wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 7. Niespodziewany bieg wydarzeń

    Niall przez resztę drogi nie był zbyt rozmowny, a wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Nie trzeba być geniuszem, by się zorientować dlaczego się taki stał i to tak nagle. Powinnam była wiedzieć, że pewnych rzeczy się po prostu na głos nie mówi. Swoje głupie pytania następnym razem muszę zatrzymać tylko i wyłącznie dla siebie. O tak, to jest na pewno najlepsze rozwiązanie. Jednak mimo wszystko nadal nie mogę przestać o tym myśleć. Trudno mi jest uwierzyć, że ten człowiek kogoś zabił, choć nie da się przemilczeć tego, że widziałam jak zrobił to na moich oczach. Jakim cudem taki chłopak może mieć więcej niż jedną zbrodnię na sumieniu? To jest straszne.
   Od pewnego czasu już próbuje zebrać się w sobie i zacząć jakąś rozmowę, bo ta cisza jest naprawdę nie do zniesienia, ale najzwyczajniej w świecie się boje. Za każdym razem, gdy otwieram buzię, a w głowie mam już słowa, z którymi chciałabym się z nim podzielić, tchórzę jak ta ostatnia sierota. Boję się nawet zakaszlnąć, bo mogłabym przez to zwrócić na siebie jego uwagę. To jakaś paranoja, ale wolałam z tym na razie nic nie robić.
   Chcąc się czymś zająć, starałam się odtworzyć całą rozmowę z Niallem. Wciąż trudno mi było uwierzyć, że Thomas tak naprawdę nie był moim przyjacielem. W tej chwili nie potrafię powiedzieć na kogo bardziej jestem zła. Na Nialla, który wparował do mojego życia bez zaproszenia i narobił w nim niezłego bałaganu. Na Thomasa, który udawał mojego przyjaciela, by zemścić się na mnie za swojego brata. Czy może sama na siebie, bo przez te wszystkie lata nie zauważyłam nic podejrzanego. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, czasami nawet i noce, a ja byłam ślepa. Musiały być przecież jakieś znaki, na pewno była chwila, w której popełnił jakiś błąd, a ja powinnam była go zauważyć i coś z tym zrobić. Niestety nic takiego nie miało miejsca, bo lepiej być ślepym na rzeczy, które nie przyniosą nam nic prócz cierpienia.
   Dyskretnie starłam łzę spływającą po policzku, po czym popatrzyłam przed siebie. Ulica była kompletnie pusta, jakby od dawna nikt tędy nie przejeżdżał. W pobliżu nie było żadnych domów, sklepów, nic. Mogłaby się wydawać, że to miejsce zostało zapomniane przez Boga i to przez długi już czas. Odruchowo zerknęłam na Nialla, ale trwało to ułamek sekundy, bo nie chciałam się spotkać z jego wzrokiem. Prawie w tym samym momencie zadzwonił jego telefon, więc zatrzymaliśmy się na poboczu, by mógł wysiąść z samochodu i odebrać. Byłam strasznie ciekawa kto do niego zadzwonił i po co, ale stał za daleko bym mogła coś usłyszeć.
   Jego rozmowa trwała dłużej niż mogłam się spodziewać. Prawie przez cały czas chodził tam i z powrotem, co jakiś czas zerkając na mnie. Kilka razy nawet miałam wrażenie jakby podnosił głos, ale już po sekundzie znowu mówił normalnym tonem. Gdy tak na niego patrzyłam, w głowie pojawiła mi się pewna myśl, ale zniknęła nim zdążyłam się nad nią bardziej zastanowić, ponieważ ucieczka jest niemożliwa i z góry mogę ją uznać za porażkę.
   Przez to czekanie robiłam się coraz bardziej nerwowa. Rozpięłam pas, zastanawiając się czemu nie zrobiłam tego wcześniej. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam wodzić wzrokiem po samochodzie, jakbym nagle mogła znaleźć coś, co mogłoby mi jakoś pomóc. Jak na faceta było tu zaskakująco czysto. Po krótkiej chwili moje oczy natknęły się na schowek przede mną. Odruchowo się poprawiłam na siedzeniu, po czym zerknęłam szybko w stronę chłopaka. Na szczęście albo nieszczęście nadal był zajęty rozmową, która chyba go pochłonęła do reszty, więc postanowiłam to wykorzystać. Starałam się nie myśleć zbyt dużo o tym, co tam mogę znaleźć, ale nie zmienia to faktu, że się trochę boję. Wzięłam kilka głębokich wdechów, policzyłam w myślach do trzech, jakby to mi mogło pomóc, po czym jednym ruchem otworzyłam schowek. Od razu w oczy rzucił mi się pistolet, na który widok przełknęłam głośno ślinę i znowu zerknęłam w stronę Nialla. Zamarłam, kiedy okazało się, że go nie widzę. Rozglądałam się na wszystkie możliwe strony i nic, ani śladu. Gdy już podjęłam decyzję, że wychodzę z samochodu nagle wszedł do środka, a ja aż podskoczyłam ze strachu. Może to dziwne, ale ucieszyłam się na jego widok i już nawet chciałam się uśmiechnąć, ale nie zdążyłam.
