wtorek, 1 września 2015

Rozdział 6. Prawda

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
 
 - Wybacz, że przeszkadzam, ale nie mamy jednak tyle czasu ile myślałem. – Przywitał się ze mną blond chłopak i bez zaproszenia wtargnął do mojego domu, rozglądając się nerwowo na wszystkie możliwe strony, a chwilę później usłyszałam strzał dochodzący z kuchni. Nagle ogarnął mnie ogromny, paraliżujący strach, łzy napłynęły mi do oczu, a z ust wydobywał się głośny krzyk, gdy zobaczyłam jak Thomas opada na podłogę z twarzą skierowaną na mnie i patrzy mi w oczy.
 - Przepraszam… - tylko tyle udało mi się odczytać z ruchu jego warg. Nie wiem nawet, kiedy znalazłam się przy nim i kołysałam go w swoich ramionach. Trwało to kilka sekund, bo chłopak, który zabił mojego najlepszego przyjaciela pociągnął mnie agresywnie za ramię, zmuszając do wstania. Krzyczałam, wyrywałam się, ale na nic się to zdało. Ciągnął mnie za sobą i nic nie mogłam z tym zrobić. Czułam się wtedy jak worek ziemniaków.
 - Przestań w końcu wrzeszczeć! – Krzyknął, gdy znaleźliśmy się w mojej sypialni. Dopiero wtedy mnie puścił, po czym odwrócił się twarzą do mnie. Cały czas płakałam i nie potrafiłam przestać. Podszedł do mnie i delikatnie starł mi łzy z policzków, ale na ich miejsce od razu pojawiały się kolejne. – Kiedyś Ci to wytłumaczę, - powiedział łagodnie – ale nie w tej chwili. Spakuj się, weź tyle rzeczy ile tylko możesz, bo szczerze wątpię byś tu jeszcze kiedykolwiek wróciła. – Jego głos diametralnie się zmienił, nie patrzył już na mnie. Rozglądał się po całym pomieszczeniu jakby czegoś szukał. Chciałam krzyknąć, żeby spadał, ale nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa. To było jak straszny sen, z którego chciałam się obudzić. Odruchowo cofnęłam się do ściany, a chwilę później już siedziałam skulona i zapłakana na podłodze.
   Cały czas przyglądałam się jak obcy chłopak pakuje moje rzeczy. Najbardziej dziwiło mnie to, że tak swobodnie się tutaj czuł. Mimo, że oczy miałam pełne łez to i tak widziałam jak bardzo jest przystojny. Był nawet taki moment, w którym pomyślałam sobie, że mógłby być moim chłopakiem. Jednak przypominając sobie sytuacje sprzed kilku minut, wyrzuciłam natychmiast tę myśl z głowy. Wykorzystując fakt, że był zajęty pakowaniem, co swoją drogą szło mu naprawdę sprawnie, postanowiłam się dyskretnie oddalić. Starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, powoli przesuwałam się wzdłuż ściany do drzwi, które na szczęście były otwarte. Przez cały ten czas nie spuszczałam wzroku z chłopaka. Miałam tylko jeden cel: znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Kiedy byłam już tuż obok drzwi, musiałam działać szybko. Wzięłam kilka głębokich wdechów, zamknęłam na moment oczy i zaczęłam się modlić o pomoc, choć wiedziałam, że w tym momencie prawdopodobnie nikt nie jest w stanie mi pomóc. To był moment. Podniosłam się gwałtownie na nogi i jak najszybciej tylko mogłam ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, obijając się po drodze o ściany. Słyszałam jak chłopak za mną biegł i krzyczał bym się zatrzymała. On chyba nie myśli, że ja to zrobię, pomyślałam. Zbliżając się do wyjścia widziałam kątem oka leżącego na podłodze w kuchni Thomasa. Oczy miał otwarte, a wokół niego była jedna wielka kałuża krwi. Zrobiło mi się nie dobrze i zaczęło kręcić w głowie. Chciałam się zatrzymać, ale nie mogłam. W ostatniej chwili udało mi się wyhamować i nie uderzyć w drzwi. Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam za nią, niestety zbyt wolno. W chwili, gdy drzwi zaczęły się otwierać poczułam na biodrach duże dłonie chłopaka. Kopnął drzwi nogą, odwracając mnie do siebie przodem. Byłam oszołomiona błękitem jego oczu, które teraz ociekały wściekłością. Zaczęłam się wyrywać, ale nic to nie dało.
 - Uspokój się, - potrząsnął mną jak lalką – nie chce cię skrzywdzić, przysięgam. – Mówił coraz spokojniej, a ja z jakiegoś powodu zaczęłam mu wierzyć. – Musimy się stąd wynosić i to jak najszybciej. Obiecuję, że jak tylko znajdziemy się w bezpiecznej odległości od tego miejsca wszystko ci wyjaśnię – odruchowo popatrzyłam na martwą już twarz przyjaciela i znowu zaczęłam histerycznie płakać. – Jak dowiesz się prawdy przestaniesz go opłakiwać. Tak to już jest, że niektóre przyjaźnie są fałszywe. – Niektóre przyjaźnie są fałszywe, powtórzyłam jego słowa w myślach. Co to niby miało znaczyć? Znowu zerknęłam na ciało Thomasa, licząc na to, że wydarzy się cud i podniesie się z podłogi, podejdzie do mnie, przytuli, a potem powie, że tylko zły sen. Zawiodłam się. Odwróciłam od niego wzrok, zamykając oczy.
   W samochodzie panowała przerażająca cisza. Nie miałam odwagi spojrzeć na chłopaka, który powoli zamienia moje życie w koszmar. Wzrok miałam wbity w szybę, a po policzkach spływały mi malutkie kropelki łez. Regularnie pociągałam nosem, starając się robić to najciszej jak tylko mogę, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. W pewnym momencie blondyn gwałtownie zahamował i zatrzymał się na poboczu.
 - Przestań już płakać – odezwał się, wyjmując kluczyki ze stacyjki. Czułam, jak mi się przygląda, ale nie mogłam się zebrać w sobie, żeby popatrzeć mu w oczy. Można nawet powiedzieć, że się bałam, tylko nie wiem czego. Chwilach takich jak ta miałam wrażenie, że on nie byłby w stanie mnie skrzywdzić. Postanowiłam odwrócić głowę w jego stronę. Miałam nadzieję, że dzięki temu uda mi się odgadnąć jego zamiary wobec mnie. – Walters nie był tym za kogo się uważał. Przyjaźnił się z tobą, bo miał w tym swój cel. Co ty w ogóle o nim wiedziałaś, co? Opowiadał ci o swojej rodzinie? – Pytał, patrząc na mnie ciągle.
 - Jego rodzice się rozwiedli, matka zaczęła pić, a ojciec wyjechał gdzieś z jakąś kobietą – mówiłam coraz ciszej, ponieważ uśmiech chłopaka powiększał się z każdym następnym wypowiedzianym przeze mnie słowem i zaczęło mnie to zastanawiać.
