środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 10. Nauka strzelania (cd.)

   Moja pierwsza reakcja była zbyt gwałtowna. Nie jestem przyzwyczajona do takich widoków i gdy zobaczyłam jelenia, który stał kilka metrów od nas przeraziłam się. Tyle razy widziałam je w telewizorze, ale widząc go teraz, stojącego tak blisko mnie mogę szczerze powiedzieć, że są to piękne zwierzęta. Jego poroże wzbudzało we mnie zachwyt, a jednocześnie strach.
   Wyprostowałam się, a na moje twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zrobiłam mały krok w przód, starając się nie robić żadnych gwałtownych ruchów, żeby go nie spłoszyć. Zastanawiałam się czy zrobiłby mi krzywdę gdyby się do niego zbliżyła i chciała go dotknąć. Pewnie tak, pomyślałam, robiąc kolejny krok w przód.
 - Dawaj to, odstrzelę mu łeb - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, a sekundę później poczułam jak ktoś wyrwał mi broń z dłoni. Odwróciłam się gwałtownie i gdy chciałam krzyknąć by tego nie robił, jelenia już nie było, a James biegł za nim.
 - Dlaczego go nie powstrzymałeś?! - Krzyknęłam na Nialla, który wpatrywał się we mnie lekko zdezorientowany. Zaczęłam chodzić tam i z powrotem, patrząc na wszystkie możliwe strony, co jakiś czas się pochylając, bo przez duże drzewa trudno było coś zobaczyć, ale i James i jeleń zniknęli mi z punktu widzenia. Po chwili już zdałam sobie sprawę, że takie chodzenie nic mi nie da, a moja noga znowu dawała o sobie znać, więc stanęłam w jednym miejscu i nadsłuchiwałam. Kręciłam się w kółko, ale niczego podejrzanego nie zauważyłam ani nie słyszałam. Nagle James wyłonił się z krzaków, dysząc ciężko.
 - Zwiał - powiedział ledwo słyszalnym głosem. Stanął obok mnie i pochylił się, kładąc dłonie na kolanach.
 - Naprawdę byś go zabił? - Spytałam. Podniósł głowę, by zerknąć na mnie.
 - A myślisz, że leciałem za nim tak dla sportu? - Uśmiechnął się głupkowato, po czym jego wzrok z powrotem utknął w ziemi.
   W końcu nadszedł ten moment, w którym miałam dowiedzieć się jak mogę się bronić. Okazało się, że przez cały czas byliśmy obserwowani przez Willa, który wyszedł z ukrycia dlatego że nie mógł już patrzeć jak jego syn nie potrafi przekazać wszystkich wiadomości związanych z użyciem broni, które to jego ojciec tak uporczywie starał się mu wbić do głowy. Widziałam jego minę, gdy mówił mu to prosto w oczy nawet nie mrugając. Wyglądało to tak jakby celowo chciał go upokorzyć przed wszystkimi. Niall wydawał się tym nie przejmować i z godnością przyjął słowa ojca również przez cały ten czas patrząc mu w oczy.
 - Idźcie stąd - dodał na koniec, pochylając się nad ogromną, czarną reklamówką. Niall rzucił mi ostatnie spojrzenie, po czym zabrał swoje rzeczy, wyrwał broń z dłoni Jamesa i bez słowa ruszył w stronę domu. - Ty też - warknął Will. Ton jego głosu miał taką siłę, że nie musiał nawet patrzeć na Jamesa, by chłopak zrozumiał, że ma zrobić co mu karze. Od razy ruszył za Niallem i nim zniknął mi z oczy popatrzył jeszcze na mnie. Wyraz jego twarzy mógł oznaczać tylko jedno: powodzenia.
   Już drugi raz tego dnia zostałam z nim sama i znowu czułam się nieswojo. Stanęłam w bezpiecznej odległości i obserwowałam jak ustawia puste butelki na pniu, które wystawało z ziemi po ścięciu drzewa. Od odejścia chłopaków nie odezwał się ani słowem, a ja też nie chciałam zaczynać rozmowy, choć bardzo chciałam się dowiedzieć dlaczego tak traktuje swojego syna.
 - Gotowa? - Pokiwałam głową, co było zbędne, bo i tak na mnie nie patrzył. Pewnie nawet nie zależało mu na mojej odpowiedzi. - Nie będę ci opisywał całej broni, bo nie mamy na to czasu - wstał i podszedł do mnie, wyciągając z tyłu paska swoją broń. Wyjął magazynek, po czym go opróżnił, zostawiając jeden nabój, a resztę schował do kieszeni kurtki. - Patrz na mnie - rozkazał. Stanął kilka kroków za mną na przeciwko pnia, na którym były rozłożone cztery butelki. Uniósł ręce na wysokość brody i ze skupieniem w oczach patrzył na swój cel. Na sekundę przymknął lewą powiekę, po czym powoli naciskał spust. Odruchowo cofnęłam się do tyłu, ale nie spuszczałam z niego wzroku. Nagle pistolet wystrzelił, trafiając prosto w jedną z butelek, pozostawiając po sobie jedynie straszliwy huk, który rozszedł się po całym lesie.
   Wyobraziłam sobie siebie jak z takim skupieniem strzelam do człowieka i nie podoba mi się ta wizja. Samo trzymanie broni w dłoniach było świetnym uczuciem, ale już teraz wiem, że nie będę w stanie pociągnąć za spust.
