sobota, 7 maja 2016

Rozdział 14. Koniec

Proszę przeczytaj notkę pod rozdziałem!

   Z powodu nagłej zmiany pogody musieliśmy znaleźć jakieś schronienie. Szczęście nam sprzyjało i po przejechaniu dosłownie paru kilometrów na w tej ulewie trafiliśmy pod przyjemnie wyglądający pensjonat. Na parkingu stały tylko trzy samochody, więc liczyłam na to, że są jeszcze wolne pokoje. Ukrywając się przed deszczem pod kapturem szybko pokonaliśmy drogę od samochodu do drzwi, które były wyjątkowo duże jak na trzy piętrowy dom. W recepcji powitał nas starszy mężczyzna i już na pierwszy rzut oka było widać, że wcale nie czuje się staruszkiem. Biło od niego więcej entuzjazmu, niż od większości młodych ludzi. Uśmiechnęłam się na jego widok, bo trudno było nie odwzajemnić takiego szerokiego uśmiechu. Gdy mu się bliżej przyjrzałam pomyślałam sobie, że kiedyś musiał być naprawdę przystojny.
   Za nim wręczył nam klucz do naszego pokoju, co prawda było na tyle wolnych pokoi by każde z nas miało swój, ale Niall się uparł, że będzie spokojniejszy jeśli będzie miał na mnie oko nawet w nocy, mężczyzna zdążył nam powiedzieć, że prowadzi ten pensjonat z żoną od czterdziestu lat. Mają troje dzieci: Emma, Emily i Elena. Każda z córek mieszka gdzie indziej i studiuje co innego: prawo, medycyna oraz psychologia. Na to ostatnie się trochę skrzywił. Kiedy w końcu dostaliśmy klucz ładnie podziękowaliśmy i pod pretekstem zmęczenia poszliśmy do pokoju.

 - Śpisz?
   Nie spałam, jednak mimo to nie odpowiedziałam. Przymknęłam oczy i starałam się nie ruszać. Nie miałam ochoty na rozmowy. Chciałam pocierpieć w samotności, przecież mi się to należy, prawda?
 - Wiesz, że tu jestem?
   Wiedziałam.
   Mocniej zacisnęłam powieki, by nie wypłynął mi z oczu potok łez.
   Nagle zapragnęłam znaleźć się u jego boku. Nadal nie chciałam rozmawiać, ale chciałam się do kogoś przytulić, bo chyba tego mi teraz trzeba. Bliskości. Jakby na zawołanie usłyszałam skrzypienie łóżka, a chwilę później poczułam jak moje własne ugina się lekko pod jego ciężarem. Bez zbędnych słów wsunął się pod kołdrę, po czym mnie objął. Odwróciłam się twarzą do niego, wciągając nosem jego cudowny zapach.
 - Mogę cię o coś spytać?
 - Zawsze.
 - Dlaczego mnie to wszystko spotyka?
   Przez dłuższą chwilę milczał i już myślałam, że zasnął. Gdy się w końcu odezwał miał smutny głos.
 - Nie wiem, ale wydaje mi się, że każdy musi przeżyć ciężkie chwile by później być szczęśliwym już do końca życia. - Popatrzyłam na niego. W tych ciemnościach widziałam tylko jego błękitne oczy.
 - Myślisz, że jest jeszcze jakaś szansa dla nas?
 - Tak, a ty nie? - Oderwałam od niego oczy i mocniej się przytuliłam do jego piersi. Nie odepchnął mnie.
 - Zaczynam w to wątpić.
 - To przestań.
 - Łatwo powiedzieć.
 - Wcale nie. Ja też musiałem się z wieloma rzeczami pogodzić i udało mi się to. Było ciężko, ale jak się ma przyjaciół to wszystko jest możliwe.
 - Ja już nie mam nikogo, a mój jedyny przyjaciel okazał się draniem.
 - Masz mnie.
 - Niall - oparłam się na łokciu by móc zobaczyć choć zarys jego twarzy. Patrzyliśmy sobie w oczy, a mnie nagle nasza ochota na pocałowanie go i choć miałam ogromną ochotę to zrobić, jednak się powstrzymałam. - Możesz mi obiecać, że gdy to się skończy nie odwrócisz się ode mnie?
 - Powtórzę to jeszcze raz - przybliżył się do mnie i teraz nasze twarze dzieliły milimetry. - Obiecałem twojemu ojcu, że się tobą zaopiekuje i to zrobię. Nawet gdyby mnie torturowali nie odwrócę się od ciebie. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?
 - Tak.

   Wszystko wskazywało na to, że dalszy ciąg wycieczki odbędzie się w spokoju. Jak bardzo błędne się to okazało.
 - Thomas.
   Gdy dotarło do moich uszu to imię, aż podskoczyłam na siedzeniu. Odwróciłam się gwałtownie, a w tej samej chwili Niall dodał gazu. Samochód pognał do przodu, wciskając mnie w fotel. W tym momencie nasze oczy się spotkały. Thomas uśmiechał się do mnie i nie był to przyjazny uśmiech. Przełknęłam głośno ślinę, po czym wróciłam do poprzedniej pozycji. Zamknęłam oczy, licząc na to, że gdy je otworzę będzie po wszystkim. Znowu się myliłam. Usłyszałam ostre hamowanie i zaraz potem uderzenie o siebie dwóch samochodów. Teraz już wiedziałam, że już nic dobrego mnie nie może spotkać. Niall coś do mnie mówił, ale nie mogłam go zrozumieć. Kiedy wysiadł chciałam krzyknąć by do mnie wrócił, ale mnie nie usłyszał. Byłam za na siebie, że nie mogłam nic zrobić. Nie miałam przy sobie broni ani niczego, co nadawało by się do obrony. Mogłam tylko patrzeć jak mierzą do siebie i modlić się, żeby Niall wystrzelił jako pierwszy. Zaczęłam się rozglądać po ulicy, co doprowadziło mnie do jeszcze większej złości, bo nikogo oprócz nas na niej nie było. Rozpięłam pasy i sama postanowiłam się z tym zmierzyć. W chwili gdy moja stopa dotknęła ziemi rozległ się strzał. Nie chciałam patrzeć, ale odwróciłam się, to był odruch i od razu pożałowałam. Niall leżał na ziemi w kałuży własnej krwi, a w dłoni ściskał swój pistolet.
 - Teraz kolej na ciebie.
   Wiedziałam, że nie mogę się tak łatwo poddać. Obiecałam sobie, że będę walczyć o swoje życie, choć nie mam już dla kogo żyć. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam biec najszybciej jak tylko mogłam. Nie miałam pojęcia czy Thomas za mną biegł i nie chciałam wiedzieć. Po prostu biegłam, a z oczy spływały mi łzy.


~*~

 - I co ty na to powiesz?
 - Jak na kogoś początkującego to całkiem niezła ta historyjka. Tylko co z zakończeniem? Złapał ją?
 - Zakończenie jest na samym początku. Nie wszystkie opowieści muszą się dobrze kończyć, prawda?

__________________________________________________________________________________

   Dobra, więc że zawaliłam i bardzo przepraszam. Naprawdę starałam się napisać coś sensowniejszego, ale nie dałam rady. Za każdym razem, gdy zabierałam się za pisanie wychodziło z tego jedno wielkie NIC, dlatego postanowiłam tego bloga zakończyć. Jeszcze raz przepraszam, że zrobiłam to takim beznadziejnym rozdziałem, ale moja wena na nic lepszego mi nie pozwalała. Chciałam bardzo podziękować wszystkim komentującym: Aniusia Xo, Mrs. Payne, Stopkatkaa, której komentarze zawsze powodowały uśmiech na mojej twarzy, wszystkim anonimom i całej reszcie. Dziękuję, dziękuje, dziękuje <3

Ps. Mam w planach założenie bloga, który jest bardziej w moim guście, więc piszcie czy jesteście zainteresowani. Tym razem będzie to coś luźnego, a inspiracją był niedawno odkryty przeze mnie serial PRZYJACIELE (FRIENDS), który kocham. Jeśli choć trochę jesteście ciekawi to piszcie. Start bloga przewiduje jakoś na wakacje, bo chciałabym napisać kilka rozdziałów tak na zapas, ale może wystartować wcześniej. No więc piszcie, a ja powoli będę się brała do pracy XD.

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 13. Czas na szczerość

   Bolały mnie pośladki od siedzenia na parapecie, ale nie chciałam robić niepotrzebnego hałasu. Starałam się nawet oddychać jak najciszej, by nie zwracać na siebie uwagi. To co działo się w tym momencie było do przewidzenia. Will dostał szału, gdy się dowiedział, że Thomas jednak żyje. Już od progu naskoczył na Nialla i niewiele brakowało, a by go uderzył, ale w ostatniej chwili się opanował. Niestety ciągle go atakował słownie i to było o wiele gorsze. Niall nie miał szans się obronić, choć większość osób w tym pomieszczeniu stanęło w jego obronie, co jeszcze bardziej wytrąciło Willa z równowagi. Były momenty, że zasłaniałam uszy dłońmi, bo nie mogłam dłużej go słuchać. Trudno było sobie wyobrazić, że ojciec może tak się odzywać do własnego syna. Chciałam podejść do chłopaka i go po prostu przytulić, ale zadawałam sobie sprawę, że to by mu nie pomogło, nie w teraz.
 - Skąd mogłem wiedzieć, że jakoś się na to przygotuje - odezwał się w końcu Niall. Miał zaciśnięte zęby, a jego błękitne oczy pochłoną gniew. Will z początku był zaskoczony, że syn miał czelność mu przerwać i gdy Niall zaczął się do niego powoli zbliżać ten odruchowo cofnął się do tyłu. Bałam się co teraz może się wydarzyć, ale wciąż siedziałam cicho. - Mam już dość tego jak mnie traktujesz i nie mam zamiaru dłużej w tym tkwić.
 - Zamknij się - warknął Will, a na twarzy chłopaka pojawił się szeroki uśmiech. Wyprostowałam się gwałtownie. Coś mówiło mi, że to się źle skończy.
 - Nie męczy cię to ciągłe udawanie? Dobrze wiesz, że tak miało być, więc po co ten cyrk? - Widziałam jak Will zaciska pięści, a jego twarz staje się coraz bardziej czerwona ze złości.
 - Pogadajmy na zewnątrz - wycedził przez zęby, łapiąc Nialla za ramię, ale ten się odsunął. Kątem oka zauważyłam jak James i Rose powoli się wycofują, aż w końcu zniknęli mi z oczu. Nikt nie zauważył ich nieobecności. Spojrzałam na tatę, który stał kilka metrów dalej i widziałam jak sięga ręką po broń, nie spuszczając oka z Willa i Nialla. Byłam coraz bardziej przerażona tym co może się zaraz wydarzyć.
 - Nie! - Krzyknął Niall. - Najwyższy czas by poznali prawdę.
   Wszystko działo się tak szybko, że nie mam pojęcia kiedy znalazłam się w ramionach Willa i z pistoletem przy głowie. Próbowałam się mu wyrwać, ale był za silny. Patrzyłam jak mój tata jednym szybkim ruchem wyjmuję swoją broń i już w następnej sekundzie mierzy nią w nas.
 - Eric, dałeś się nabrać. Naprawdę myślałeś, że pomogę tobie, a nie przyrodniemu bratu? - Te słowa sprawiły, że przestałam się kręcić w jego ramionach. Starałam to sobie jakoś wytłumaczyć i poukładać, ale nic mi się nie kleiło.
 - Puść ją - nagle poczułam ból w okolicach karku, a chwilę później dopadła mnie ciemność. Ostatnie co pamiętam to jakieś wrzaski i własny upadek.

