poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 8. Koniec jednej historii?

   Czy to naprawdę jest możliwe? Od dobrych paru minut się nad tym zastanawiam. Nie mogłam zrozumieć jak to się stało, że żyłam w tak dużej nieświadomości. Jak można nie wiedzieć przez tyle lat, że jedna z najważniejszych dla ciebie osób wcale nie umarła? Gdy ja myślałam, że już nigdy go nie zobaczę, że nie przytulę się do niego, nie powiem jak bardzo go kocham, on tak po prostu sobie żył kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. Byłam szczęśliwa, a jednocześnie czułam się oszukana. Z jednej strony nie chciałam, by przestał mnie obejmować, ale z drugiej miałam ochotę się na niego wydrzeć. I nagle do mnie dotarło, że mogę to zrobić. Gwałtownie odepchnęłam się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy. Wytarłam mokre od łez policzki i dopiero teraz widziałam wszystko wyraźnie. To nie jest sen, widzę go dokładnie tak jak go zapamiętałam, tylko starszego. Dotarło też do mnie, że jesteśmy sami w pokoju i przez chwilę zaczęłam się zastanawiać gdzie podziała się pozostała dwójka, ale szybko uzmysłowiłam sobie, że to nie jest w tej chwili najważniejsze.
 - Jak mogłeś? - Odezwałam się jako pierwsza. - Zdajesz sobie sprawę jak się czułam przez te kilka lat? Masz pojęcie jak to jest stracić oboje rodziców tego samego dnia? Pomyślałeś, choć przez chwilę co przeżywałam przez pierwsze miesiące bez was? Tak bardzo chciałam, by to się okazało snem, ale nie. Za każdym razem, gdy się budziłam docierało do mnie, że jestem sama. Dlaczego przez ten czas nie robiłeś nic, żeby się ze mną skontaktować?! Dlaczego nie dałeś żadnego znaku, że żyjesz?! Dlaczego mnie zostawiłeś?! Dlaczego tato, dlaczego? - Słowa wypływały ze mnie bez żadnych trudności, mówiłam to co leżało mi na sercu. Miałam jeszcze wiele do powiedzenia, ale nie miałam już siły. Było mi coraz trudniej się wysłowić, widząc przed sobą wpatrującego się we mnie ojca. Nie wytrzymałam i znowu się rozpłakałam. Po chwili znowu byłam w jego ramionach.
 - Nie zostawiłem cię - wyszeptał, głaszcząc moje włosy. - Nie widziałaś mnie, ale czuwałem nad tobą, cały czas miałem cię na oku, przecież jesteś moją małą córeczką. - Uśmiechnęłam się na te słowa i odsunęłam głowę od jego piersi, by na niego spojrzeć.
 - Już nie jestem małą dziewczynką - powiedziałam, a tata wziął moją twarz w dłonie i popatrzył mi w oczy.
 - Dla mnie zawsze nią będziesz - pocałował mnie w czoło, po czym wziął za rękę. Podeszliśmy do schodów prowadzących na górę i usiedliśmy na nich. Cały czas na niego patrzyłam, jakby bała się, z kiedy przestanę to on zniknie. - Wiedz, że było to dla mnie strasznie trudne. Móc cię widzieć, ale podejść i przytulić już nie, to naprawdę bolało. Cała nasza trójka zdecydowała, że jednak tak będzie najlepiej przede wszystkim dla ciebie. Poza tym młody Walters musiał być przekonany, że na pewno nie żyję, bo gdyby się dowiedział jaka jest prawda to byłby to koniec.
 - Koniec? - Przerwałam mu, nie był zadowolony z tego powodu, dlatego obiecałam sobie, że bez względu na to co usłyszę będę siedziała cicho. Nie chciałam go zdenerwować.
 - Koniec naszej rodziny - odezwał się po krótkiej przerwie, a mnie aż zmroziło. Trudno było uwierzyć, że chodzi tu o jakieś głupie pieniądze, przecież nie mieliśmy ich aż tak dużo. Prawda, że tata był prawnikiem i to dobrym, ale bez przesady. Nie byliśmy jakimiś milionerami. - To co powiedział ci Niall to oczywiście prawda, stary Walters nie spocznie, dopóki się nie zmieści za swojego syna, teraz już dwóch. Teraz przez jakiś czas nie będzie dawał o sobie znać i poczeka, aż poczujemy się pewniej, a on jest cierpliwy. Nie znam drugiego tak cierpliwego człowieka. - Czułam, że tata mi się przygląda i czeka na jakąś moją rekcję, ale kompletnie nie wiedziałam co mogłabym w takiej sytuacji powiedzieć. Bałam się, tylko tego byłam pewna.
