poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 12. Wielki powrót

 PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!

 - Nie zgadzam się - te ostatnie słowa usłyszałam od ojca, kiedy wychodziłam z pokoju wkurzona. Później jeszcze coś za mną krzyczał, ale zignorowałam to. Zeszłam na dół i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Od tej przeklętej nocy, kiedy razem z Rose poszłyśmy do lasu, czułam się więziona przez najbliższą mi osobę. Nie mogłam nigdzie wyjść bez jego zgody i bez osoby towarzyszącej. Z początku starałam się to zrozumieć i postanowiłam nie robić żadnych scen, bo byłam pewna, że nie będzie to długo trwało, ale moja cierpliwość też ma swoje granice. Nie byłam już dzieckiem i najwyższy czas, żeby w końcu to do niego dotarło.
   Wzrokiem odnalazłam Rose, która pakowała się już do samochodu, więc podleciałam do niej. Niall i James już siedzieli w środku gotowi do drogi. Bez słowa zajęłam miejsce z drugiej strony, po czym oparłam głowę o oparcie, przymykając na moment oczy. Wiedziałam, że mi się za to oberwie, ale musiałam zaryzykować. Spędziłam w tym domu już wystarczająco dużo czasu i potrzebowałam chwili przerwy. Niall odpalił silnik i zaraz potem ruszyliśmy.
 - Ojciec cię zabije - odezwał się James, gdy wjechaliśmy na główną ulicę.
 - Jestem już dorosła i mam prawo robić to co chcę.
 - Jess, on się po prostu o ciebie martwi - stwierdziła Rose. - Na jego miejscu też bym...
 - Przestań! - Krzyknęłam, patrząc na nią. Zrobiłam to trochę za głośno, bo na jej twarzy pojawiło się lekkie przerażenie, jakby bała się, że zaraz jej coś zrobię. James odwrócił się do nas, ale nic nie powiedział. Czułam też na sobie wzrok Nialla, który obserwował mnie przez lusterko. Nagle zrobiło mi się strasznie wstyd i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Przepraszam - dodałam, kładąc dłoń na jej dłoni i delikatnie ściskając.
 - Nic się nie stało - uśmiechnęła się, odwzajemniając uścisk. - Pewnie zareagowałabym podobnie.
 - Mówisz? - James zerknął na dziewczynę, udając zdziwienie. Wyszło mu to tak genialnie, że musiałam zacisnąć usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z wyrazu jego twarzy łatwo można było wyczytać, że ma do powiedzenia coś naprawdę ciekawego, bo aż rwał się do wypowiedzi. Z zainteresowaniem patrzyłam raz na nią, a raz na niego, zastanawiając się, które z nich odezwie się jako pierwsze.
 - Ani mi się waż! - Warknęła Rose, robiąc przy tym groźną minę, jednak na nikim nie zrobiło to jakiegoś specjalnego wrażenia.
 - Uwierz mi... - zaczął James, ale musiał przerwać, ponieważ Rose próbowała zasłonić mu dłońmi usta. Wyglądało to tak słodko, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Niall również się lekko uśmiechnął, rzucając w ich stronę jedno krótkie spojrzenie. Od początku drogi jeszcze się nie odezwał i zaczęłam się martwić, że to przeze mnie. Ostatnimi dniami prawie w ogóle ze sobą nie gadaliśmy, gdy zostawialiśmy sami w jakimś pomieszczeniu od razu wychodził pod byle pretekstem. Nasze rozmowy ograniczały się do minimum i nie ukrywam, że mnie to dotknęło. Codziennie zastanawiałam się co takiego mogłam zrobić, że zaczął mnie unikać.
   Nagłe szturchnięcie Rose sprowadziło mnie na ziemię. Przestałam tak intensywnie wpatrywać się w Nialla, choć nie od razu dotarło do mnie, że to robię. Brawo, już drugi raz dzisiaj robisz z siebie idiotkę. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nikt tego nie zauważył.
