czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 4. Gość

   Przez całą noc czuwałam przy przyjacielu. Mimo, że w sali, w której leżał była kanapa i na pierwszy rzut oka wyglądała na wygodną, to i tak siedziałam przy jego łóżku, trzymając go za rękę. Spał spokojnie i na szczęście nie miał żadnych poważnych uszkodzeń, tylko kilka siniaków. Jednak to nie zmienia faktu, że miałam ochotę zabić tego, który mu to zrobił.
   Byłam strasznie zmęczona, ale bałam się pójść do domu, czy po prostu zasnąć kilka metrów od niego. Wiedziałam, że ma tutaj nalepszą opiekę mimo to wolałam osobiście mieć na niego oko. Może w ten sposób chciałam zagłuszyć wyrzuty sumienia? Nie wiem, ale jedno było pewne, to przeze mnie miał wypadek. Gdyby nie to, że wciągnęłam go w tą dziwną sytuację nic by  się nie stało.
   Kiedy pielęgniarka wygoniła mnie do stołówki szpitalnej zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam jakoś powiadomić rodziców Thomasa o wypadku. Na pewno będzie na mnie zły, jeśli będę próbowała się z którymś z nich skontaktować, ale wydaje mi się, że powinni o tym wiedzieć. Tutaj pojawiło się mi w głowie pytanie, czy ich to w ogóle zainteresuje? Przecież już od ponad roku nie dają znaku życia. Po rozwodzie każde poszło w inną stronę. Ojciec wyjechał z jakąś młodszą kobietą, która ponoć zaszła z nim w ciążę. Widziałam ją raz i nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. To była jedna z tych, dla których liczą się drogie ubrania, perfumy i cała ta reszta. Naprawdę wątpliwe było to, że urodziła jego dziecko. A matka? Ona wcale nie była lepsza i choć wtedy było mi jej szkoda tak teraz bym jej nagadała. Zaraz po odejściu męża zaczęła pić i z każdym dniem coraz więcej. Starałam się ją zrozumieć, bo w końcu każda kobieta by się załamała, kiedy widzi jak jej małżeństwo się rozpada, ponieważ wyszła za dupka, ale ona nad tym nie panowała. Nawet jej własny syn nie potrafił ją powstrzymać od picia. Pewnego dnia po prostu wyszła z domu i nie wróciła. Szukaliśmy jej wszędzie, zadzwoniliśmy na policję, ale nic to nie dało, jakby zapadła się pod ziemię. Thomas twierdzi, że ona nie żyje i pogodził się już z tym faktem, jednak ja czuję, że ona gdzieś tutaj jest, ale boi się spojrzeć mu w oczy. Szybko dotarło do mnie, że nawet gdybym chciała się z nimi skontaktować to i tak nie wiedziałabym jak.
   Po dziesięciu minutach bezsensownego siedzenia w stołówce postanowiłam wrócić już do Thomasa. Gdy wchodziłam do sali, w której leżał odwrócił głowę w moją stronę. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Szybko podeszłam do jego łóżka i usiadłam na krześle, chwytając jego dłoń. Kiedy popatrzył mi w oczy w moich od razu pojawiły się łzy.
 - No i czego ryczysz? - Spytał z uśmiechem, kciukiem ścierając mi łzę z policzka.
 - Przepraszam - powiedziałam, prostując się na krześle. Odwróciłam wzrok od jego twarzy i zaczęłam z zainteresowaniem wpatrywać się w swoje palce.
 - Hej, - usłyszałam równo ze skrzypnięciem łóżka, a chwilę później dłoń chłopaka podnosiła delikatnie moją twarz - to nie jest twoja wina, jasne? - Dokończył patrząc w moje oczy, po czym odsunął rękę, by poprawić poduszkę za plecami. Bez słowa wstałam, żeby mu pomóc, a on po prostu mi się przyglądał. - Naprawdę myślisz, że to przez ciebie? - Odezwał się, kiedy z powrotem usiadłam na swoim miejscu.
 - A niby przez kogo?! - Krzyknęłam trochę za głośno i gwałtownie popatrzyłam na drzwi. Bałam się, że ktoś tu zaraz przyjdzie, by sprawdzić co się dzieje, jednak nic się takiego nie stało. Pewna, że już nikt nam nie przeszkodzi wróciłam wzrokiem do Thomasa.
