poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 12. Wielki powrót

 PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!

 - Nie zgadzam się - te ostatnie słowa usłyszałam od ojca, kiedy wychodziłam z pokoju wkurzona. Później jeszcze coś za mną krzyczał, ale zignorowałam to. Zeszłam na dół i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Od tej przeklętej nocy, kiedy razem z Rose poszłyśmy do lasu, czułam się więziona przez najbliższą mi osobę. Nie mogłam nigdzie wyjść bez jego zgody i bez osoby towarzyszącej. Z początku starałam się to zrozumieć i postanowiłam nie robić żadnych scen, bo byłam pewna, że nie będzie to długo trwało, ale moja cierpliwość też ma swoje granice. Nie byłam już dzieckiem i najwyższy czas, żeby w końcu to do niego dotarło.
   Wzrokiem odnalazłam Rose, która pakowała się już do samochodu, więc podleciałam do niej. Niall i James już siedzieli w środku gotowi do drogi. Bez słowa zajęłam miejsce z drugiej strony, po czym oparłam głowę o oparcie, przymykając na moment oczy. Wiedziałam, że mi się za to oberwie, ale musiałam zaryzykować. Spędziłam w tym domu już wystarczająco dużo czasu i potrzebowałam chwili przerwy. Niall odpalił silnik i zaraz potem ruszyliśmy.
 - Ojciec cię zabije - odezwał się James, gdy wjechaliśmy na główną ulicę.
 - Jestem już dorosła i mam prawo robić to co chcę.
 - Jess, on się po prostu o ciebie martwi - stwierdziła Rose. - Na jego miejscu też bym...
 - Przestań! - Krzyknęłam, patrząc na nią. Zrobiłam to trochę za głośno, bo na jej twarzy pojawiło się lekkie przerażenie, jakby bała się, że zaraz jej coś zrobię. James odwrócił się do nas, ale nic nie powiedział. Czułam też na sobie wzrok Nialla, który obserwował mnie przez lusterko. Nagle zrobiło mi się strasznie wstyd i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Przepraszam - dodałam, kładąc dłoń na jej dłoni i delikatnie ściskając.
 - Nic się nie stało - uśmiechnęła się, odwzajemniając uścisk. - Pewnie zareagowałabym podobnie.
 - Mówisz? - James zerknął na dziewczynę, udając zdziwienie. Wyszło mu to tak genialnie, że musiałam zacisnąć usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z wyrazu jego twarzy łatwo można było wyczytać, że ma do powiedzenia coś naprawdę ciekawego, bo aż rwał się do wypowiedzi. Z zainteresowaniem patrzyłam raz na nią, a raz na niego, zastanawiając się, które z nich odezwie się jako pierwsze.
 - Ani mi się waż! - Warknęła Rose, robiąc przy tym groźną minę, jednak na nikim nie zrobiło to jakiegoś specjalnego wrażenia.
 - Uwierz mi... - zaczął James, ale musiał przerwać, ponieważ Rose próbowała zasłonić mu dłońmi usta. Wyglądało to tak słodko, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Niall również się lekko uśmiechnął, rzucając w ich stronę jedno krótkie spojrzenie. Od początku drogi jeszcze się nie odezwał i zaczęłam się martwić, że to przeze mnie. Ostatnimi dniami prawie w ogóle ze sobą nie gadaliśmy, gdy zostawialiśmy sami w jakimś pomieszczeniu od razu wychodził pod byle pretekstem. Nasze rozmowy ograniczały się do minimum i nie ukrywam, że mnie to dotknęło. Codziennie zastanawiałam się co takiego mogłam zrobić, że zaczął mnie unikać.
   Nagłe szturchnięcie Rose sprowadziło mnie na ziemię. Przestałam tak intensywnie wpatrywać się w Nialla, choć nie od razu dotarło do mnie, że to robię. Brawo, już drugi raz dzisiaj robisz z siebie idiotkę. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nikt tego nie zauważył.
 - Hej, gdzie odpłynęłaś? - Szepnęła Rose, przybliżając się do mnie. Zdziwiłam się, że ta drobna bitwa między nią, a jej chłopakiem dobiegła już końca.
 - Co? - Spojrzałam na nią przelotnie, ale zrobiło mi się głupio, więc szybko odwróciłam wzrok. Poczułam jak porusza rękami i byłam ciekawa co robi, jednak nie odwróciłam się. Patrzyłam przez szybę, licząc samochody jadące w przeciwną stronę. Było ich zaskakująco dużo, jak na taką cichą okolicę.
 - Jess - Rose znowu mnie szturchnęła, podając mi swój telefon. Posłałam jej pytające spojrzenie, a ona dyskretnie kiwnęła głową na ekran. Skierowałam na niego swój wzrok i przeczytałam wiadomość, którą do mnie napisała.
 "On cię naprawdę bardzo lubi i nie pytaj mnie skąd to wiem, bo po prostu wiem. Musisz być cierpliwa. Niall ma problem z zaufaniem, daj mu trochę czasu, a zobaczysz, że było warto czekać ;)".
   Odruchowo na twarzy pojawił mi się uśmiech. Chciałam wierzyć w to co napisała, że mnie lubi, że warto będzie czekać, ale odkąd przestał się do mnie odzywać to wszystko podlega wątpliwości. Westchnęła cicho i usunęłam każde słowo, by móc wpisać swoje własne.
 "Nie jestem tego taka pewna. Przestał ze mną rozmawiać tak z dnia na dzień i nie wiem dlaczego".