 - Hej, gdzie odpłynęłaś? - Szepnęła Rose, przybliżając się do mnie. Zdziwiłam się, że ta drobna bitwa między nią, a jej chłopakiem dobiegła już końca.
 - Co? - Spojrzałam na nią przelotnie, ale zrobiło mi się głupio, więc szybko odwróciłam wzrok. Poczułam jak porusza rękami i byłam ciekawa co robi, jednak nie odwróciłam się. Patrzyłam przez szybę, licząc samochody jadące w przeciwną stronę. Było ich zaskakująco dużo, jak na taką cichą okolicę.
 - Jess - Rose znowu mnie szturchnęła, podając mi swój telefon. Posłałam jej pytające spojrzenie, a ona dyskretnie kiwnęła głową na ekran. Skierowałam na niego swój wzrok i przeczytałam wiadomość, którą do mnie napisała.
 "On cię naprawdę bardzo lubi i nie pytaj mnie skąd to wiem, bo po prostu wiem. Musisz być cierpliwa. Niall ma problem z zaufaniem, daj mu trochę czasu, a zobaczysz, że było warto czekać ;)".
   Odruchowo na twarzy pojawił mi się uśmiech. Chciałam wierzyć w to co napisała, że mnie lubi, że warto będzie czekać, ale odkąd przestał się do mnie odzywać to wszystko podlega wątpliwości. Westchnęła cicho i usunęłam każde słowo, by móc wpisać swoje własne.
 "Nie jestem tego taka pewna. Przestał ze mną rozmawiać tak z dnia na dzień i nie wiem dlaczego".
   Oddałam jej telefon, unikając kontaktu wzrokowego. Miałam wątpliwości czy dobrze zrobiłam, pisząc jej o tym, ale zna go dłużej i jest większe prawdopodobieństwo, że będzie coś wiedziała na ten temat. Słyszałam jak wystukiwała odpowiedź, bo każde jej kliknięcie kończyło się wybranym przez nią jednosekundowym dźwiękiem. Bałam się, że przykuje to uwagę któregoś z chłopaków, ale na szczęście oni było zajęci swoją rozmową.
 "Stało się ostatnio coś między wami? Może się przestraszył tempa i potrzebuje chwili by sobie wszystko przemyśleć".
   Nie powinna mnie ta treść dziwić, a jednak zdziwiła, bo skąd niby mogła wiedzieć, że mogło coś między nami zajść? Sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Pocałowałam go, ale to było dawno i po tym incydencie normalnie ze sobą rozmawialiśmy, więc nie mogło o to chodzić.
 "Nie wiem".
 - Chłopaki, chcę mi się siusiu - Rose wtrąciła się do ich rozmowy.
 - Poważnie? Dopiero co wyjechaliśmy - w głosie Jamesa dało się wyczuć zniecierpliwienie.
 - Nic na to nie poradzę - pokazała chłopakowi język, po czy przybliżając się do przednich siedzeń zwróciła się do Nialla. - Zatrzymasz się?
 - Pewnie - odpowiedział, posyłając jej uśmiech. James popatrzył na niego ze złością, ale Niall nic sobie z tego nie zrobił. Chwilę później zatrzymaliśmy się na poboczu i Rose wysiadła z samochodu, odwracając się jeszcze do mnie.
 - Chodź ze mną - zaskoczona prośbą poszłam za jej przykładem i wysiadłam.
 - Czemu te baby zawsze muszą łazić razem do toalety? - Zastanawiał się James.
 - Widzisz ty tu gdzieś toaletę?
 - Tak ogólnie pytam.
 - Jasne - zaśmiała się, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyłyśmy w stronę drzew.
 - Kocham ją, ale czasami chętnie bym ją udusił - zdążyłyśmy jeszcze usłyszeć, Rose uśmiechnęła się na te słowa.
 - Jest jakiś powód, dla którego mnie za sobą ciągniesz?
