niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 3. Ostrzeżenie

 DROBNE OSTRZEŻENIE!
jeśli ktoś z Was kocha koty, to może lepiej tego nie czytajcie!

   Obudziłam się cała obolała. Nie miałam nawet siły się podnieść, by móc wyprostować kości. Musiałam spaś w naprawdę dziwnej pozycji, bo sporo trudnu kosztowało mnie wstanie z kanapy. Gdy po kolejnej ciężkiej próbie udało mi się podnieść do pozycji siedzącej, uśmiechnęłam się pod nosem na widok słodko śpiącego Thomasa. Nie chciałam go budzić, dlatego powoli próbowałam go podnieść z moich kolan i przewrócić na drugą stronę, co było trudne, bo był ciężki. Kilka razy z jego ust wyszły słowa, których kompletnie nie mogłam zrozumieć, ale na szczęście się nie obudził. Przykryłam go kocem, po czym cicho poszłam do łazienki.
   Zegar w kuchni wskazywał szóstą siedemnaście, a to mogło oznaczać tylko jedno - ogromna kawa. Od razu wzięlam się do roboty i zrobiłam cały dzbanek. Z największym kubkiem w dłoni siedziałam na blacie, wpatrując się w plamę na ścianie, która nie wiem skąd się tam wzięła. Przestałam się na nią patrzeć, dopiero gdy usłyszałam kroki. Parę sekund później zobaczyłam zbliżającego się Thomasa. Zatrzymał się tuż przede mną i nie pytając o pozwolenie wziął moją kawę. Jeszcze kilka dni temu bym się na niego o to wkurzyła, ale tym razem mu wybaczyłam z wiadomych powodów. Wziął kilka sporych łyków, po czym usiadł obok mnie. Przetarł dłonią oczy i popatrzył w moje.
 - Chcesz coś powiedzieć? - Spytałam w końcu, kiedy obserwował każdy mój ruch, gdy nalewałam sobie kawę do kubka. Odwrócił ode mnie wzrok i westchnął ciężko. Przyglądałam mu się, siadając z powrotem na blacie.
 - Przyszło mi coś do głowy - zaczął, patrząc na coś przed sobą - ale obiecaj, że nie będziesz zła - dokończył. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był, aż tak poważny. Znowu na mnie popatrzył, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam.
 - Postaram się - odpowiedziałam. Nie potrafiłam mu niczego obiecać, widząc jego wyraz twarzy. Zaczęłam się nawet bać, ponieważ czasami zdarzało mu się mieć szalone pomysły, ale między innymi dlatego teraz go tak bardzo lubię.
 - Sprzedaj dom - powiedział prosto z mostu. Nie wierzyłam w to, co właśnie powiedział. Jak w ogóle mógł wpaść na taki pomysł? Nigdy bym tego nie zrobiła i akurat on powinien o tym wiedzieć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że taki dom na jedną osobę jest za duży, ale nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że mogliby mieszkać w nim jacyś obcy ludzie.
 - Nie - odpowiedziałam twardo, zeskakując z blatu, po czym poszłam w stronę salonu. Słyszałam, jak na mną szedł, choć nie wiem po co, bo ten temat nie podlegał żadnej dyskusji.
 - Rozumiem, że tutaj się wychowałaś... - mówił, jednak przerwał, gdy posłałam mu groźne spojrzenie. Opadłam na środek kanapy, Thomas usiadł na stoliku na przeciwko mnie, zabierając mi pilota z pola widzenia, po który sięgałam.
