co ją przypominało.
 - Ile lat minęło?
 - Szesnaście. - Odkroił widelcem spory kawałek mięsa, po czym włożył go do ust.
 - Will nie próbował jej szukać?
 - Próbował, ale jakby zapadła się pod ziemię. Wiesz, jak ktoś nie chce być odnaleziony to potrafi się bardzo dobrze ukryć.
 - Nie rozumiem. - Oparłam się o oparcie krzesła, które było wyjątkowo wygodne. Skończyłam właśnie jeść i z zazdrością patrzyłam na prawie pełny talerz Nialla. Zauważył to, uśmiechnął się i przysunął go na środek stołu. Odwzajemniłam uśmiech, po czym poczęstowałam się frytkami. Nie myślałam, że będę miała aż tak duży apetyt.
 - Wtedy też nie rozumiałem, ale teraz wiem dlaczego uciekła. - Popatrzyłam na niego pytająco, by zachęcić go do kontynuowania. - Ojciec odkąd pamiętam był trudny. Potrafił się kłócić o dosłownie wszystko i zawsze musiało być tak jak on chce. Po prostu nie wytrzymała tego psychicznie i uciekła, bo tak było lepiej. Szkoda tylko że nie zabrała mnie ze sobą. Później z każdym rokiem było coraz gorzej, aż w końcu przestał się mną interesować. Mogłem robić co chciałem i dzięki temu, że nie miał mnie kto przywołać do porządku, trafiłem na Shona i jego kumpli. Zacząłem dla niego pracować, a po jakimś czasie moje życie zaczęło się komplikować. - Uśmiechnął się na koniec i wiedziałam, że nic więcej mi już nie powie.
___________________________________________________________________________________

Nie jestem w stanie napisać dłuższego rozdziału, a nie chce znowu przekładać terminu. Ponieważ z moją weną jest coraz gorzej i nie wiem kiedy się coś zmieni, czuje się w obowiązku przeprosić za jakość rozdziału.
Tym razem dam sobie trochę więcej czasu na napisanie kolejnego rozdziału, więc tym razem nie podam konkretnej daty, mogę tylko zapewnić, że na pewno coś się pojawi w kwietniu, ale nie wiem którego.
Dziękuję wszystkim czytającym za cierpliwość do mnie i do następnego <3

3 komentarze :

  1. Rozwiązanie intrygi, o której istnieniu nawet nie miało się pojęcia, śmierć dwóch osób i spora dawka faktów z przeszłości jednego z bohaterów - to całkiem udany rozdział jak na kogoś, kto skarży się na swoją wenę :D W tej części to praktycznie Niall gra pierwsze skrzypce, a mam wrażenie, że do tej pory było go stosunkowo mało. Jak dla mnie - czytelniczki z czystego przypadku, która nie jest fanką - nie miało to większego znaczenia, ale Directionerki mogły czuć się lekko rozczarowane :D Ale wygląda na to, że teraz się to zmieni. A długość rozdziału moim zdaniem jest w porządku. Poczekam na dalszą część tyle, ile będzie trzeba; w końcu nie samym blogiem człowiek żyje! :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny *.* Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Nie śpiesz sie nie ma co pisać na sile bo sama po sobie wiem że nic dobrego z tego nie wyjdzie :*

    Zapraszam do mnie na bloga. Pojawiła sie nowa notka a juz 3 maja ruszam z drugą częścią. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam / Mrs. Payne xx

    http://myfallenangel-liampayne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K