poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 5. Wspomnienia

   Obudziłam się z krzykiem i ze łzami w oczach. Mimo, że miałam otwarte oczy i tak widziałam obrazy z wypadku rodziców, które przewijały się w mojej głowie, jakbym oglądała film w kinie. Podniosłam się do pozycji siedzącej, próbując uspokoić oddech i przyspieszone bicie serca. Nie chciałam pamiętać ani jednej sekundy z tego dnia. Gwałtownie potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić z niej każdą, choć najdrobniejszą myśl, która ma związek z tym koszmarnym dniem. Niestety okazało się to nie być takie proste. Widziałam wszystko bardzo dokładnie, jakbym stała w miejscu całego zdarzenia. Ciemność, pada deszcz, śliska ulica, samochody jeżdżą powoli, aż nagle za zakrętu w bardzo szybkim tempie wyłania się ciężarówka. Widać, że kierowca nie panuje nad kierownicą. Samochód, który się do niej zbliża próbuje hamować, zjechać z drogi, ale na próżno. Uderzają o siebie z ogromną siłą. Słychać krzyk, mój krzyk, płacz, kiedy uświadamiam sobie, że zostałam sama.
 - Jessica? – Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam zamazaną postać, która właśnie się do mnie zbliżała. Minęło kilka sekund, nim poczułam jak Thomas mnie obejmuje i przyciąga do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Nie musiałam mu wyjaśniać, co się stało po prostu dał mi się wypłakać i cierpliwie poczekał, aż się uspokoję.
   Podczas śniadania musiałam udawać, że nie widzę ciekawskiego spojrzenia Thomasa. Wiedziałam, że chciałby ze mną pogadać, ale cierpliwie czekał, aż sama zacznę ten temat. Ja jednak nie miałam ochoty do tego wracać. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym, co mi się śniło, choć wiedziałam, że to raczej nie jest możliwe. Te wspomnienia ciągle były w mojej głowie i zawsze mogłam do nich wrócić, ale już od dłuższego czasu przestały nawiedzać mnie we śnie, dlatego dziwi mnie, że wróciły tak nagle.
   Thomas nie chciał zostawić mnie samej w domu i strasznie się upierał, że zabierze mnie ze sobą do pracy. Omijam już fakt, że powinien odpocząć i nawet mu tego nie mówię, bo i tak mnie nie posłucha, ale nie mam ochoty siedzieć kilka godzin wśród zepsutych samochodów, co mu akurat powiedziałam. Starałam się mu też wytłumaczyć, że to nie jest najlepsze miejsce do spędzania czasu zwłaszcza dla dziewczyny, przynajmniej dla mnie. Oczywiście żaden argument do niego nie docierał, dopiero gdy obiecałam mu, że będę dzwonić do niego co godzinę, odpuścił. Wychodząc jeszcze spytał, czy na pewno chce zostać sama, co mnie już trochę wkurzyło, dlatego kopnęłam go w tyłek i wręcz wypchnęłam na zewnątrz, zapewniając, że nic mi nie będzie. Pożegnał się ze mną, a gdy miałam pewność, że zaraz nie wróci pod byle pretekstem, poszłam się ubrać. Musiałam dzisiaj pójść w jedno miejsce, by uwolnić się od wyrzutów sumienia, które mnie ogarnęły, kiedy uświadomiłam sobie, że od tygodnia nie byłam u rodziców.
   Olałam to, że on za mną szedł i tym razem trzymał się bliżej niż zazwyczaj. Ciągle czułam lekki strach przed nim, ale coraz bardziej zaczynał mnie irytować. Jeśli chce ze mną porozmawiać to, dlaczego po prostu nie podejdzie? Zatrzymałam się na moment przy bramie, która prowadziła na cmentarz, by móc z bliska się na niego popatrzeć. Myślałam, że odejdzie, ale nie spłoszyłam go swoim intensywnym spojrzeniem. Wyglądało na to, że podoba mu się to, że się na niego gapię, bo uśmiechał się. Był ubrany na sportowo, na głowie tradycyjnie kaptur, obie dłonie trzymał w kieszeniach spodni, opierając się o drzewo. Był cholernie przystojny, tak bardzo w moim guście. W normalnych okolicznościach bym do niego podeszła, zagadała, może nawet zaprosiła gdzieś na kawę, ciastko, czy coś. Niestety w tej sytuacji nie było to możliwe, choć chciałam to zrobić. Już sobie wyobrażałam reakcje Thomasa. Najpierw zabiłby jego, a potem mnie najzwyczajniej w świecie udusił. Wyrzuciłam tę myśl z głowy i nie wiedząc, co robię pokazałam chłopakowi język, na co on się zaśmiał i z rozbawieniem pomachał głową. Wzięłam głęboki wdech, po czym przeszłam przez ogromną, czarną bramę.
   Wyczyściłam dokładnie pomnik, wymieniłam kwiaty, zapaliłam znicze, starając się nie płakać. Kiedy zrobiłam już to wszystko, usiadłam na ławeczce z myślą, że chciałabym teraz przytulić się do mamy, porozmawiać z tatą o problemach i szukać wspólnie najlepszego rozwiązania. Za każdym razem, gdy tu przychodzę uświadamiam sobie jak strasznie mi ich brakuje, tych wszystkich razem spędzonych chwil, kłótni o kompletnie nic nieznaczące rzeczy. Przymykam powieki, od razu kilka pojedynczych łez spływa mi po policzkach. Szybko je starłam, nie chciałam, by chłopak, który przez ten cały czas na mnie patrzy widział jak płacze. Odruchowo na niego zerknęłam, spoważniał, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
   Siedziałam już tak dość długo, a w głowie ciągle pojawiały mi się nowe obrazy naszej trójki. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną i trudno uwierzyć, że wszystko się tak szybko skończyło. Co jakiś czas wracałam myślami do tych momentów, kiedy to tata późno wracał z kancelarii, ja czekałam na niego, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pójść spać nie przytulając go wcześniej. Za każdym razem powtarzał, że nie muszę tego robić, bo i tak by do mnie przyszedł, ale go nie słuchałam. Mimo tego, co mówił wiedziałam, że cieszy się na widok czekającej na niego córki. Odruchowo objęłam rękami swoje ramiona i zamknęłam oczy, wyobrażając sobie, że właśnie mnie przytula. Po policzkach znowu zaczęły spływać mi łzy, ale tym razem je zignorowałam. Miałam gdzieś, że jestem obserwowana. Jedyne czego teraz chciałam to zatracić się we wspomnieniach, tylko to mi po nich pozostało.