~~~

   Mierzyli do siebie, a ja mogłem tylko stać i się im przyglądać. Nie ruszałem się z miejsca, bo to mogłoby zwrócić uwagę mojego ojca. Muszę tylko cierpliwie zaczekać, aż James rzuci mi broń i w końcu to zakończyć. Wcześniej nie miałem nic do stracenia. Bez problemu i zbędnego namawiania zgodziłem się na plan ojca, ale dzisiaj dotarło do mnie, że jednak mam bardzo dużo do stracenia. Nie mógłbym tak po prostu patrzeć, jak umiera, gdy już będzie po wszystkim. Jeszcze kilka tygodni temu był mi obojętny jej los, jednak nie teraz. Obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy by ją ochronić, bez względu na to jaką zapłacę za to cenę. Zdawałem sobie sprawę, że po tym jak dowie się prawdy, gdy już otworzy oczy, nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego i nie będę się jej dziwić, dlatego muszę zrobić wszystko by odzyskać jej zaufanie, które stracę jak tylko odzyska przytomność.
   Widziałem kątem oka, że James jest gotowy, ale czy ja byłem? Wiedziałem, że mam tylko kilka sekund, nim ojciec zorientuje się co się dzieje. Starałem nie spuszczać wzroku z tej wciąż mierzącej do siebie dwójki. Ucieszyło mnie, że są zajęci rozmową, bo dawało mi to parę dodatkowych sekund. Szybko zerknąłem w stronę leżącej na podłodze Jess i już wiedziałem, że jestem gotowy. Rzuciłem szybkie spojrzenie przyjacielowi i się zaczęło.
   Czułem się jak w jakimś transie. Miałem wrażenie, że wszystko co robiłem zrobiła jakaś inna osoba, która przypadkiem znalazła się w moim ciele i w ten sposób chciała się wydostać. Udało się jej. Usłyszałem dokładnie dwa strzały i przez chwilę byłem pewny, że jeden z nich trafił we mnie. Myliłem się. Sam nie wiem kiedy nacisnąłem spust i czy miał trafić w osobę, dla której był przeznaczony. Dopiero gdy się ocknąłem, mając pewność, że jestem świadomy dotarło do mnie co się właśnie stało. Wystarczyło mi jedno krótkie spojrzenie na pomieszczenie, by przekonać się, że mój plan nie do końca okazał się powiódł. Wpatrywałem się w ciało swojego ojca, nie mogąc uwierzyć, że naprawdę to zrobiłem. Myślałem o tym już od dłuższego czasu i był taki moment, gdy się bałem, że stchórzę, że ojciec ma rację, mówiąc, że jestem słaby. Teraz wiem, że mnie nie doceniał. Podszedłem do niego, ignorując krzyki innych osób. Byłem tak skupiony na nim, że nie rozumiałem co do mnie mówią, a przez chwilę nawet ich nie słyszałem. Pochyliłem się powoli, patrząc mu w oczy. Jeszcze żył, ale obaj wiedzieliśmy, że jego sekundy są policzone. Widziałem w jego oczach strach, jednak nie sprawiło mi to przyjemności. Kątem oka widziałem jak ostatnimi siłami sięga po broń, a po chwili jego wzrok stał się martwy.
 - Nigdy nie byłeś dla mnie ojcem, którego potrzebowałem i chciałem mieć - szepnąłem do siebie na tyle cicho by nikt nie mógł tego usłyszeć.
   Na dźwięk swojego imienia podniosłem się gwałtownie, ocierając szybko łzę z policzka. Spodziewałem się tego. Zabiłem własnego ojca, więc mam prawo do kilka łez, ale nie zmieniło to mojego zdania o nim.
   Odwróciłem się w stronę Jamesa, który pochylał się nad ciałem Erica. Na jego widok broń wysunęła mi się z dłoni i z hukiem spadła na podłogę. Zacząłem się zastanawiać jak do tego doszło, kiedy, ale w tej chwili nie miało to większego znaczenia. James pomagał mu się podnieść, ale ten za każdym razem odtrącał jego ręce, chcąc wstać o własnych siłach. Gdy kolejna jego próba zakończyła się porażką, dał sobie spokój.
 - Niall - wyszeptał, od razu znalazłem się przy jego boku. Pochyliłem się, a on natychmiast zacisnął dłoń na moim nadgarstku. Jak na człowieka, który dostał kulkę w pierś był bardzo silny. Uniósł lekko głowę i popatrzył mi w oczy. - Obiecaj, że się nią zajmiesz, że nie zostawisz jej samej - dodał, zerkając w stronę Jessici.
 - Obiecuję - nie musiałem się nad tym zastanawiać, bo już dawno sobie to obiecałem.

~~~

   Bolała mnie głowa, a do tego miałam mdłości. Miałam dziwne wrażenie, że się przemieszczam, ale jeszcze nie miałam pojęcia w jaki sposób. Otworzyłam oczy i zrozumiałam, że znajduję się w jakimś małym pomieszczeniu z szybami. Wodząc po nim wzrokiem zrozumiałam, że jestem w samochodzie. Podniosłam się powoli do pozycji siedzącej, pocierając oczy.
 - Jak się czujesz? - Rozpoznałam głos Nialla, który wpatrywał się w lusterko. Miał taki zatroskany wzrok, że zrobiło mi się ciepło na sercu.
 - Boli mnie głowa - wyżaliłam się i odruchowo moja dłoń znalazła się na czole. Skrzywiłam się delikatnie, bo przez ten dotyk głowa zaczęła mnie boleć jeszcze bardziej. Opadłam na oparcie z głośnym westchnięciem. - Co się do cholery stało? - Zastanawiałam się na głos. Nagle Niall zjechał na pobocze i zgasił silnik, po czym odwrócił się do mnie.
 - Musze ci coś powiedzieć, ale musisz obiecać, że wysłuchasz mnie do końca - powiedział. Jego głos i wyraz twarzy mnie przeraził.
 - Co się stało?
 - Zacznę od początku - wziął głęboki wdech i patrząc mi w oczy zaczął mówić. - Ojciec Thomasa jest bratem mojego ojca, co prawda przyrodnim, ale jak na takie więzi byli dość blisko. Pewnie pamiętasz jak opowiadałem ci o bracie Thomasa, Lucasie i o tym jak się powiesił w więzieniu. To wszystko jest prawdą, tylko z tą różnicą, że mój ojciec zawsze był po stronie Waltersa. Wszystko co mówił i robił było jednym wielkim kłamstwem. On wam nie chciał pomóc tak jak uważał, tylko pomóc w zemście rodzinie. Zabicie Thomasa miało sprawić, że możecie nam zaufać.
 - Nam? - Wyprostowałam się gwałtownie i teraz siedzieliśmy twarzą w twarz.
 - O wszystkim wiedziałem - szepnął, nie patrząc mi w oczy.
   Chciałam uciec, ale nie za bardzo miałam gdzie, bo wokół mnie był las. Poza tym nie znam tej okolicy, więc ucieczka mogłaby się źle dla mnie skończyć. Chwilowo nie miałam ochoty patrzeć na Nialla, dlatego właśnie teraz chodziłam tam i z powrotem, uświadamiając sobie, że kompletnie nic mi to nie daje. Starałam się to sobie jakoś wszystko poukładać w głowie, ale miałam dziwne wrażenie, że nie o wszystkim mi powiedział. Patrząc na niego ukradkiem zauważyłam, jak próbował się do kogoś dodzwonić, a każda kolejna próba sprawiała, że robił się coraz bardziej podenerwowany. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały i ja jako pierwsza odwróciłam wzrok.
 - Długo się będziesz na wkurzać? - Usłyszałam za plecami głos Nialla.
 - Nie wiem - odpowiedziałam obojętnie. Odwróciłam się, ale nie popatrzyłam mu w oczy. Przeszłam obok niego, wkładając dłonie do kieszeni spodni. Nagle Niall chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie, zmuszający mnie tym bym spojrzała mu w oczy.
 - Obiecałem twojemu tacie, że się tobą zaopiekuje i mam zamiar dotrzymać słowa. Rozumiem, że zawiodłem twoje zaufanie i wiem, że zwykłe przepraszam tutaj nic nie pomoże, ale mimo to przepraszam. Zależy mi na tobie i zrobię wszystko byś była bezpieczna. - Może popełniam błąd, który może mnie sporo kosztować, ale wierzyłam mu. W jego oczach było coś co mówiło mi, że nie kłamie, że każde wypowiedziane przez niego słowo było prawdą. Mimo że mnie okłamał, to w tej chwili cała złość ze mnie uleciała. Wystarczyło tylko jego jedno spojrzenie, kilka miłych słów i już byłam skłonna mu wybaczyć i nie podobało mi się to.
 - Gdzie on jest?
 - Kto?
 - Mój ojciec. - Puścił moje ramię i już nie patrzył mi w oczy. Wodził wzrokiem za czymś, co znajdowało się za moimi plecami. - Niall! Gdzie on jest?
 - Jest już bezpieczny.
 - Chce z nim porozmawiać.
 - To nie jest możliwe. - Powiedział i ruszył w stronę samochodu. Podbiegłam do niego i tym razem to ja chwyciłam go za ramię. Kiedy się odwrócił miał taką minę, że od razu go puściłam. - Nie żyje, oboje nie żyją.
   Zrobiło mi się słabo i gdyby nie Niall upadłabym na ziemię. Pomógł mi dojść do auta, otworzył bagażnik i chwilę później już w nim siedziałam. Na parę sekund Niall zniknął mi z oczu, a gdy z powrotem się pojawił trzymał w rękach butelkę wody. Upiłam kilka łyków, ale to nic nie pomogło. Nadal kręciło mi się w głowie.
 - Jak to się stało? - Spytałam ze łzami w oczach.
 - Strzelił do niego mój ojciec.
   Ile osób może powiedzieć, że straciło ojca dwa razy? Raz już się z tym pogodziłam, ale czy dam radę jeszcze raz? Wtedy był przy mnie przyjaciel, który okazało się zdrajcą, ale przynajmniej ktoś przy mnie był. Teraz zostałam zupełnie sama. Niall usiadł obok mnie, po czym mnie przytulił. Nie miałam siły by go odepchnąć, więc zamiast tego wypłakałam się w jego kurtkę.


~~~

 - Powiedziałeś, że oboje nie żyją. Kogo miałeś na myśli? - Zerknęłam na Nialla, który zaciskał dłonie na kierownicy. Poprawił się na siedzeniu, po czym rzucił mi krótkie spojrzenie.
 - Mój ojciec. - Wypowiedział te słowa bez żadnych emocji.
 - Jak?
 - Sam go zabiłem.
 - Dlaczego?
 - Bo gdybym tego nie zrobił nigdy nie dał by ci spokoju.
 - Więc mam rozumieć, że zrobiłeś to dla mnie, tak?
 - Nie tylko - zatrzymał się, ponieważ mieliśmy czerwone światło.
   Nareszcie jakaś cywilizacja!
 - Zrobiłem to też dla siebie, żeby się w końcu od niego uwolnić.
 - Był aż takim złym ojcem? - Zobaczyłam cień uśmiechu na jego twarzy. Odwrócił wzrok, by zerknąć na światła. Nadal czerwone.
 - Powiedz mi - znowu na mnie spojrzał - który dobry ojciec uczy swoje dziecko obsługiwania się bronią?
 - Nie wiem.
 - Właśnie - zapaliło się zielone światło, więc Niall wcisnął gaz i ruszyliśmy dalej. - Czasami myślę, że gdybym wtedy nie ukradł mu pistoletu to wszystko potoczyłoby się inaczej.
 - Więc dlaczego to zrobiłeś?
 - Bo nie miałem innego wyboru. - Skręciliśmy na parking przed jakąś restauracją. - Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny.
 - Chcesz żebym ci znowu zaufała, prawda?
 - Prawda - zgodził się, parkując jak najbliżej wejścia.
 - Więc opowiedz mi coś o sobie.
 - I to ci ma pomóc w nabraniu do mnie zaufania? - Ze zdziwienia uniósł jedną brew.
 - Może - odpowiedziałam, rozpinając pasy. Z rozbawieniem pokręcił głową. Byłam zaskoczona jego zachowaniem zważywszy na to, że zabił swojego ojca. Między nimi naprawdę musiało nie być ciekawie skoro po czymś takim potrafi się śmiać. Ja już po raz drugi straciłam jednego z rodziców i choć wiem, że trzeba żyć dalej, to strasznie boli, choć starałam się nie dać tego po sobie poznać, bo ostatnie co teraz potrzebowałam to współczucie.