 - Jak udało ci się przeżyć wypadek? - Spytałam, choć nie byłam pewna czy na serio chcę tego słuchać.
 - To dzięki mamie - odpowiedział, głaszcząc mój policzek. Uśmiechnął się delikatnie, po czym odwrócił ode mnie wzrok. Wziął kilka głębokich oddechów, skupiając wzrok na jednym punkcie przed sobą. - Kiedy dotarło do mnie co się dzieje, chciałem was chronić. Powtarzałem sobie, że potrwa to najwyżej kilka sekund i będzie po wszystkim. Mama w ostatniej chwili przekręciła kierownicę i było już za późno. Widziałem, że muszę zrobić wszystko, by jej śmierć nie poszła na marne. Dzięki znajomością Willa udało się nam mnie uśmiercić, choć przyznaję, że nie było to łatwe. Od tego momentu przysiągłem sobie, że nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. - Nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że płacze. Ja sama też nie mogłam się powstrzymać. Nigdy nie przypuszczałam, że będę tyle płakać i to jednego dnia. Przytuliłam się do niego, chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo mi tego brakowało.

 - Przejdziemy się? - Usłyszałam za sobą głos Nialla. Siedziałam na ławeczce przed domem, starając się nie robić żadnych gwałtownych ruchów. Nie odwróciłam się do niego, nadal byłam zła. Miałam świadomość, że sytuacja w której się znaleźliśmy nie była za ciekawa, ale odzyskałam ojca i chciałam spędzić z nim chociaż kilka godzin sam na sam, to chyba nie jest aż tak dużo, a wydaje mi się, że jako córka mam do tego prawo. Will był na tyle wredny, że powiedział mi wprost, że nie mamy czasu na takie głupoty, chyba że życie mi już zbrzydło. Po tych słowach zwróciłam się do Nialla, mając nadzieję, że mi pomoże i uda mu się jakoś przekonać ojca. Niestety zamiast jego pomocy usłyszałam, tylko że nie będzie się wtrącał. Byłam tak wkurzona, że miałam ochotę mu przywalić. Chwilę później odesłali mnie na zewnątrz, ponieważ oni muszą poważnie porozmawiać i lepiej dla mnie bym pewnych rzeczy nie wiedziała. Miałam zamiar zaprzeczyć, ale widząc minę taty w ostatniej chwili ugryzłam się w język. - Przepraszam, ok? - Odezwał się znowu, kładąc dłoń na moim ramieniu. Przesunęłam się gwałtownie na jeden koniec ławki, choć wiedziałam, że taki ruch może mnie kosztować upadek. Zaczęła się delikatnie kołysać, więc szybko z niej wstałam i jak się okazało zrobiłam to w ostatniej chwili.
 - Idę się przejść - starałam się brzmieć tak by pomyślał, że nie chcę żeby ze mną szedł, ale miałam nadzieję, że jednak pójdzie za mną. Bałam się sama chodzić po tym lesie, a on jednak jest facetem i byłabym spokojniejsza.
 - Mam iść z tobą czy chcesz być sama?
 Niech cię szlak, Horan - pomyślałam, odwracając się do niego powoli. Nie zdążyłam nawet przemyśleć tego co chciałabym mu, bo znowu odezwał się on.
 - Pójdę z tobą - uśmiechnął się słodko. - Lepiej byś nie chodziła sama po lesie - dodał, po czym ruszył w moją stronę.
   Nie odzywaliśmy się do siebie. Ja udawałam, że go ignoruję, a on że tego nie widzi. Za każdym razem, gdy spojrzałam na niego kątek oka uśmiechał się głupkowato. Wyglądał wtedy naprawdę słodko i gdybym natknęła się na niego gdzieś na ulicy to niewykluczone, że mogłabym się zakochać. Nadal jeszcze nie do końca docierało do mnie, że taki chłopak jak on potrafi zabić człowieka nawet przy tym nie mrugając. Byłam bardzo ciekawa jego przeszłości i uważałam, że to trochę niesprawiedliwe, że on wie o mnie praktycznie wszystko, a ja o nim prawie nic. Wiem, że Thomas nie był jego jedyną ofiarą, ale nie wiem ile ich było i dlaczego ich zabijał. Nie dawało mi to spokoju i nawet przyszło mi do głowy by się go o to zapytać wprost, ale gdy przypomniałam sobie jego reakcję z baru stwierdziłam, że nie chcę psuć mu nastroju.