   Coraz bardziej oddalałyśmy się od chłopaków i coraz mniej mi się to podobało. Ciągle odwracałam się, by sprawdzić czy jeszcze ich widać i gdy w końcu totalnie straciłam ich z oczu ogarnęła mnie panika. Rose nagle się zatrzymała, przez co o mało na nią nie wpadłam. Zerknęła gdzieś za moje plecy, po czym szepnęła coś do siebie i popatrzyła na mnie.
 - Co się między wami dzieje?
 - Nic - odpowiedziałam zbyt szybko, bo zaczęła mi się intensywniej przyglądać, jakbym nagle stała się dla niej jakimś interesującym okazem. - Słuchaj, możemy wracać? Źle się tu czuję - zrobiłam krok w tym i już chciałam się odwrócić, ale Rose złapała mnie za ramię, uniemożliwiając mi ucieczkę.
 - Całowaliście się - nie byłam do końca pewna czy to było pytanie czy po prostu stwierdziła fakt. Nie od razu na nią popatrzyłam, błądziłam wzrokiem po lesie, a krew w moich żyłach płynęła coraz szybciej. Bałam się, że zaraz coś albo ktoś na nas wyskoczy i pożegnamy się z życiem. - Ty go pocałowałaś - stwierdziła, gdy nasz oczy się spotkały. Wystarczyło jej kilka sekund, żeby wyczytać to z mojej twarzy, jak ona to robiła? Rozluźniła uścisk i oparła się o najbliższe drzewo.
 - Mówisz tak, jakby to było coś złego - zaczęłam, masując miejsce, w które mnie przed chwilą ściskała. Jak na kobietę była bardzo silna. - Pocałowałam go i co z tego? Wiem, że pewnie nie powinnam była tego robić, ale stało się. Przeprosiłam i wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, ale najwidoczniej się myliłam. - Mówiłam coraz ciszej, a ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem i nie jestem pewna czy Rose je dosłyszała. Milczała przez chwilę, najwidoczniej analizując to co powiedziałam. W zasadzie nie liczyłam na żadne słowa otuchy, ale denerwowało mnie to jej milczenie. Nagle za placami usłyszałam szelest liści, a po chwili łamiące się gałęzie. Odwróciłam się przerażona i gotowa w każdej chwili wołać o pomoc, tym razem nie miałam zamiaru siedzieć cicho i liczyć na szczęście.
 - No ładnie - zobaczyłam idącego w naszym kierunku Jamesa i od razu moje mocno bijące serce się uspokoiło, jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki. - My tam na was czekamy, - machnął ręką w przeciwnym kierunku - a wy sobie tutaj plotkujecie. - Mówiąc nie patrzył na nas, tylko pod nogi.
 - Idź, zatrzymam go tu - szepnęła mi do ucha Rose, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się do mnie przybliżyła. Zaraz po tych słowach popchnęła mnie delikatnie, dając mi tym znak bym się ruszyła. Nie zdążyłam zareagować, bo widząc, że jestem zbyt zaskoczona jej zachowaniem, popchnęła mnie jeszcze raz, ale tym razem o wiele skuteczniej. Musiałam przytrzymać się drzewa, by nie upaść na ziemię.
 - Ej! - Warknęłam, posyłając jej swoje najgroźniejsze spojrzenie, jednak ona się tym nie przejęła i w ogóle nie powinno mnie to dziwić.
 - Cicho, idź - kiwnęła dyskretnie głową, a ja miałam ochotę ją zabić.
 - Co wy tu kombinujecie? - James patrzył na nas lekko zdezorientowany. Spojrzałam mu w oczy i wzruszyłam ramionami. Starałam się nie myśleć w jaki sposób Rose miała zamiar go tu zatrzymać, dlatego jak najszybciej się oddaliłam.