   Oddałam jej telefon, unikając kontaktu wzrokowego. Miałam wątpliwości czy dobrze zrobiłam, pisząc jej o tym, ale zna go dłużej i jest większe prawdopodobieństwo, że będzie coś wiedziała na ten temat. Słyszałam jak wystukiwała odpowiedź, bo każde jej kliknięcie kończyło się wybranym przez nią jednosekundowym dźwiękiem. Bałam się, że przykuje to uwagę któregoś z chłopaków, ale na szczęście oni było zajęci swoją rozmową.
 "Stało się ostatnio coś między wami? Może się przestraszył tempa i potrzebuje chwili by sobie wszystko przemyśleć".
   Nie powinna mnie ta treść dziwić, a jednak zdziwiła, bo skąd niby mogła wiedzieć, że mogło coś między nami zajść? Sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Pocałowałam go, ale to było dawno i po tym incydencie normalnie ze sobą rozmawialiśmy, więc nie mogło o to chodzić.
 "Nie wiem".
 - Chłopaki, chcę mi się siusiu - Rose wtrąciła się do ich rozmowy.
 - Poważnie? Dopiero co wyjechaliśmy - w głosie Jamesa dało się wyczuć zniecierpliwienie.
 - Nic na to nie poradzę - pokazała chłopakowi język, po czy przybliżając się do przednich siedzeń zwróciła się do Nialla. - Zatrzymasz się?
 - Pewnie - odpowiedział, posyłając jej uśmiech. James popatrzył na niego ze złością, ale Niall nic sobie z tego nie zrobił. Chwilę później zatrzymaliśmy się na poboczu i Rose wysiadła z samochodu, odwracając się jeszcze do mnie.
 - Chodź ze mną - zaskoczona prośbą poszłam za jej przykładem i wysiadłam.
 - Czemu te baby zawsze muszą łazić razem do toalety? - Zastanawiał się James.
 - Widzisz ty tu gdzieś toaletę?
 - Tak ogólnie pytam.
 - Jasne - zaśmiała się, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyłyśmy w stronę drzew.
 - Kocham ją, ale czasami chętnie bym ją udusił - zdążyłyśmy jeszcze usłyszeć, Rose uśmiechnęła się na te słowa.
 - Jest jakiś powód, dla którego mnie za sobą ciągniesz?
   Coraz bardziej oddalałyśmy się od chłopaków i coraz mniej mi się to podobało. Ciągle odwracałam się, by sprawdzić czy jeszcze ich widać i gdy w końcu totalnie straciłam ich z oczu ogarnęła mnie panika. Rose nagle się zatrzymała, przez co o mało na nią nie wpadłam. Zerknęła gdzieś za moje plecy, po czym szepnęła coś do siebie i popatrzyła na mnie.
 - Co się między wami dzieje?
 - Nic - odpowiedziałam zbyt szybko, bo zaczęła mi się intensywniej przyglądać, jakbym nagle stała się dla niej jakimś interesującym okazem. - Słuchaj, możemy wracać? Źle się tu czuję - zrobiłam krok w tym i już chciałam się odwrócić, ale Rose złapała mnie za ramię, uniemożliwiając mi ucieczkę.
 - Całowaliście się - nie byłam do końca pewna czy to było pytanie czy po prostu stwierdziła fakt. Nie od razu na nią popatrzyłam, błądziłam wzrokiem po lesie, a krew w moich żyłach płynęła coraz szybciej. Bałam się, że zaraz coś albo ktoś na nas wyskoczy i pożegnamy się z życiem. - Ty go pocałowałaś - stwierdziła, gdy nasz oczy się spotkały. Wystarczyło jej kilka sekund, żeby wyczytać to z mojej twarzy, jak ona to robiła? Rozluźniła uścisk i oparła się o najbliższe drzewo.
 - Mówisz tak, jakby to było coś złego - zaczęłam, masując miejsce, w które mnie przed chwilą ściskała. Jak na kobietę była bardzo silna. - Pocałowałam go i co z tego? Wiem, że pewnie nie powinnam była tego robić, ale stało się. Przeprosiłam i wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, ale najwidoczniej się myliłam. - Mówiłam coraz ciszej, a ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem i nie jestem pewna czy Rose je dosłyszała. Milczała przez chwilę, najwidoczniej analizując to co powiedziałam. W zasadzie nie liczyłam na żadne słowa otuchy, ale denerwowało mnie to jej milczenie. Nagle za placami usłyszałam szelest liści, a po chwili łamiące się gałęzie. Odwróciłam się przerażona i gotowa w każdej chwili wołać o pomoc, tym razem nie miałam zamiaru siedzieć cicho i liczyć na szczęście.
 - No ładnie - zobaczyłam idącego w naszym kierunku Jamesa i od razu moje mocno bijące serce się uspokoiło, jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki. - My tam na was czekamy, - machnął ręką w przeciwnym kierunku - a wy sobie tutaj plotkujecie. - Mówiąc nie patrzył na nas, tylko pod nogi.
 - Idź, zatrzymam go tu - szepnęła mi do ucha Rose, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się do mnie przybliżyła. Zaraz po tych słowach popchnęła mnie delikatnie, dając mi tym znak bym się ruszyła. Nie zdążyłam zareagować, bo widząc, że jestem zbyt zaskoczona jej zachowaniem, popchnęła mnie jeszcze raz, ale tym razem o wiele skuteczniej. Musiałam przytrzymać się drzewa, by nie upaść na ziemię.
