poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 8. Koniec jednej historii?

   Czy to naprawdę jest możliwe? Od dobrych paru minut się nad tym zastanawiam. Nie mogłam zrozumieć jak to się stało, że żyłam w tak dużej nieświadomości. Jak można nie wiedzieć przez tyle lat, że jedna z najważniejszych dla ciebie osób wcale nie umarła? Gdy ja myślałam, że już nigdy go nie zobaczę, że nie przytulę się do niego, nie powiem jak bardzo go kocham, on tak po prostu sobie żył kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. Byłam szczęśliwa, a jednocześnie czułam się oszukana. Z jednej strony nie chciałam, by przestał mnie obejmować, ale z drugiej miałam ochotę się na niego wydrzeć. I nagle do mnie dotarło, że mogę to zrobić. Gwałtownie odepchnęłam się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy. Wytarłam mokre od łez policzki i dopiero teraz widziałam wszystko wyraźnie. To nie jest sen, widzę go dokładnie tak jak go zapamiętałam, tylko starszego. Dotarło też do mnie, że jesteśmy sami w pokoju i przez chwilę zaczęłam się zastanawiać gdzie podziała się pozostała dwójka, ale szybko uzmysłowiłam sobie, że to nie jest w tej chwili najważniejsze.
 - Jak mogłeś? - Odezwałam się jako pierwsza. - Zdajesz sobie sprawę jak się czułam przez te kilka lat? Masz pojęcie jak to jest stracić oboje rodziców tego samego dnia? Pomyślałeś, choć przez chwilę co przeżywałam przez pierwsze miesiące bez was? Tak bardzo chciałam, by to się okazało snem, ale nie. Za każdym razem, gdy się budziłam docierało do mnie, że jestem sama. Dlaczego przez ten czas nie robiłeś nic, żeby się ze mną skontaktować?! Dlaczego nie dałeś żadnego znaku, że żyjesz?! Dlaczego mnie zostawiłeś?! Dlaczego tato, dlaczego? - Słowa wypływały ze mnie bez żadnych trudności, mówiłam to co leżało mi na sercu. Miałam jeszcze wiele do powiedzenia, ale nie miałam już siły. Było mi coraz trudniej się wysłowić, widząc przed sobą wpatrującego się we mnie ojca. Nie wytrzymałam i znowu się rozpłakałam. Po chwili znowu byłam w jego ramionach.
 - Nie zostawiłem cię - wyszeptał, głaszcząc moje włosy. - Nie widziałaś mnie, ale czuwałem nad tobą, cały czas miałem cię na oku, przecież jesteś moją małą córeczką. - Uśmiechnęłam się na te słowa i odsunęłam głowę od jego piersi, by na niego spojrzeć.
 - Już nie jestem małą dziewczynką - powiedziałam, a tata wziął moją twarz w dłonie i popatrzył mi w oczy.
 - Dla mnie zawsze nią będziesz - pocałował mnie w czoło, po czym wziął za rękę. Podeszliśmy do schodów prowadzących na górę i usiedliśmy na nich. Cały czas na niego patrzyłam, jakby bała się, z kiedy przestanę to on zniknie. - Wiedz, że było to dla mnie strasznie trudne. Móc cię widzieć, ale podejść i przytulić już nie, to naprawdę bolało. Cała nasza trójka zdecydowała, że jednak tak będzie najlepiej przede wszystkim dla ciebie. Poza tym młody Walters musiał być przekonany, że na pewno nie żyję, bo gdyby się dowiedział jaka jest prawda to byłby to koniec.
 - Koniec? - Przerwałam mu, nie był zadowolony z tego powodu, dlatego obiecałam sobie, że bez względu na to co usłyszę będę siedziała cicho. Nie chciałam go zdenerwować.