 - Z własnej woli za nim pobiegłem, więc wybacz, ale ja nie widzę w tym żadnej twojej winy. Jedynym winnym jest ten czubek i przysięgam ci, że dowiem się czego on od ciebie chcę - mówił, nie dając mi dojść do słowa. W pewnym momencie odwrócił głowę i patrzył na coś przed sobą. - Kiedy go złapałem chciałem mu przywalić i to parę razy, by raz na zawsze dał ci spokój, ale wtedy on powiedział coś o czym nie potrafię przestać myśleć - kontynuował, a moje serce biło jak szalone. Przez paręnaście sekund milczał, co doprowadziło mnie do szału, bo chciałam wiedzieć o czym rozmawiali, co mu takiego powiedział. - ,,Ona żyje w niewiedzy i ja będę tym, który ją uświadomi'' - zacytował, znowu patrząc mi w oczy. Zaniemówiłam.
   Zatkało mnie do tego stopnia, że przez jakiś czas siedzieliśmy w milczeniu. Nie potrafiłam pozbierać myśli i zastanawiać się nad tymi słowami. W jakiej niewiedzy? O co może chodzić? Kim jest osoba, która coś przede mną ukryła? I czy to co powiedział ten chłopak może być w ogóle prawdą? Te i wiele innych pytań pojawiło się w mojej głowie.
   Thomas wypisał się do domu na własne żądanie. Wspólnie z lekarzem chcieliśmy wybić mu to z głowy, ale był na tyle uparty, że udało mu się postawić na swoim. Wracaliśmy pieszo, bo żadne z nas nie miało gotówki na taksówkę. Podczas drogi nikt nic nie mówił. Co jakiś czas zerkałam na niego, by upewnić się, że nic mu nie jest. Wydawał się tego nie zauważać, jakby jego myśli krążyły gdzie indziej. Pomyślałam, że może powinnam się odezwać, zacząć jakoś rozmowę, ale do głowy przychodziło mi tylko jedno. Długo wahałam się, czy mu o tym powiedzieć, bo może to się źle skończyć, jednak uświadomiłam sobie, że nie ja powinnam o tym decydować.
 - Powinieneś zgłosić to na policję. - Powiedziałam w końcu, patrząc na drogę przed sobą.
 - Nie - odpowiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. Brzmiał tak chłodno, że poczułam zimny dreszcz na plecach. - Nie mam zamiaru ryzykować, co jeśli ci coś zrobi? - Dodał, patrząc na mnie. Odruchowo przełknęłam ślinę, co nie uszło uwadze chłopaka. W ułamek sekundy objął mnie ramieniem, dając buziaka w czubek głowy. - Nie bój się - wyszeptał w moje włosy i przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, jeśli to w ogóle możliwe.
   Cieszyłam się, kiedy dotarliśmy do domu. Thomas od razu poszedł pod prysznic, a ja weszłam do kuchni z zamiarem zrobienia czegoś do jedzenia. Jednak okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Nie potrafiłam się skupić na niczym. Stanęłam przed oknem i wpatrywałam się na pustą drogę. Z całych sił starałam się ignorować to, że on tam stał i patrzył na mnie. To nie było normalne, by jakiś obcy człowiek stał przed czyimś domem i po prostu obserwował domowników. Miałam mętlik w głowie. Nie miałam pojęcia, czy mam się go w końcu bać, choć biorąc pod uwagę to, że potrącił mojego przyjaciela chyba powinnam. Nagle pomyślałam, że chciałabym poznać jego imię. Może okaże się, że go znam, tylko zapomniałam skąd, choć to mało prawdopodobne. Takiego chłopaka nie można zapomnieć od tak. W pewnym momencie jego ręka się poruszyła, uniósł ją na wysokość klatki piersiowej i spuścił na moment głowę. W tej samej chwili, kiedy znowu na mnie spojrzał usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości. Zamarłam na moment. To możliwe, że mógłby mieć mój numer? Ale skąd? Powoli sięgnęłam po telefon, po czym go odblokowałam. Wiadomość od nieznanego numeru. Odruchowo zerknęłam przez okno, ale już go tam nie było. Widziałam tylko oddalającą się postać w kapturze, dlatego wróciłam wzrokiem do małego ekranu, żeby odczytać wiadomość.
Już niedługo się zobaczymy, mała.