   Nie pamiętam bym kiedykolwiek spacerowała z kimś w milczeniu. Nie przeszkadzało mi to, ale było trochę dziwnie, bo już jakiś czas idziemy i jeszcze żadne z nas się nie odezwało. Las robił się coraz gęstszy przez co musiałam patrzeć którędy idę, żeby się nie nadziać na jakiś krzak. Przez cały ten czas myślałam jakby tu można było zacząć rozmowę i jaki temat byłby najbezpieczniejszy. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy, a myślenie sprawiało coraz więcej trudności. W pewnym momencie usłyszałam szelest liści, który dochodził gdzieś z boku. Od razu popatrzyłam na Nialla, który właśnie sięgał ręką za plecy. Przyciągnął mnie do siebie, gdy szelest stał się wyraźniejszy i dochodził z czterech stron naraz. Przełknęłam głośno ślinę, serce zaczęło mocniej bić i spociły mi się dłonie. Kręciłam nerwowo głową, ale niczego nie widziałam, jednak mimo to czułam na sobie czyjeś spojrzenie i nie miałam na myśli Nialla. Kiedy zobaczyłam jego uniesioną rękę z pistoletem w dłoni, wszystko się nasiliło. Kilka sekund później usłyszałam strzał.
 - Stęskniłeś się Horan? - Usłyszałam głos kobiety za naszymi plecami. Powoli zaczęliśmy się odwracać i dotarło do mnie, że jesteśmy otoczeni.
 - Nawet sobie nie wyobrażasz - jakoś specjalnie nie zdziwił mnie fakt, że ta dwójka się zna. Nie wiedziałam tylko czy się z tego cieszyć czy nie. Biorąc pod uwagę ton Nialla można stwierdzić, że raczej się nie lubią i tu znowu pojawiło się pytanie, dlaczego? Nie za bardzo mogłam się jej przyjrzeć, ponieważ włosy spadały jej na twarz przez wiatr, który nagle się zaczął. Zresztą kogo to obchodzi jak ona wygląda? Najważniejsze jest to, że trzyma w dłoniach  pistolet skierowany prosto na nas.
 - Ładną panienkę sobie znalazłeś - kiwnęła na mnie głową, a ja miałam ochotę do niej podejść i jej przywalić za tą panienkę. - Powiedz, zależy ci na niej? - Zrobiła kilka kroków do przodu, nie spuszczają wzroku z chłopaka.
 - Pogadajmy spokojnie - Niall zaczął opuszczać rękę, w której trzymał pistolet jednocześnie popychając mnie za siebie.
 - Nie licz na to - powiedziała z uśmiechem, robiąc jeszcze kilka kroków, po czym się zatrzymała i machnęła głową na jednego z jej towarzyszy. Facet od razu zareagował i doskonale widział co ma zrobić. Trwało to kilka sekund, nim zrozumiałam co się dzieje, byłam już w ramionach jakiegoś faceta, a Niall leżał na ziemi z zakrwawioną twarzą. Chciałam krzyknąć, wezwać pomoc, ale wtedy poczułam coś lodowatego na moim karku.
 - Ani słowa - syknął mi do ucha, obejmując mnie mocniej. Zacisnęłam dłonie na jego ręce, chciałam wbić paznokcie w jego skórę, ale miał za grubą kurtkę. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak bardzo przerażona. Do oczu napłynęły mi łzy lecz starałam się z całych sił, by nie pozwolić im wypłynąć. Patrzyłam jak kobieta podchodzi do Nialla, kuca przed nim i przykłada mu pistolet do szyi, patrząc mu prosto w oczy.
 - Zabiłeś go, a ja musiałam na to patrzeć. Wiesz jak się czułam, widząc jak jedyna osoba, którą kocham najbardziej na świecie zostaje zabita na moich oczach? - Zrobiła krótką pauzę. Ja wiem jak się czuje taka osoba - pomyślałam, nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos. Przesunęła lufą w dół jego szyi i zatrzymała się przy sercu. Niall wyglądał tak, jakby było mu obojętne czy umrze czy nie. Nie podobało mi się to, bo ja nie chciałam podzielić jego losu. - Wiesz co sobie wtedy obiecałam? Domyślasz się, prawda?