 - Ej! - Warknęłam, posyłając jej swoje najgroźniejsze spojrzenie, jednak ona się tym nie przejęła i w ogóle nie powinno mnie to dziwić.
 - Cicho, idź - kiwnęła dyskretnie głową, a ja miałam ochotę ją zabić.
 - Co wy tu kombinujecie? - James patrzył na nas lekko zdezorientowany. Spojrzałam mu w oczy i wzruszyłam ramionami. Starałam się nie myśleć w jaki sposób Rose miała zamiar go tu zatrzymać, dlatego jak najszybciej się oddaliłam.
   Bałam się, że nie uda mi się samej dotrzeć do samochodu, ale o dziwo udało mi się i to bez jakiś większych problemów. Kiedy zobaczyłam opartego o maskę Nialla, byłam z siebie naprawdę bardzo dumna. Usłyszawszy moje kroki odwrócił się, ale nie powiedział ani słowa. Na kilka sekund nasze spojrzenia się zetknęły, jednak nie byłam do końca pewna czy patrzył na mnie czy może gdzieś za mną, oczekując, że zaraz pojawi się reszta. Gdy wrócił do swojej poprzedniej pozycji, moje całe szczęście się ulotniło, a w zamian wróciła rozpacz i to z podwojoną siłą. W tej chwili nie miałam ochoty na żadne rozmowy z nim, zresztą on też nie palił się do jakiejkolwiek rozmowy. Trudno, wszystko zostaje po staremu. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, po czym z cichym westchnieniem wsiadłam do samochodu na moje miejsce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie robiłam nic, co mogło by mnie zmęczyć, a mimo to byłam zmęczona. Myślami wróciłam do przeszłości, do tych momentów, w których byłam szczęśliwa i niczego mi nie brakowało. Uśmiechnęłam się sama do siebie, uzmysławiając sobie, że zrobiłabym wszystko by do tego wrócić. Głośny dźwięk dzwonka wybudził mnie z tych marzeń. Wyprostowałam się, a mój wzrok od razu padł na Nialla, który właśnie chodził w jedną i w drugą stronę, trzymając telefon przy uchu. Uchyliłam trochę szybę, żeby słyszeć co mówi, choć tak naprawdę nie interesowało mnie to, po prostu chciałam usłyszeć jego głos. Jesteś chora kobieto!
 - ...wszystko jest w porządku, siedzi właśnie w samochodzie i czekamy na resztę - chwila ciszy. - Zrobiliśmy sobie małą przerwę, bo Rose... - znowu cisza, a Niall był coraz bardziej podenerwowany. - Tak wiem, ale wiesz jaka... - popatrzył na mnie, więc szybko odwróciłam wzrok - cały czas mam ją na oku, nie martw się - skończył rozmowę i zaraz potem do mnie podszedł. - Dzwonił twój tata, wciąż jest na ciebie zły - skrzywiłam się, wyobrażając sobie jego minę, gdy rozmawiał z Niallem. - Od teraz będziesz siedziała ze mną z przodu.
   Mimo że byłam teraz bliżej Nialla, wolałam siedzieć z tyłu. Odkąd zajęłam miejsce Jamesa, który nie miał nic przeciwko temu, nikt nic nie mówił na głos. Czasami pasażerowie z tyłu coś do siebie szeptali, ale na tym by się skończyło. Czułam się tu jak intruz i żałowałam, że nie jestem na tyle odważna, by wyskoczyć z tego samochodu, więc jak dojechaliśmy pod najbliższy duży sklep odetchnęłam z ulgą. Parking był wystarczająco dużo byśmy mogli bez problemu zaparkować. Niestety nie było wolnych miejsc zaraz przy wejściu, dlatego musieliśmy stanąć prawie na samym końcu i podejść te parę metrów. Mi nie sprawiało to większego problemu, bo z przyjemnością rozprostuje sobie kości po ponad godzinnej jeździe, ale reszta nie podzielała mojego zdania. Niall cały czas szedł obok mnie i w innych okolicznościach bym się z tego ucieszyła, jednak nie dzisiaj. Oboje z Jamesem rozglądali się na wszystkie strony, co było tak przesadne, że nawet nie chciało mi się tego komentować. Byłam pewna w stu procentach, że gdyby ktoś miał nas zaatakować, co mam nadzieję się nie stanie, to na pewno nie jest na tyle głupi by zrobić to w miejscu publicznym. Do tej pory myślałam, że to ja mam paranoje.
   Zakupy zrobiliśmy w niecałe piętnaście minut, gorzej było ze staniem przy kasie. W sklepie było tyle ludzi, że z ledwością udawało nam się przeciskać między regałami, dlatego James stał z wózkiem w jednym miejscu, a nasza trójka rozeszła się po sklepie w poszukiwaniu najpotrzebniejszych produktów. Na początku nie podobało się to Niallowi, ale został przegłosowany. Teraz staliśmy we czwórkę przy kasie, czekając cierpliwie na swoją kolej, wszyscy oprócz Nialla.
 - Może pójdziemy z Rose do samochodu, co? Nie ma sensu byśmy tu wszyscy stali - zaproponowałam.
 - Obiecałem twojemu ojcu, że nie spuszczę cię z oczu - odpowiedział Niall tonem nieznoszącym sprzeciwu.
 - To weź mrugnij albo coś, przecież jesteś tylko człowiekiem, nie? - Westchnął, sięgając do kieszeni po kluczyki.
 - Idźcie, ale uważajcie, ok? - Pokiwałam głową i odebrałam od niego kluczyki.