   Bałam się, że nie uda mi się samej dotrzeć do samochodu, ale o dziwo udało mi się i to bez jakiś większych problemów. Kiedy zobaczyłam opartego o maskę Nialla, byłam z siebie naprawdę bardzo dumna. Usłyszawszy moje kroki odwrócił się, ale nie powiedział ani słowa. Na kilka sekund nasze spojrzenia się zetknęły, jednak nie byłam do końca pewna czy patrzył na mnie czy może gdzieś za mną, oczekując, że zaraz pojawi się reszta. Gdy wrócił do swojej poprzedniej pozycji, moje całe szczęście się ulotniło, a w zamian wróciła rozpacz i to z podwojoną siłą. W tej chwili nie miałam ochoty na żadne rozmowy z nim, zresztą on też nie palił się do jakiejkolwiek rozmowy. Trudno, wszystko zostaje po staremu. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, po czym z cichym westchnieniem wsiadłam do samochodu na moje miejsce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie robiłam nic, co mogło by mnie zmęczyć, a mimo to byłam zmęczona. Myślami wróciłam do przeszłości, do tych momentów, w których byłam szczęśliwa i niczego mi nie brakowało. Uśmiechnęłam się sama do siebie, uzmysławiając sobie, że zrobiłabym wszystko by do tego wrócić. Głośny dźwięk dzwonka wybudził mnie z tych marzeń. Wyprostowałam się, a mój wzrok od razu padł na Nialla, który właśnie chodził w jedną i w drugą stronę, trzymając telefon przy uchu. Uchyliłam trochę szybę, żeby słyszeć co mówi, choć tak naprawdę nie interesowało mnie to, po prostu chciałam usłyszeć jego głos. Jesteś chora kobieto!
 - ...wszystko jest w porządku, siedzi właśnie w samochodzie i czekamy na resztę - chwila ciszy. - Zrobiliśmy sobie małą przerwę, bo Rose... - znowu cisza, a Niall był coraz bardziej podenerwowany. - Tak wiem, ale wiesz jaka... - popatrzył na mnie, więc szybko odwróciłam wzrok - cały czas mam ją na oku, nie martw się - skończył rozmowę i zaraz potem do mnie podszedł. - Dzwonił twój tata, wciąż jest na ciebie zły - skrzywiłam się, wyobrażając sobie jego minę, gdy rozmawiał z Niallem. - Od teraz będziesz siedziała ze mną z przodu.
   Mimo że byłam teraz bliżej Nialla, wolałam siedzieć z tyłu. Odkąd zajęłam miejsce Jamesa, który nie miał nic przeciwko temu, nikt nic nie mówił na głos. Czasami pasażerowie z tyłu coś do siebie szeptali, ale na tym by się skończyło. Czułam się tu jak intruz i żałowałam, że nie jestem na tyle odważna, by wyskoczyć z tego samochodu, więc jak dojechaliśmy pod najbliższy duży sklep odetchnęłam z ulgą. Parking był wystarczająco dużo byśmy mogli bez problemu zaparkować. Niestety nie było wolnych miejsc zaraz przy wejściu, dlatego musieliśmy stanąć prawie na samym końcu i podejść te parę metrów. Mi nie sprawiało to większego problemu, bo z przyjemnością rozprostuje sobie kości po ponad godzinnej jeździe, ale reszta nie podzielała mojego zdania. Niall cały czas szedł obok mnie i w innych okolicznościach bym się z tego ucieszyła, jednak nie dzisiaj. Oboje z Jamesem rozglądali się na wszystkie strony, co było tak przesadne, że nawet nie chciało mi się tego komentować. Byłam pewna w stu procentach, że gdyby ktoś miał nas zaatakować, co mam nadzieję się nie stanie, to na pewno nie jest na tyle głupi by zrobić to w miejscu publicznym. Do tej pory myślałam, że to ja mam paranoje.
