poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 10. Nauka strzelania

   Obudziły mnie strzały dochodzące gdzieś z głębi lasu. Zerwałam się gwałtownie z łóżka, a już kilka sekund później upadłam na podłogę. Dopiero wtedy przypomniałam sobie o nodze i miałam ochotę nawrzeszczeć sama na siebie. Pomasowałam bolące miejsce, ale nie przynioslo to takiego ukojenia jak się spodziewałam. Byłam sama w pokoju, więc musiałam sobie sama poradzić ze wstaniem. Z zewnątrz dochodziły kolejne strzały, ale postanowiłam je zignorować, było mi już wszystko jedno. Po drugiej próbie udało mi się niezdarnie wstać i położyć z powrotem na łóżko. Przykryłam się kocem, po czym zamknęłam oczy. W tych ciemnościach, gdzieś tam w oddali zobaczyłam mamę. Chciałam do niej podejść, porozmawiać, ale gdy tylko zaczęłam się zbliżać ona zaczęła znikąć. Zatrzymałam się i przez chwilę patrzyłyśmy na siebie. Uśmiechała się, poruszała ustami jakby coś mówiła, ale nie usłyszałam ani słowa. Strzały, które ciągle padały jeden po drugim utrudniały mi skupienie się. Nie byłam wstanie wyczytać z jej ruchu warg ani jednego słowa. Doprowadzało mnie to do rozpaczy. Pocieszające było to, że mogłam na nią patrzeć. Właśnie taką ją zapamiętałam, uśmiechniętą i nie bojącą się niczego. W tym etapie mojego życia chciałam być taka jak ona. Chciałam się śmiać, ale nie potrafiłam. Chciałam się nie bać, ale się bałam.
 - Jessica, wstawaj! - Ten ton mógł należeć tylko do jednej osoby. Od niechcenia otworzyłam oczy i uniosłam głowę. Will stał przy wejściu i patrzył na mnie swoim chłodnym spojrzeniem. - Długo jeszcze będziesz tak leżała? Musisz nauczyć się strzelać, bo następnym razem może nie będzie cię miał kto uratować - wyraz jego twarzy doprowadzał mnie do szału za każdym razem, gdy na niego patrzyłam.
 - Boli mnie noga - warknęłam, odwracając się do niego plecami.
 - Jesteś przyzwyczajona do innego życia, prawda? Niestety tego życia już nie masz i lepiej by to w końcu do ciebie dotarło. Nikt tutaj nie będzie cię traktował jak księżniczkę, nikt nie będzie za tobą łaził krok w krok, sama musisz o siebie zadbać, bo takich sytuacji jak tamta będzie więcej - słuchałam go, a z oczu płynęły mi łzy. Każde jego słowo było prawdą i musiałam się z tym pogodzić. Mogłam albo tu leżeć i nic nie robić albo zadbać o swoje i taty bezpieczeństwo. Prędzej czy później będzie musiało się to skończyć, a nie jestem gotowa na śmierć.
   Kiedy się odwróciłam, Willa już nie było. Próbowałam wstać, ignorując ból w nodze. Wolnym krokiem podeszłam do krzesła, na którym leżały moje ubrania. Swoją drogą dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać kto mnie przebrał w to coś co mam na sobie, ale postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy. Ubranie się zajęło mi trochę więcej czasu niż zwykle. Po uporaniu się z tym wyszłam z pokoju.
 - Dokąd ty się wybierasz? - Usłyszałam za plecami kobiecy głos, a chwilę później zobaczyłam przed sobą Rose. - Wracaj do łóżka, nie możesz nadwyrężać tej nogi - dodała, obejmując mnie jedną ręką w tali.
 - Gdzie jest tata? - Chciała zaprowadzić mnie z powrotem do pokoju, ale udało mi się jej wyrwać.
 - W lesie z Niallem - na dźwięk jego imienia zadrżałam i nie uszło to uwadze dziewczyny - strzelają do butelek - dokończyła, uważnie mi się przyglądając.
 - Też chce, pójdziesz tam ze mną? - Nie chciałam jej prosić o pomoc, ale wiedziałam, że samej nie uda mi się ich znaleźć. Ten las był dla mnie za duży i z pewnością bym się zgubiła.
 - Zostałaś postrzelona w nogę, nie pamiętasz już? Musisz teraz...
 - Pamiętam, jasne? - Przerwałam jej, próbując stanąć na obu nogach, ale ból był nie do zniesienia. Rose założyła ręce na piersi i przyglądała mi się z uniesionymi brwiami. Widząc jej minę, wywróciłam oczami. - Posłuchaj, odzyskałam właśnie ojca i nie mam zamiaru go ponownie stracić. Chce być przygotowana na wszystko, by w razie najgorszego móc mu pomóc - mówiąc patrzyłam jej cały czas w oczy.
 - Możesz iść ze mną, właśnie tam idę - odezwał się James, który nagle wyszedł z drugiego pokoju.
 - Dzięki - uśmiechnęłam się, a Rose w tym czasie wyjęła mały woreczek z kieszeni, po czym mi go wręczyła.
 - Jeśli idziesz to weź lepiej coś przeciwbólowego.
   James pomógł mi zejść po schodach i nim wyszliśmy z domu wzięłam od razu dwie tabletki, popijając je wodą, którą znalazłam na parapecie, a resztę schowałam do kieszeni spodni. Czułam, że jeszcze mi mogą być dzisiaj potrzebne.
 - Gotowa? - James nagle pojawił się obok mnie, uśmiechając się. W odpowiedzi pokiwałam głową, po czym ruszyliśmy. Chciał mnie wziąść na ręce bym nie musiała się męczyć, ale doszłam do wniosku, że nie ma takiej potrzeby. Musiałam się uodpornić na ból.
   Przez pierwsze kilka minut gryzłam się w język za każdym razem, gdy miałam ochotę się rozpłakać. Potem było lepiej, bo leki zaczęły działać i nie bolało już tak bardzo, ale wciąż kulałam. James okazał się bardzo cierpliwy, bo nie narzekał na moje ślimacze tempo. Po chwili starałam się przyspieszyć, ignorując pulsowanie w nodze.
 - Co takiego ci powiedział Will, że postanowiłaś do nas dołączyć? - Odezwał się, zatrzymując się na moment, by zaczekać na mnie.
 - Prawde - nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią, bo była jasna. - Najwidoczniej potrzebowałam właśnie tego, żeby się ruszyć - dodałam, uśmiechając się. Przeszłam obok niego, a parę sekund później szedł już za mną.
 - Taa, on to by nawet umarłego z grobu ruszył - zaśmiałam się cicho, po czym odwróciłam głowę, uśmiechał się.
 - Zawsze taki był? - James zrobił jeden większy krok i szliśmy teraz ramię w ramię.
 - Nie, kiedyś był zupełnie inny, ale jak tak teraz o tym myśle to wole go takiego jaki jest teraz.
 - Dlaczego?
 - Bo mężczyzna zraniony przez kobietę staje się trudniejszym celem - popatrzył na mnie, a ja już miałam się go spytać co takiego się stało, ale mi przerwał. - Uwierz mi, że nam wszystkim wyjdzie to na dobre.