 - No to słucham, co chcesz wiedzieć? - Siedzieliśmy już w restauracji i czekaliśmy na nasze zamówienie.
 - Dlaczego ukradłeś ojcu broń?
 - Miałem spore długi do spłacenia i zerowe szanse na ich spłacenie. Ojciec nie chciał mi pomóc, więc wziąłem sprawy we własne ręce.
 - I to był twój pierwszy raz?
 - Tak.
 - Żałujesz, że go zabiłeś?
 - Tak - kelnerka przyniosła nam zamówione jedzenie. - Dziękujemy - uśmiechnął się do dziewczyny, a ona się zaczerwieniła, po czym szybko odeszła. Zaczęliśmy jeść, dopiero teraz zrozumiałam jak bardzo byłam głodna.
 - Ile miałeś wtedy lat? - Spytałam, przeżuwając frytki.
 - Siedemnaście.
 - I jak na to zareagowali twoi rodzice?
 - Mamy już wtedy z nami nie było - zaczął grzebać widelcem w jedzeniu. Nie patrzył na mnie, ale nie musiał, bo i tak wiedziałam, że wciąż go to boli - a ojciec mam to gdzieś. Pamiętam, jak prosiłem go o pomoc, wręcz błagałem i pamiętam jak powiedział mi wtedy, że to nie jest jego problem. Potem tylko kazał mi zwrócić pistolet, a gdy mu go już oddałem po prostu wyszedł.
 - Wiesz czemu was zostawiła? - Popatrzył na mnie i zrobiło mi się głupio. Oczy miał lekko zaszklone i bałam się, że zaraz wykrzyknie mi w twarz, że to nie jest moja sprawa. - Przepraszam, nie powinnam o to pytać. - Spuściłam wzrok na talerz, modląc się by zapomniał, że o to spytałam.
 - Nic się nie stało - powiedział spokojnie, kładąc dłoń na mojej. Byłam zaskoczona jego gestem, widząc moją reakcję szybko cofnął rękę. - To było tak dawno, że powoli zaczynam zapominać jak wygląda.
 - Nie masz żadnego jej zdjęcia?
 - Ojciec wyrzucił wszystko, co ją przypominało.
 - Ile lat minęło?
 - Szesnaście. - Odkroił widelcem spory kawałek mięsa, po czym włożył go do ust.
 - Will nie próbował jej szukać?
 - Próbował, ale jakby zapadła się pod ziemię. Wiesz, jak ktoś nie chce być odnaleziony to potrafi się bardzo dobrze ukryć.
 - Nie rozumiem. - Oparłam się o oparcie krzesła, które było wyjątkowo wygodne. Skończyłam właśnie jeść i z zazdrością patrzyłam na prawie pełny talerz Nialla. Zauważył to, uśmiechnął się i przysunął go na środek stołu. Odwzajemniłam uśmiech, po czym poczęstowałam się frytkami. Nie myślałam, że będę miała aż tak duży apetyt.
 - Wtedy też nie rozumiałem, ale teraz wiem dlaczego uciekła. - Popatrzyłam na niego pytająco, by zachęcić go do kontynuowania. - Ojciec odkąd pamiętam był trudny. Potrafił się kłócić o dosłownie wszystko i zawsze musiało być tak jak on chce. Po prostu nie wytrzymała tego psychicznie i uciekła, bo tak było lepiej. Szkoda tylko że nie zabrała mnie ze sobą. Później z każdym rokiem było coraz gorzej, aż w końcu przestał się mną interesować. Mogłem robić co chciałem i dzięki temu, że nie miał mnie kto przywołać do porządku, trafiłem na Shona i jego kumpli. Zacząłem dla niego pracować, a po jakimś czasie moje życie zaczęło się komplikować. - Uśmiechnął się na koniec i wiedziałam, że nic więcej mi już nie powie.
___________________________________________________________________________________

Nie jestem w stanie napisać dłuższego rozdziału, a nie chce znowu przekładać terminu. Ponieważ z moją weną jest coraz gorzej i nie wiem kiedy się coś zmieni, czuje się w obowiązku przeprosić za jakość rozdziału.
Tym razem dam sobie trochę więcej czasu na napisanie kolejnego rozdziału, więc tym razem nie podam konkretnej daty, mogę tylko zapewnić, że na pewno coś się pojawi w kwietniu, ale nie wiem którego.
Dziękuję wszystkim czytającym za cierpliwość do mnie i do następnego <3

czwartek, 17 marca 2016

Brak weny

   Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Strasznie przepraszam, ale nie jestem w stanie wyrobić się z rozdziałem. Próbuje i próbuje i nic nie wychodzi. Mam taką chwilową blokadę, ale mam zamiar coś z tym zrobić, obiecuję! Dajcie mi tylko czas do końca miesiąca. Do tego czasu na pewno coś się tutaj pojawi. Mam nadzieję, że zrozumiecie i nie będziecie na mnie źli, bo jak pisałam wcześniej mam zamiar dokończyć tego bloga i to zrobię, choćbym miała nie spać w nocy tylko pisać dla Was rozdziały. Naprawdę przepraszam jeszcze raz i dokładnie 31 marca pojawi się kolejny rozdział.
   Dziękuję za wsparcie wszystkim czytającym i przepraszam znowu :******

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 12. Wielki powrót

 PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!

 - Nie zgadzam się - te ostatnie słowa usłyszałam od ojca, kiedy wychodziłam z pokoju wkurzona. Później jeszcze coś za mną krzyczał, ale zignorowałam to. Zeszłam na dół i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Od tej przeklętej nocy, kiedy razem z Rose poszłyśmy do lasu, czułam się więziona przez najbliższą mi osobę. Nie mogłam nigdzie wyjść bez jego zgody i bez osoby towarzyszącej. Z początku starałam się to zrozumieć i postanowiłam nie robić żadnych scen, bo byłam pewna, że nie będzie to długo trwało, ale moja cierpliwość też ma swoje granice. Nie byłam już dzieckiem i najwyższy czas, żeby w końcu to do niego dotarło.
   Wzrokiem odnalazłam Rose, która pakowała się już do samochodu, więc podleciałam do niej. Niall i James już siedzieli w środku gotowi do drogi. Bez słowa zajęłam miejsce z drugiej strony, po czym oparłam głowę o oparcie, przymykając na moment oczy. Wiedziałam, że mi się za to oberwie, ale musiałam zaryzykować. Spędziłam w tym domu już wystarczająco dużo czasu i potrzebowałam chwili przerwy. Niall odpalił silnik i zaraz potem ruszyliśmy.
 - Ojciec cię zabije - odezwał się James, gdy wjechaliśmy na główną ulicę.
 - Jestem już dorosła i mam prawo robić to co chcę.
 - Jess, on się po prostu o ciebie martwi - stwierdziła Rose. - Na jego miejscu też bym...
 - Przestań! - Krzyknęłam, patrząc na nią. Zrobiłam to trochę za głośno, bo na jej twarzy pojawiło się lekkie przerażenie, jakby bała się, że zaraz jej coś zrobię. James odwrócił się do nas, ale nic nie powiedział. Czułam też na sobie wzrok Nialla, który obserwował mnie przez lusterko. Nagle zrobiło mi się strasznie wstyd i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. - Przepraszam - dodałam, kładąc dłoń na jej dłoni i delikatnie ściskając.
 - Nic się nie stało - uśmiechnęła się, odwzajemniając uścisk. - Pewnie zareagowałabym podobnie.
 - Mówisz? - James zerknął na dziewczynę, udając zdziwienie. Wyszło mu to tak genialnie, że musiałam zacisnąć usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Z wyrazu jego twarzy łatwo można było wyczytać, że ma do powiedzenia coś naprawdę ciekawego, bo aż rwał się do wypowiedzi. Z zainteresowaniem patrzyłam raz na nią, a raz na niego, zastanawiając się, które z nich odezwie się jako pierwsze.
 - Ani mi się waż! - Warknęła Rose, robiąc przy tym groźną minę, jednak na nikim nie zrobiło to jakiegoś specjalnego wrażenia.
 - Uwierz mi... - zaczął James, ale musiał przerwać, ponieważ Rose próbowała zasłonić mu dłońmi usta. Wyglądało to tak słodko, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Niall również się lekko uśmiechnął, rzucając w ich stronę jedno krótkie spojrzenie. Od początku drogi jeszcze się nie odezwał i zaczęłam się martwić, że to przeze mnie. Ostatnimi dniami prawie w ogóle ze sobą nie gadaliśmy, gdy zostawialiśmy sami w jakimś pomieszczeniu od razu wychodził pod byle pretekstem. Nasze rozmowy ograniczały się do minimum i nie ukrywam, że mnie to dotknęło. Codziennie zastanawiałam się co takiego mogłam zrobić, że zaczął mnie unikać.
   Nagłe szturchnięcie Rose sprowadziło mnie na ziemię. Przestałam tak intensywnie wpatrywać się w Nialla, choć nie od razu dotarło do mnie, że to robię. Brawo, już drugi raz dzisiaj robisz z siebie idiotkę. Mogłam mieć tylko nadzieję, że nikt tego nie zauważył.
 - Hej, gdzie odpłynęłaś? - Szepnęła Rose, przybliżając się do mnie. Zdziwiłam się, że ta drobna bitwa między nią, a jej chłopakiem dobiegła już końca.
 - Co? - Spojrzałam na nią przelotnie, ale zrobiło mi się głupio, więc szybko odwróciłam wzrok. Poczułam jak porusza rękami i byłam ciekawa co robi, jednak nie odwróciłam się. Patrzyłam przez szybę, licząc samochody jadące w przeciwną stronę. Było ich zaskakująco dużo, jak na taką cichą okolicę.
 - Jess - Rose znowu mnie szturchnęła, podając mi swój telefon. Posłałam jej pytające spojrzenie, a ona dyskretnie kiwnęła głową na ekran. Skierowałam na niego swój wzrok i przeczytałam wiadomość, którą do mnie napisała.
 "On cię naprawdę bardzo lubi i nie pytaj mnie skąd to wiem, bo po prostu wiem. Musisz być cierpliwa. Niall ma problem z zaufaniem, daj mu trochę czasu, a zobaczysz, że było warto czekać ;)".
   Odruchowo na twarzy pojawił mi się uśmiech. Chciałam wierzyć w to co napisała, że mnie lubi, że warto będzie czekać, ale odkąd przestał się do mnie odzywać to wszystko podlega wątpliwości. Westchnęła cicho i usunęłam każde słowo, by móc wpisać swoje własne.
 "Nie jestem tego taka pewna. Przestał ze mną rozmawiać tak z dnia na dzień i nie wiem dlaczego".
   Oddałam jej telefon, unikając kontaktu wzrokowego. Miałam wątpliwości czy dobrze zrobiłam, pisząc jej o tym, ale zna go dłużej i jest większe prawdopodobieństwo, że będzie coś wiedziała na ten temat. Słyszałam jak wystukiwała odpowiedź, bo każde jej kliknięcie kończyło się wybranym przez nią jednosekundowym dźwiękiem. Bałam się, że przykuje to uwagę któregoś z chłopaków, ale na szczęście oni było zajęci swoją rozmową.
 "Stało się ostatnio coś między wami? Może się przestraszył tempa i potrzebuje chwili by sobie wszystko przemyśleć".
   Nie powinna mnie ta treść dziwić, a jednak zdziwiła, bo skąd niby mogła wiedzieć, że mogło coś między nami zajść? Sama zaczęłam się nad tym zastanawiać. Pocałowałam go, ale to było dawno i po tym incydencie normalnie ze sobą rozmawialiśmy, więc nie mogło o to chodzić.
 "Nie wiem".
 - Chłopaki, chcę mi się siusiu - Rose wtrąciła się do ich rozmowy.
 - Poważnie? Dopiero co wyjechaliśmy - w głosie Jamesa dało się wyczuć zniecierpliwienie.
 - Nic na to nie poradzę - pokazała chłopakowi język, po czy przybliżając się do przednich siedzeń zwróciła się do Nialla. - Zatrzymasz się?