 - A brat? – rzucił jakby od niechcenia, szeroko się już uśmiechając. Zmarszczyłam czoło, na co wybuchnął śmiechem. Miał zabójczy śmiech. – Oczywiście, że ci nic nie powiedział. Lucas, tak się nazywał.
 - Nazywał?
 - Nie żyje, był o wiele straszy od Thomasa i miał co nieco na sumieniu – szeroki uśmiech zniknął z jego twarzy. – Posłuchaj, wszyscy zabraniają mi ci o tym mówić, ale myślę, że powinnaś poznać prawdę – zmrużyłam oczy, zaciekawiona. – Pamiętasz, jak zginęli twoi rodzice, tak? Tego dnia ciężarówka, która w was uderzyła należała do ojca Thomasa. To on w was uderzył i spowodował wypadek, zrobił to specjalnie – zamilkł na chwilę, ale widząc moją minę zaczął szybko kontynuować. – Twój tata jest prawnikiem, a Lucas miał sprawę w sądzie. Drobne włamania, ale niestety za którymś razem strzelił do człowieka, ponoć przypadkiem. Jego ojciec poprosił wtedy twojego o pomoc, ale nic nie dało się zrobić. Było za dużo dowodów, które świadczyły o winie Lucasa, więc trafił do więzienia. Miał odsiedzieć dwa lata, jednak po miesiącu nie wytrzymał i się powiesił w swojej celi. Kiedy stary Walters się o tym dowiedział o wszystko obwinił twojego ojca i obiecał, że się zemści.
 - Nie – jęknęłam, kręcą głową na wszystkie strony. Ręką wymacałam klamkę w drzwiczkach, po czym pociągnęłam za nią i czym prędzej wyskoczyłam z samochodu. Zrobiłam to tak szybko, że o mały włos nie potknęłabym się o własne nogi. Podeszłam do najbliższego drzewa, by się o nie oprzeć. Kilka sekund później obok pojawił się blondyn. – Jak ty się w ogóle nazywasz? – Spytałam, kiedy z jakiegoś nieznanego mi powodu obejmował mnie w tali. Nie wiem dlaczego akurat teraz zaczęło mnie to interesować, ale pomyślałam sobie, że miło by było znać chociaż jego imię. Usłyszawszy moje pytanie uśmiechnął się delikatnie.
 - Niall Horan – odpowiedział bez najmniejszego problemu. Przyglądałam mu się przez chwilę, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
 - To wszystko naprawdę jest prawdą? – Miałam nadzieję, że okaże się to żartem, niezbyt zabawnym, ale jednak żartem.
 - Nie mam powodu, żeby cię okłamać. Razem z moim ojcem obiecaliśmy mieć na ciebie oko, więc sama rozumiesz, że kłamstwa by mi w tym raczej nie pomogły. Wracajmy do samochodu.
   Gdy ruszyliśmy w dalszą podróż, moja głowa była jednym, wielkim wulkanem myśli. Gdyby bardziej się nad tym zastanowić, to faktycznie mogłoby się wydawać dziwne, że Thomas prawie w ogóle nie chciał opowiadać o swojej rodzinie, a to co wiem ja i to co widziałam było kłamstwem. Musieli włożyć sporo trudu, żeby wszystko przygotować z taką dokładnością. Nie rozumiałam tylko jednego, po co wymyślili ten cały rozwód?
 - Co miało oznaczać to durne odliczanie? – Spytałam, nie chcąc dłużej myśleć o Thomasie.
 - Musiałem zająć czymś głowę twojego przyjaciela – dwa ostatnie słowa wypowiedział z szerokim bananem na twarzy, co doprowadziło mnie do szału. – Miał myśleć tylko o tym, że grozi ci jakieś niebezpieczeństwo – dodał, patrząc ze skupieniem na drogę przed nami.
 - Czemu? – Westchnął głośno, oblizał wargi językiem i znowu rzucił mi krótkie spojrzenie.
 - Był przewrażliwiony na twoim punkcie, nie chciał by ktokolwiek się do ciebie zbliżał, byś miała jakiś innych przyjaciół, po prostu musiał pilnować ciebie i całego twojego majątku. Bał się, że straci kontrole nad tobą, że ktoś może mu odebrać część twojej uwagi, którą przez cały ten czas poświęcałaś tylko jemu. Ojciec kazał mu się do ciebie zbliżyć najbardziej jak to jest możliwe. Mieli plan, najpierw wykończyć ciebie w jakiś sposób, a potem dobrać się do pieniędzy twoich rodziców. Takie dwa w jednym, rozumiesz? – Teraz rozumiem czemu się tak zdenerwował, gdy przyszła do mnie Rose ze swoim chłopakiem. Swoją drogą ciekawe czy jeszcze kiedyś ich zobaczę.
 - Jestem głodna – na te słowa Niall po raz kolejny wybuchnął śmiechem i tym razem już nie mogłam się powstrzymać, musiałam się uśmiechnąć.
   Zatrzymaliśmy się przed najbliższą knajpą. Nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale byłam tak głodna, że nie miałam ochoty się tym przejmować. Już przy samym wejściu zaczęłam żałować swojej decyzji, bo wpadł na mnie jakiś pijany facet i gdyby nie Niall to już bym leżała na ziemi. W środku wcale nie było lepiej. Od progu można było wyczuć dziwny, niezidentyfikowany zapach, a dym z papierosów unoszący się aż po sufit uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek. Trzeba było się bardzo wysilić, by znaleźć jakiś stolik, w którym można było wytrzymać.
   Na jedzenie nawet nie czekaliśmy długo. Kelnerka, która przyniosła nam nasze zamówienie była naprawdę miła, ale podejrzewałam, że to przez Nialla, który zapewne wpadł jej w oko. Po jej minach i zachowaniu można było łatwo wywnioskować, że nieczęsto spotykała tu takich chłopaków.
 - Mogę cię o coś spytać? – Zaczęłam, grzebiąc widelcem w talerzu. Jak tu weszliśmy byłam strasznie głodna, jednak po kilku kęsach straciłam apetyt. O Niallu nie można było tego powiedzieć, bo jadł w takim tempie, jakby to miał być jego ostatni posiłek. Kiedy się odezwałam, podniósł gwałtownie głowę i popatrzył na mnie, przeżuwając frytki. Pokiwał twierdząco głową, dając mi w ten sposób znak bym mówiła dalej. – Czy ty zrobiłeś to już kiedyś… no wiesz… czy zabiłeś… - jąkałam się, bawiąc się nerwowo palcami, a Niall uważnie mi się przyglądał. Połknął to co miał w buzi, po czy wytarł dłoń o papier kuchenny, który dostaliśmy razem z jedzeniem i popił. Przez cały ten czas nie spuszczał ze mnie wzroku, przez co czułam się coraz głupiej.
 - Chcesz wiedzieć czy przed Thoma… – zadrżałam na dźwięk jego imienia, co nie uszło jego uwadze – tym dupkiem kogoś zabiłem? – Nie miałam odwagi spojrzeć mu prosto w oczy. – Tak – odpowiedział krótko i szybko, podnosząc się z krzesła. – Jedziemy, nie ma czasu – dodał, a wyraz jego twarzy znowu uległ zmianie. Znowu się go bałam, choć tak naprawdę w ogóle nie powinnam była przestać.
_________________________________________________________________________________
 