 - Nikt ci nie powiedział, że nie grzebie się w cudzych rzeczach?! - Warknął, zamykając schowek tak mocno, że cofnęło mnie do tyłu.
 - Nie grzebałam... - zaczęłam, ale nawet nie wiedziałam co mogłabym mu powiedzieć. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że zbierało mi się na płacz.
 - Nigdy więcej tego nie rób, jasne? - Oznajmił łagodniej, po czym przekręciła kluczyk i ruszyliśmy w dalszą drogę.
 - Z kim rozmawiałeś? - Spytałam, ale szybko tego pożałowałam. Miałam ochotę nakrzyczeć sama na siebie, że w odpowiednim momencie nie ugryzłam się w język. Gwałtownie odwróciłam głowę i omal nie uderzyłam nią o szybę. - Przepraszam, to nie moja sprawa - dodałam, musiałam walczyć ze sobą, żeby na niego nie spojrzeć. Ze zdenerwowania zaczął mnie boleć żołądek i zachciał mi się płakać. Na szczęście Niall nie skomentował mojego pytania ani przeprosin, co mnie strasznie ucieszyło, bo i tak czułam się wystarczając żałośnie.


   Byłam tak zmęczona, że nie wiedziałam kiedy zasnęłam, a gdy się obudziłam byliśmy już na miejscu. Wychodząc z samochodu, strasznie bolały mnie plecy, to pewnie przez niezbyt wygodną pozycję. Po wyprostowaniu kości zaczęłam się rozglądać i to co widziałam nie podobało mi się ani trochę. Domyśliłam się, że jestem w głębi lasu, bo wokół nie było słychać jadących samochodów ani nie było widać żadnych domów oprócz tego, na który właśnie patrzyłam. Był tak stary, że bałam się do niego wejść, by się nie rozleciał. Zbliżając się do niego, czułam ciarki na całym ciele. Niepokoił mnie też fakt, że byłam tu całkiem sama. Czyżby Niall postanowił mnie tu zostawić? Naprawdę nie chciałam tu umierać.
 - Niall nie powinien cię tu zostawiać samej - usłyszałam gdzieś za sobą. Stało się to tak nagle, że przez chwilę zastanawiałam się czy słyszę go naprawdę czy to tylko głos w mojej głowie. Powoli zaczęłam się odwracać, przełykając głośno ślinę. W głowie już pojawił mi się obraz faceta z siekierą, całego we krwi i gotowego do zabicia kolejnej swojej ofiary. Gdy nasze oczy się spotkały, ulżyło mi. Zobaczyłam faceta w normalnym, zadbanym ubraniu i przede wszystkim bez siekiery. Niestety spokój, który mnie ogarną w mgnieniu oka zamienił się w paraliżujący strach. Mężczyzna wolnym krokiem się do mnie zbliżał i z każdym jego krokiem ja się cofałam. Uśmiechał się do mnie, ale nie był to przyjazny uśmiech. - Nie bój się, jestem Will. - Przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę. Po chwili szybko ją cofnął, zorientowawszy się, że nie podam mu swojej. Doszłam do wniosku, ze najlepiej będzie jeśli nie będę się odzywać. Nie miałam pojęcia, by mu wierzyć, ale z drugiej strony czemu miałby kłamać? - Przykro mi z powodu straty przyjaciela - dodał, po czym przeszedł obok mnie. Wodziłam za nim wzrokiem, wolałam mieć go na oku. Będąc na schodach odwrócił się do mnie i gestem głowy dał znak bym poszła za nim. Zrobiłam to, patrząc pod nogi. Coś mówiło mi, że wchodząc do tego domu sprowadzę na siebie kłopoty, ale nie miałam zbyt dużego wyboru.