 - Twoja kolej - Will spojrzał na mnie wyczekująco, wyjmując z kieszeni jeden nabój. Wyjął magazynek, włożył nabój, zatrzasnął magazynek. Wszystko to zrobił z równie dużym skupieniem, a trwało to zaledwie trzy sekundy. - Chcesz się nauczyć strzelać czy nie? - Zrobiła krok w moją stronę, patrząc mi w oczy, z których bez problemu wyczytałam złość.
 - Yyy... Nie, raczej nie - wybąkałam, unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej, jakby to miało mnie uchronić przed jego złością.
 - Nie mam zamiaru w najbliższym czasie tracić czasu na wykonywanie ci grobu, więc albo nauczysz się strzelać albo już teraz się poddaje byśmy mieli to z głowy - stanął na przeciwko mnie z wyciągniętą dłonią, w której trzymał pistolet i uchwytem celował we mnie. Jego słowa mnie zabolały, ale znowu była to cała prawda.
 - Nie będę potrafiła zabić - powiedziałam, chwytając za broń. Przełknęłam ślinę, patrząc jak trzęsie mi się dłoń. Bałam się, że może wystrzelić w każdej chwili.
 - Jeśli chcesz żyć nie będziesz miała wyjścia - wkurzało mnie, że jest taki szczery.
 - No to spróbuje - starałam się by mój głos brzmiał naturalnie, ale marnie mi to wyszło.
   Robiłam dokładnie to samo co Will. Stanęłam w tym samym miejscu co on i w lekkim rozkroku. Uchwyt broni ściskałam obiema dłońmi, na co Will od razu krzyknął bym tak nie ściskała, więc rozluźniłam uścisk. Uniosłam ręce, starając się wymierzając w butelki. Za każdym razem gdy miałam już którąś z nich na muszce moja dłoń zaczęła się trząść i musiałam skupiać się na nowo. Kątem oka widziałam, że Will powoli traci już cierpliwość. Cały czas na mnie patrzył i wcale mi to nie pomagało.
 - Nie dam rady - te słowa same wyszły z moich ust, a ręce automatycznie opadły.
 - Nie strzelasz do człowieka tylko do butelki - warknął Will, pokazując palcem na pień. - Słuchaj, każdy z nas był kiedyś na twoim miejscu - zaczął już spokojniej, zapalając papierosa. - Każdy musiał się nauczyć strzelać do celu i każdy miał wątpliwości, ja też - zrobił taką dziwną minę, że trudno mi było w to uwierzyć. - Ale niestety to jest jedyny sposób by utrzymać się przy życiu. - Popatrzyłam na swoją dłoń, w której ściskałam jedyną szansę na przeżycie. Nie mam wyjścia, pomyślałam.
   Wzięłam kilka głębokich oddechów, po czym przybrałam odpowiednią pozycję i nie myśląc za wiele pociągnęłam za supst. Nabój wystrzelił, a mnie cofnęło do tyłu z taką siłą, że upadłam na podłogę. Skrzywiłam się, bo to przypomniało mi o bolącej nodze, jednak mimo to starałam się nie dać po sobie poznać, że jestem tak nieodporna na ból.
 - Nie trafiłaś, jeszcze raz - mówiąc, szedł w moją stronę z nabojem w dłoni. Pomógł mi wstać, co mnie zdziwiło, ale zrobił to z taką gwałtownością, że szybko zrezygnowałam z podziękowania mu. Wyrwał mi broń z dłoni i po wyjęciu magazynka włożył do niego trzy naboje. - Będziesz próbowała do skutku.
   Po kilku minutach, które dla mnie były wiecznością miałam już naprawdę dość. Chciałam zrezygnować i wykrzyknąć Willowi prosto w twarz żeby się ode mnie odwalił, ale nagle pojawił się Niall. Chciałam się z nim przywitać, zapominając o broni i nim się zorientowałam, że wciąż ją trzymam ona wystrzeliła. Krzyknęłam przerażona, odrzucając ją w bok, po czym zakryłam odruchowo oczy.
 - Coś się komuś stało?
 - Nie - odpowiedział Niall po chwili milczenia. - Ale udało ci się wkurzyć mojego ojca - dodał wesoło.
 - Super - ręce mi opadły. Rozejrzałam się i nigdzie go nie było.
 - Nie martw się - uśmiechnął się, idąc w moją stronę. - Nie ty pierwsza i nie ostatnia - podał mi butelkę wody, po czym zerknął na nietknięte butelki. - Chyba ci kiepsko idzie, co?
 - Nie da się ukryć - upiłam łyk wody, po czym popatrzyłam błagalnie na Nialla. - Możemy stąd iść?
   Zamiast odpowiedzi Niall wziął ode mnie butelkę, zakręcił i rzucił na ziemię. Odwrócił mnie tak bym stała na przeciwko mojego celu, po czym stanął za mną. Uniósł moje ręce, a po chwili zobaczyłam jak kładzie dłonie na moich i szepcze mi do ucha bym się w stu procentach skupiła na butelce, w którą chce trafić. Przez cały ten czas jego oddech muskał moją szyję, więc nie było szans by mi się udało. Zamiast tego zastanawiałam się czy słyszy bicie mojego serca.
 - Teraz - na dźwięk jego głosu automatycznie wcisnęłam spust i kula wyleciała, trafiając w butelkę. - Spróbuj sama - odsunął się ode mnie. Zrobiłam wszystko dokładnie tak samo i udało się.
 - HA! - Krzyknęłam, skacząc z radości i rozbawiając tym Nialla.