 - Pewnie - odpowiedział, posyłając jej uśmiech. James popatrzył na niego ze złością, ale Niall nic sobie z tego nie zrobił. Chwilę później zatrzymaliśmy się na poboczu i Rose wysiadła z samochodu, odwracając się jeszcze do mnie.
 - Chodź ze mną - zaskoczona prośbą poszłam za jej przykładem i wysiadłam.
 - Czemu te baby zawsze muszą łazić razem do toalety? - Zastanawiał się James.
 - Widzisz ty tu gdzieś toaletę?
 - Tak ogólnie pytam.
 - Jasne - zaśmiała się, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyłyśmy w stronę drzew.
 - Kocham ją, ale czasami chętnie bym ją udusił - zdążyłyśmy jeszcze usłyszeć, Rose uśmiechnęła się na te słowa.
 - Jest jakiś powód, dla którego mnie za sobą ciągniesz?
   Coraz bardziej oddalałyśmy się od chłopaków i coraz mniej mi się to podobało. Ciągle odwracałam się, by sprawdzić czy jeszcze ich widać i gdy w końcu totalnie straciłam ich z oczu ogarnęła mnie panika. Rose nagle się zatrzymała, przez co o mało na nią nie wpadłam. Zerknęła gdzieś za moje plecy, po czym szepnęła coś do siebie i popatrzyła na mnie.
 - Co się między wami dzieje?
 - Nic - odpowiedziałam zbyt szybko, bo zaczęła mi się intensywniej przyglądać, jakbym nagle stała się dla niej jakimś interesującym okazem. - Słuchaj, możemy wracać? Źle się tu czuję - zrobiłam krok w tym i już chciałam się odwrócić, ale Rose złapała mnie za ramię, uniemożliwiając mi ucieczkę.
 - Całowaliście się - nie byłam do końca pewna czy to było pytanie czy po prostu stwierdziła fakt. Nie od razu na nią popatrzyłam, błądziłam wzrokiem po lesie, a krew w moich żyłach płynęła coraz szybciej. Bałam się, że zaraz coś albo ktoś na nas wyskoczy i pożegnamy się z życiem. - Ty go pocałowałaś - stwierdziła, gdy nasz oczy się spotkały. Wystarczyło jej kilka sekund, żeby wyczytać to z mojej twarzy, jak ona to robiła? Rozluźniła uścisk i oparła się o najbliższe drzewo.
 - Mówisz tak, jakby to było coś złego - zaczęłam, masując miejsce, w które mnie przed chwilą ściskała. Jak na kobietę była bardzo silna. - Pocałowałam go i co z tego? Wiem, że pewnie nie powinnam była tego robić, ale stało się. Przeprosiłam i wydawało mi się, że wszystko jest w porządku, ale najwidoczniej się myliłam. - Mówiłam coraz ciszej, a ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem i nie jestem pewna czy Rose je dosłyszała. Milczała przez chwilę, najwidoczniej analizując to co powiedziałam. W zasadzie nie liczyłam na żadne słowa otuchy, ale denerwowało mnie to jej milczenie. Nagle za placami usłyszałam szelest liści, a po chwili łamiące się gałęzie. Odwróciłam się przerażona i gotowa w każdej chwili wołać o pomoc, tym razem nie miałam zamiaru siedzieć cicho i liczyć na szczęście.
 - No ładnie - zobaczyłam idącego w naszym kierunku Jamesa i od razu moje mocno bijące serce się uspokoiło, jakby za sprawą czarodziejskiej różdżki. - My tam na was czekamy, - machnął ręką w przeciwnym kierunku - a wy sobie tutaj plotkujecie. - Mówiąc nie patrzył na nas, tylko pod nogi.
 - Idź, zatrzymam go tu - szepnęła mi do ucha Rose, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się do mnie przybliżyła. Zaraz po tych słowach popchnęła mnie delikatnie, dając mi tym znak bym się ruszyła. Nie zdążyłam zareagować, bo widząc, że jestem zbyt zaskoczona jej zachowaniem, popchnęła mnie jeszcze raz, ale tym razem o wiele skuteczniej. Musiałam przytrzymać się drzewa, by nie upaść na ziemię.
 - Ej! - Warknęłam, posyłając jej swoje najgroźniejsze spojrzenie, jednak ona się tym nie przejęła i w ogóle nie powinno mnie to dziwić.
 - Cicho, idź - kiwnęła dyskretnie głową, a ja miałam ochotę ją zabić.
 - Co wy tu kombinujecie? - James patrzył na nas lekko zdezorientowany. Spojrzałam mu w oczy i wzruszyłam ramionami. Starałam się nie myśleć w jaki sposób Rose miała zamiar go tu zatrzymać, dlatego jak najszybciej się oddaliłam.
   Bałam się, że nie uda mi się samej dotrzeć do samochodu, ale o dziwo udało mi się i to bez jakiś większych problemów. Kiedy zobaczyłam opartego o maskę Nialla, byłam z siebie naprawdę bardzo dumna. Usłyszawszy moje kroki odwrócił się, ale nie powiedział ani słowa. Na kilka sekund nasze spojrzenia się zetknęły, jednak nie byłam do końca pewna czy patrzył na mnie czy może gdzieś za mną, oczekując, że zaraz pojawi się reszta. Gdy wrócił do swojej poprzedniej pozycji, moje całe szczęście się ulotniło, a w zamian wróciła rozpacz i to z podwojoną siłą. W tej chwili nie miałam ochoty na żadne rozmowy z nim, zresztą on też nie palił się do jakiejkolwiek rozmowy. Trudno, wszystko zostaje po staremu. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, po czym z cichym westchnieniem wsiadłam do samochodu na moje miejsce. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek. Nie robiłam nic, co mogło by mnie zmęczyć, a mimo to byłam zmęczona. Myślami wróciłam do przeszłości, do tych momentów, w których byłam szczęśliwa i niczego mi nie brakowało. Uśmiechnęłam się sama do siebie, uzmysławiając sobie, że zrobiłabym wszystko by do tego wrócić. Głośny dźwięk dzwonka wybudził mnie z tych marzeń. Wyprostowałam się, a mój wzrok od razu padł na Nialla, który właśnie chodził w jedną i w drugą stronę, trzymając telefon przy uchu. Uchyliłam trochę szybę, żeby słyszeć co mówi, choć tak naprawdę nie interesowało mnie to, po prostu chciałam usłyszeć jego głos. Jesteś chora kobieto!
 - ...wszystko jest w porządku, siedzi właśnie w samochodzie i czekamy na resztę - chwila ciszy. - Zrobiliśmy sobie małą przerwę, bo Rose... - znowu cisza, a Niall był coraz bardziej podenerwowany. - Tak wiem, ale wiesz jaka... - popatrzył na mnie, więc szybko odwróciłam wzrok - cały czas mam ją na oku, nie martw się - skończył rozmowę i zaraz potem do mnie podszedł. - Dzwonił twój tata, wciąż jest na ciebie zły - skrzywiłam się, wyobrażając sobie jego minę, gdy rozmawiał z Niallem. - Od teraz będziesz siedziała ze mną z przodu.
   Mimo że byłam teraz bliżej Nialla, wolałam siedzieć z tyłu. Odkąd zajęłam miejsce Jamesa, który nie miał nic przeciwko temu, nikt nic nie mówił na głos. Czasami pasażerowie z tyłu coś do siebie szeptali, ale na tym by się skończyło. Czułam się tu jak intruz i żałowałam, że nie jestem na tyle odważna, by wyskoczyć z tego samochodu, więc jak dojechaliśmy pod najbliższy duży sklep odetchnęłam z ulgą. Parking był wystarczająco dużo byśmy mogli bez problemu zaparkować. Niestety nie było wolnych miejsc zaraz przy wejściu, dlatego musieliśmy stanąć prawie na samym końcu i podejść te parę metrów. Mi nie sprawiało to większego problemu, bo z przyjemnością rozprostuje sobie kości po ponad godzinnej jeździe, ale reszta nie podzielała mojego zdania. Niall cały czas szedł obok mnie i w innych okolicznościach bym się z tego ucieszyła, jednak nie dzisiaj. Oboje z Jamesem rozglądali się na wszystkie strony, co było tak przesadne, że nawet nie chciało mi się tego komentować. Byłam pewna w stu procentach, że gdyby ktoś miał nas zaatakować, co mam nadzieję się nie stanie, to na pewno nie jest na tyle głupi by zrobić to w miejscu publicznym. Do tej pory myślałam, że to ja mam paranoje.
   Zakupy zrobiliśmy w niecałe piętnaście minut, gorzej było ze staniem przy kasie. W sklepie było tyle ludzi, że z ledwością udawało nam się przeciskać między regałami, dlatego James stał z wózkiem w jednym miejscu, a nasza trójka rozeszła się po sklepie w poszukiwaniu najpotrzebniejszych produktów. Na początku nie podobało się to Niallowi, ale został przegłosowany. Teraz staliśmy we czwórkę przy kasie, czekając cierpliwie na swoją kolej, wszyscy oprócz Nialla.
 - Może pójdziemy z Rose do samochodu, co? Nie ma sensu byśmy tu wszyscy stali - zaproponowałam.
 - Obiecałem twojemu ojcu, że nie spuszczę cię z oczu - odpowiedział Niall tonem nieznoszącym sprzeciwu.
 - To weź mrugnij albo coś, przecież jesteś tylko człowiekiem, nie? - Westchnął, sięgając do kieszeni po kluczyki.
 - Idźcie, ale uważajcie, ok? - Pokiwałam głową i odebrałam od niego kluczyki.
   Nie miałyśmy problemów z odnalezieniem naszego samochodu. Władowałyśmy się do środka, blokując do nas dostęp z wewnętrznej strony. Rose oczywiście od razu przeszła do ataku, bombardując mnie pytaniami na temat Nialla. Sądziła, że skoro po ich powrocie siedziałam już z nim z przodu, to musieliśmy dojść do porozumienia. Jakież było jej rozczarowanie, gdy opowiedziałam jej jak to było naprawdę.
 - Beznadzieja - skomentowała. - Po co ja się tak starałam?
 - Nie wmówisz mi, że to było dla ciebie duże poświęcenie - popatrzyłyśmy na siebie, nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a zaraz potem Rose dołączyła do mnie.
 - No fakt, ale nie zmienia to faktu, że zrobiłam to dla ciebie - powiedziała, gdy się uspokoiła.
 - Wiem i dziękuję ci za to.
 - Może ja z nim pogadam albo poproszę Jamesa?
 - Lepiej nie, może samo się to jakoś wyjaśni albo spróbuje pogadać z nim przy następnej okazji.
 - Jakby coś to ja służę pomocą - jej mina spowodowała, że znowu zaczęłyśmy się śmiać.
   Ciągle się śmiejąc rozejrzałam się po parkingu, ale nigdzie nie było ani śladu chłopaków. Minęło dopiero jakieś pięć minut, więc nie było sensu panikować. Zobaczyłam nadjeżdżające czarne volvo z drugiego końca parkingu. Jechało bardzo pomału i zaczęło mnie to zastanawiać. Kiedy przejeżdżało przed nami, zobaczyłam za kierownicą znajomą twarz. Momentalnie uśmiech zniknął mi z twarzy, zastępując go strachem. Odruchowo poprawiłam się na siedzeniu, śledząc wzrokiem tego mężczyznę. Nagle się odwrócił i popatrzył na mnie, uśmiechając się. Na pierwszy rzut oka był to normalny, może nawet przyjazny uśmiech, jednak na jego widok przeszedł mnie dreszcz.
 - Jess, co ci jest? - Spytała Rose z paniką, odwracając się do mnie. Nim zdążyłam coś powiedzieć, volvo przyspieszyło i odjechało. - Jess! Hej! - Krzyczała, delikatnie mną szturchając. Zamrugałam kilkakrotnie, przełykając głośno ślinę.
   To nie jest możliwe, uspokój się!
 - Jess, do cholery, odezwij się! - Krzyknęła tak głośno, że aż podskoczyłam ze strachu.
 - Nic, jest ok. Wydawało mi się, że kogoś widziałam - ale to nie jest możliwe by tu był. Zmusiłam się do słabego uśmiechu, modląc się by już o nic nie pytała i dała mi spokój.