   Mamy 1 września, więc witam Was nowym rozdziałem. Chciałabym prosić o zrozumienie, bo zdaje sobie sprawę, że jego treść może nie być zbyt dobra, ale miałam dość długą przerwę i po prostu wyszłam z prawy. Obiecuję, że się poprawię w następnym.
   Wpadłam też na taki malutki pomysł, żeby tworzyć zakładkę, na której możecie się dzielić ze mną swoimi pomysłami do opowiadania. Co Wy na to? Bylibyście zainteresowani? W ten sposób bylibyście w pewnym sensie współtwórcami tej oto historii. Piszcie w komentarzach czy pomysł się podoba.
   Jeśli macie do mnie jakieś pytania, jakiekolwiek, to serdecznie zapraszam do przydzielonej do tego zakładki.
   Nie wiem jeszcze co ile dni będę dodawać rozdziały, ale na pewno będą góra dwa w ciągu miesiąca.
   Chcę Was prosić o pomoc. Nie mam pojęcia kto mógłby zagrać ojca Nialla. Jeśli macie jakieś ciekawe propozycje to piszcie proszę w komentarzach. Z góry dziękuję!
   Mam jeszcze jedno ogłoszenie: pierwsza osoba, która skomentuje ten rozdział będzie miała dedykację pod następnym rozdziałem.
   Na  sam koniec chciałam jeszcze podziękować tym, którzy ze mną tu zostali. Obiecuję, że tym razem już nie zniknę tak szybko :D