 - Koniec naszej rodziny - odezwał się po krótkiej przerwie, a mnie aż zmroziło. Trudno było uwierzyć, że chodzi tu o jakieś głupie pieniądze, przecież nie mieliśmy ich aż tak dużo. Prawda, że tata był prawnikiem i to dobrym, ale bez przesady. Nie byliśmy jakimiś milionerami. - To co powiedział ci Niall to oczywiście prawda, stary Walters nie spocznie, dopóki się nie zmieści za swojego syna, teraz już dwóch. Teraz przez jakiś czas nie będzie dawał o sobie znać i poczeka, aż poczujemy się pewniej, a on jest cierpliwy. Nie znam drugiego tak cierpliwego człowieka. - Czułam, że tata mi się przygląda i czeka na jakąś moją rekcję, ale kompletnie nie wiedziałam co mogłabym w takiej sytuacji powiedzieć. Bałam się, tylko tego byłam pewna.
 - Jak udało ci się przeżyć wypadek? - Spytałam, choć nie byłam pewna czy na serio chcę tego słuchać.
 - To dzięki mamie - odpowiedział, głaszcząc mój policzek. Uśmiechnął się delikatnie, po czym odwrócił ode mnie wzrok. Wziął kilka głębokich oddechów, skupiając wzrok na jednym punkcie przed sobą. - Kiedy dotarło do mnie co się dzieje, chciałem was chronić. Powtarzałem sobie, że potrwa to najwyżej kilka sekund i będzie po wszystkim. Mama w ostatniej chwili przekręciła kierownicę i było już za późno. Widziałem, że muszę zrobić wszystko, by jej śmierć nie poszła na marne. Dzięki znajomością Willa udało się nam mnie uśmiercić, choć przyznaję, że nie było to łatwe. Od tego momentu przysiągłem sobie, że nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. - Nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że płacze. Ja sama też nie mogłam się powstrzymać. Nigdy nie przypuszczałam, że będę tyle płakać i to jednego dnia. Przytuliłam się do niego, chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo mi tego brakowało.

 - Przejdziemy się? - Usłyszałam za sobą głos Nialla. Siedziałam na ławeczce przed domem, starając się nie robić żadnych gwałtownych ruchów. Nie odwróciłam się do niego, nadal byłam zła. Miałam świadomość, że sytuacja w której się znaleźliśmy nie była za ciekawa, ale odzyskałam ojca i chciałam spędzić z nim chociaż kilka godzin sam na sam, to chyba nie jest aż tak dużo, a wydaje mi się, że jako córka mam do tego prawo. Will był na tyle wredny, że powiedział mi wprost, że nie mamy czasu na takie głupoty, chyba że życie mi już zbrzydło. Po tych słowach zwróciłam się do Nialla, mając nadzieję, że mi pomoże i uda mu się jakoś przekonać ojca. Niestety zamiast jego pomocy usłyszałam, tylko że nie będzie się wtrącał. Byłam tak wkurzona, że miałam ochotę mu przywalić. Chwilę później odesłali mnie na zewnątrz, ponieważ oni muszą poważnie porozmawiać i lepiej dla mnie bym pewnych rzeczy nie wiedziała. Miałam zamiar zaprzeczyć, ale widząc minę taty w ostatniej chwili ugryzłam się w język. - Przepraszam, ok? - Odezwał się znowu, kładąc dłoń na moim ramieniu. Przesunęłam się gwałtownie na jeden koniec ławki, choć wiedziałam, że taki ruch może mnie kosztować upadek. Zaczęła się delikatnie kołysać, więc szybko z niej wstałam i jak się okazało zrobiłam to w ostatniej chwili.
 - Idę się przejść - starałam się brzmieć tak by pomyślał, że nie chcę żeby ze mną szedł, ale miałam nadzieję, że jednak pójdzie za mną. Bałam się sama chodzić po tym lesie, a on jednak jest facetem i byłabym spokojniejsza.
 - Mam iść z tobą czy chcesz być sama?
 Niech cię szlak, Horan - pomyślałam, odwracając się do niego powoli. Nie zdążyłam nawet przemyśleć tego co chciałabym mu, bo znowu odezwał się on.
 - Pójdę z tobą - uśmiechnął się słodko. - Lepiej byś nie chodziła sama po lesie - dodał, po czym ruszył w moją stronę.