 - Strasznie zbladłaś - zabrzmiała jak matka, która martwi się o swoje dziecko. - Jesteś pewna, że dobrze się czujesz?
 - Rozbolała mnie tylko głowa, nic więcej. - Lekkie pukanie w szybę przestraszyło mnie na tyle, że z moich ust wydobył się niezrozumiały dźwięk. Gdy dotarło do mnie, że to tylko James z zakupami, opadłam bezwładnie w ramiona Rose, uspokajając przyspieszony oddech.
   Wmówiłam sobie, że to wymysł mojej chorej wyobraźni i tego miałam zamiaru się trzymać. Nikomu też nie przyznałam się co widziałam. Na własne oczy widziałam jak jeden strzał wysysa z niego życie. Nie wiem, ile czasu minęło od tamtego dnia, ale wciąż pamiętam jak kołysałam go w ramionach, licząc na cud, przecież był wtedy moim najlepszym przyjacielem i jedyną bliską mi osobą. Wtedy jeszcze nie wiedział, że kilka słów może zmienić moje zdanie o nim. Wspomnienia spowodowały, że łza zakręciła mi się w oku.
   W drodze powrotnej milczenie mi absolutnie nie przeszkadzało. Wpatrywałam się w szybę i podziwiałam widoki. Co jakiś czas Niall mi się przyglądał, nie musiałam się odwracać do niego by to potwierdzić, czułam to. Podobało mi się, że się mną interesował. Uśmiechnęłam się pod nosem, zadowolona, że mnie teraz nie widzi.
 - Słuchajcie, chyba mamy problem - odezwał się Niall, gdy się odwróciłam, patrzył w boczne lusterko.
 - Co się stało? - Spytał James, przybliżając się.
 - Widzicie ten samochód za nami? - Cała nasz trójka jak na komendę odwróciliśmy się do tyłu. Od razu rozpoznałam to auto, czarne volvo.
 - Już go widziałam - przyznałam się, wracając do poprzedniej pozycji.
 - Kiedy? Gdzie? - Dopytywał Niall, patrząc na mnie dłużej niż to było konieczne. Z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, że nie jest zadowolony, bo ukrywałam przed nim coś tak istotnego.
 - Przed sklepem na parkingu, a za kierownicą siedział - wzięłam głęboki oddech - Thomas.
 - Przecież on nie żyje - powiedziała Rose i wszyscy się z nią zgodzili.
 - Tak wiem - z nerwów zaczęłam bawić się palcami, choć nie wiedziałam czy faktycznie z nerwów czy ze strach jaki mnie ogarnął.
 - Więc jak to możliwe?
 - Może mi się wydawało - szepnęłam, miałam mętlik w głowie. Zdawałam sobie sprawę, że to nie jest możliwe, ale to było takie realne.
 - Dlaczego mi nie powiedziałaś? - Spytał Niall.
 - To dlatego tak zbladłaś - powiedziała Rose w tym samym momencie.
 - Za kierownicą na pewno nie siedzi Thomas - wtrącił James. Odwróciłam się do niego, by lepiej przyjrzeć się kierowcy i miał rację.
 - Słuchaj Niall, weź skręć w jakąś drogę, zobaczymy czy za nami pojedzie - zaproponowała Rose.
 - Świetny pomysł, sam bym na to nie wpadł - burknął Niall. - Jest tylko mały problem, tu nie ma żadnych bocznych dróg!
 - To znajdź jakąś!
 - Hej, nie kłócicie się - uspokoił ich James. - Przyspiesza - dodał zaraz. Czarne volvo zrównało z nami i dopiero teraz zwróciłam uwagę na przyciemniane szyby. Tylna szyba zaczęła się powoli opuszczać, odsłaniając twarz osoby siedzącej za nią. Niall gwałtownie zahamował, a nas wyrzuciło do przodu. Volvo pognało przed siebie, jednak szybko się cofnęło i znowu zrównało z nami. Serce mi stanęło, zamknęłam oczy, modląc się by to był tylko sen.
 - Zaskoczeni? - Odwróciłam powoli głowę i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. - Cześć Jess, stęskniłem się - uśmiechnął się do mnie. Niall rozpinał już pasy, ale zatrzymałam go, kładąc dłoń na jego dłoni. Zerknął na mnie, był wkurzony i to bardzo, ale nie na mnie. - Nie doceniałeś mnie, co Horan?
 - Miałeś nie żyć - warknął, ściskając moją dłoń. Cieszyłam się, że był obok, bo z nim czułam się bezpieczniej i nawet widok Thomasa, który miał nie żyć nie przerażał mnie już tak bardzo.
 - Pokrzyżowałem ci plany, jak widać.
 - To nic, z przyjemnością zabije cię jeszcze raz - wycedził przez zęby.
 - Nie wątpię, ale tym razem nie pójdzie ci tak łatwo.
 - Słuchaj...
 - Nie, to ty słuchaj - zmienił ton na bardziej stanowczy. - Przez ciebie wszystko mi się skomplikowało, ale ja nie poddaje się tak łatwo i gwarantuje, że dopnę swego. Jess? - Popatrzył mi w oczy. - Przekaż ojcu, że zemsta jest już bliska i nic ani nikt jej nie powstrzyma. - Uśmiechnął się do mnie, po czym kazał kierowcy ruszać. Patrzyłam jak volvo się oddala, a w oczach pojawiły mi się łzy i tym razem pozwoliłam im spływać po policzkach.
__________________________________________________________________________________

   Pierwsze pytanie, czy rozdział nie jest za długi? Mogłam trochę przesadzić, ale to ostatni raz ;)
   Podjęłam pewną ważną decyzję jeśli chodzi o bloga. Postanowiłam przyspieszyć akcję w rozdziałach i zmniejszyć ilość rozdziałów do minimum. Pisząc ten rozdział doszłam do wniosku, że nie nadaję się do pisania takich historyjek, jestem w tym po prostu beznadziejna, więc mam w planach zakończyć ten blog najszybciej jak się da. Nie martwcie się jednak, bo jeszcze parę rozdziałów pojawi się na pewno :)
   Następny rozdział pojawi się około 14-18 marca.
   Dziękuję tym, którzy tu ze mną są i do następnego :*

 Ps. Odpowiadając na pytanie AniusiaXo: nigdy nie myślałam o pisaniu na wattpadzie, a może kiedyś ;).

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział 11. Nieznajomy

   Parapet na którym siedziałam był na tyle solidny i wystarczająco szeroki bym mogła na nim usiąść. Jak tylko zaczęło padać od razu podeszłam do okna, żeby lepiej widzieć krople deszczu bijące o szybę. Z początku były to delikatne, nieregularne uderzenia, które po chwili nabrały swojego rytmu, robiąc przy tym przyjemny hałas. Nie wiedzieć czemu nagle zaczęłam się uśmiechać i od razu w mojej głowie pojawiło się pytanie, czy mam ku temu jakieś powody? Patrząc na coraz to większe kałuże, zastanawiałam się nad tym. Oparłam głowę o ścianę i na sekundę zamknęłam oczy. Gdy z powrotem je otworzyłam w moich oczach pojawiły się łzy, a po uśmiechu nie było już śladu.
 - Jess? - Usłyszałam cichy szept, wchodzącej do pokoju osoby. Szybko zasłoniłam twarz, by pozbyć się pojedynczej łzy, która właśnie teraz musiała się wydostać z mojego oka. Odwróciłam głowę, zmuszając się do delikatnego uśmiechu. Rose odwzajemniła mój gest, po czym zakładając ręce na piersi podeszła do mnie wolnym krokiem. Usiadła po drugiej stronie parapetu i odwróciła głowę w stronę szyby.
 - Coś się stało? - Spytałam w końcu, bo nie mogłam już wytrzymać tej ciszy. Popatrzyła na mnie, wzruszając ramionami.
 - Nie mogłam już ich słuchać - odezwała się, kiwając głową na drzwi.
 - Znowu się kłócą - westchnęłam.
   Od kilku dni atmosfera w domu zrobiła się tak napięta, że trudno było w nim wytrzymać. Ciągle wybuchały jakieś kłótnie, a najbardziej wkurzało mnie to, że wszyscy trzymają mnie od nich z daleka. Początkowo nawet się cieszyłam, że nie muszę brać w nich udziału, ale powoli robiło się to irytujące. Miałam wrażenie, że jako jedyna nie wiem co tak naprawdę się wokół nas dzieje.
   Zerknęłam kątem oka na Rose, myśląc że może warto wykorzystać okazję. Zastanawiałam się jak bym mogła zacząć rozmowę, bo nie chciałam walić tak prosto z mostu, choć właściwie tak by było chyba najlepiej. Gdy już ułożyłam sobie wszystko w głowie i byłam gotowa do ataku, Rose zaczęła się dziwnie zachowywać. Pochyliła się bardziej do szyby mrużąc oczy jednocześnie zdejmując jedną nogę z parapetu. Zdezorientowana podążyłam za jej wzrokiem, ale niczego interesującego nie widziałam.
 - Siedź tu, ok? - Rzuciła, zeskakując z parapetu i nawet na mnie nie patrząc. - Chyba widziałam kogoś na zewnątrz - dodała na odchodnym. Nie miałam zamiaru tak siedzieć bezczynnie i czekać nie wiadomo na co, dlatego zdecydowałam się za nią pójść.
   Schodząc pospiesznie po schodach słyszałam podniesione głosy dochodzące z salonu, ale zignorowałam je. Otworzyłam na oścież drzwi wyjściowe i od razu przywitał mnie powiew chłodnego wiatru oraz krople deszczu. Z założonymi rękami na piersi wyszłam na zewnątrz, patrząc na wszystkie strony w poszukiwaniu Rose. Z każdym kolejnym krokiem było mi coraz zimniej i zaczynałam żałować, że nie wzięłam ze sobą żadnej bluzy.
 - Rose! - Krzyknęłam, stojąc w miejscu i pocierając ramiona dłońmi. Było mi już tak zimno, że miałam problem z dalszym poruszaniem się. - Rose! Gdzie jesteś?! - Z trudem stawiałam kolejne kroki i miałam się już poddać, gdy nagle zobaczyłam coś wśród drzew kilka metrów dalej. Nie byłam do końca pewna czy to był człowiek czy może jakieś zwierzę, bo mgła utrudniała mi widzenie.
 - Widziałaś go? - Usłyszałam Rose, ale moje oczy nie mogły jej znaleźć. - Nie wiem kto to był, ale na pewno jest szybki - wydyszała, pojawiając się nagle obok mnie. Podparła się ręką o moje ramię, a drugą pokazała w stronę uciekającego.
   Wróciłyśmy do domu, w który ciągle panowała ostra wymiana zdań. Wszyscy byli nią tak pochłonięci, że nie zauważyli naszego krótkiego zniknięcia. W normalnych okolicznościach może bym nawet się tym przejęła, ale w tej chwili nie miało to dla mnie znaczenia. W moim życiu od jakiegoś czasu nic nie jest już normalne i z każdym następnym dniem traciłam nadzieję, że to się zmieni.
 - Masz ochotę się trochę przejść? - Spytała Rose, gdy byłyśmy już na szczycie schodów. Popatrzyłam na nią pytająco, marszcząc brwi. - Może znajdziemy coś wartego uwagi - dodała, wchodząc do pokoju, w którym przed paroma minutami siedziałyśmy. Od razu podeszła do okna i opierając dłonie o parapet zerkała przez szybę, kręcą głową na wszystkie strony.
 - Nie zauważyłaś jaka jest pogoda? - Nie patrząc na nią dłużej, stanęłam przed łóżkiem i sięgnęłam po bluzę, która miała mi posłużyć za ręcznik. Wytarłam nią włosy, z których kapały drobne krople wody na podłogę, marząc o długiej kąpieli w wannie pełnej ciepłej wody. Warunki panujące w tym domu niestety nie dawały szansy na takie przyjemności. Musiałam się zadowolić tym co było i cieszyć, że przynajmniej mam czym rano przemyć twarz.