   Nie miałyśmy problemów z odnalezieniem naszego samochodu. Władowałyśmy się do środka, blokując do nas dostęp z wewnętrznej strony. Rose oczywiście od razu przeszła do ataku, bombardując mnie pytaniami na temat Nialla. Sądziła, że skoro po ich powrocie siedziałam już z nim z przodu, to musieliśmy dojść do porozumienia. Jakież było jej rozczarowanie, gdy opowiedziałam jej jak to było naprawdę.
 - Beznadzieja - skomentowała. - Po co ja się tak starałam?
 - Nie wmówisz mi, że to było dla ciebie duże poświęcenie - popatrzyłyśmy na siebie, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a zaraz potem Rose dołączyła do mnie.
 - No fakt, ale nie zmienia to faktu, że zrobiłam to dla ciebie - powiedziała, gdy się uspokoiła.
 - Wiem i dziękuję ci za to.
 - Może ja z nim pogadam albo poproszę Jamesa?
 - Lepiej nie, może samo się to jakoś wyjaśni albo spróbuje pogadać z nim przy następnej okazji.
 - Jakby coś to ja służę pomocą - jej mina spowodowała, że znowu zaczęłyśmy się śmiać.
   Ciągle się śmiejąc rozejrzałam się po parkingu, ale nigdzie nie było ani śladu chłopaków. Minęło dopiero jakieś pięć minut, więc nie było sensu panikować. Zobaczyłam nadjeżdżające czarne volvo z drugiego końca parkingu. Jechało bardzo pomału i zaczęło mnie to zastanawiać. Kiedy przejeżdżało przed nami, zobaczyłam za kierownicą znajomą twarz. Momentalnie uśmiech zniknął mi z twarzy, zastępując go strachem. Odruchowo poprawiłam się na siedzeniu, śledząc wzrokiem tego mężczyznę. Nagle się odwrócił i popatrzył na mnie, uśmiechając się. Na pierwszy rzut oka był to normalny, może nawet przyjazny uśmiech, jednak na jego widok przeszedł mnie dreszcz.
 - Jess, co ci jest? - Spytała Rose z paniką, odwracając się do mnie. Nim zdążyłam coś powiedzieć, volvo przyspieszyło i odjechało. - Jess! Hej! - Krzyczała, delikatnie mną szturchając. Zamrugałam kilkakrotnie, przełykając głośno ślinę.
   To nie jest możliwe, uspokój się!
 - Jess, do cholery, odezwij się! - Krzyknęła tak głośno, że aż podskoczyłam ze strachu.
 - Nic, jest ok. Wydawało mi się, że kogoś widziałam - ale to nie jest możliwe by tu był. Zmusiłam się do słabego uśmiechu, modląc się by już o nic nie pytała i dała mi spokój.
 - Strasznie zbladłaś - zabrzmiała jak matka, która martwi się o swoje dziecko. - Jesteś pewna, że dobrze się czujesz?
 - Rozbolała mnie tylko głowa, nic więcej. - Lekkie pukanie w szybę przestraszyło mnie na tyle, że z moich ust wydobył się niezrozumiały dźwięk. Gdy dotarło do mnie, że to tylko James z zakupami, opadłam bezwładnie w ramiona Rose, uspokajając przyspieszony oddech.
   Wmówiłam sobie, że to wymysł mojej chorej wyobraźni i tego miałam zamiaru się trzymać. Nikomu też nie przyznałam się co widziałam. Na własne oczy widziałam jak jeden strzał wysysa z niego życie. Nie wiem, ile czasu minęło od tamtego dnia, ale wciąż pamiętam jak kołysałam go w ramionach, licząc na cud, przecież był wtedy moim najlepszym przyjacielem i jedyną bliską mi osobą. Wtedy jeszcze nie wiedział, że kilka słów może zmienić moje zdanie o nim. Wspomnienia spowodowały, że łza zakręciła mi się w oku.
   W drodze powrotnej milczenie mi absolutnie nie przeszkadzało. Wpatrywałam się w szybę i podziwiałam widoki. Co jakiś czas Niall mi się przyglądał, nie musiałam się odwracać do niego by to potwierdzić, czułam to. Podobało mi się, że się mną interesował. Uśmiechnęłam się pod nosem, zadowolona, że mnie teraz nie widzi.
 - Słuchajcie, chyba mamy problem - odezwał się Niall, gdy się odwróciłam, patrzył w boczne lusterko.
 - Co się stało? - Spytał James, przybliżając się.
 - Widzicie ten samochód za nami? - Cała nasz trójka jak na komendę odwróciliśmy się do tyłu. Od razu rozpoznałam to auto, czarne volvo.
 - Już go widziałam - przyznałam się, wracając do poprzedniej pozycji.
 - Kiedy? Gdzie? - Dopytywał Niall, patrząc na mnie dłużej niż to było konieczne. Z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, że nie jest zadowolony, bo ukrywałam przed nim coś tak istotnego.
 - Przed sklepem na parkingu, a za kierownicą siedział - wzięłam głęboki oddech - Thomas.
 - Przecież on nie żyje - powiedziała Rose i wszyscy się z nią zgodzili.
 - Tak wiem - z nerwów zaczęłam bawić się palcami, choć nie wiedziałam czy faktycznie z nerwów czy ze strach jaki mnie ogarnął.
 - Więc jak to możliwe?
 - Może mi się wydawało - szepnęłam, miałam mętlik w głowie. Zdawałam sobie sprawę, że to nie jest możliwe, ale to było takie realne.
 - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Spytał Niall.
 - To dlatego tak zbladłaś - powiedziała Rose w tym samym momencie.