10 DNI
  - 10 dni, ale do czego do cholery?! - Wrzasnęłam, rzucając telefonem o blat, po czym zakryłam twarz dłońmi i zsunęłam się na podłogę. Objęłam rękami nogi i zaczęłam się delikatnie bujać w przód i w tył, próbując uspokoić przyspieszony oddech.
 - Co się stało?! - Krzyknął Thomas, wlatując do kuchni, jakby się paliło. Zaczął się rozglądać na wszystkie strony, szukając zagrożenia. Musiałam przyznać, że jego widok mnie rozbawił. Był cały mokry, owinięty tylko ręcznikiem, a na włosach miał pełno piany z szamponu. Szybko starłam pojedynczą łzę spływającą po policzku, gdy wzrok chłopaka padł na rozwalony telefon. Podszedł do niego i włożył baterię tam gdzie było jej miejsce, po czym go uruchomił. Popatrzył na mnie, kiedy zbierałam się do wstania. - Co się stało? - Powtórzył pytanie, ale tym razem spokojniej i podszedł do mnie, poprawiając ręcznik na biodrach.
 - Dostałam od niego sms-a - odpowiedziałam, odgarniając włosy za ucho.
 - Musiał wziąść numer z mojego telefonu po tym, jak mnie potrącił - mówił, ale jakby do siebie. - Co ci napisał? - Zwrócił się do mnie.
 - Że niedługo się zobaczymy, że mam 10 dni, ale nie wiem do czego. Może do spotkania się z nim? - Zastanawiałam się na głos, na co Thomas momentalnie zareagował.
 - Jeśli myślisz, że pozwolę ci się spotkać z tym... - tutaj zacisnął zęby - kimś, to chyba upadłaś na głowę. Po moim trupie. - Podniósł głos i nie czekając na moją odpowiedź oddalił się szybko, zostawiając mnie z mieszanymi uczuciami.
   Byłam zła na przyjaciela, bo zaczął za mnie decydować. Rozumiałam, że się o mnie martwi i naprawdę to doceniałam, ale jestem już dorosła i mam prawo sama decydować o swoim życiu. Próbowałam go przekonać, że spotkanie się z tym tajemniczym chłopakiem może być jedynym sposobem, by dowiedzieć się czego on ode mnie chce, ale jasno dał mi do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru ze mną na ten temat dyskutować. I właśnie dlatego teraz siedziałam z obrażoną miną na końcu kanapy, ignorując go, gdy coś do mnie mówi. Nic nie powiedziałam nawet wtedy, gdy spytał mnie o martwego kota, który leżał w moim ogródku, a kiedy powiedział, że go wyrzucił popatrzyłam na niego wściekle. Jak mogła o nim zapomnieć?! Byłam już wkurzona na całego, ale tylko i wyłącznie na siebie.
   Późnym południem zostałam sama, ponieważ Thomas musiał pilnie gdzieś wyjść. Nie powiedział dokąd, a ja nie pytałam, bo na ten moment mnie to nie interesowało. Kazał mi nigdzie nie wychodzić, nikomu nie otwierać, nie odbierać żadnych telefonów i tak dalej. W połowie jego nudnego monologu się wyłączyłam i kiwałam tylko głową, dając mu do zrozumienia, że niby go słucham. Chciałam zrobić sobie coś do jedzenia, ale kiedy już się do tego zabierałam usłyszałam pukanie do drzwi. Bez zastanowienia poszłam otworzyć, a widok dziewczyny ze sklepu, w którym kupowałam gaz pieprzowy totalnie mnie zaskoczył i ją najwyraźniej też. Obydwie przez chwilę stałyśmy w milczeniu, gapiąc się na siebie.
 - Hej, - otrząsnęłam się z szoku jako pierwsza - co tu robisz? - Spytałam, a dziewczyna na chwilę się zamyśliła, jakby zastanawiała się co ma powiedzieć, ale trwało to tak krótko, że nie jestem pewna czy w ogóle to zrobiła.
 - Cześć - odezwała się z uśmiechem - nie wiedziałam, że tutaj mieszkasz - dodała, rozglądając się po ulicy. A niby skąd miałabyś to wiedzieć?, pomyślałam. - Potrzebuję pomocy. Benzyna mi się skończyła, telefon się rozładował i nie mam jak zadzwonić do chłopaka. Mogłabym skorzystać z twojego? - Wytłumaczyła, robiąc na koniec słodką minę.