 - Oddam ci pieniądze, daj mi tylko trochę czasu - odezwał się, na co kobieta prychnęła.
 - Mam w dupie twoją kasę! Chce zemsty, rozumiesz? Chce byś czuł to co ja dlatego pytam jeszcze raz, zależy ci na niej? - Popatrzył na mnie, przez chwilę nasze oczy się spotkały, trwało to bardzo krótko, za krótko. Zauważyłam, że porusza ustami, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie mogłam zrozumieć co. Próbowałam się wyrwać, na próżno.
 - Nie - odpowiedział, patrząc kobiecie w oczy. Widziałam jak się uśmiechała, zaskoczyło ją to.
 - Czyżby? - Spytała, uśmiech nie schodził z jej twarzy ani na moment. - Tom - odezwała się znowu, a już sekundę później byłam odwrócona przodem do mężczyzny, który przyłożył mi pistolet do czoła. Przełknęłam ślinę, mój oddech przyspieszył, a serce biło tak jak jeszcze nigdy w życiu.
 - Lexi, ona nic nie zrobiła. Co ci da, że ją zabijesz? Jest mi obojętna, a przecież pragniesz zemsty, prawda? - Słyszałam głos Nialla, ale nie zawracałam sobie tym głowy. Starałam się skupić i wymyślić coś, co pomogłoby mi przeżyć. Staliśmy w miarę blisko siebie i tylko jedno przychodziło mi do głowy. Wykorzystałam moment, w którym nikt nie zwracał na mnie uwagi. Niall rozmawiał z tą kobietą, choć nie wiem czy można było to nazwać rozmową, a Tom na chwilę spuścił ze mnie wzrok. Nie myśląc za wiele kopnęłam go z całej siły w krocze. Gdy o się skulił z bólu, ja zaczęłam uciekać najszybciej jak tylko mogłam. Wiedziałam, że ktoś za mną biegnie, słyszałam jakieś krzyki, ale myślałam o tym teraz. Miałam tylko kilka sekund przewagi i usiałam to wykorzystać.
 Dasz radę, dasz radę, dasz radę, nie odwracaj się, nie odwracaj się, nie odwracaj się - powtarzałam sobie w myślach.
   Z każdą następną sekundą zaczęłam panikować coraz bardziej, bo nie miałam pojęcia gdzie jestem. Nie pamiętałam byśmy tędy szli, nie widziałam nic znajomego i nie wiedziałam gdzie mam teraz biec. Czułam, że zaczynam tracić ostatnie sekundy przewagi. Miałam już coraz mniej siły, nogi przestały ze mną współpracować i moja ucieczka skończyła się upadkiem. Chwilę później poczułam mocne szarpnięcie za ramię i ten zimny dotyk śmierci na karku. Nie miałam siły się bronić. Pozwoliłam by jakiś obcy facet prowadził mnie z powrotem tam skąd uciekłam. Pozwoliłam też na wydostanie się łez z moich oczu, które teraz spływały po obu policzkach w zaskakująco dużych ilościach.
 - Nie jesteś zbyt grzeczną dziewczynką - zaczęła Lexi, podchodząc do mnie. Miałam tak zamazane oczy, że trudno mi było zauważyć gdzie jest Niall, choć właściwie to wcale nie chciałam go widzieć. - Trudno mi będzie się ciebie pozbyć - dodała, głaszcząc mój policzek. - Zajmij się nią - odezwała się, po czym odeszła, a ja znowu poczułam szarpnięcie. Zdawałam sobie sprawę, że przeżywam właśnie ostatnie sekundy mojego życia i miałam tylko nadzieję na szybką śmierć.
   Zamknęłam oczy, nie chciałam na nic ani na nikogo patrzeć. Wsłuchałam się w szelest liści pod moimi stopami, szum wiatru, śpiew ptaków, chciałam po prostu zapomnieć o tym co się zaraz stanie. Stanęliśmy, odwróciłam się, zacisnęłam usta, by nie zacząć krzyczeć, bo i tak nie miałoby to sensu, i czekałam. Usłyszałam strzał i dotarło do mnie, że to jest koniec mojej historii.
__________________________________________________________________________________
 
Witam w kolejnym rozdziale, z którego jestem tak troszkę zadowolona.