 - Za kierownicą na pewno nie siedzi Thomas - wtrącił James. Odwróciłam się do niego, by lepiej przyjrzeć się kierowcy i miał rację.
 - Słuchaj Niall, weź skręć w jakąś drogę, zobaczymy czy za nami pojedzie - zaproponowała Rose.
 - Świetny pomysł, sam bym na to nie wpadł - burknął Niall. - Jest tylko mały problem, tu nie ma żadnych bocznych dróg!
 - To znajdź jakąś!
 - Hej, nie kłócicie się - uspokoił ich James. - Przyspiesza - dodał zaraz. Czarne volvo zrównało z nami i dopiero teraz zwróciłam uwagę na przyciemniane szyby. Tylna szyba zaczęła się powoli opuszczać, odsłaniając twarz osoby siedzącej za nią. Niall gwałtownie zahamował, a nas wyrzuciło do przodu. Volvo pognało przed siebie, jednak szybko się cofnęło i znowu zrównało z nami. Serce mi stanęło, zamknęłam oczy, modląc się by to był tylko sen.
 - Zaskoczeni? - Odwróciłam powoli głowę i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. - Cześć Jess, stęskniłem się - uśmiechnął się do mnie. Niall rozpinał już pasy, ale zatrzymałam go, kładąc dłoń na jego dłoni. Zerknął na mnie, był wkurzony i to bardzo, ale nie na mnie. - Nie doceniałeś mnie, co Horan?
 - Miałeś nie żyć - warknął, ściskając moją dłoń. Cieszyłam się, że był obok, bo z nim czułam się bezpieczniej i nawet widok Thomasa, który miał nie żyć nie przerażał mnie już tak bardzo.
 - Pokrzyżowałem ci plany, jak widać.
 - To nic, z przyjemnością zabije cię jeszcze raz - wycedził przez zęby.
 - Nie wątpię, ale tym razem nie pójdzie ci tak łatwo.
 - Słuchaj...
 - Nie, to ty słuchaj - zmienił ton na bardziej stanowczy. - Przez ciebie wszystko mi się skomplikowało, ale ja nie poddaje się tak łatwo i gwarantuje, że dopnę swego. Jess? - Popatrzył mi w oczy. - Przekaż ojcu, że zemsta jest już bliska i nic ani nikt jej nie powstrzyma. - Uśmiechnął się do mnie, po czym kazał kierowcy ruszać. Patrzyłam jak volvo się oddala, a w oczach pojawiły mi się łzy i tym razem pozwoliłam im spływać po policzkach.
__________________________________________________________________________________

   Pierwsze pytanie, czy rozdział nie jest za długi? Mogłam trochę przesadzić, ale to ostatni raz ;)
   Podjęłam pewną ważną decyzję jeśli chodzi o bloga. Postanowiłam przyspieszyć akcję w rozdziałach i zmniejszyć ilość rozdziałów do minimum. Pisząc ten rozdział doszłam do wniosku, że nie nadaję się do pisania takich historyjek, jestem w tym po prostu beznadziejna, więc mam w planach zakończyć ten blog najszybciej jak się da. Nie martwcie się jednak, bo jeszcze parę rozdziałów pojawi się na pewno :)
   Następny rozdział pojawi się około 14-18 marca.
   Dziękuję tym, którzy tu ze mną są i do następnego :*

 Ps. Odpowiadając na pytanie AniusiaXo: nigdy nie myślałam o pisaniu na wattpadzie, a może kiedyś ;).

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 11. Nieznajomy

   Parapet na którym siedziałam był na tyle solidny i wystarczająco szeroki bym mogła na nim usiąść. Jak tylko zaczęło padać od razu podeszłam do okna, żeby lepiej widzieć krople deszczu bijące o szybę. Z początku były to delikatne, nieregularne uderzenia, które po chwili nabrały swojego rytmu, robiąc przy tym przyjemny hałas. Nie wiedzieć czemu nagle zaczęłam się uśmiechać i od razu w mojej głowie pojawiło się pytanie, czy mam ku temu jakieś powody? Patrząc na coraz to większe kałuże, zastanawiałam się nad tym. Oparłam głowę o ścianę i na sekundę zamknęłam oczy. Gdy z powrotem je otworzyłam w moich oczach pojawiły się łzy, a po uśmiechu nie było już śladu.
 - Jess? - Usłyszałam cichy szept, wchodzącej do pokoju osoby. Szybko zasłoniłam twarz, by pozbyć się pojedynczej łzy, która właśnie teraz musiała się wydostać z mojego oka. Odwróciłam głowę, zmuszając się do delikatnego uśmiechu. Rose odwzajemniła mój gest, po czym zakładając ręce na piersi podeszła do mnie wolnym krokiem. Usiadła po drugiej stronie parapetu i odwróciła głowę w stronę szyby.
 - Coś się stało? - Spytałam w końcu, bo nie mogłam już wytrzymać tej ciszy. Popatrzyła na mnie, wzruszając ramionami.
 - Nie mogłam już ich słuchać - odezwała się, kiwając głową na drzwi.
 - Znowu się kłócą - westchnęłam.
   Od kilku dni atmosfera w domu zrobiła się tak napięta, że trudno było w nim wytrzymać. Ciągle wybuchały jakieś kłótnie, a najbardziej wkurzało mnie to, że wszyscy trzymają mnie od nich z daleka. Początkowo nawet się cieszyłam, że nie muszę brać w nich udziału, ale powoli robiło się to irytujące. Miałam wrażenie, że jako jedyna nie wiem co tak naprawdę się wokół nas dzieje.