 - Pewnie, wchodź. - Zaprosiłam ją do środka, od razu zamykając drzwi. - Napijesz się czegoś? - Spytałam, podając jej swój telefon. Pokiwała głową i zaczęła wybierać jakiś numer, a ja poszłam do kuchni.
   Rose, bo tak miała na imię, okazała się świetną dziewczyną. Gadało nam się tak dobrze, że przez chwilę wahałam się czy nie powiedzieć jej o tym kolesiu, przez którego odwiedziłam sklep, w którym ona pracuje, jednak dość szybko wyrzuciłam z głowy tą głupią myśl. Im mniej osób o tym wie tym lepiej. Po jakieś godzinie dołączył do nas James, jej chłopak, który też okazał się spoko. We trójkę rozmawialiśmy, aż do przyjścia Thomasa. Tak jak się domyślałam był zdenerwowany, widząc mnie z dwójką zupełnie obcych osób, ale jakoś udało mi się go przekonać, że są niegroźni. Niestety, kiedy już do niech wróciliśmy zaczęli się zbierać. Rose podziękowała mi kolejny raz za pomoc i zaproponowała, żebym odwiedziła ją kiedyś w sklepie, po czym wyszli.
 - Co? - Warknęłam, zakładając ręce na piersi i patrząc na Thomasa.
 - Odezwałaś się do mnie! - Krzyknął rozbawiony. Już myślałam, że zaraz podskoczy i zacznie klaskać w dłonie ze szczęścia. Pokazałam mu język, a on mnie przytulił i resztę dnia spędziliśmy nudząc się przed telewizorem.
___________________________________________________________________________________


Nie miałam w planach dzisiaj dodawać tego rozdziału, ale tak sobie pomyślałam, że skoro jest już skończony to czemu by nie dodać?
Nie za bardzo wiem, co mam o nim myśleć, dlatego zostawiam krytykę Wam xd
Zdaje sobie sprawę, że na razie te rozdziały nie są zbytnio ciekawe i nic takiego się nie dzieje, jednak zapewniam, że to tylko cisza przed burzą. Co prawda rozdział 5 będzie nudny, ale za to w kolejnym będzie się działo :D
Zachęcam do komentowania, zadawania pytań w przeznaczonej na to zakładce i mam nadzieję, że nikt nie umarł z nudów, czytając rozdział :)
Na koniec jeszcze takie pytanie, wystarcza Wam taka długość rozdziałów, czy pisać dłuższe? Mi to nie robi różnicy, ale nie chciałabym Was zanudzać, więc postanowiłam spytać.
Pozdrawiam Wszystkich i do następnego :***

10 komentarzy :

  1. Co do długości to powiem, że kocham długie rozdziały ale tej długości co piszesz też są spoko ;) kocham! !!! Genialny rozdział! :**** ♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    1. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, kiedy przeczytałam, że Thomas'owi nic nie jest to był chyba jeden z tych pozytywnych momentów, które akurat w Twoim opowiadaniu nie występują nazbyt często, ale! Mówię od razu, że nie przepadam za blogami, w których cały czas wszystko jest idealnie i w ogóle... Więc... Twój blog jak najbardziej przypadł mi do gustu...
    2. Kurcze! Sama bym chciała uczestniczyć w takiej przyjaźni! Przecież oni są dla siebie taaacy kochani i mili... Jessica martwi się o Thomas'a... Thomas martwi się o Jessicę... Prawdziwa przyjaźń, której obecnie tak mało jest na tym świecie... (Hah. Będę tutaj wyłaniać swoje życiowe refleksje... Przepraszam... ;D )
    3. ,,Ona żyje w niewiedzy i ja będę tym, który ją uświadomi'' - to zdanie "zabrzmiało" tak strasznie, że aż miałam ciarki... O co chodzi? Jakiej niewiedzy? Co ma jej uświadamiać ten typ, który potrącił biednego Thomas'a?? Tyle pytań i znów żadnej odpowiedzi...
    4. 10 dni... Do czego zmierza to odliczanie... Czy po upłynięciu określonego czasu wydarzy się co spektakularnie strasznego i to wszystko się skończy? Czy może wszystko rozpocznie się od nowa... Mój mózg zaczyna wytwarzać różne scenariusze, dlatego błagam Cię dodawaj rozdziały jak najszybciej, bo ja tu "nie wytrzymię"
    5. Wspaniałe zakończenie! Takie "z deczka" pozytywne i optymistyczne. No, bo te niespodziewane odwiedziny i sam fakt, że Thomas tak się cieszył tylko dlatego, że Jess się do niego odezwała... Mówiąc szczerze to było nawet słodkie... Nie wiem czemu, ale chciałabym, żeby zostali parą... No, ale to tylko moje "zachcianki".