 - Nic nie rozumiesz - zaczęłam, nim chłopak zdąrzył się odezwać. - Mój tata sam zbudował ten dom dla mnie i dla mamy, dla całej naszej rodziny. Spędziłam w nim najlepsze lata mojego życia. Myślisz, że po tym, co wszyscy wspólnie w nim przeżyliśmy ja teraz mogłabym go tak po prostu komuś sprzedać?! - Podnosiłam głos z każdym następnym wypowiedzianym słowem, a łzy spływały mi po policzkach. - Mam pozbyć się czegoś, co przypomina mi o rodzicach? Co pozwala mi myśleć, że śpią za ścianą i gdy się obudzę to zobaczę ich w kuchni przy stole, jak jedzą śniadanie? - Pociągnęłam nosem, patrząc przyjacielowi w oczy. Chciałam kontynuować, bo miałam jeszcze wiele do powiedzenia, ale płacz mi na to nie pozwolił. Obraz Thomasa zaczął mi się zamazywać, aż kompletnie zniknął mi z oczu. Sekundę później poczułam, jak mnie przytula. Minęło już tyle czasu, a ja ciągle reaguje tak samo na wspomnienie o rodzicach.
 - Przepraszam - wyszeptał po chwili wprost do mojego ucha, głaszcząc dłonią moje plecy.
   Kiedy zostałam sama poszłam się jeszcze położyć. Wspomnienie o rodzicach spowodowało, że poczułam się strasznie zmęczona. Nie chciałam o nich myśleć, nie w tej chwili, dlatego przmknęłam powieki chcąc po prostu zasnąć. Niestety mi się to nie udało. Ciągle mi się wydawało, że jak tylko zamykam oczy ktoś zaczyna chodzić po domu. Wiedziałam, że tak naprawdę nikogo tu nie ma, ale mimo to czułam czyjąś obecność. Wmawiałam sobie, że to jakieś moje chore urojenia, ponieważ to nie jest normalne, by nikogo nie widzieć, a mimo to go czuć. Miałam wrażenie, że jestem cały czas obserwowana, jakby ściany miały oczy, które na mnie patrzą. Bałam się wykonać jakikolwiek ruch, by przypadkiem nie zrobić czegoś, co może być wykorzystane przeciwko mnie. Chyba dopadła mnie już paranoja. Miałam nadzieję, że gdy Thomas u mnie zamieszka te wszystkie dziwne myśli znikną.
   Po jakimś czasie walczenia z myślami stwierdziłam, że to dłużej nie ma sensu, bo nie uda mi się zasnąć. Ubrałam się, po czym zaglądając do szafek w kuchni i lodówki zrobiłam listę zakupów nie zapominając, że Thomas będzie ze mną mieszkał przez jakiś czas. Wychodząc z domu o mało nie zwymiotowałam, gdy zobaczyłam przed drzwiami kota z uciętą głową. Odruchowo cofnęło mnie do tyłu, od razu zasłaniając dłonią usta. Gwałtownie zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie, żeby się uspokoić. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie pozwoliłam im na wydostanie się. Nie mogłam zrozumieć, kto mógłby zrobić coś tak okrutnego? Jakim trzeba być człowiekiem, by tak potraktować bezbronne zwierzę? Z głośno bijącym sercem weszłam do kuchni po gumowe rękawiczki. Musiałam coś zrobić z tym kotem, choć nie miałam pojęcia co. Jednego była pewna, nie mogę go tak tam zostawić.