   Zakupy zrobiliśmy w niecałe piętnaście minut, gorzej było ze staniem przy kasie. W sklepie było tyle ludzi, że z ledwością udawało nam się przeciskać między regałami, dlatego James stał z wózkiem w jednym miejscu, a nasza trójka rozeszła się po sklepie w poszukiwaniu najpotrzebniejszych produktów. Na początku nie podobało się to Niallowi, ale został przegłosowany. Teraz staliśmy we czwórkę przy kasie, czekając cierpliwie na swoją kolej, wszyscy oprócz Nialla.
 - Może pójdziemy z Rose do samochodu, co? Nie ma sensu byśmy tu wszyscy stali - zaproponowałam.
 - Obiecałem twojemu ojcu, że nie spuszczę cię z oczu - odpowiedział Niall tonem nieznoszącym sprzeciwu.
 - To weź mrugnij albo coś, przecież jesteś tylko człowiekiem, nie? - Westchnął, sięgając do kieszeni po kluczyki.
 - Idźcie, ale uważajcie, ok? - Pokiwałam głową i odebrałam od niego kluczyki.
   Nie miałyśmy problemów z odnalezieniem naszego samochodu. Władowałyśmy się do środka, blokując do nas dostęp z wewnętrznej strony. Rose oczywiście od razu przeszła do ataku, bombardując mnie pytaniami na temat Nialla. Sądziła, że skoro po ich powrocie siedziałam już z nim z przodu, to musieliśmy dojść do porozumienia. Jakież było jej rozczarowanie, gdy opowiedziałam jej jak to było naprawdę.
 - Beznadzieja - skomentowała. - Po co ja się tak starałam?
 - Nie wmówisz mi, że to było dla ciebie duże poświęcenie - popatrzyłyśmy na siebie, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a zaraz potem Rose dołączyła do mnie.
 - No fakt, ale nie zmienia to faktu, że zrobiłam to dla ciebie - powiedziała, gdy się uspokoiła.
 - Wiem i dziękuję ci za to.
 - Może ja z nim pogadam albo poproszę Jamesa?
 - Lepiej nie, może samo się to jakoś wyjaśni albo spróbuje pogadać z nim przy następnej okazji.
 - Jakby coś to ja służę pomocą - jej mina spowodowała, że znowu zaczęłyśmy się śmiać.
   Ciągle się śmiejąc rozejrzałam się po parkingu, ale nigdzie nie było ani śladu chłopaków. Minęło dopiero jakieś pięć minut, więc nie było sensu panikować. Zobaczyłam nadjeżdżające czarne volvo z drugiego końca parkingu. Jechało bardzo pomału i zaczęło mnie to zastanawiać. Kiedy przejeżdżało przed nami, zobaczyłam za kierownicą znajomą twarz. Momentalnie uśmiech zniknął mi z twarzy, zastępując go strachem. Odruchowo poprawiłam się na siedzeniu, śledząc wzrokiem tego mężczyznę. Nagle się odwrócił i popatrzył na mnie, uśmiechając się. Na pierwszy rzut oka był to normalny, może nawet przyjazny uśmiech, jednak na jego widok przeszedł mnie dreszcz.
 - Jess, co ci jest? - Spytała Rose z paniką, odwracając się do mnie. Nim zdążyłam coś powiedzieć, volvo przyspieszyło i odjechało. - Jess! Hej! - Krzyczała, delikatnie mną szturchając. Zamrugałam kilkakrotnie, przełykając głośno ślinę.
   To nie jest możliwe, uspokój się!
 - Jess, do cholery, odezwij się! - Krzyknęła tak głośno, że aż podskoczyłam ze strachu.
 - Nic, jest ok. Wydawało mi się, że kogoś widziałam - ale to nie jest możliwe by tu był. Zmusiłam się do słabego uśmiechu, modląc się by już o nic nie pytała i dała mi spokój.
 - Strasznie zbladłaś - zabrzmiała jak matka, która martwi się o swoje dziecko. - Jesteś pewna, że dobrze się czujesz?
 - Rozbolała mnie tylko głowa, nic więcej. - Lekkie pukanie w szybę przestraszyło mnie na tyle, że z moich ust wydobył się niezrozumiały dźwięk. Gdy dotarło do mnie, że to tylko James z zakupami, opadłam bezwładnie w ramiona Rose, uspokajając przyspieszony oddech.