    Podsumowując! Rozdział jest wspaniały jak każdy poprzedni i czekam z niecierpliwością na kolejny, bo tu zamiast się coś wyjaśniać to robi się jeszcze bardziej zagmatwane! Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę Ci duuuużo weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki kochana! Twoje również cudowne :) Taka przyjaźń to skarb! i oczywiście czekamy na kolejne rozdziały.

    Wpadaj do nas częściej, regularnie dodajemy opowiadania+shoty :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach tam od razu krytyki :D przecież super Ci to kobieto wyszło! :D
    Najpierw martwiłam się o Thomasa, no bo jak tu się nie martwić, kiedy ktoś jest w szpitalu? :p wypisać się na własne życzenie? Nie ładnie. Nununu! :D
    Potem ten sms. Ja byłabym zlana ze strachu! Coraz bardziej mam wrażenie, że ten koleś ma coś z głową XD
    'Ona żyje w niewiedzy i ja będę tym, który ją uświadomi'. Zaintrygowało mnie to zdanie. Jestem ciekawa o co kaman ;p
    Kiedy Rose zapukała do drzwi, byłam niemal przekonana, że to nie Rose xD (wiem, że beznadziejnie to zabrzmiało :p) tylko ktoś gorszy ;)
    Jak dla mnie, możesz pisać dłuższe rozdziały, nie pogniewam się, wręcz przeciwnie :D
    Tak czy siak, cieszę się z kolejnego rozdziału :3 dziękuję za komentarz u mnie, no i jak zawsze z niecierpliwością czekam na następny! :D
    Buziaki :*


    /Elliott
    Xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, przepraszam, że nie wpadłam wcześniej, ale nie miałam dostępu do komputera ;)
    Świetny rozdział chodź trochę martwię się o główną bohaterkę, mam nadzieje, że blondyn nic jej nie zrobi bo zdanie, które zacytował Thomas brzmiało groźnie ;)
    mam nadzieje że szybko dodasz kolejny, bo jestem bardzo ciekawa co stanie się dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne!!
    Taja dlugisc jest ok
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Award!
    http://silent-fanf.blogspot.com/2015/02/liebster-award.html
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepraszam, że tyle mi zajęło zanim się tu pojawiłam. Praktycznie tydzień. Byłabym dużo wcześniej (bo w końcu tradycyjnie przeczytałam góra dzień po wstawieniu), ale jestem obecnie w dość trudnej sytuacji i nie mam nawet chwili, żeby siąść i cokolwiek napisać. Poza tym w szkole mam taki nawał, że siedzę po nocach i nie wyrabiam, a cały weekend nie było mnie w domu... I wgle nie wiem do czego Ci to, istotne jest to, że nic nie napisałam od tygodnia.
    Mam mało czasu, a piszę to wszystko zamiast komentować. Więc tak ogólnie:
    - Jak zwykle rewelacyjnie. Ja kocham to ff <3
    - Tak samo jak ich relację. Też chcę tak!
    - Ten rozdział tak jak Ci wspominałam, czytałam na wf-ie. Obok mnie siedziała ta koleżanka, która zaczęła czytać. I tak siedzę, czytam i nagle ,,Ona żyje w niewiedzy i ja będę tym, który ją uświadomi''. Uwierz mi, ja na serio nie mam pojęcia jakim cudem ja tam na sali się opanowałam i nie dostałam ataku potężnego fangirlingu. To dziwne xd
    Ale już będąc w tamtym momencie wiedziałam, że oczywiście nawet w mikroskopijnym stopniu nie dowiem się o co chodzi. No bodaj jakąś wskazówkę, cokolwiek. Ale byłam pewna, że nic takiego nie znajdę.
    I nie znalazłam -.-
    No ale w końcu na tym polega pisanie ff, więc Ci wybaczam :D
    Weny i do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przestrzegasz punktu 14 regulaminu.
    Popraw go w ciągu tygodnia, inaczej blog nie zostanie dodany do spisu.
    Pozdrawiamy.
    http://spis1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko :o O co chodzi z tymi dniami ??? I zostało ich tylko 10. Czekam na nexta. Dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K