   Zerknęłam kątem oka na Rose, myśląc że może warto wykorzystać okazję. Zastanawiałam się jak bym mogła zacząć rozmowę, bo nie chciałam walić tak prosto z mostu, choć właściwie tak by było chyba najlepiej. Gdy już ułożyłam sobie wszystko w głowie i byłam gotowa do ataku, Rose zaczęła się dziwnie zachowywać. Pochyliła się bardziej do szyby mrużąc oczy jednocześnie zdejmując jedną nogę z parapetu. Zdezorientowana podążyłam za jej wzrokiem, ale niczego interesującego nie widziałam.
 - Siedź tu, ok? - Rzuciła, zeskakując z parapetu i nawet na mnie nie patrząc. - Chyba widziałam kogoś na zewnątrz - dodała na odchodnym. Nie miałam zamiaru tak siedzieć bezczynnie i czekać nie wiadomo na co, dlatego zdecydowałam się za nią pójść.
   Schodząc pospiesznie po schodach słyszałam podniesione głosy dochodzące z salonu, ale zignorowałam je. Otworzyłam na oścież drzwi wyjściowe i od razu przywitał mnie powiew chłodnego wiatru oraz krople deszczu. Z założonymi rękami na piersi wyszłam na zewnątrz, patrząc na wszystkie strony w poszukiwaniu Rose. Z każdym kolejnym krokiem było mi coraz zimniej i zaczynałam żałować, że nie wzięłam ze sobą żadnej bluzy.
 - Rose! - Krzyknęłam, stojąc w miejscu i pocierając ramiona dłońmi. Było mi już tak zimno, że miałam problem z dalszym poruszaniem się. - Rose! Gdzie jesteś?! - Z trudem stawiałam kolejne kroki i miałam się już poddać, gdy nagle zobaczyłam coś wśród drzew kilka metrów dalej. Nie byłam do końca pewna czy to był człowiek czy może jakieś zwierzę, bo mgła utrudniała mi widzenie.
 - Widziałaś go? - Usłyszałam Rose, ale moje oczy nie mogły jej znaleźć. - Nie wiem kto to był, ale na pewno jest szybki - wydyszała, pojawiając się nagle obok mnie. Podparła się ręką o moje ramię, a drugą pokazała w stronę uciekającego.
   Wróciłyśmy do domu, w który ciągle panowała ostra wymiana zdań. Wszyscy byli nią tak pochłonięci, że nie zauważyli naszego krótkiego zniknięcia. W normalnych okolicznościach może bym nawet się tym przejęła, ale w tej chwili nie miało to dla mnie znaczenia. W moim życiu od jakiegoś czasu nic nie jest już normalne i z każdym następnym dniem traciłam nadzieję, że to się zmieni.
 - Masz ochotę się trochę przejść? - Spytała Rose, gdy byłyśmy już na szczycie schodów. Popatrzyłam na nią pytająco, marszcząc brwi. - Może znajdziemy coś wartego uwagi - dodała, wchodząc do pokoju, w którym przed paroma minutami siedziałyśmy. Od razu podeszła do okna i opierając dłonie o parapet zerkała przez szybę, kręcą głową na wszystkie strony.
 - Nie zauważyłaś jaka jest pogoda? - Nie patrząc na nią dłużej, stanęłam przed łóżkiem i sięgnęłam po bluzę, która miała mi posłużyć za ręcznik. Wytarłam nią włosy, z których kapały drobne krople wody na podłogę, marząc o długiej kąpieli w wannie pełnej ciepłej wody. Warunki panujące w tym domu niestety nie dawały szansy na takie przyjemności. Musiałam się zadowolić tym co było i cieszyć, że przynajmniej mam czym rano przemyć twarz.
   I tym razem udało nam się wyjść z domu niezauważone. Poszłyśmy w tą samą stronę, w którą niedawno biegł nieznajomy. Wiatr już się trochę uspokoił, ale deszcz ciągle padał na tyle mocno, że kaptur bardzo szybko okazał się zbędny. Szłam tuż za Rose i przez cały czas wydawało mi się jakby ktoś za nami szedł, ale gdy się odwracałam nikogo nie widziałam. Przypomniało mi się jak byłam śledzona przez osobę, którą niedawno temu pocałowałam i z którą całkiem nieźle się dogadywałam.
   Nagle usłyszałam trzask łamiącej się gałęzi. Odwróciłam gwałtownie głowę w tym samym czasie co Rose i ze zmrużonymi oczami wypatrywałam coś podejrzanego. W myślach powtarzałam sobie, że to tylko jakieś zwierzę, w końcu jesteśmy w środku lasu.
 - Rozdzielmy się - szepnęła Rose, nie przestając się rozglądać.
   Byłam tak niesamowicie wkurzona, że kompletnie zapomniałam o strachu. Nie zwracałam już żadnej uwagi na otaczające mnie dźwięki. Szłam po prostu przed siebie, dłońmi torując sobie drogę przez wyjątkowo gęste krzaki. Niektórych nie udało mi się ominąć, przez co zahaczały o moją twarz, zostawiając na niej zadrapania. Nie chciałabym się teraz zobaczyć w lustrze. Ubranie miałam już całe przemoczone, w butach pełno błota, z twarzy kapały mi krople deszczu, a teraz jeszcze doszła krew. Zatrzymałam się na chwilę, żeby odgarnąć włosy z oczu, po czym ruszyłam dalej. Kilka metrów dalej jakieś zwierzę przebiegło między drzewami, co prawda nie widziałam czy to faktycznie było zwierzę, ale właśnie tak wolałam myśleć. Starałam się nie rozglądać, bo wtedy mogłabym nabrać innych podejrzeń, a panika w tej sytuacji nie była wskazana.