   I tym razem udało nam się wyjść z domu niezauważone. Poszłyśmy w tą samą stronę, w którą niedawno biegł nieznajomy. Wiatr już się trochę uspokoił, ale deszcz ciągle padał na tyle mocno, że kaptur bardzo szybko okazał się zbędny. Szłam tuż za Rose i przez cały czas wydawało mi się jakby ktoś za nami szedł, ale gdy się odwracałam nikogo nie widziałam. Przypomniało mi się jak byłam śledzona przez osobę, którą niedawno temu pocałowałam i z którą całkiem nieźle się dogadywałam.
   Nagle usłyszałam trzask łamiącej się gałęzi. Odwróciłam gwałtownie głowę w tym samym czasie co Rose i ze zmrużonymi oczami wypatrywałam coś podejrzanego. W myślach powtarzałam sobie, że to tylko jakieś zwierzę, w końcu jesteśmy w środku lasu.
 - Rozdzielmy się - szepnęła Rose, nie przestając się rozglądać.
   Byłam tak niesamowicie wkurzona, że kompletnie zapomniałam o strachu. Nie zwracałam już żadnej uwagi na otaczające mnie dźwięki. Szłam po prostu przed siebie, dłońmi torując sobie drogę przez wyjątkowo gęste krzaki. Niektórych nie udało mi się ominąć, przez co zahaczały o moją twarz, zostawiając na niej zadrapania. Nie chciałabym się teraz zobaczyć w lustrze. Ubranie miałam już całe przemoczone, w butach pełno błota, z twarzy kapały mi krople deszczu, a teraz jeszcze doszła krew. Zatrzymałam się na chwilę, żeby odgarnąć włosy z oczu, po czym ruszyłam dalej. Kilka metrów dalej jakieś zwierzę przebiegło między drzewami, co prawda nie widziałam czy to faktycznie było zwierzę, ale właśnie tak wolałam myśleć. Starałam się nie rozglądać, bo wtedy mogłabym nabrać innych podejrzeń, a panika w tej sytuacji nie była wskazana.
   Nie miałam przy sobie żadnego sprzętu, które wskazywał by godzinę, więc nie miałam pojęcia jak długo już tak łaziłam. Nogi zaczęły mnie już boleć, dlatego zatrzymałam się przy najbliższym drzewie. Oparłam się o nie plecami, a chwilę później już siedziałam na mokrych liściach. Przetarłam dłońmi oczy, przerażona ich wyglądem.
   Mam już dosyć tego cholernego lasu, pomyślałam, bojąc się z jakiegoś powodu wypowiedzieć te słowa na głos.
   Posiedziałam tak jeszcze chwilę, żeby nabrać siły na dalszą wędrówkę. Gdy stanęłam na nogach usłyszałam za sobą szelest liści, jakby ktoś szedł w moim kierunku. Schowałam się za drzewem, kładąc dłonie na konarze i powoli zaczęłam wychylać głowę. Zmrużyłam oczy i dopiero po chwili zobaczyłam zarys czyjejś postaci. Serce zaczęło mi szybciej bić, a w głowie pojawił się jasny komunikat: UCIEKAJ! Sparaliżowana strachem nie mogłam się ruszyć, więc czekałam. Była coraz bliżej i z pewnością nie była to Rose. Ten ktoś był zdecydowanie za wysoki. To musi być ten facet, którego widziała Rose. Był już na tyle blisko, że musiałam się ukryć. Zdawałam sobie sprawę, że chowanie się za drzewem nie da mi stu procentowej ochrony, ale nie miałam innej możliwości. Uciekanie niestety nie wchodziło w grę.
   Czułam, że stoi tuż za mną, że jest na wyciągnięcie ręki. Dzielił nas tylko wysoki pień, który mógł obejść jednym krokiem. Zamknęłam oczy, opierając głowę o konar i modląc się by to wszystko okazało się tylko snem. Zamarłam, gdy poczułam na dłoni jego delikatny dotyk. Przez chwilę myślałam, że to Niall i już miałam się odwrócić by dać mu w twarz, że mnie tak wystraszył, ale w ostatniej chwili uświadomiłam sobie, że on nie byłby do czegoś takiego zdolny. Zaczęłam się trząść i nie wiem czy to ze strachu czy z zimna.
   Nie mogę tak stać i nic nie robić. Szkoda, że nie mam przy sobie pistoletu.
   Przeraziła mnie ta myśl. Kiedy uczyłam się strzelać byłam pewna, że nie będę wstanie kogoś zabić, a teraz gdybym miałam taką możliwość bez zastanowienia strzeliłabym do tego człowieka.
   Nie myśląc za dużo zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam czy biegnie za mną i nie odwracałam się by to sprawdzić. Przedzierałam się przez gęste krzaki, które nie łamały się, tylko uderzały o moją twarz. Wylądowałam na czworakach, ale natychmiast się podniosłam i biegłam dalej. Starałam się nie robić za wiele hałasu. Było ciemno i tak naprawdę nie wiedziałam dokąd mnie nogi zaprowadzą. Najważniejsze było to by uciec nieznajomemu, choć nie miałam pewności, że mnie goni. W pewnym momencie moje ciało odmówiło posłuszeństwa i zatrzymało się. Oparłam dłonie na kolanach, próbując uspokoić przyspieszony oddech. Zaczerpnęłam świeżego powietrza, uzmysławiając sobie, że przestało w końcu padać. Szelest liści sprawił, że wyprostowałam się gwałtownie. Odwracałam się na wszystkie strony, ale nikogo nie widziałam.
   Chyba sobie poszedł.
   Upewniwszy się, że nikt już za mną nie idzie ruszyłam przed siebie. Gdy zobaczyłam światła palące się w domu na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Na mój widok James jako pierwszy do mnie podszedł, wpatrując się intensywnie w miejsce, z którego właśnie wyszłam.
 - Gdzie jest Rose?! - Krzyknął, patrząc mi w oczy. Na twarzy miał wymalowany gniew, a dłonie zaciśnięte w pięść.
 - Nie wiem - wyszeptałam, cofając się do tyłu. - Poszłyśmy do lasu, bo Rose zobaczyła wcześniej jakiegoś faceta przez okna. Przez chwilę szłyśmy razem, ale potem się rozdzieliłyśmy - wytłumaczyłam równie cicho. Niall położył dłoń na ramieniu kolegi, by go uspokoić, ale nie wiele to dało.
 - Zostawiłaś ją samą?! Jak mogłaś! - Chciałam powiedzieć, że to ona zostawiła mnie, ale już nie zdążyłam. Pobiegł w las, krzycząc imię swojej dziewczyny, a Niall tuż za nim.
 - No nareszcie! Gdzieś ty była?! - Tata zbiegał ze schodów i w mgnieniu oka pojawił się przy moim boku. Objął mnie ramieniem, całując w czubek głowy. Chciał się mu wyrwać i pobiec za chłopakami, ale za mocno mnie trzymał.
   Pytali, więc opowiedziałam co tam robiłyśmy i wytłumaczyłam dlaczego jestem tak podrapana. Z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach obserwowałam zachowanie taty i Willa. Pierwszy zachowywał się tak jakby chciał dać mi szlaban. Gdy na mnie patrzył czułam się jak pięciolatka, która zrobiła coś złego. Przypomniałam sobie jak po raz pierwszy tak na mnie spojrzał. Miałam wtedy osiem może dziewięć lat i bez pytania weszłam do jego gabinetu. Odkąd pamiętam oboje z mamą powtarzali mi, że nie mogę tam wchodzić, że to jest taty gabinet i nic tam dla mnie nie ma. Oczywiście jak to dziecko byłam strasznie ciekawa i próbowałam się tam jakoś dostać, ale drzwi były przeważnie zamknięte. Pewnego dnia, gdy tata rozmawiał na zewnątrz z listonoszem zauważyłam, że drzwi są lekko uchylone, więc wykorzystałam okazję i weszłam do środka. Zaczęłam się rozglądać, wszędzie było pełno szarości, na podłodze i biurku walało się pełno papierów, szuflady były pootwierane, a w jednej było coś co przykuło moją uwagę. Podeszłam bliżej, chciałam wziąć to do ręki, ale w tej chwili pojawił się tata i od razu wiedziałam, że był zły. Długo nie miała pojęcia co chował w swoim gabinecie, dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to pistolet. Teraz patrzył na mnie dokładnie w ten sam sposób. Natomiast Will palił te swoje papierosy i w ogóle się nie przejął moją opowieścią, pewnie nawet mi nie uwierzył.
   Siedziałam na tragicznie wyglądającej werandzie i czekałam. Ciemność uniemożliwiała mi dobre widzenie. Z nerwów zaczął boleć mnie żołądek, a oddech przyspieszał za każdym razem, gdy wydawało mi się, że coś słyszę. Prostowałam się na każdy, choć najmniejszy dźwięk. Bałam się, że coś im się stało, bo tak długo nie wracali. Kiedy po godzinie, która była dla mnie wiecznością zobaczyłam jak całą trójka zbliża się do domu kamień spadł mi z serca.
 - Szukałam cię - zaczęła Rose, podchodząc do mnie. - Spotkałam tego typa, ale był odwrócony plecami - powiedziała do wszystkich.
 - Czemu nic nam nie powiedziałyście? - Wtrącił James, patrząc raz na mnie, a raz na Rose. Dziewczyna wzruszyła ramionami i stanęła obok mnie.
 - Poszlibyśmy z wami, nie możecie tak późno same chodzić po lesie - dodał Niall, patrząc głównie na mnie.
 - Następnym razem mówcie, że gdzieś wychodzicie - James podszedł do Rose i objął ją ramieniem, a ona wtuliła twarz w jego tors.
 - Dobrze tato - mruknęła, przewracając oczami. Pocałował ją w czoło, po czym oboje weszli do domu.
 - Co ci się stało? - Spytał Niall, pokazując dłonią na mój policzek. Odruchowo sięgnęłam do niego ręką, przejechałam palcem po jednym z wielu zadrapań i lekko się skrzywiłam. Chciałam mu odpowiedzieć jak do tego doszło, ale nie dał mi tej szansy. Nim ułożyłam sobie zdanie w głowie, on już stał przede mną. Uniósł rękę i koniuszkiem palców przejechał po ranie. - Trzeba zdezynfekować, by nie wdało się jakieś zakażenie czy coś - powiedział, patrząc mi w oczy.
 - To nic poważnego - wyszeptałam.
 - Każda rana jest poważna.
 - Najpoważniejsze są te, których nie widać gołym okiem.
 - Masz takie?
 - Jeszcze nie, a ty?
 - Już nie - uśmiechnął się i był to najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
   Poczułam rozczarowanie, kiedy zamiast mnie pocałować, a naprawdę na to liczyłam, wziął mnie za rękę jak małą dziewczynkę i pociągną za sobą do domu. W tym momencie dotarło do mnie, że muszę sobie dać z nim spokój, póki nie jest za późno. Niepostrzeżenie przeszliśmy przez wielki salon, kierując się w stronę schodów. Weszliśmy na górę, gdzie nadszedł czas rozstania. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, patrząc sobie w oczy.
 - Idę spać - odezwałam się, bo ta cisza, która wytworzyła się między nami, nagle stała się nie do zniesienia. Puścił moją dłoń, a ja pożałowałam swoich słów. Cudownie było czuć jego dotyk.
   Idiotka, odezwał się mój głos wewnętrzny.
 - Śpij dobrze - szepnął, po czym dał mi buziaka w policzek i zaraz po tym sobie poszedł.
 - Jestem idiotką - powiedziałam do siebie najciszej jak mogłam, wchodząc do pokoju. Cieszyłam się, że ten dzień dobiega już końca.
__________________________________________________________________________________

   Ten rozdział chyba pisał mi się najlepiej, więc mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo jeśli nie to zacznę wątpić w swój "talent" :)
   Pod ostatnim postem stało się coś bardzo dziwnego. W ciągu tych kilku dni nabił ponad 400 wyświetleń i ja nie wiem czy to z powodu jakieś awarii czy faktycznie aż tyle Was tu było. Związku z tym chciałabym Was poprosić, żeby każdy kto przeczyta rozdział pozostawił po sobie jakiś ślad. Nie musi to być nie wiadomo jakiej długości komentarz, wystarczy jedno słowo, uśmiech lub kropka, cokolwiek bym wiedziała ile Was jest. Z góry dziękuję :D
   Kolejnego rozdziału spodziewajcie się dokładnie 29 lutego.