   Gdy tylko przeszłam przez próg, uderzył we mnie nieprzyjemny zapach. Od razu zasłoniłam usta dłonią, bo z każdym następnym krokiem było coraz gorzej. Mężczyzna zaprowadził mnie do salonu, chyba, sama nie wiem, w tym syfie trudno było się zorientować jakie to akurat jest pomieszczenie. Dym papierosowy aż po sufit, zakurzone meble, brudne okna, pajęczyny na ścianach i nie tylko, już od samego patrzenia robiło mi się słabo. Kiedy usiadł na jednym z dwóch foteli, popatrzył na mnie, po czym sięgnął do kieszeni po papierosa. Powoli odsunęłam dłoń od twarzy, by przyzwyczaić się do zapachu, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwo. Z początku strasznie się dusiłam, ale na szczęście udało mi się jakoś nad tym zapanować.
 - Siadaj - odezwał się chwilę później Will, wskazując fotel na przeciwko.
 - Postoję - odpowiedziałam od razu, siląc się na delikatny uśmieszek.
 - Siadaj - powtórzył, po jego tonie wywnioskowałam, że lepiej robić co mówi. Jak tylko wykonałam jego polecenie, uśmiechnął się. Wbiłam wzrok w swoje palce i próbowałam się nie przejmować tym, że cały czas na mnie patrzył, wręcz czułam na sobie jego wzrok.
   Siedzieliśmy tak jakiś czas. On palił papieros za papierosem, a ja w myślach robiłam kolejną rundkę liczenia do stu. Przestałam dopiero, gdy usłyszałam za placami zbliżające się kroki. Gwałtownie uniosłam głowę i odwróciłam się. Tak bardzo ucieszyłam się na widok Nialla, że przez chwilę nawet przyszedł mi do głowy pomysł, by się na niego rzucić, ale było by to dość dziwne.
 - Powiedziałeś jej już? - Spytał ojca, kiwając głową w moją stronę. Z zaciekawieniem zmarszczyłam brwi, patrząc raz na jednego, a raz na drugiego.
 - Czekałem na ciebie, ona chyba się...
 - Mam imię - warknęłam przez zaciśnięte zęby, zaskakując tym samą siebie, a zwłaszcza pozostałą dwójkę. Już sekundę później miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Will poprawił się na fotelu, a jego mina mówiła, że nie podoba mu się, kiedy ktoś przerywa mu w pół zdania.
 - Tak się składa młoda damo, że mi się nie przedstawiłaś - odruchowo wywróciłam oczami, mając nadzieję, że żaden z nich tego nie widział. Wstałam z tego śmierdzącego fotela, zadowolona, że w końcu nadarzyła się taka okazja, po czym podeszłam do niego.
 - Jessica - powiedziałam najgrzeczniejszym tonem na jaki mnie było stać i wyciągnęłam w jego stronę dłoń. Zachował się dokładnie tak samo jak ja kilka minut temu, mogłam to przewidzieć.
 - Głupio ci teraz, co? - Widząc jak się szczerzy, musiałam ugryźć się w język, by mu się jakoś nie odgryźć. - Wiem jak się nazywasz, - zaczął, gdy odwróciłam się do niego plecami i wracałam na swoje miejsce, było mi już wszystko jedno - wiem gdzie mieszkasz, wiem o Thomasie, wiem więcej niż ci się może wydawać, inaczej by cię tu nie było. Słuchaj, nie jestem twoim wrogiem, jasne? Jesteś tu, bo chcę wam pomóc. Nie musimy się lubić, ale przydałoby mi się trochę twojego zaufania. - Mówił tak szybko, że ledwo udało mi się za nim nadążyć.
 - Nam? - Niall i jego ojciec popatrzyli na siebie, a mnie ogarnęły złe przeczucia. Było widać po minie mężczyzny, że nie za bardzo wie co teraz ma powiedzieć. Zgasił niedopalonego papierosa, po czym wstał. Podszedł do okna i stał tam przez chwilę, patrząc przez szybę. Wątpiłam, by cokolwiek mógł tam zobaczyć, ale może stoi tak, bo musi pomyśleć? Trudno stwierdzić.
 - Jest coś co powinnaś wiedzieć - zaczął Niall, kątem oka zerkając na ojca. Pewnie liczył na jakąś jego reakcję, ale najwyraźniej się przeliczył.