 - Boże - jęknęłam, kiedy brałam do rąk dwie części czarnego kota. Miałam problem z jego głową, ale jakoś udało mi się umieścić ją na dłoni. Smród był straszny, dlatego sprintem poleciałam do ogrodu i delikatnie położyłam go koło drzewa. Pomyślałam, że powinnam go zakopać, tylko załatwię jakiś karton, do którego będę mogła go włożyć. Kiedy miałam się już oddalać zauważyłam coś białego, co wystawało z małego pyszczka zwierzaka. Pochyliłam się powoli i pociągnęłam za wystający koniec. Okazało się, że jest to kartka papieru złożona na kilka części. Rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.
JEŚLI NIE CHCESZ SKOŃCZYĆ
 TAK JAK TEN KOT TO RADZĘ NIE
 ROBIĆ NICZEGO CO BY MI
 SIĘ MOGŁO NIE SPODOBAĆ!
 Teraz byłam już pewna, że ten koleś to psychol i nie miałam ku temu absolutnie żadnych wątpliwości. Potrzebowałam chwili, by zorientować się o co mu chodzi. Wychodzi na to, że cały czas mnie obserwuje, bo niby skąd by wiedział o policji? A na pewno chodzi o to.
 - Zajebiście - szepnęłam do siebie, wracając do domu. Kartkę oraz rękawiczki wyrzuciłam do kosza, a pół pełny worek związałam i wrzuciłam do większego kosza, który stał na zewnątrz. Zamykając klapę mój wzrok padł na stojącego do mnie tyłem chłopaka. Ruszyłam w jego stronę, uważnie mu się przyglądając. W pewnym momencie nałożył kaptur na głowę, zakrywając tym sposobem swoje blond włosy i oddalił się szybkim krokiem. Zatrzymałam się i po prostu na niego patrzyłam, aż zniknął mi z pola widzenia.
   Chodząc między regałami w sklepie, zastanawiałam się czy powiedzieć Thomasowi o sytuacji, która wydarzyła się ponad pół godziny temu. Pewnie od razu będzie chciał dzwonić na policję, a właśnie tego powinnam unikać. Trudno mi było sobie wyobrazić, że ktoś byłby w stanie uciąć drugiemu człowiekowi głowę mimo, że zrobił to zwierzakowi, ale i tak się trochę przestraszyłam. W końcu nie wiadomo, co takiemu wariatowi siedzi w głowie i do czego jest zdolny. Dlatego lepiej będzie, jak nic mu nie powiem. Oboje wtedy będziemy spać lepiej. Przestałam już o tym myśleć i zajęłam się robieniem zakupów. Kiedy stałam z pełnym koszem w kolejce do kasy zauważyłam, jak ten sam chłopak, którego widziałam przed domem pląta się przy wejściu do sklepu. Wyglądał, jakby na kogoś czekał i zaczęłam się bać, że czeka na mnie. Patrzyłam na niego przez chwilę, gdy nasze spojrzenia się spotkały on gwałtownie odwrócił głowę, po czym sobie poszedł.
   Gdy wyszłam ze sklepu, rozejrzałam się za tajemniczym chłopakiem. Ale nigdzie go nie było. Wzruszyłam więc ramionami i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Po zrobieniu kilku kroków zadzwonił mi telefon. Westchnęłam głośno, bo obie ręce miałam zajęte. Zatrzymałam się na środku chodnika, kładąc reklamówki na ziemi tak, by się nie przewróciły, po czym odebrałam.
 - Gdzie ty do cholery jesteś?! - Krzyknął Thomas, nim zdąrzyłam się przywitać.