   Pierwszy raz w życiu trzymałam w dłoniach pistolet i czułam się z tym rewelacyjnie. Oczywiście tacie się to nie podobało i musiałam poświęcić ładnych pare minut na przekonanie go by się zgodził. Skończyło się na tym, że sobie poszedł, zostawiając mnie z chłopakami samą. Miałam cichą nadzieję, że James też sobie gdzieś pójdzie albo będzie na tyle zajęty, by nie zwracać na mnie i na Nialla uwagi bym mogła z nim pogadać, ale nic z tego. Obaj stali obok mnie wszystko mi tłumacząc. Nie rozumiałam z tego kompletnie nic, a nie chciałam im przerywać, bo po chwili już zapomnieli o moim istnieniu i zaczęli się kłócić sama nie wiem o co. Nie miałam ochoty dłużej ich słuchać, więc odeszłam kilka kroków. Gdy odległość między nami była wystarczająco duża, stanęłam w rozkroku, po czym uniosłam ręce na wysokość twarzy.
 - Raz się żyje - szepnęłam do siebie, przymykając na sekundę powieki. Wzięłam głęboki wdech, policzyłam do trzech i strzeliłam. Stało się to tak nagle, że aż mnie cofnęło do tyłu. Niall i James od razu znaleźli się na przeciwko mnie z przerażonymi minami.
 - Daliście jej naładowany pistolet?! - Krzyknął James.
 - Nic ci nie jest? - Spytał się Niall, obejmując mnie w tali.
 - Wszystko ok, serio. Nic mi nie jest - powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od jego błękitnych tęczówek.
 - Patrzcie - odezwał się James, pokazując palcem coś za naszymi plecami. Kiedy zorientowałam się co chciał nam pokazać, przeraziłam się.

_________________________________________

   Przychodze do Was z tym dennym rozdziałem, bo obiecałam, że dzisiaj się coś pojawi. Wiem, że jest krótki i taki byle jaki, ale nie mam laptopa, więc pisze na tablecie co jest katastrofą. I właśnie dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy go odzyskał, a stanie się to za jakieś dwa tygodnie. Może uda mi się wcześniej coś wyskrobać, ale niczego nie obiecuje. Kolejnego rozdziału możecie się spodziewać od 25 do 29 stycznia. Gdyby miało się coś zmienić to oczywiście dam Wam znać :-* 
Dziękuje Wszystkim tym, którzy ciągle ze mną jeszcze są. Naprawdę wiele to dla mnie znaczy <3
Proszę o szczere opinie i do następnego :-D 

2 komentarze :

  1. Wiem, że to nie ma nic wspólnego z opowiadaniem, ale podziwiam Cię, że napisałaś ten rozdział na tablecie :D Myślałam, że będziesz kontynuować w miejscu, w którym skończyłaś poprzedni rozdział - miałam nadzieję, że poznamy reakcję Nialla na pocałunek Jess. Ale za to mamy coś innego - nauka strzelania. Tego się nie spodziewałam, to może być ciekawe :D Jesteś chyba jedyną osobą spośród wszystkich autorek innych blogów, które czytam, która podaje datę następnego rozdziału i za to masz u mnie dużego plusa :D Przynajmniej wiem, kiedy mam się spodziewać kolejnej części :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Kocham to,opowiadanie! :*** <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K