   Wmówiłam sobie, że to wymysł mojej chorej wyobraźni i tego miałam zamiaru się trzymać. Nikomu też nie przyznałam się co widziałam. Na własne oczy widziałam jak jeden strzał wysysa z niego życie. Nie wiem, ile czasu minęło od tamtego dnia, ale wciąż pamiętam jak kołysałam go w ramionach, licząc na cud, przecież był wtedy moim najlepszym przyjacielem i jedyną bliską mi osobą. Wtedy jeszcze nie wiedział, że kilka słów może zmienić moje zdanie o nim. Wspomnienia spowodowały, że łza zakręciła mi się w oku.
   W drodze powrotnej milczenie mi absolutnie nie przeszkadzało. Wpatrywałam się w szybę i podziwiałam widoki. Co jakiś czas Niall mi się przyglądał, nie musiałam się odwracać do niego by to potwierdzić, czułam to. Podobało mi się, że się mną interesował. Uśmiechnęłam się pod nosem, zadowolona, że mnie teraz nie widzi.
 - Słuchajcie, chyba mamy problem - odezwał się Niall, gdy się odwróciłam, patrzył w boczne lusterko.
 - Co się stało? - Spytał James, przybliżając się.
 - Widzicie ten samochód za nami? - Cała nasz trójka jak na komendę odwróciliśmy się do tyłu. Od razu rozpoznałam to auto, czarne volvo.
 - Już go widziałam - przyznałam się, wracając do poprzedniej pozycji.
 - Kiedy? Gdzie? - Dopytywał Niall, patrząc na mnie dłużej niż to było konieczne. Z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, że nie jest zadowolony, bo ukrywałam przed nim coś tak istotnego.
 - Przed sklepem na parkingu, a za kierownicą siedział - wzięłam głęboki oddech - Thomas.
 - Przecież on nie żyje - powiedziała Rose i wszyscy się z nią zgodzili.
 - Tak wiem - z nerwów zaczęłam bawić się palcami, choć nie wiedziałam czy faktycznie z nerwów czy ze strach jaki mnie ogarnął.
 - Więc jak to możliwe?
 - Może mi się wydawało - szepnęłam, miałam mętlik w głowie. Zdawałam sobie sprawę, że to nie jest możliwe, ale to było takie realne.
 - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Spytał Niall.
 - To dlatego tak zbladłaś - powiedziała Rose w tym samym momencie.
 - Za kierownicą na pewno nie siedzi Thomas - wtrącił James. Odwróciłam się do niego, by lepiej przyjrzeć się kierowcy i miał rację.
 - Słuchaj Niall, weź skręć w jakąś drogę, zobaczymy czy za nami pojedzie - zaproponowała Rose.
 - Świetny pomysł, sam bym na to nie wpadł - burknął Niall. - Jest tylko mały problem, tu nie ma żadnych bocznych dróg!
 - To znajdź jakąś!
 - Hej, nie kłócicie się - uspokoił ich James. - Przyspiesza - dodał zaraz. Czarne volvo zrównało z nami i dopiero teraz zwróciłam uwagę na przyciemniane szyby. Tylna szyba zaczęła się powoli opuszczać, odsłaniając twarz osoby siedzącej za nią. Niall gwałtownie zahamował, a nas wyrzuciło do przodu. Volvo pognało przed siebie, jednak szybko się cofnęło i znowu zrównało z nami. Serce mi stanęło, zamknęłam oczy, modląc się by to był tylko sen.
 - Zaskoczeni? - Odwróciłam powoli głowę i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. - Cześć Jess, stęskniłem się - uśmiechnął się do mnie. Niall rozpinał już pasy, ale zatrzymałam go, kładąc dłoń na jego dłoni. Zerknął na mnie, był wkurzony i to bardzo, ale nie na mnie. - Nie doceniałeś mnie, co Horan?