 - Na zakupach, ale już wracam do domu. - Mówiłam coraz ciszej, ponieważ przez ogromną szybę w sklepie rozpoznałam chłopaka, którego widziałam koło mojego domu i przed sklepem, w którym robiłam zakupy. To nie było normalnie, by spotkać tego samego człowieka trzy razy w ciągu godziny. Tym razem stał kilka metrów dalej i po prostu na mnie patrzył. Starałam się zachować spokój, by nie dać po sobie znać, że go widzę.
 - Jessica, jesteś tam?! - Odezwał się znowu Thomas tak głośno, że wystraszyłam się jego głosu.
 - Jestem, nie krzycz tak. Zaraz będę - powiedziałam i rozłączyłam się, nie dając mu dojść do słowa.
   Szedł za mną. Skręcał w te same uliczki, co ja. Specjalnie wybrałam bardziej skomplikowaną drogę, by się upewnić, czy faktycznie mnie śledzi. Wydawało mi się to genialnym pomysłem, ale teraz, kiedy od domu dzieli mnie jeszcze dość spora odległość zaczynam żałować, że byłam na tyle głupia, żeby wpaść na tak beznadziejny pomysł. Nie odwracałam się, nie chcąc wzbudzić u niego żadnych podejrzeń. Poza tym też się trochę bałam, bo miałam wrażenie, że jest tuż za mną, jakby na wyciągnięcie ręki. Jednak bardziej przerażała mnie myśl, że w razie napadu nie będę miała jak sięgnąć po gaz, bo mam obie ręce zajęte. Szybko wyrzuciłam z głowy obraz napadu na moją osobę i przyspieszyłam.
   Kiedy weszłam do domu przywitała mnie groźna mina mojego przyjaciela, ale ją zignorowałam. Zdobyłam się na delikatny, szczery uśmiech i wręczyłam mu zakupy.
 - Słuchaj, ustalmy coś, ok? - Zaczął, gdy zdejmowałam buty. Zerknęłam na niego kątem oka. Jego postawa i ton głosu mnie rozbawił. - Od dzisiaj masz zakaz wychodzenia sama na miasto. - Zaśmiałam się pod nosem, podchodząc do niego, po czym stanęłam na palcach i dałam mu buziaka w policzek. Był zaskoczony moim gestem, ale trochę się rozluźnił, jednak nie zmieniało to faktu, że wciąż był poważny. Gdy się od niego odsunęłam popatrzyłam mu w oczy.
 - Od ustalania zasad jestem tu ja, ponieważ to ty będziesz mieszkał u mnie - mówiłam, grzebiąc w reklamówce w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Po chwili moja dłoń odnalazła ciastka, które od razu wyjęłam i otworzyłam opakowanie. Widząc, że Thomas chcę coś powiedzieć szybko włożyłam mu ciastko do ust. - Twoje ulubione - powiedziałam, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni. Podeszłam do okna, by sprawdzić czy ten chłopak gdzieś jest w pobliżu. Był, stał obok tego samego drzewa, ale tym razem przodem do mnie. Odruchowo zbliżyłam się do szyby, chcąc mu się przyjrzeć. Nie odwrócił się, więc stwierdziłam, że chciał bym mu się przyglądała. Biała bluza z kapturem, czarna skórzana kurtka, jasne spodnie z dziurami na kolanach oraz białe conversy. Prezentował się naprawdę dobrze do tego był przystojny i to bardzo. Kamienny wyraz twarzy kompletnie do niego nie pasował. W pewnym momencie się do mnie uśmiechnął i to w taki sposób, że nogi się pode mną ugięły. W moich oczach w ciągu jednej sekundy z psychola zmienił się w słodkiego chłopaka.
 - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - Krzyknął nagle Thomas, uderzając dłońmi o blat. Tak mnie wystraszył, że momentalnie się wyprostowałam i od niechcenia odeszłam od okna. - Kto to jest? - Spytał, pokazując palcem na chłopaka przy drzewie i patrząc na mnie.
 - Nie wiem - skłamałam, wzruszające ramionami. Liczyłam na to, że się niczego nie domyśli, jakże się myliłam.
 - To jest ten dupek, który za tobą łazi, tak? - To było bardziej stwierdzenie niż pytanie. Nim zdąrzyłam zareagować, jego już nie było. Wyleciał z domu jak z procy, kierując się od razu stronę chłopaka. Ten, kiedy się zorientował, że Thomas idzie w jego kierunku zaczął uciekać. Wystarczyła niecała minuta, by obaj zniknęli mi z oczu. Już wtedy wiedziałam, że będą przez to kłopoty.
   Coś, czego nie potrafię teraz nazwać kazało mi za nimi pobiec. Zrobiłam to. Byłam coraz bardziej zirytowana, kiedy z każdą następną sekundą wciąż nie widziałam żadnego z nich. Nie wiem, jak długo tak biegłam. Zatrzymałam się, dopiero gdy skończyła się ulica, na której mieszkałam. Stanęłam na środku ulicy i kręciłam się w kółko, trzymając się za głowę. O mało nie dostałam zawału, kiedy usłyszałam za plecami głośny klakson połączony z krzykiem mężczyzny, który siedział za kierownicą. Odwróciłam się gwałtownie i szybko zeszłam mu z drogi, nie zwracając uwagi na jego nieprzyjemne komentarze. Oczy zaczęły mi łzawić, przez co miałam trochę ograniczone pole widzenia. Poszłam dalej, uważnie się wszystkiemu przyglądając. Przecież muszą gdzieś tu być. Nie mogli tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Po paru minutach marszu zauważyłam tłum ludzi, więc podeszłam bliżej, by zobaczyć, co ich tak zaciekawiło. Zimna dłoń w piersi ścisnęła mi serce, kiedy zobaczyłam leżącego na ziemi Thomasa. To już było dla mnie za wiele. Rozpłakałam się głośno, zwracając tym na siebie uwagę wszystkich osób, którzy byli w pobliżu. Opadłam bezwładnie na kolana tuż obok niego, wachając się przed dotknięciem go, bo nie chciałam niechcący pogorszyć jego stanu. Jakaś kobieta odciągnęła mnie od niego, dopiero gdy przyjechało pogotowie. Zasłoniłam usta dłonią, żeby powstrzymać się od krzyków rozpaczy. Kiedy Thomas leżał już na noszach w karetce jeden z lekarzy podszedł do mnie z jakąś kopertą.
 - Ty jesteś Jessica Jenson? - Spytał, patrząc mi w oczy. Nie byłam w stanie nic z siebie wydusić, więc pokiwałam głową. - To do ciebie - powiedział, wręczając mi kopertę. Chwyciłam ją drżącą dłonią, a mężczyzna sobie poszedł, nim zdąrzyłam się zapytać, czy mogę jechać z nimi. Kobieta, która wciąż mnie obejmowała zaproponowała mi, że odprowadzi mnie do domu, ale odmówiłam. Usiadłam na krawężniku i zaczekałam, aż wszyscy sobie pójdą, po czym otworzyłam powoli kopertę. Była w niej kartka papieru, a na niej było napisane to czego tak strasznie się bałam.
TO JEST OSTRZEŻENIE NUMER DWA I
LEPIEJ NIE ZMUSZAJ MNIE DO KOLEJNEGO!
11 DNI