   PS. Przepraszam za błędy i wszystkie przecinki postawione w niewłaściwym miejscu. Obawiam się, że nigdy nie uda mi się opanować tego w stu procentach xd

środa, 27 stycznia 2016

Rozdział 10. Nauka strzelania (cd.)

   Moja pierwsza reakcja była zbyt gwałtowna. Nie jestem przyzwyczajona do takich widoków i gdy zobaczyłam jelenia, który stał kilka metrów od nas przeraziłam się. Tyle razy widziałam je w telewizorze, ale widząc go teraz, stojącego tak blisko mnie mogę szczerze powiedzieć, że są to piękne zwierzęta. Jego poroże wzbudzało we mnie zachwyt, a jednocześnie strach.
   Wyprostowałam się, a na moje twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zrobiłam mały krok w przód, starając się nie robić żadnych gwałtownych ruchów, żeby go nie spłoszyć. Zastanawiałam się czy zrobiłby mi krzywdę gdyby się do niego zbliżyła i chciała go dotknąć. Pewnie tak, pomyślałam, robiąc kolejny krok w przód.
 - Dawaj to, odstrzelę mu łeb - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, a sekundę później poczułam jak ktoś wyrwał mi broń z dłoni. Odwróciłam się gwałtownie i gdy chciałam krzyknąć by tego nie robił, jelenia już nie było, a James biegł za nim.
 - Dlaczego go nie powstrzymałeś?! - Krzyknęłam na Nialla, który wpatrywał się we mnie lekko zdezorientowany. Zaczęłam chodzić tam i z powrotem, patrząc na wszystkie możliwe strony, co jakiś czas się pochylając, bo przez duże drzewa trudno było coś zobaczyć, ale i James i jeleń zniknęli mi z punktu widzenia. Po chwili już zdałam sobie sprawę, że takie chodzenie nic mi nie da, a moja noga znowu dawała o sobie znać, więc stanęłam w jednym miejscu i nadsłuchiwałam. Kręciłam się w kółko, ale niczego podejrzanego nie zauważyłam ani nie słyszałam. Nagle James wyłonił się z krzaków, dysząc ciężko.
 - Zwiał - powiedział ledwo słyszalnym głosem. Stanął obok mnie i pochylił się, kładąc dłonie na kolanach.
 - Naprawdę byś go zabił? - Spytałam. Podniósł głowę, by zerknąć na mnie.
 - A myślisz, że leciałem za nim tak dla sportu? - Uśmiechnął się głupkowato, po czym jego wzrok z powrotem utknął w ziemi.
   W końcu nadszedł ten moment, w którym miałam dowiedzieć się jak mogę się bronić. Okazało się, że przez cały czas byliśmy obserwowani przez Willa, który wyszedł z ukrycia dlatego że nie mógł już patrzeć jak jego syn nie potrafi przekazać wszystkich wiadomości związanych z użyciem broni, które to jego ojciec tak uporczywie starał się mu wbić do głowy. Widziałam jego minę, gdy mówił mu to prosto w oczy nawet nie mrugając. Wyglądało to tak jakby celowo chciał go upokorzyć przed wszystkimi. Niall wydawał się tym nie przejmować i z godnością przyjął słowa ojca również przez cały ten czas patrząc mu w oczy.
 - Idźcie stąd - dodał na koniec, pochylając się nad ogromną, czarną reklamówką. Niall rzucił mi ostatnie spojrzenie, po czym zabrał swoje rzeczy, wyrwał broń z dłoni Jamesa i bez słowa ruszył w stronę domu. - Ty też - warknął Will. Ton jego głosu miał taką siłę, że nie musiał nawet patrzeć na Jamesa, by chłopak zrozumiał, że ma zrobić co mu karze. Od razy ruszył za Niallem i nim zniknął mi z oczy popatrzył jeszcze na mnie. Wyraz jego twarzy mógł oznaczać tylko jedno: powodzenia.
   Już drugi raz tego dnia zostałam z nim sama i znowu czułam się nieswojo. Stanęłam w bezpiecznej odległości i obserwowałam jak ustawia puste butelki na pniu, które wystawało z ziemi po ścięciu drzewa. Od odejścia chłopaków nie odezwał się ani słowem, a ja też nie chciałam zaczynać rozmowy, choć bardzo chciałam się dowiedzieć dlaczego tak traktuje swojego syna.
 - Gotowa? - Pokiwałam głową, co było zbędne, bo i tak na mnie nie patrzył. Pewnie nawet nie zależało mu na mojej odpowiedzi. - Nie będę ci opisywał całej broni, bo nie mamy na to czasu - wstał i podszedł do mnie, wyciągając z tyłu paska swoją broń. Wyjął magazynek, po czym go opróżnił, zostawiając jeden nabój, a resztę schował do kieszeni kurtki. - Patrz na mnie - rozkazał. Stanął kilka kroków za mną na przeciwko pnia, na którym były rozłożone cztery butelki. Uniósł ręce na wysokość brody i ze skupieniem w oczach patrzył na swój cel. Na sekundę przymknął lewą powiekę, po czym powoli naciskał spust. Odruchowo cofnęłam się do tyłu, ale nie spuszczałam z niego wzroku. Nagle pistolet wystrzelił, trafiając prosto w jedną z butelek, pozostawiając po sobie jedynie straszliwy huk, który rozszedł się po całym lesie.
   Wyobraziłam sobie siebie jak z takim skupieniem strzelam do człowieka i nie podoba mi się ta wizja. Samo trzymanie broni w dłoniach było świetnym uczuciem, ale już teraz wiem, że nie będę w stanie pociągnąć za spust.
 - Twoja kolej - Will spojrzał na mnie wyczekująco, wyjmując z kieszeni jeden nabój. Wyjął magazynek, włożył nabój, zatrzasnął magazynek. Wszystko to zrobił z równie dużym skupieniem, a trwało to zaledwie trzy sekundy. - Chcesz się nauczyć strzelać czy nie? - Zrobiła krok w moją stronę, patrząc mi w oczy, z których bez problemu wyczytałam złość.
 - Yyy... Nie, raczej nie - wybąkałam, unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej, jakby to miało mnie uchronić przed jego złością.
 - Nie mam zamiaru w najbliższym czasie tracić czasu na wykonywanie ci grobu, więc albo nauczysz się strzelać albo już teraz się poddaje byśmy mieli to z głowy - stanął na przeciwko mnie z wyciągniętą dłonią, w której trzymał pistolet i uchwytem celował we mnie. Jego słowa mnie zabolały, ale znowu była to cała prawda.
 - Nie będę potrafiła zabić - powiedziałam, chwytając za broń. Przełknęłam ślinę, patrząc jak trzęsie mi się dłoń. Bałam się, że może wystrzelić w każdej chwili.
 - Jeśli chcesz żyć nie będziesz miała wyjścia - wkurzało mnie, że jest taki szczery.
 - No to spróbuje - starałam się by mój głos brzmiał naturalnie, ale marnie mi to wyszło.
   Robiłam dokładnie to samo co Will. Stanęłam w tym samym miejscu co on i w lekkim rozkroku. Uchwyt broni ściskałam obiema dłońmi, na co Will od razu krzyknął bym tak nie ściskała, więc rozluźniłam uścisk. Uniosłam ręce, starając się wymierzając w butelki. Za każdym razem gdy miałam już którąś z nich na muszce moja dłoń zaczęła się trząść i musiałam skupiać się na nowo. Kątem oka widziałam, że Will powoli traci już cierpliwość. Cały czas na mnie patrzył i wcale mi to nie pomagało.
 - Nie dam rady - te słowa same wyszły z moich ust, a ręce automatycznie opadły.
 - Nie strzelasz do człowieka tylko do butelki - warknął Will, pokazując palcem na pień. - Słuchaj, każdy z nas był kiedyś na twoim miejscu - zaczął już spokojniej, zapalając papierosa. - Każdy musiał się nauczyć strzelać do celu i każdy miał wątpliwości, ja też - zrobił taką dziwną minę, że trudno mi było w to uwierzyć. - Ale niestety to jest jedyny sposób by utrzymać się przy życiu. - Popatrzyłam na swoją dłoń, w której ściskałam jedyną szansę na przeżycie. Nie mam wyjścia, pomyślałam.
   Wzięłam kilka głębokich oddechów, po czym przybrałam odpowiednią pozycję i nie myśląc za wiele pociągnęłam za supst. Nabój wystrzelił, a mnie cofnęło do tyłu z taką siłą, że upadłam na podłogę. Skrzywiłam się, bo to przypomniało mi o bolącej nodze, jednak mimo to starałam się nie dać po sobie poznać, że jestem tak nieodporna na ból.
 - Nie trafiłaś, jeszcze raz - mówiąc, szedł w moją stronę z nabojem w dłoni. Pomógł mi wstać, co mnie zdziwiło, ale zrobił to z taką gwałtownością, że szybko zrezygnowałam z podziękowania mu. Wyrwał mi broń z dłoni i po wyjęciu magazynka włożył do niego trzy naboje. - Będziesz próbowała do skutku.
   Po kilku minutach, które dla mnie były wiecznością miałam już naprawdę dość. Chciałam zrezygnować i wykrzyknąć Willowi prosto w twarz żeby się ode mnie odwalił, ale nagle pojawił się Niall. Chciałam się z nim przywitać, zapominając o broni i nim się zorientowałam, że wciąż ją trzymam ona wystrzeliła. Krzyknęłam przerażona, odrzucając ją w bok, po czym zakryłam odruchowo oczy.
 - Coś się komuś stało?
 - Nie - odpowiedział Niall po chwili milczenia. - Ale udało ci się wkurzyć mojego ojca - dodał wesoło.
 - Super - ręce mi opadły. Rozejrzałam się i nigdzie go nie było.
 - Nie martw się - uśmiechnął się, idąc w moją stronę. - Nie ty pierwsza i nie ostatnia - podał mi butelkę wody, po czym zerknął na nietknięte butelki. - Chyba ci kiepsko idzie, co?
 - Nie da się ukryć - upiłam łyk wody, po czym popatrzyłam błagalnie na Nialla. - Możemy stąd iść?
   Zamiast odpowiedzi Niall wziął ode mnie butelkę, zakręcił i rzucił na ziemię. Odwrócił mnie tak bym stała na przeciwko mojego celu, po czym stanął za mną. Uniósł moje ręce, a po chwili zobaczyłam jak kładzie dłonie na moich i szepcze mi do ucha bym się w stu procentach skupiła na butelce, w którą chce trafić. Przez cały ten czas jego oddech muskał moją szyję, więc nie było szans by mi się udało. Zamiast tego zastanawiałam się czy słyszy bicie mojego serca.
 - Teraz - na dźwięk jego głosu automatycznie wcisnęłam spust i kula wyleciała, trafiając w butelkę. - Spróbuj sama - odsunął się ode mnie. Zrobiłam wszystko dokładnie tak samo i udało się.
 - HA! - Krzyknęłam, skacząc z radości i rozbawiając tym Nialla.

 - Chciałabym cię przeprosić - odezwałam się po chwili milczenia. Szliśmy właśnie do domu, rozmawiając przez całą drogę na różne tematy. Wykorzystałam ten moment, w którym żadne z nas nic nie mówiło i powiedziałam to co powinnam była powiedzieć o wiele wcześniej. To mogła być moja ostatnia szansa, bo zbliżaliśmy się już do domu. Oczywiście nie żałowałam tego, ale czułam, że muszę go przeprosić, że tak właśnie należy zrobić.
 - Za co? - Wydał się naprawdę bardzo zaskoczony. Czyżby zapomniał o tym, że go pocałowałam?
 - Za to, że cię pocałowałam - odpowiedziałam, nie patrząc mu w oczy. Czułam natomiast na sobie jego spojrzenie i przez to było mi jeszcze bardziej wstyd.
 - Ale ja się nie gniewam - rzucił, zatrzymując się przede mną. Nie wiele brakowało, a uderzyła bym o niego. Zatrzymałam się w ostatniej chwili. Popatrzyłam mu w oczy i nagle zrobiło mi się tak gorąco, że miałam ochotę się rozebrać.