4 komentarze :

  1. Cały czas czekałam, wiedziałam, że wrócisz! Rozdział genialny Niall taki bad boy xD. Z tą zakładką to genialny pomysł! A co do ojca Nialla to wpisz w gogle ładni 45latkowie i zobacz grafikę, na pewno coś znajdziesz!
    KOCHAM i już nie mogę się doczekać tak samo gebiałnego rozdziału! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ;-) zastanawiam się jak ja bym się zachowała na miejscu głównej bohaterki, uważam że mimo wszystko lekko to przyjęła. Nialla jeszcze nie znałam w takiej odsłonie więc jest to miła odmiana ;-)
    Cieszę się ze wróciłaś po tej przerwie. Mam nadzieję że masz dużo energii, bo na na pewno będę czytać tego bloga! :-D
    Uważam że twoja stronka to dobry pomysł, w sumie każdy(czytelnk) chciałby pewnie być współtwórcą tego bloga :-)
    Co do ojca Nialla, pojęcia nie mam. Ja zawsze myślę o jakimś filmie i sprawdzam obsadę. Może takim sposobem coś znajdziesz ;-)
    Pozdrawiam Cię gorąco i życzę Ci duuuużo weny! :-* ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam że już zapomniałaś o tym blogu xd Ale jesteś nareszcie! 💕 Rozdział świetny! Czekam na nexta👌

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K