 - Miałeś nie żyć - warknął, ściskając moją dłoń. Cieszyłam się, że był obok, bo z nim czułam się bezpieczniej i nawet widok Thomasa, który miał nie żyć nie przerażał mnie już tak bardzo.
 - Pokrzyżowałem ci plany, jak widać.
 - To nic, z przyjemnością zabije cię jeszcze raz - wycedził przez zęby.
 - Nie wątpię, ale tym razem nie pójdzie ci tak łatwo.
 - Słuchaj...
 - Nie, to ty słuchaj - zmienił ton na bardziej stanowczy. - Przez ciebie wszystko mi się skomplikowało, ale ja nie poddaje się tak łatwo i gwarantuje, że dopnę swego. Jess? - Popatrzył mi w oczy. - Przekaż ojcu, że zemsta jest już bliska i nic ani nikt jej nie powstrzyma. - Uśmiechnął się do mnie, po czym kazał kierowcy ruszać. Patrzyłam jak volvo się oddala, a w oczach pojawiły mi się łzy i tym razem pozwoliłam im spływać po policzkach.
__________________________________________________________________________________

   Pierwsze pytanie, czy rozdział nie jest za długi? Mogłam trochę przesadzić, ale to ostatni raz ;)
   Podjęłam pewną ważną decyzję jeśli chodzi o bloga. Postanowiłam przyspieszyć akcję w rozdziałach i zmniejszyć ilość rozdziałów do minimum. Pisząc ten rozdział doszłam do wniosku, że nie nadaję się do pisania takich historyjek, jestem w tym po prostu beznadziejna, więc mam w planach zakończyć ten blog najszybciej jak się da. Nie martwcie się jednak, bo jeszcze parę rozdziałów pojawi się na pewno :)
   Następny rozdział pojawi się około 14-18 marca.
   Dziękuję tym, którzy tu ze mną są i do następnego :*

 Ps. Odpowiadając na pytanie AniusiaXo: nigdy nie myślałam o pisaniu na wattpadzie, a może kiedyś ;).

3 komentarze :

  1. Ooo, Thomas jednak żyje :D Tego się nie spodziewałam, ale jak to mówią - złego diabli nie biorą. Mimo że jest postacią negatywną, to jego pojawienie się zwiastuje jakąś akcję, a tego nie mogę się doczekać, więc się cieszę :) Czytałam blogi z rozdziałami dłuższymi, ale również krótszymi - dla mnie nie ma to większego znaczenia, ponieważ oczywiście najważniejsza jest treść :) Hmm... Trochę się dziwię, że Autorka uznała się za "beznadziejną" i ocenia siebie tak surowo. Mam odmienne zdanie i będzie mi trochę brakować tej historii, gdy się skończy. A teraz zwracam się bezpośrednio do Autorki - pisz dalej, dziewczyno! I nie chodzi mi tutaj o tego bloga, bo już podjęłaś decyzję i ja ją szanuję, ale mam na myśli ogólnie pisanie. Mimo że moja ocena jest trochę subiektywna, to jednak naprawdę fajnie Ci to wychodzi. Masz już wyrobiony własny styl pisania i warto go rozwijać, bo to może zaprocentować. Trening czyni mistrza :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mów ze jesteś beznadziejna i ani tak tak nie myśl! Bo jesteś naprawde dobra w tym co robisz i jesli będziesz pisać więcej to staniesz się jeszcze lepsza! Opowiadanie jest genialne! Mam nadzieje że nie skończysz go tak szybko jak mówisz bo naprawde mi się podoba 😊 Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością 😅 A jesli skończysz to opowiadanie to może zabierzesz sie za następne? Trzymam kciuki i życzę ci dużoooo weny! 😍😊😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Wooo! Znalazłam ten blog godzinę temu i tak mnie wciągnął że już skończyłam to czytać. Masz talent dziewczyno♡♡ czekam na next

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K