 - Może ja jej to wytłumaczę, co? - Odezwał się nagle głos za moimi plecami. W ciągu jednej sekundy zamarłam. Ten głos był mi tak dobrze znany, tak dawno go nie słyszałam i pogodziłam się z myślą, że nie będę go już słyszała. Chciałam się ruszyć, naprawdę chciałam, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Patrzyłam ciągle w ten sam punkt na ścianie, a wszystkie trzy pary oczu były skierowane na mnie. Trzy, choć jednych nie powinno tutaj być.
 - Jess? - Niall kucnął przede mną i delikatnie potrząsnął mnie za ramię. Popatrzyłam na niego, potem na jego ojca, który stał cały czas w tym samym miejscu, po czym wstałam. Niall się odsunął,  by zrobić mi miejsce, nie spuszczając ze mnie swoich niebieskich oczu. Przełknęłam ślinę, odwracając się bardzo powoli. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Miałam wrażenie, że znalazłam się w innym świecie. Gdy staliśmy już twarzą w twarz, rozpłakałam się, tylko na to było mnie stać. W mgnieniu oka znalazłam się w jego silnych ramionach, mój płacz się nasilił. Cała się trzęsłam, a on głaskał mnie po plecach, szeptał bym się uspokoiła, że zaraz mi wszystko wytłumaczy. Bałam się, że to sen i jak się obudzę to zrozumiem, że nic się nie zmieniło, że tata naprawdę nie żyje.
 
___________________________________________________________________________________
 
 
Na początku chciałabym podziękować, że mimo moich upadków nadal ze mną jesteście i za Wasze komentarze, które mnie tak zmotywowały, że napisałam rozdział w dwa dni <3
Proszę wybaczcie mi jakość tego rozdziału, ale po tak długiej przerwie trochę się zepsułam, zresztą wcześniej wcale nie było lepiej ;)
Od dzisiaj posty na tym blogu będą pojawiały się w miarę regularnie. Nie będę robiła żadnych dłuższych przerw między pisaniem, by znowu czegoś nie zawalić.
Rozdział 8 pojawi się 30 listopada, gwarantuję, że tego roku :P
W zakładce z bohaterami pojawiły się dwie nowe osoby, więc jeśli macie ochotę to zaglądnijcie tu: Bohaterowie
Jeśli macie do mnie jakieś pytania to wpadnijcie tu: Pytania
Mam nadzieję, że mimo błędów wszelkiego rodzaju moje wypociny Wam się podobają i będziecie mi towarzyszyć już do końca.

5 komentarzy :

  1. Ja niemoge. Ale akcja. Taka nagla i niespodziewana. Ale bardzo mi sie rozdzial podoba. Nie bd pisac tych pierdol ze o jaki supii rozdzial,jestes swietna oby tak dalej. Sama wiesz o tym najlepiej i czekam z cierpliwoscia na nowy rozdzial
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz nie mogę się doczekać! ^^ ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam nadzieję, że już w tym rozdziale dowiemy się, o co chodzi w tej sytuacji. A tutaj tak naprawdę nic się nie wyjaśniło, a mimo to autorka potrafi zaciekawić :D Tego chyba nikt się nie spodziewał. Rozdział adekwatny do tytułu. I jeszcze urwany w takim miejscu... Nie sposób nie czekać na kolejny. I jeszcze jedno. Może to nie dotyczy konkretnie treści, ale bardzo się cieszę, że rzadko popełniasz błędy i nie są one takie rażące. Nie jestem żadnym ekspertem od poprawnej pisowni i sama również zapewne czasami piszę niepoprawnie, ale jak widzę w opowiadaniu proste słowa źle zapisane, to coś mnie w środku skręca :D A kolejnym plusem, który także nie odnosi się do rozdziału, jest podanie terminu kolejnej części. Wiemy, kiedy mamy się jej spodziewać i cierpliwie czekamy :D Wydaje mi się, że do pisania bloga potrzebna jest spora dawka regularnej motywacji, więc i ja pozostawiam po sobie kilka zdań :)
    stopkatkaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się z Twojego powrotu ;* Rozdział świetny i nie krytykuj się tak mocno. Rozdział naprawdę jest dobry. Napisałaś masę opisów, które nie są nudne, wręcz przeciwnie, bardzo ciekawe ;) zastanawiam się kogo ona tam zobaczyła i do 30 będzie mnie to męczyć :D
    Z niecierpliwością będę czekać na kolejną część
    Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział! Cieszę się, że już wróciłaś! Już nie mogę się doczekać kolejnego! :* :* :*
    <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K