 Przepraszam za błędy (na pewno jakieś są) i mam nadzieję, że mi wybaczycie wszelkie niedociągnięcia, ale nie umiem opisywać pewnych sytuacji, a zwłaszcza tych, które miały miejsce w rozdziale po wyżej. Człowiek uczy się całe życie :P
 Pojawił się kolejny nowy bohater, więc zapraszam do zaglądnięcia: Bohaterowie
Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem, strasznie motywują :*
Kolejny rozdział pojawi się 14 grudnia.
Dziękuję jeszcze raz za wsparcie i do następnego <3

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 7. Niespodziewany bieg wydarzeń

    Niall przez resztę drogi nie był zbyt rozmowny, a wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Nie trzeba być geniuszem, by się zorientować dlaczego się taki stał i to tak nagle. Powinnam była wiedzieć, że pewnych rzeczy się po prostu na głos nie mówi. Swoje głupie pytania następnym razem muszę zatrzymać tylko i wyłącznie dla siebie. O tak, to jest na pewno najlepsze rozwiązanie. Jednak mimo wszystko nadal nie mogę przestać o tym myśleć. Trudno mi jest uwierzyć, że ten człowiek kogoś zabił, choć nie da się przemilczeć tego, że widziałam jak zrobił to na moich oczach. Jakim cudem taki chłopak może mieć więcej niż jedną zbrodnię na sumieniu? To jest straszne.
   Od pewnego czasu już próbuje zebrać się w sobie i zacząć jakąś rozmowę, bo ta cisza jest naprawdę nie do zniesienia, ale najzwyczajniej w świecie się boje. Za każdym razem, gdy otwieram buzię, a w głowie mam już słowa, z którymi chciałabym się z nim podzielić, tchórzę jak ta ostatnia sierota. Boję się nawet zakaszlnąć, bo mogłabym przez to zwrócić na siebie jego uwagę. To jakaś paranoja, ale wolałam z tym na razie nic nie robić.
   Chcąc się czymś zająć, starałam się odtworzyć całą rozmowę z Niallem. Wciąż trudno mi było uwierzyć, że Thomas tak naprawdę nie był moim przyjacielem. W tej chwili nie potrafię powiedzieć na kogo bardziej jestem zła. Na Nialla, który wparował do mojego życia bez zaproszenia i narobił w nim niezłego bałaganu. Na Thomasa, który udawał mojego przyjaciela, by zemścić się na mnie za swojego brata. Czy może sama na siebie, bo przez te wszystkie lata nie zauważyłam nic podejrzanego. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, czasami nawet i noce, a ja byłam ślepa. Musiały być przecież jakieś znaki, na pewno była chwila, w której popełnił jakiś błąd, a ja powinnam była go zauważyć i coś z tym zrobić. Niestety nic takiego nie miało miejsca, bo lepiej być ślepym na rzeczy, które nie przyniosą nam nic prócz cierpienia.
   Dyskretnie starłam łzę spływającą po policzku, po czym popatrzyłam przed siebie. Ulica była kompletnie pusta, jakby od dawna nikt tędy nie przejeżdżał. W pobliżu nie było żadnych domów, sklepów, nic. Mogłaby się wydawać, że to miejsce zostało zapomniane przez Boga i to przez długi już czas. Odruchowo zerknęłam na Nialla, ale trwało to ułamek sekundy, bo nie chciałam się spotkać z jego wzrokiem. Prawie w tym samym momencie zadzwonił jego telefon, więc zatrzymaliśmy się na poboczu, by mógł wysiąść z samochodu i odebrać. Byłam strasznie ciekawa kto do niego zadzwonił i po co, ale stał za daleko bym mogła coś usłyszeć.
   Jego rozmowa trwała dłużej niż mogłam się spodziewać. Prawie przez cały czas chodził tam i z powrotem, co jakiś czas zerkając na mnie. Kilka razy nawet miałam wrażenie jakby podnosił głos, ale już po sekundzie znowu mówił normalnym tonem. Gdy tak na niego patrzyłam, w głowie pojawiła mi się pewna myśl, ale zniknęła nim zdążyłam się nad nią bardziej zastanowić, ponieważ ucieczka jest niemożliwa i z góry mogę ją uznać za porażkę.