   Nie odzywaliśmy się do siebie. Ja udawałam, że go ignoruję, a on że tego nie widzi. Za każdym razem, gdy spojrzałam na niego kątek oka uśmiechał się głupkowato. Wyglądał wtedy naprawdę słodko i gdybym natknęła się na niego gdzieś na ulicy to niewykluczone, że mogłabym się zakochać. Nadal jeszcze nie do końca docierało do mnie, że taki chłopak jak on potrafi zabić człowieka nawet przy tym nie mrugając. Byłam bardzo ciekawa jego przeszłości i uważałam, że to trochę niesprawiedliwe, że on wie o mnie praktycznie wszystko, a ja o nim prawie nic. Wiem, że Thomas nie był jego jedyną ofiarą, ale nie wiem ile ich było i dlaczego ich zabijał. Nie dawało mi to spokoju i nawet przyszło mi do głowy by się go o to zapytać wprost, ale gdy przypomniałam sobie jego reakcję z baru stwierdziłam, że nie chcę psuć mu nastroju.
   Nie pamiętam bym kiedykolwiek spacerowała z kimś w milczeniu. Nie przeszkadzało mi to, ale było trochę dziwnie, bo już jakiś czas idziemy i jeszcze żadne z nas się nie odezwało. Las robił się coraz gęstszy przez co musiałam patrzeć którędy idę, żeby się nie nadziać na jakiś krzak. Przez cały ten czas myślałam jakby tu można było zacząć rozmowę i jaki temat byłby najbezpieczniejszy. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy, a myślenie sprawiało coraz więcej trudności. W pewnym momencie usłyszałam szelest liści, który dochodził gdzieś z boku. Od razu popatrzyłam na Nialla, który właśnie sięgał ręką za plecy. Przyciągnął mnie do siebie, gdy szelest stał się wyraźniejszy i dochodził z czterech stron naraz. Przełknęłam głośno ślinę, serce zaczęło mocniej bić i spociły mi się dłonie. Kręciłam nerwowo głową, ale niczego nie widziałam, jednak mimo to czułam na sobie czyjeś spojrzenie i nie miałam na myśli Nialla. Kiedy zobaczyłam jego uniesioną rękę z pistoletem w dłoni, wszystko się nasiliło. Kilka sekund później usłyszałam strzał.
 - Stęskniłeś się Horan? - Usłyszałam głos kobiety za naszymi plecami. Powoli zaczęliśmy się odwracać i dotarło do mnie, że jesteśmy otoczeni.
 - Nawet sobie nie wyobrażasz - jakoś specjalnie nie zdziwił mnie fakt, że ta dwójka się zna. Nie wiedziałam tylko czy się z tego cieszyć czy nie. Biorąc pod uwagę ton Nialla można stwierdzić, że raczej się nie lubią i tu znowu pojawiło się pytanie, dlaczego? Nie za bardzo mogłam się jej przyjrzeć, ponieważ włosy spadały jej na twarz przez wiatr, który nagle się zaczął. Zresztą kogo to obchodzi jak ona wygląda? Najważniejsze jest to, że trzyma w dłoniach  pistolet skierowany prosto na nas.
 - Ładną panienkę sobie znalazłeś - kiwnęła na mnie głową, a ja miałam ochotę do niej podejść i jej przywalić za tą panienkę. - Powiedz, zależy ci na niej? - Zrobiła kilka kroków do przodu, nie spuszczają wzroku z chłopaka.
 - Pogadajmy spokojnie - Niall zaczął opuszczać rękę, w której trzymał pistolet jednocześnie popychając mnie za siebie.
 - Nie licz na to - powiedziała z uśmiechem, robiąc jeszcze kilka kroków, po czym się zatrzymała i machnęła głową na jednego z jej towarzyszy. Facet od razu zareagował i doskonale widział co ma zrobić. Trwało to kilka sekund, nim zrozumiałam co się dzieje, byłam już w ramionach jakiegoś faceta, a Niall leżał na ziemi z zakrwawioną twarzą. Chciałam krzyknąć, wezwać pomoc, ale wtedy poczułam coś lodowatego na moim karku.