 - Chciałabym cię przeprosić - odezwałam się po chwili milczenia. Szliśmy właśnie do domu, rozmawiając przez całą drogę na różne tematy. Wykorzystałam ten moment, w którym żadne z nas nic nie mówiło i powiedziałam to co powinnam była powiedzieć o wiele wcześniej. To mogła być moja ostatnia szansa, bo zbliżaliśmy się już do domu. Oczywiście nie żałowałam tego, ale czułam, że muszę go przeprosić, że tak właśnie należy zrobić.
 - Za co? - Wydał się naprawdę bardzo zaskoczony. Czyżby zapomniał o tym, że go pocałowałam?
 - Za to, że cię pocałowałam - odpowiedziałam, nie patrząc mu w oczy. Czułam natomiast na sobie jego spojrzenie i przez to było mi jeszcze bardziej wstyd.
 - Ale ja się nie gniewam - rzucił, zatrzymując się przede mną. Nie wiele brakowało, a uderzyła bym o niego. Zatrzymałam się w ostatniej chwili. Popatrzyłam mu w oczy i nagle zrobiło mi się tak gorąco, że miałam ochotę się rozebrać.
 - Nie wiem co mnie napadło.
 - Nic się nie stało. - Uśmiechnął się, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho. - Przyznaje, że trochę mnie zaskoczyłaś, ale było miło.
 - Pewnie dużo miałeś takich niespodzianek.
 - A i tu cię zaskocze, bo wcale nie - przeszedł obok mnie i przez krótką chwilę patrzyłam jak się oddala.
 - Naprawdę? - Dorównałam mu krokiem i zerknęłam na niego, próbując wyczytać coś z jego twarzy, ale za dobrze się krył.
 - Nie mam powodu by cię okłamywać - na sekundę nasze oczy się spotkały. - Zamiast chodzić na randki uczyłem się korzystać z broni, ale szybko okazało się to największym błędem w moim życiu, bo od tego momentu moje życie zmieniło się w piekło. Dopiero teraz widzę, ile tak naprawdę straciłem.
   Zrobiło mi się go żal. Bardzo chciałam się czegoś więcej o nim dowiedzieć, ale powstrzymałam się od zadawania pytań. Nie był to najlepszy moment i oboje o tym wiedzieliśmy. Miałam nadzieję, że kiedyś zaufa mi na tyle by opowiedzieć mi wszystko o sobie.
_________________________________________

   Przepraszam, że tak późno, ale mój laptop w dalszym ciągu nie działa tak jak powinien. Kolejny rozdział napisany na tablecie, a połowa na telefonie, trzeba sobie w końcu jakoś radzić :) Obawiam się, że nie uda mi się zbyt szybko zdobyć nowego laptopa, więc jeśli rozdziały będą pojawiały się z lekkim opóźnieniem to nie gniewajcie się zbyt na mnie ;) oczywiście będę robiła wszystko co w mojwj mocy, by nic takiego nie miało miejsca, ale tak uprzedam na wszelki wypadek.
   Kolejny rozdział pojawi się około 15-19 luty.
   Dziękuje za komentarze i tak jak zawsze do następnego :*

   Ps. Czy taka długość rozdziałów Wam odpowiada czy mają być dłuższe bądź krótsze?

3 komentarze :

  1. Zawsze dłuższe xD Genialny już nie mogę się doczekać kolejnego! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście lubię, gdy rozdziały są trochę dłuższe (i myślę, że większość czytelniczek ma podobne zdanie :D), ale wtedy bardzo łatwo o "przynudzanie", więc trzeba taki tekst dobrze przemyśleć i skonstruować. Kolejna część opowiadania pojawiła się w terminie, więc Autorka nie ma za co przepraszać :) Co do samej treści, to zastanawiam się, co może się wydarzyć. Teraz była nauka strzelania, więc co może być następne? :) Pisanie na tablecie/telefonie ma tę wadę, że często pojawiają się literówki, więc życzę nowego laptopa najszybciej jak się tylko da :D
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na następny! ❤

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K