   Przez to czekanie robiłam się coraz bardziej nerwowa. Rozpięłam pas, zastanawiając się czemu nie zrobiłam tego wcześniej. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam wodzić wzrokiem po samochodzie, jakbym nagle mogła znaleźć coś, co mogłoby mi jakoś pomóc. Jak na faceta było tu zaskakująco czysto. Po krótkiej chwili moje oczy natknęły się na schowek przede mną. Odruchowo się poprawiłam na siedzeniu, po czym zerknęłam szybko w stronę chłopaka. Na szczęście albo nieszczęście nadal był zajęty rozmową, która chyba go pochłonęła do reszty, więc postanowiłam to wykorzystać. Starałam się nie myśleć zbyt dużo o tym, co tam mogę znaleźć, ale nie zmienia to faktu, że się trochę boję. Wzięłam kilka głębokich wdechów, policzyłam w myślach do trzech, jakby to mi mogło pomóc, po czym jednym ruchem otworzyłam schowek. Od razu w oczy rzucił mi się pistolet, na który widok przełknęłam głośno ślinę i znowu zerknęłam w stronę Nialla. Zamarłam, kiedy okazało się, że go nie widzę. Rozglądałam się na wszystkie możliwe strony i nic, ani śladu. Gdy już podjęłam decyzję, że wychodzę z samochodu nagle wszedł do środka, a ja aż podskoczyłam ze strachu. Może to dziwne, ale ucieszyłam się na jego widok i już nawet chciałam się uśmiechnąć, ale nie zdążyłam.
 - Nikt ci nie powiedział, że nie grzebie się w cudzych rzeczach?! - Warknął, zamykając schowek tak mocno, że cofnęło mnie do tyłu.
 - Nie grzebałam... - zaczęłam, ale nawet nie wiedziałam co mogłabym mu powiedzieć. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że zbierało mi się na płacz.
 - Nigdy więcej tego nie rób, jasne? - Oznajmił łagodniej, po czym przekręciła kluczyk i ruszyliśmy w dalszą drogę.
 - Z kim rozmawiałeś? - Spytałam, ale szybko tego pożałowałam. Miałam ochotę nakrzyczeć sama na siebie, że w odpowiednim momencie nie ugryzłam się w język. Gwałtownie odwróciłam głowę i omal nie uderzyłam nią o szybę. - Przepraszam, to nie moja sprawa - dodałam, musiałam walczyć ze sobą, żeby na niego nie spojrzeć. Ze zdenerwowania zaczął mnie boleć żołądek i zachciał mi się płakać. Na szczęście Niall nie skomentował mojego pytania ani przeprosin, co mnie strasznie ucieszyło, bo i tak czułam się wystarczając żałośnie.


   Byłam tak zmęczona, że nie wiedziałam kiedy zasnęłam, a gdy się obudziłam byliśmy już na miejscu. Wychodząc z samochodu, strasznie bolały mnie plecy, to pewnie przez niezbyt wygodną pozycję. Po wyprostowaniu kości zaczęłam się rozglądać i to co widziałam nie podobało mi się ani trochę. Domyśliłam się, że jestem w głębi lasu, bo wokół nie było słychać jadących samochodów ani nie było widać żadnych domów oprócz tego, na który właśnie patrzyłam. Był tak stary, że bałam się do niego wejść, by się nie rozleciał. Zbliżając się do niego, czułam ciarki na całym ciele. Niepokoił mnie też fakt, że byłam tu całkiem sama. Czyżby Niall postanowił mnie tu zostawić? Naprawdę nie chciałam tu umierać.
 - Niall nie powinien cię tu zostawiać samej - usłyszałam gdzieś za sobą. Stało się to tak nagle, że przez chwilę zastanawiałam się czy słyszę go naprawdę czy to tylko głos w mojej głowie. Powoli zaczęłam się odwracać, przełykając głośno ślinę. W głowie już pojawił mi się obraz faceta z siekierą, całego we krwi i gotowego do zabicia kolejnej swojej ofiary. Gdy nasze oczy się spotkały, ulżyło mi. Zobaczyłam faceta w normalnym, zadbanym ubraniu i przede wszystkim bez siekiery. Niestety spokój, który mnie ogarną w mgnieniu oka zamienił się w paraliżujący strach. Mężczyzna wolnym krokiem się do mnie zbliżał i z każdym jego krokiem ja się cofałam. Uśmiechał się do mnie, ale nie był to przyjazny uśmiech. - Nie bój się, jestem Will. - Przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę. Po chwili szybko ją cofnął, zorientowawszy się, że nie podam mu swojej. Doszłam do wniosku, ze najlepiej będzie jeśli nie będę się odzywać. Nie miałam pojęcia, by mu wierzyć, ale z drugiej strony czemu miałby kłamać? - Przykro mi z powodu straty przyjaciela - dodał, po czym przeszedł obok mnie. Wodziłam za nim wzrokiem, wolałam mieć go na oku. Będąc na schodach odwrócił się do mnie i gestem głowy dał znak bym poszła za nim. Zrobiłam to, patrząc pod nogi. Coś mówiło mi, że wchodząc do tego domu sprowadzę na siebie kłopoty, ale nie miałam zbyt dużego wyboru.