 - Ani słowa - syknął mi do ucha, obejmując mnie mocniej. Zacisnęłam dłonie na jego ręce, chciałam wbić paznokcie w jego skórę, ale miał za grubą kurtkę. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak bardzo przerażona. Do oczu napłynęły mi łzy lecz starałam się z całych sił, by nie pozwolić im wypłynąć. Patrzyłam jak kobieta podchodzi do Nialla, kuca przed nim i przykłada mu pistolet do szyi, patrząc mu prosto w oczy.
 - Zabiłeś go, a ja musiałam na to patrzeć. Wiesz jak się czułam, widząc jak jedyna osoba, którą kocham najbardziej na świecie zostaje zabita na moich oczach? - Zrobiła krótką pauzę. Ja wiem jak się czuje taka osoba - pomyślałam, nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos. Przesunęła lufą w dół jego szyi i zatrzymała się przy sercu. Niall wyglądał tak, jakby było mu obojętne czy umrze czy nie. Nie podobało mi się to, bo ja nie chciałam podzielić jego losu. - Wiesz co sobie wtedy obiecałam? Domyślasz się, prawda?
 - Oddam ci pieniądze, daj mi tylko trochę czasu - odezwał się, na co kobieta prychnęła.
 - Mam w dupie twoją kasę! Chce zemsty, rozumiesz? Chce byś czuł to co ja dlatego pytam jeszcze raz, zależy ci na niej? - Popatrzył na mnie, przez chwilę nasze oczy się spotkały, trwało to bardzo krótko, za krótko. Zauważyłam, że porusza ustami, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie mogłam zrozumieć co. Próbowałam się wyrwać, na próżno.
 - Nie - odpowiedział, patrząc kobiecie w oczy. Widziałam jak się uśmiechała, zaskoczyło ją to.
 - Czyżby? - Spytała, uśmiech nie schodził z jej twarzy ani na moment. - Tom - odezwała się znowu, a już sekundę później byłam odwrócona przodem do mężczyzny, który przyłożył mi pistolet do czoła. Przełknęłam ślinę, mój oddech przyspieszył, a serce biło tak jak jeszcze nigdy w życiu.
 - Lexi, ona nic nie zrobiła. Co ci da, że ją zabijesz? Jest mi obojętna, a przecież pragniesz zemsty, prawda? - Słyszałam głos Nialla, ale nie zawracałam sobie tym głowy. Starałam się skupić i wymyślić coś, co pomogłoby mi przeżyć. Staliśmy w miarę blisko siebie i tylko jedno przychodziło mi do głowy. Wykorzystałam moment, w którym nikt nie zwracał na mnie uwagi. Niall rozmawiał z tą kobietą, choć nie wiem czy można było to nazwać rozmową, a Tom na chwilę spuścił ze mnie wzrok. Nie myśląc za wiele kopnęłam go z całej siły w krocze. Gdy o się skulił z bólu, ja zaczęłam uciekać najszybciej jak tylko mogłam. Wiedziałam, że ktoś za mną biegnie, słyszałam jakieś krzyki, ale myślałam o tym teraz. Miałam tylko kilka sekund przewagi i usiałam to wykorzystać.
 Dasz radę, dasz radę, dasz radę, nie odwracaj się, nie odwracaj się, nie odwracaj się - powtarzałam sobie w myślach.
   Z każdą następną sekundą zaczęłam panikować coraz bardziej, bo nie miałam pojęcia gdzie jestem. Nie pamiętałam byśmy tędy szli, nie widziałam nic znajomego i nie wiedziałam gdzie mam teraz biec. Czułam, że zaczynam tracić ostatnie sekundy przewagi. Miałam już coraz mniej siły, nogi przestały ze mną współpracować i moja ucieczka skończyła się upadkiem. Chwilę później poczułam mocne szarpnięcie za ramię i ten zimny dotyk śmierci na karku. Nie miałam siły się bronić. Pozwoliłam by jakiś obcy facet prowadził mnie z powrotem tam skąd uciekłam. Pozwoliłam też na wydostanie się łez z moich oczu, które teraz spływały po obu policzkach w zaskakująco dużych ilościach.