 - Nie wiem co mnie napadło.
 - Nic się nie stało. - Uśmiechnął się, odgarniając mi kosmyk włosów za ucho. - Przyznaje, że trochę mnie zaskoczyłaś, ale było miło.
 - Pewnie dużo miałeś takich niespodzianek.
 - A i tu cię zaskocze, bo wcale nie - przeszedł obok mnie i przez krótką chwilę patrzyłam jak się oddala.
 - Naprawdę? - Dorównałam mu krokiem i zerknęłam na niego, próbując wyczytać coś z jego twarzy, ale za dobrze się krył.
 - Nie mam powodu by cię okłamywać - na sekundę nasze oczy się spotkały. - Zamiast chodzić na randki uczyłem się korzystać z broni, ale szybko okazało się to największym błędem w moim życiu, bo od tego momentu moje życie zmieniło się w piekło. Dopiero teraz widzę, ile tak naprawdę straciłem.
   Zrobiło mi się go żal. Bardzo chciałam się czegoś więcej o nim dowiedzieć, ale powstrzymałam się od zadawania pytań. Nie był to najlepszy moment i oboje o tym wiedzieliśmy. Miałam nadzieję, że kiedyś zaufa mi na tyle by opowiedzieć mi wszystko o sobie.
_________________________________________

   Przepraszam, że tak późno, ale mój laptop w dalszym ciągu nie działa tak jak powinien. Kolejny rozdział napisany na tablecie, a połowa na telefonie, trzeba sobie w końcu jakoś radzić :) Obawiam się, że nie uda mi się zbyt szybko zdobyć nowego laptopa, więc jeśli rozdziały będą pojawiały się z lekkim opóźnieniem to nie gniewajcie się zbyt na mnie ;) oczywiście będę robiła wszystko co w mojwj mocy, by nic takiego nie miało miejsca, ale tak uprzedam na wszelki wypadek.
   Kolejny rozdział pojawi się około 15-19 luty.
   Dziękuje za komentarze i tak jak zawsze do następnego :*

   Ps. Czy taka długość rozdziałów Wam odpowiada czy mają być dłuższe bądź krótsze?

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Rozdział 10. Nauka strzelania

   Obudziły mnie strzały dochodzące gdzieś z głębi lasu. Zerwałam się gwałtownie z łóżka, a już kilka sekund później upadłam na podłogę. Dopiero wtedy przypomniałam sobie o nodze i miałam ochotę nawrzeszczeć sama na siebie. Pomasowałam bolące miejsce, ale nie przynioslo to takiego ukojenia jak się spodziewałam. Byłam sama w pokoju, więc musiałam sobie sama poradzić ze wstaniem. Z zewnątrz dochodziły kolejne strzały, ale postanowiłam je zignorować, było mi już wszystko jedno. Po drugiej próbie udało mi się niezdarnie wstać i położyć z powrotem na łóżko. Przykryłam się kocem, po czym zamknęłam oczy. W tych ciemnościach, gdzieś tam w oddali zobaczyłam mamę. Chciałam do niej podejść, porozmawiać, ale gdy tylko zaczęłam się zbliżać ona zaczęła znikąć. Zatrzymałam się i przez chwilę patrzyłyśmy na siebie. Uśmiechała się, poruszała ustami jakby coś mówiła, ale nie usłyszałam ani słowa. Strzały, które ciągle padały jeden po drugim utrudniały mi skupienie się. Nie byłam wstanie wyczytać z jej ruchu warg ani jednego słowa. Doprowadzało mnie to do rozpaczy. Pocieszające było to, że mogłam na nią patrzeć. Właśnie taką ją zapamiętałam, uśmiechniętą i nie bojącą się niczego. W tym etapie mojego życia chciałam być taka jak ona. Chciałam się śmiać, ale nie potrafiłam. Chciałam się nie bać, ale się bałam.
 - Jessica, wstawaj! - Ten ton mógł należeć tylko do jednej osoby. Od niechcenia otworzyłam oczy i uniosłam głowę. Will stał przy wejściu i patrzył na mnie swoim chłodnym spojrzeniem. - Długo jeszcze będziesz tak leżała? Musisz nauczyć się strzelać, bo następnym razem może nie będzie cię miał kto uratować - wyraz jego twarzy doprowadzał mnie do szału za każdym razem, gdy na niego patrzyłam.
 - Boli mnie noga - warknęłam, odwracając się do niego plecami.
 - Jesteś przyzwyczajona do innego życia, prawda? Niestety tego życia już nie masz i lepiej by to w końcu do ciebie dotarło. Nikt tutaj nie będzie cię traktował jak księżniczkę, nikt nie będzie za tobą łaził krok w krok, sama musisz o siebie zadbać, bo takich sytuacji jak tamta będzie więcej - słuchałam go, a z oczu płynęły mi łzy. Każde jego słowo było prawdą i musiałam się z tym pogodzić. Mogłam albo tu leżeć i nic nie robić albo zadbać o swoje i taty bezpieczeństwo. Prędzej czy później będzie musiało się to skończyć, a nie jestem gotowa na śmierć.
   Kiedy się odwróciłam, Willa już nie było. Próbowałam wstać, ignorując ból w nodze. Wolnym krokiem podeszłam do krzesła, na którym leżały moje ubrania. Swoją drogą dopiero teraz zaczęłam się zastanawiać kto mnie przebrał w to coś co mam na sobie, ale postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy. Ubranie się zajęło mi trochę więcej czasu niż zwykle. Po uporaniu się z tym wyszłam z pokoju.
 - Dokąd ty się wybierasz? - Usłyszałam za plecami kobiecy głos, a chwilę później zobaczyłam przed sobą Rose. - Wracaj do łóżka, nie możesz nadwyrężać tej nogi - dodała, obejmując mnie jedną ręką w tali.
 - Gdzie jest tata? - Chciała zaprowadzić mnie z powrotem do pokoju, ale udało mi się jej wyrwać.
 - W lesie z Niallem - na dźwięk jego imienia zadrżałam i nie uszło to uwadze dziewczyny - strzelają do butelek - dokończyła, uważnie mi się przyglądając.
 - Też chce, pójdziesz tam ze mną? - Nie chciałam jej prosić o pomoc, ale wiedziałam, że samej nie uda mi się ich znaleźć. Ten las był dla mnie za duży i z pewnością bym się zgubiła.
 - Zostałaś postrzelona w nogę, nie pamiętasz już? Musisz teraz...
 - Pamiętam, jasne? - Przerwałam jej, próbując stanąć na obu nogach, ale ból był nie do zniesienia. Rose założyła ręce na piersi i przyglądała mi się z uniesionymi brwiami. Widząc jej minę, wywróciłam oczami. - Posłuchaj, odzyskałam właśnie ojca i nie mam zamiaru go ponownie stracić. Chce być przygotowana na wszystko, by w razie najgorszego móc mu pomóc - mówiąc patrzyłam jej cały czas w oczy.
 - Możesz iść ze mną, właśnie tam idę - odezwał się James, który nagle wyszedł z drugiego pokoju.
 - Dzięki - uśmiechnęłam się, a Rose w tym czasie wyjęła mały woreczek z kieszeni, po czym mi go wręczyła.
 - Jeśli idziesz to weź lepiej coś przeciwbólowego.
   James pomógł mi zejść po schodach i nim wyszliśmy z domu wzięłam od razu dwie tabletki, popijając je wodą, którą znalazłam na parapecie, a resztę schowałam do kieszeni spodni. Czułam, że jeszcze mi mogą być dzisiaj potrzebne.
 - Gotowa? - James nagle pojawił się obok mnie, uśmiechając się. W odpowiedzi pokiwałam głową, po czym ruszyliśmy. Chciał mnie wziąść na ręce bym nie musiała się męczyć, ale doszłam do wniosku, że nie ma takiej potrzeby. Musiałam się uodpornić na ból.
   Przez pierwsze kilka minut gryzłam się w język za każdym razem, gdy miałam ochotę się rozpłakać. Potem było lepiej, bo leki zaczęły działać i nie bolało już tak bardzo, ale wciąż kulałam. James okazał się bardzo cierpliwy, bo nie narzekał na moje ślimacze tempo. Po chwili starałam się przyspieszyć, ignorując pulsowanie w nodze.
 - Co takiego ci powiedział Will, że postanowiłaś do nas dołączyć? - Odezwał się, zatrzymując się na moment, by zaczekać na mnie.
 - Prawde - nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią, bo była jasna. - Najwidoczniej potrzebowałam właśnie tego, żeby się ruszyć - dodałam, uśmiechając się. Przeszłam obok niego, a parę sekund później szedł już za mną.
 - Taa, on to by nawet umarłego z grobu ruszył - zaśmiałam się cicho, po czym odwróciłam głowę, uśmiechał się.
 - Zawsze taki był? - James zrobił jeden większy krok i szliśmy teraz ramię w ramię.
 - Nie, kiedyś był zupełnie inny, ale jak tak teraz o tym myśle to wole go takiego jaki jest teraz.
 - Dlaczego?
 - Bo mężczyzna zraniony przez kobietę staje się trudniejszym celem - popatrzył na mnie, a ja już miałam się go spytać co takiego się stało, ale mi przerwał. - Uwierz mi, że nam wszystkim wyjdzie to na dobre.

   Pierwszy raz w życiu trzymałam w dłoniach pistolet i czułam się z tym rewelacyjnie. Oczywiście tacie się to nie podobało i musiałam poświęcić ładnych pare minut na przekonanie go by się zgodził. Skończyło się na tym, że sobie poszedł, zostawiając mnie z chłopakami samą. Miałam cichą nadzieję, że James też sobie gdzieś pójdzie albo będzie na tyle zajęty, by nie zwracać na mnie i na Nialla uwagi bym mogła z nim pogadać, ale nic z tego. Obaj stali obok mnie wszystko mi tłumacząc. Nie rozumiałam z tego kompletnie nic, a nie chciałam im przerywać, bo po chwili już zapomnieli o moim istnieniu i zaczęli się kłócić sama nie wiem o co. Nie miałam ochoty dłużej ich słuchać, więc odeszłam kilka kroków. Gdy odległość między nami była wystarczająco duża, stanęłam w rozkroku, po czym uniosłam ręce na wysokość twarzy.
 - Raz się żyje - szepnęłam do siebie, przymykając na sekundę powieki. Wzięłam głęboki wdech, policzyłam do trzech i strzeliłam. Stało się to tak nagle, że aż mnie cofnęło do tyłu. Niall i James od razu znaleźli się na przeciwko mnie z przerażonymi minami.
 - Daliście jej naładowany pistolet?! - Krzyknął James.
 - Nic ci nie jest? - Spytał się Niall, obejmując mnie w tali.
 - Wszystko ok, serio. Nic mi nie jest - powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od jego błękitnych tęczówek.
 - Patrzcie - odezwał się James, pokazując palcem coś za naszymi plecami. Kiedy zorientowałam się co chciał nam pokazać, przeraziłam się.

_________________________________________

   Przychodze do Was z tym dennym rozdziałem, bo obiecałam, że dzisiaj się coś pojawi. Wiem, że jest krótki i taki byle jaki, ale nie mam laptopa, więc pisze na tablecie co jest katastrofą. I właśnie dlatego kolejny rozdział pojawi się, gdy go odzyskał, a stanie się to za jakieś dwa tygodnie. Może uda mi się wcześniej coś wyskrobać, ale niczego nie obiecuje. Kolejnego rozdziału możecie się spodziewać od 25 do 29 stycznia. Gdyby miało się coś zmienić to oczywiście dam Wam znać :-* 
Dziękuje Wszystkim tym, którzy ciągle ze mną jeszcze są. Naprawdę wiele to dla mnie znaczy <3
Proszę o szczere opinie i do następnego :-D 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Zmiana terminu

Dzisiaj miał pojawić się nowy rozdział, ale nie wyrobiłam się z napisaniem go. Przepraszam i proszę o wybaczenie :-D
Rozdział tak już na 100% pojawi się 11 stycznia :-)
Przepraszam jeszcze raz! :-* 
Szablon by S1K