   Na siódme urodziny dostałam od rodziców rower. Byłam wtedy taka szczęśliwa, że kompletnie nie zwracałam uwagi na inne prezenty. W tamtej chwili liczył się dla mnie rower. Od razu pobiegłam na zewnątrz, chcąc nauczyć się na nim jeździć. Tata krzyczał za mną bym na niego zaczekała, ale nie słuchałam go. Musiał domyślić się, że chciałam spróbować sama, bo razem z mamą stali w drzwiach wejściowych, opierając się o framugę i mnie obserwowali. Wiedziałam, że czekali, aż w końcu poproszę któregoś z nich o pomoc. Nie chciałam tego robić, ale oni wciąż tam stali i czekali. Zaliczyłam tyle upadków i siniaków na całym ciele, że nie byłam w stanie ich wszystkich policzyć. Ostatecznie, niby od niechcenia podeszłam do rodziców i robiąc najsłodszą minę na jaka było mnie stać, porosiłam o pomoc. W odpowiedzi usłyszałam głośny śmiech taty, a mama kryjąc rozbawienie szturchnęła go w ramię. Uspokoił się, dopiero gdy popatrzyłam na niego z obrażoną miną. Dał mi buziaka w czubek głowy, po czym wziął mnie za rękę.  W niecałą godzinę udało mi się osiągnąć swój cel. W nagrodę za naszą ciężką pracę mama ukroiła nam po dużym kawałku tortu, który zjedliśmy wspólnie w ogrodzie, udając, że bawią nas dowcipy taty.

   Uśmiechnęłam się na to wspomnienie, otwierając powoli oczy. Nagle przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do Thomasa. Szybko sięgnęłam po torbę i nerwowo zaczęłam w niej szukać telefonu. Gdy go znalazłam i odblokowałam okazało się, że mam trzy nieodebrane połączenia od przyjaciela oraz jakąś wiadomość, na którą weszłam z lekkim wahaniem.

Pewnie myślisz o mnie jak najgorzej,
ale jestem człowiekiem, który nie
potrafi patrzeć na kobiece łzy.


Serce zabiło mi mocniej. Odruchowo zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony, ale nigdzie go nie było. Po chwil wróciłam wzrokiem do małego ekranu, by na spokojnie jeszcze raz przeczytać wiadomość. Zamrugałam kilkakrotnie, bo trudno mi było uwierzyć, że ktoś kto potrącił mojego przyjaciela może pisać coś takiego. Tak bardzo chciałam się w końcu dowiedzieć, czego ten typ ode mnie chce. Na kilka sekund przymknęłam powieki, a po policzkach spływały mi pojedyncze łzy. Wzięłam głęboki wdech, po czym powoli otworzyłam oczy. To było dziwne, ale bałam się, że mógłby stać przede mną. Nie widziałam go, jednak cały czas czułam, że on gdzieś tam jest i patrzy na mnie.
   Telefon do Thomasa spowodował, że humor pogorszył mi się jeszcze bardziej, ale tylko na moment. Nie zdążyłam się nawet z nim przywitać, a on już zaczął na mnie krzyczeć i zagroził, że jeśli taka sytuacja się powtórzy to będzie mnie wyprowadzał na smyczy. Brzmiał surowo, ale i tak wzięłam to za żart, z którego cicho się zaśmiałam pod nosem. Powiedziałam mu, gdzie jestem i nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Mimo, że strasznie zaczął mnie wkurzać cieszyłam się, że go mam i wiedziałam, że bez względu na to, co się stanie on zawsze będzie po mojej stronie. Popatrzyłam na wspólne zdjęcie rodziców, które przez te wszystkie lata miałam na tapecie i automatycznie w głowie pojawiło mi się kolejne wspomnienie.