   Nie miałam przy sobie żadnego sprzętu, które wskazywał by godzinę, więc nie miałam pojęcia jak długo już tak łaziłam. Nogi zaczęły mnie już boleć, dlatego zatrzymałam się przy najbliższym drzewie. Oparłam się o nie plecami, a chwilę później już siedziałam na mokrych liściach. Przetarłam dłońmi oczy, przerażona ich wyglądem.
   Mam już dosyć tego cholernego lasu, pomyślałam, bojąc się z jakiegoś powodu wypowiedzieć te słowa na głos.
   Posiedziałam tak jeszcze chwilę, żeby nabrać siły na dalszą wędrówkę. Gdy stanęłam na nogach usłyszałam za sobą szelest liści, jakby ktoś szedł w moim kierunku. Schowałam się za drzewem, kładąc dłonie na konarze i powoli zaczęłam wychylać głowę. Zmrużyłam oczy i dopiero po chwili zobaczyłam zarys czyjejś postaci. Serce zaczęło mi szybciej bić, a w głowie pojawił się jasny komunikat: UCIEKAJ! Sparaliżowana strachem nie mogłam się ruszyć, więc czekałam. Była coraz bliżej i z pewnością nie była to Rose. Ten ktoś był zdecydowanie za wysoki. To musi być ten facet, którego widziała Rose. Był już na tyle blisko, że musiałam się ukryć. Zdawałam sobie sprawę, że chowanie się za drzewem nie da mi stu procentowej ochrony, ale nie miałam innej możliwości. Uciekanie niestety nie wchodziło w grę.
   Czułam, że stoi tuż za mną, że jest na wyciągnięcie ręki. Dzielił nas tylko wysoki pień, który mógł obejść jednym krokiem. Zamknęłam oczy, opierając głowę o konar i modląc się by to wszystko okazało się tylko snem. Zamarłam, gdy poczułam na dłoni jego delikatny dotyk. Przez chwilę myślałam, że to Niall i już miałam się odwrócić by dać mu w twarz, że mnie tak wystraszył, ale w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że on nie byłby do czegoś takiego zdolny. Zaczęłam się trząść i nie wiem czy to ze strachu czy z zimna.
   Nie mogę tak stać i nic nie robić. Szkoda, że nie mam przy sobie pistoletu.
   Przeraziła mnie ta myśl. Kiedy uczyłam się strzelać byłam pewna, że nie będę wstanie kogoś zabić, a teraz gdybym miałam taką możliwość bez zastanowienia strzeliłabym do tego człowieka.
   Nie myśląc za dużo zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam czy biegnie za mną i nie odwracałam się by to sprawdzić. Przedzierałam się przez gęste krzaki, które nie łamały się, tylko uderzały o moją twarz. Wylądowałam na czworakach, ale natychmiast się podniosłam i biegłam dalej. Starałam się nie robić za wiele hałasu. Było ciemno i tak naprawdę nie wiedziałam dokąd mnie nogi zaprowadzą. Najważniejsze było to by uciec nieznajomemu, choć nie miałam pewności, że mnie goni. W pewnym momencie moje ciało odmówiło posłuszeństwa i zatrzymało się. Oparłam dłonie na kolanach, próbując uspokoić przyspieszony oddech. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, uzmysławiając sobie, że przestało w końcu padać. Szelest liści sprawił, że wyprostowałam się gwałtownie. Odwracałam się na wszystkie strony, ale nikogo nie widziałam.
   Chyba sobie poszedł.
   Upewniwszy się, że nikt już za mną nie idzie ruszyłam przed siebie. Gdy zobaczyłam światła palące się w domu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Na mój widok James jako pierwszy do mnie podszedł, wpatrując się intensywnie w miejsce, z którego właśnie wyszłam.
 - Gdzie jest Rose?! - Krzyknął, patrząc mi w oczy. Na twarzy miał wymalowany gniew, a dłonie zaciśnięte w pięść.
 - Nie wiem - wyszeptałam, cofając się do tyłu. - Poszłyśmy do lasu, bo Rose zobaczyła wcześniej jakiegoś faceta przez okna. Przez chwilę szłyśmy razem, ale potem się rozdzieliłyśmy - wytłumaczyłam równie cicho. Niall położył dłoń na ramieniu kolegi, by go uspokoić, ale nie wiele to dało.
 - Zostawiłaś ją samą?! Jak mogłaś! - Chciałam powiedzieć, że to ona zostawiła mnie, ale już nie zdążyłam. Pobiegł w las, krzycząc imię swojej dziewczyny, a Niall tuż za nim.
 - No nareszcie! Gdzieś ty była?! - Tata zbiegał ze schodów i w mgnieniu oka pojawił się przy moim boku. Objął mnie ramieniem, całując w czubek głowy. Chciał się mu wyrwać i pobiec za chłopakami, ale za mocno mnie trzymał.