 - Nie jesteś zbyt grzeczną dziewczynką - zaczęła Lexi, podchodząc do mnie. Miałam tak zamazane oczy, że trudno mi było zauważyć gdzie jest Niall, choć właściwie to wcale nie chciałam go widzieć. - Trudno mi będzie się ciebie pozbyć - dodała, głaszcząc mój policzek. - Zajmij się nią - odezwała się, po czym odeszła, a ja znowu poczułam szarpnięcie. Zdawałam sobie sprawę, że przeżywam właśnie ostatnie sekundy mojego życia i miałam tylko nadzieję na szybką śmierć.
   Zamknęłam oczy, nie chciałam na nic ani na nikogo patrzeć. Wsłuchałam się w szelest liści pod moimi stopami, szum wiatru, śpiew ptaków, chciałam po prostu zapomnieć o tym co się zaraz stanie. Stanęliśmy, odwróciłam się, zacisnęłam usta, by nie zacząć krzyczeć, bo i tak nie miałoby to sensu, i czekałam. Usłyszałam strzał i dotarło do mnie, że to jest koniec mojej historii.
__________________________________________________________________________________
 
Witam w kolejnym rozdziale, z którego jestem tak troszkę zadowolona.
 Przepraszam za błędy (na pewno jakieś są) i mam nadzieję, że mi wybaczycie wszelkie niedociągnięcia, ale nie umiem opisywać pewnych sytuacji, a zwłaszcza tych, które miały miejsce w rozdziale po wyżej. Człowiek uczy się całe życie :P
 Pojawił się kolejny nowy bohater, więc zapraszam do zaglądnięcia: Bohaterowie
Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem, strasznie motywują :*
Kolejny rozdział pojawi się 14 grudnia.
Dziękuję jeszcze raz za wsparcie i do następnego <3

2 komentarze :

  1. O tak, rozdział dodany zgodnie z podanym wcześniej terminem! :D To dobrze wróży :) Bardzo się z tego cieszę, bo na większości blogów, które czytam, mimo że jest ich zaledwie kilka, jest z tym problem. Pojawiło się całkiem sporo literówek, ale to nie ma dużego znaczenia. Jest też kilka innych błędów, ale nie to jest najważniejsze w opowiadaniach. Podoba mi się, jak Autorka przedstawia historię - trochę opisu, trochę uczuć, trochę akcji - tak jak powinno być. Odnośnie kolejnego rozdziału - nie mam zielonego pojęcia, co się może wydarzyć. Wiem jedynie, że główna bohaterka przeżyje :D Ale może będzie ranna... W każdym razie pisz dalej, według mnie całkiem nieźle Ci to wychodzi i masz potencjał :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając miałam ochotę płakać, a później byłam zła. Bardzo dobrze opisałaś przeżycia głównej bohaterki ;) Szczerze to też nie wierzę w jej śmierć. Co do błędów - widziałam chyba tylko jeden, na literówki nie zwracam większej uwagi ;)
    Masz rację. Człowiek uczy się całe życie, ale mimo to dałaś sobie radę z tymi opisami. Oczywiście można je rozbudować, ale zbyt wiele ich w jednym miejscu może znudzić. Zakładam, że nigdy nikt nie celował do ciebie z broni, a opis był naprawdę bardzo realistyczny. Szczerze mówiąc opisów trochę ci zazdroszczę, bo naprawdę dobrze ci wychodzą :D
    Zachowanie Nialla trochę mnie zaintrygowało. Przeprosił ją, zasłonił własnym ciałem i powiedział (skłamał?) że mu na niej nie zależy. Teraz będę pewnie cały czas się nad tym zastanawiać. Myślę jeszcze nad jednym; kto oddał strzał na końcu. Gdzieś w głowie pojawiła mi się myśl, że to ojciec Jess, bądź Nialla. Ciekawa jestem co wymyśliłaś ;)
    Czekam na kolejny rozdział ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K