   Gdy tylko przeszłam przez próg, uderzył we mnie nieprzyjemny zapach. Od razu zasłoniłam usta dłonią, bo z każdym następnym krokiem było coraz gorzej. Mężczyzna zaprowadził mnie do salonu, chyba, sama nie wiem, w tym syfie trudno było się zorientować jakie to akurat jest pomieszczenie. Dym papierosowy aż po sufit, zakurzone meble, brudne okna, pajęczyny na ścianach i nie tylko, już od samego patrzenia robiło mi się słabo. Kiedy usiadł na jednym z dwóch foteli, popatrzył na mnie, po czym sięgnął do kieszeni po papierosa. Powoli odsunęłam dłoń od twarzy, by przyzwyczaić się do zapachu, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwo. Z początku strasznie się dusiłam, ale na szczęście udało mi się jakoś nad tym zapanować.
 - Siadaj - odezwał się chwilę później Will, wskazując fotel na przeciwko.
 - Postoję - odpowiedziałam od razu, siląc się na delikatny uśmieszek.
 - Siadaj - powtórzył, po jego tonie wywnioskowałam, że lepiej robić co mówi. Jak tylko wykonałam jego polecenie, uśmiechnął się. Wbiłam wzrok w swoje palce i próbowałam się nie przejmować tym, że cały czas na mnie patrzył, wręcz czułam na sobie jego wzrok.
   Siedzieliśmy tak jakiś czas. On palił papieros za papierosem, a ja w myślach robiłam kolejną rundkę liczenia do stu. Przestałam dopiero, gdy usłyszałam za placami zbliżające się kroki. Gwałtownie uniosłam głowę i odwróciłam się. Tak bardzo ucieszyłam się na widok Nialla, że przez chwilę nawet przyszedł mi do głowy pomysł, by się na niego rzucić, ale było by to dość dziwne.
 - Powiedziałeś jej już? - Spytał ojca, kiwając głową w moją stronę. Z zaciekawieniem zmarszczyłam brwi, patrząc raz na jednego, a raz na drugiego.
 - Czekałem na ciebie, ona chyba się...
 - Mam imię - warknęłam przez zaciśnięte zęby, zaskakując tym samą siebie, a zwłaszcza pozostałą dwójkę. Już sekundę później miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Will poprawił się na fotelu, a jego mina mówiła, że nie podoba mu się, kiedy ktoś przerywa mu w pół zdania.
 - Tak się składa młoda damo, że mi się nie przedstawiłaś - odruchowo wywróciłam oczami, mając nadzieję, że żaden z nich tego nie widział. Wstałam z tego śmierdzącego fotela, zadowolona, że w końcu nadarzyła się taka okazja, po czym podeszłam do niego.
 - Jessica - powiedziałam najgrzeczniejszym tonem na jaki mnie było stać i wyciągnęłam w jego stronę dłoń. Zachował się dokładnie tak samo jak ja kilka minut temu, mogłam to przewidzieć.
 - Głupio ci teraz, co? - Widząc jak się szczerzy, musiałam ugryźć się w język, by mu się jakoś nie odgryźć. - Wiem jak się nazywasz, - zaczął, gdy odwróciłam się do niego plecami i wracałam na swoje miejsce, było mi już wszystko jedno - wiem gdzie mieszkasz, wiem o Thomasie, wiem więcej niż ci się może wydawać, inaczej by cię tu nie było. Słuchaj, nie jestem twoim wrogiem, jasne? Jesteś tu, bo chcę wam pomóc. Nie musimy się lubić, ale przydałoby mi się trochę twojego zaufania. - Mówił tak szybko, że ledwo udało mi się za nim nadążyć.
 - Nam? - Niall i jego ojciec popatrzyli na siebie, a mnie ogarnęły złe przeczucia. Było widać po minie mężczyzny, że nie za bardzo wie co teraz ma powiedzieć. Zgasił niedopalonego papierosa, po czym wstał. Podszedł do okna i stał tam przez chwilę, patrząc przez szybę. Wątpiłam, by cokolwiek mógł tam zobaczyć, ale może stoi tak, bo musi pomyśleć? Trudno stwierdzić.