   Pytali, więc opowiedziałam co tam robiłyśmy i wytłumaczyłam dlaczego jestem tak podrapana. Z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach obserwowałam zachowanie taty i Willa. Pierwszy zachowywał się tak jakby chciał dać mi szlaban. Gdy na mnie patrzył czułam się jak pięciolatka, która zrobiła coś złego. Przypomniałam sobie jak po raz pierwszy tak na mnie spojrzał. Miałam wtedy osiem może dziewięć lat i bez pytania weszłam do jego gabinetu. Odkąd pamiętam oboje z mamą powtarzali mi, że nie mogę tam wchodzić, że to jest taty gabinet i nic tam dla mnie nie ma. Oczywiście jak to dziecko byłam strasznie ciekawa i próbowałam się tam jakoś dostać, ale drzwi były przeważnie zamknięte. Pewnego dnia, gdy tata rozmawiał na zewnątrz z listonoszem zauważyłam, że drzwi są lekko uchylone, więc wykorzystałam okazję i weszłam do środka. Zaczęłam się rozglądać, wszędzie było pełno szarości, na podłodze i biurku walało się pełno papierów, szuflady były pootwierane, a w jednej było coś co przykuło moją uwagę. Podeszłam bliżej, chciałam wziąć to do ręki, ale w tej chwili pojawił się tata i od razu wiedziałam, że był zły. Długo nie miała pojęcia co chował w swoim gabinecie, dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to pistolet. Teraz patrzył na mnie dokładnie w ten sam sposób. Natomiast Will palił te swoje papierosy i w ogóle się nie przejął moją opowieścią, pewnie nawet mi nie uwierzył.
   Siedziałam na tragicznie wyglądającej werandzie i czekałam. Ciemność uniemożliwiała mi dobre widzenie. Z nerwów zaczął boleć mnie żołądek, a oddech przyspieszał za każdym razem, gdy wydawało mi się, że coś słyszę. Prostowałam się na każdy, choć najmniejszy dźwięk. Bałam się, że coś im się stało, bo tak długo nie wracali. Kiedy po godzinie, która była dla mnie wiecznością zobaczyłam jak całą trójka zbliża się do domu kamień spadł mi z serca.
 - Szukałam cię - zaczęła Rose, podchodząc do mnie. - Spotkałam tego typa, ale był odwrócony plecami - powiedziała do wszystkich.
 - Czemu nic nam nie powiedziałyście? - Wtrącił James, patrząc raz na mnie, a raz na Rose. Dziewczyna wzruszyła ramionami i stanęła obok mnie.
 - Poszlibyśmy z wami, nie możecie tak późno same chodzić po lesie - dodał Niall, patrząc głównie na mnie.
 - Następnym razem mówcie, że gdzieś wychodzicie - James podszedł do Rose i objął ją ramieniem, a ona wtuliła twarz w jego tors.
 - Dobrze tato - mruknęła, przewracając oczami. Pocałował ją w czoło, po czym oboje weszli do domu.
 - Co ci się stało? - Spytał Niall, pokazując dłonią na mój policzek. Odruchowo sięgnęłam do niego ręką, przejechałam palcem po jednym z wielu zadrapań i lekko się skrzywiłam. Chciałam mu odpowiedzieć jak do tego doszło, ale nie dał mi tej szansy. Nim ułożyłam sobie zdanie w głowie, on już stał przede mną. Uniósł rękę i koniuszkiem palców przejechał po ranie. - Trzeba zdezynfekować, by nie wdało się jakieś zakażenie czy coś - powiedział, patrząc mi w oczy.
 - To nic poważnego - wyszeptałam.
 - Każda rana jest poważna.
 - Najpoważniejsze są te, których nie widać gołym okiem.
 - Masz takie?
 - Jeszcze nie, a ty?
 - Już nie - uśmiechnął się i był to najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
   Poczułam rozczarowanie, kiedy zamiast mnie pocałować, a naprawdę na to liczyłam, wziął mnie za rękę jak małą dziewczynkę i pociągną za sobą do domu. W tym momencie dotarło do mnie, że muszę sobie dać z nim spokój, póki nie jest za późno. Niepostrzeżenie przeszliśmy przez wielki salon, kierując się w stronę schodów. Weszliśmy na górę, gdzie nadszedł czas rozstania. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, patrząc sobie w oczy.
 - Idę spać - odezwałam się, bo ta cisza, która wytworzyła się między nami, nagle stała się nie do zniesienia. Puścił moją dłoń, a ja pożałowałam swoich słów. Cudownie było czuć jego dotyk.
   Idiotka, odezwał się mój głos wewnętrzny.
 - Śpij dobrze - szepnął, po czym dał mi buziaka w policzek i zaraz po tym sobie poszedł.
 - Jestem idiotką - powiedziałam do siebie najciszej jak mogłam, wchodząc do pokoju. Cieszyłam się, że ten dzień dobiega już końca.
__________________________________________________________________________________

   Ten rozdział chyba pisał mi się najlepiej, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo jeśli nie to zacznę wątpić w swój "talent" :)
   Pod ostatnim postem stało się coś bardzo dziwnego. W ciągu tych kilku dni nabił ponad 400 wyświetleń i ja nie wiem czy to z powodu jakieś awarii czy faktycznie aż tyle Was tu było. Związku z tym chciałabym Was poprosić, żeby każdy kto przeczyta rozdział pozostawił po sobie jakiś ślad. Nie musi to być nie wiadomo jakiej długości komentarz, wystarczy jedno słowo, uśmiech lub kropka, cokolwiek bym wiedziała ile Was jest. Z góry dziękuję :D
   Kolejnego rozdziału spodziewajcie się dokładnie 29 lutego.

   PS. Przepraszam za błędy i wszystkie przecinki postawione w niewłaściwym miejscu. Obawiam się, że nigdy nie uda mi się opanować tego w stu procentach xd
Szablon by S1K