   Miałam dwanaście lat, kiedy pojechaliśmy na narty. Moja mama od zawsze uwielbiała jeździć i zaraziła mnie tym. Długo musiałyśmy błagać tatę, by się zgodziła na ten wyjazd. Twierdził, że ma bardzo dużo pracy i nie uda mu się wyrwać, ale my wiedziałyśmy jaki naprawdę był powód. Pewnego dnia powiedziałam prosto z mostu, że nie potrafi jeździć i dlatego nie chce jechać, bo nie chce się skompromitować przed mamą. Nigdy nie zapomnę jego miny, gdy mi tłumaczył, że on niczego się nie boi i gdyby tylko chciał to mógłby nawet zjechać z najwyższej góry do tego z zamkniętymi oczami. Mama chichotała cicho w kuchni, zmywając naczynia, a ja zaciskałam usta, by nie zacząć się śmiać. Dopiero widząc nasze reakcje, dał się namówić. Byłam ogromnie szczęśliwa i nie mogłam się już doczekać wyjazdu. Od razu, zaraz po przyjeździe poszliśmy na narty. Nie minęłam godzina, jak tata wjechał prosto w drzewo z bardzo małej wysokości. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało, a ten mały wypadek zrzucił na kiepskiej jakości sprzęt, po czym zapowiedział, że resztę ferii spędzi w hotelowym pokoju, podziwiając widoki za oknem.

 - Hej – usłyszałam za plecami cichy głos. Odwróciłam się i spotkałam się ze wzrokiem Thomasa. Obszedł ławkę, by chwilę później usiąść obok mnie. Bez słowa oparłam głowę o jego ramię, a on splótł nasze dłonie. – Pamiętasz jak twój tata bał się mnie wpuścić do domu? Za każdym razem, gdy do was przychodziłem musieliśmy siedzieć przy otwartych drzwiach. – Nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że się uśmiecha.
 - Nie chciał uwierzyć, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, a mama ciągle powtarzała, że prędzej czy później zostaniemy parą.
 - Myślisz, że moglibyśmy? – Spytał, uniosłam gwałtownie głowę i popatrzyłam mu w oczy. Trudno mi było z nich wyczytać, czy pyta poważnie czy sobie żartuje. Wpatrywał we mnie wyczekująco, a ja otwierałam usta, tylko po to, by z powrotem móc je zamknąć. – Zapomnij, tak tylko pytałem – odezwał się, gdy przez dłuższa chwilę nic nie mówiłam. Uśmiechnął się delikatnie i dał mi buziaka w policzek, po czym wstał. – Idziemy? – Zapomniałam jak się mówi, więc pokiwałam twierdząco głową.
   Szliśmy w milczeniu i z każdą następną minutą robiło się coraz bardziej niezręcznie. Naprawdę bardzo chciałam zacząć jakiś temat, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Po raz pierwszy odkąd się znamy nie mieliśmy o czym rozmawiać. W głowie miałam tylko jedną myśl, która nie dawała mi spokoju. Nie mogłam nad zapanować i zaczęłam się zastanawiać nad jego pytaniem. Czy była by z nas dobra para? Fakt kocham go i jest dla mnie bardzo ważny, ale zawsze traktowałam go jak starszego brata, do którego zawsze mogę przyjść się wyżalić, wypłakać, który pomoże mi z każdym problemem.
   Dopiero, gdy znaleźliśmy się w domu i wspólnie zaczęliśmy szykować coś do jedzenia, atmosfera między nami się poprawiła. Zaczęliśmy wspominać te najzabawniejsze momenty w naszym życiu. Nie obyło się też bez bitwy na jedzenie, po której miałam włosy w mące, a od nadmiaru śmiechu rozbolał mnie brzuch, dlatego gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi z miłą chęcią poszła otworzyć. Osoba, która stała naprzeciwko mnie spowodowała, że zmieniłam się w ciągu sekundy w posąg.
__________________________________________________________________________________

 Bardzo, ale to bardzo przepraszam! Kompletnie nie miałam głowy do pisnaia. Ostatnio w moim życiu dzieje się sporo dobrego, dlatego nie mam na nic czasu. Wiem, że ten rozdział jest krótki i nie za dobrej jakości, ale przy następnym się poprawię, przynajmniej będę się starała xd
Nie wiem, kiedy dokładnie pojawi się kolejny rozdział, ale mam nadzieję, że w tym miesiący wstawię, choć jeszcze jeden.
Zachęcam do komentowania, wystarczy jedno słowo to tylko sekunda, a ja przynajmniej wiem, że jest ktoś kto czyta te moje wypocinki :)
Dziękuję za komenatrze, pozdrawiam wszystkich cieplutko i do następnego :*****

Szablon by S1K