 - Jest coś co powinnaś wiedzieć - zaczął Niall, kątem oka zerkając na ojca. Pewnie liczył na jakąś jego reakcję, ale najwyraźniej się przeliczył.
 - Może ja jej to wytłumaczę, co? - Odezwał się nagle głos za moimi plecami. W ciągu jednej sekundy zamarłam. Ten głos był mi tak dobrze znany, tak dawno go nie słyszałam i pogodziłam się z myślą, że nie będę go już słyszała. Chciałam się ruszyć, naprawdę chciałam, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Patrzyłam ciągle w ten sam punkt na ścianie, a wszystkie trzy pary oczu były skierowane na mnie. Trzy, choć jednych nie powinno tutaj być.
 - Jess? - Niall kucnął przede mną i delikatnie potrząsnął mnie za ramię. Popatrzyłam na niego, potem na jego ojca, który stał cały czas w tym samym miejscu, po czym wstałam. Niall się odsunął,  by zrobić mi miejsce, nie spuszczając ze mnie swoich niebieskich oczu. Przełknęłam ślinę, odwracając się bardzo powoli. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Miałam wrażenie, że znalazłam się w innym świecie. Gdy staliśmy już twarzą w twarz, rozpłakałam się, tylko na to było mnie stać. W mgnieniu oka znalazłam się w jego silnych ramionach, mój płacz się nasilił. Cała się trzęsłam, a on głaskał mnie po plecach, szeptał bym się uspokoiła, że zaraz mi wszystko wytłumaczy. Bałam się, że to sen i jak się obudzę to zrozumiem, że nic się nie zmieniło, że tata naprawdę nie żyje.
 
___________________________________________________________________________________
 
 
Na początku chciałabym podziękować, że mimo moich upadków nadal ze mną jesteście i za Wasze komentarze, które mnie tak zmotywowały, że napisałam rozdział w dwa dni <3
Proszę wybaczcie mi jakość tego rozdziału, ale po tak długiej przerwie trochę się zepsułam, zresztą wcześniej wcale nie było lepiej ;)
Od dzisiaj posty na tym blogu będą pojawiały się w miarę regularnie. Nie będę robiła żadnych dłuższych przerw między pisaniem, by znowu czegoś nie zawalić.
Rozdział 8 pojawi się 30 listopada, gwarantuję, że tego roku :P
W zakładce z bohaterami pojawiły się dwie nowe osoby, więc jeśli macie ochotę to zaglądnijcie tu: Bohaterowie
Jeśli macie do mnie jakieś pytania to wpadnijcie tu: Pytania
Mam nadzieję, że mimo błędów wszelkiego rodzaju moje wypociny Wam się podobają i będziecie mi towarzyszyć już do końca.

czwartek, 12 listopada 2015

Wracam i zostaję!

   Na początku chciałabym bardzo podziękować za komentarze, które dały mi wielkiego kopa do pracy!
Wzięłam się do roboty i udało mi się napisać połowę rozdziału, więc nie jest tak najgorzej ze mną.
Wiem, że przeprosiny nie mają tu sensu, ale mimo wszystko przepraszam i obiecuję, że wezmę się ostro za pisanie kolejnych rozdziałów!
Następny rozdział dodam jakoś po weekendzie, wtorek albo najpóźniej we środę. Gwarantuje, że pojawi się on na pewno.
Jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa, chyba było mi to potrzebne, żeby się w końcu porządnie wziąć za tego bloga <3

niedziela, 8 listopada 2015

Czy ktoś tu jeszcze jest????

Mam poważny problem. Nie mam pojęcia, co mam zrobić z tym blogiem. Od miesiącu staram się napisać jakiś rozdział i nawet coś tam mam, ale nie wiem czy nadaje się to do publikacji. Poza tym wydaje mi się, że straciłam wenę do pisania tego opowiadania i to nie o to chodzi, że nie mam na niego pomysłu, bo mam, ale nie mam pojęcia jak mam opisać to wszystko co siedzi mi w głowie. Może znowu potrzebuję trochę czasu, a może powinnam całkowicie z tego bloga zrezygnować. Nie wiem. Mam tyle pomysłów na nowe blogi, a tego skończyć nie potrafię, choć nawet jeszcze się nie rozkręcił. Co mam zrobić waszym zdaniem? Próbować go kończyć czy wziąć się za coś innego? Potrzebuję małej pomocy, bo sama nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji.
Szablon by S1K