_________________________________________________________________________________

 Jeśli doszliście do tego momentu pragnę coś wytłumaczyć. Fakt, że potraktowałam kota w tak okrutny sposób w tym rozdziale nie oznacza, że pochwalam takie zachowanie! Osobiście nie przepadam za kotami (to nawet mało powiedziane), ale nigdy bym nie zrobiła czegoś takiego. Z góry informuję, że taka scena pojwia się tylko raz! Chciałam napisać coś takiego...hmm, nawet nie wiem jak to nazwać, ale nie jestem zbytnio z tego zadowolona. Mam nadzieję, że mimo tego rozdziału, który wyszedł jak wyszedł jeszcze ze mną zostaniecie :)
POJAWIŁA SIĘ STRONA Z PYTANIAMI
musiałam napisać wielkimi literami, by każdy zobaczył :P
jeśli macie jakieś pytania, jakiekolwiek to zapraszam właśnie do tej strony:
Pytania do mnie i nie tylko XD 
Zachęcam do komentowania, to naprawdę mobilizuje do dalszego pisania. Czekam na każdą opinię, nawet te złe.
Pozdrawiam Wszystkich! :**
Do następnego XD 

8 komentarzy :

  1. Szczerze, to z tym kotem, po twoich słowach byłam przygotowana na coś o wiele gorszego. Fakt faktem, przyjemne to to nie było. Ja mam w domu trzy koty u chyba bym umarła gdyby ktoś coś takiego im zrobił...
    Rozdział cudny mimo taki h wątków
    I jeszcze Thomas... Wyjdzie z tego?
    11dni...
    Czekam nn
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. A mój Boże ! Tej rozdział jest super! :)
    Powoli się zaczyna coś dziać. Czemu zabili Thomasa?! On był dobry! Jestem ciekawa co się stanie za 11 dni :(
    Czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na złą opinię? Za co? No może za kota (też za nimi nie przepadam, wolę psy) :)
    Podoba mi się twój blog, bardzo tylko jedno pytanie:
    BLONDYN TO PSYCHOPATA CZY PRZYSTOJNIAK?!!
    Bo w tym temacie to chyba się trochę gubię, a tak wszystko super ;)
    Dzięki za miły komentarz ;) pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG!!! Dziewczynooo!!!
    1. Ostrzeżenie numer 1... Biedny kotek... Sama nie przepadam za zwierzętami, ale co jak co... Gdyby ktoś tak postąpił z jakimkolwiek zwierzęciem to znalazłabym i odpłaciła tym samym!
    2. Chłopak z blond włosami... Przystojny... Czy mi się wydaje czy to jest Nialler Horan?? A jeżeli dobrze mi się wydaje to mam nadzieję, że to nie on jest sprawcą tych wszystkich wypadków i nadawcą listów...
    3. Thomas... On będzie żył prawda?? Musi! No, bo kto się zaopiekuję Jessicą? Zostało już tylko 11 dni... Wprawdzie nie wiem do czego, ale wydaje mi się, że nie będzie to jakieś przyjemne "wydarzenie"
    Zbyt dużo pytań... Zbyt mało odpowiedzi... Z ogromną niecierpliwością czekam na następny rozdział... Mam nadzieję, że choć trochę się wyjaśni... Życzę dużo weny i pozdrawiam bardzo serdecznie! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej... dalej mam gęsią skórkę :o najpoerw ten kot (tez nie przepadam za tymi zwierzętami. Mam jednego i nie moge z nim wytrzymać xD) potem sytuacja w sklepie i pod oknem. Ja byłabym zesrana (za przeproszeniem) ze strachu :o
    Ale najgorsza byla ta sytuacja z Thomasem! ach dalej to przezywam :D mega pomysł na bloga. Gratuluję, naprawdę ;) czekam z miecierpliwościa, bardzo wielką na następny :] dziękuję za komentarz i informowanie o nowych rozdziałach ;) jeśli nie sprawi Ci to problemu, mozesz robić tak dalej :D
    Pozdrawiam! :*


    /Elliott
    Xx

    OdpowiedzUsuń
  6. A więc zacznę od... W TAKIM MOMENCIE?! Skączyć?! Ja Cię kocham proszę dodawaj częściej rozdziały kocham! W sumie nwm czy jesteś przed czy w trakcie ferii, ale mam nadzieje, że nabazgrzesz dużo tych swoich zaje***tych rozdziałów! Kocham Cię i to opowiadanie! ♥♡♥ nie mogę się doczekać następnego rozdziału!


    Pozdrawiam i życzę dużo weny i czasu! ;***

    OdpowiedzUsuń


  7. Przepraszam, że dopiero teraz, ale udupili mnie nad książkami nauczyciele i nie wyrabiałam ze wszystkim. Ale w końcu jestem ;)
    Nie wiem co się ze mną stało, ale ostatnio przestawiłam się na tryb pożądliwości utrudniania życia bohaterom szczególnie w obrębie kryminalistyki (to pewnie przez oglądanie z babcią całej serii seriali kryminalnych na feriach).
    Możesz powiedzieć, że jestem dziwna, ale to jak mój Najal pojawiał się pod sklepami i pod domem, a potem jak ją śledził czytałam z bananem na ryju. A jak złapali kontakt wzrokowy, to o matko!!!!! Dednęłam. Serio *O*
    Od słów: "Był, stał obok tego samego drzewa..." do przerwania przez Thomasa byłam w siódmym niebie. Ty to piszesz, ja to czytam, ja to widzę, ja to kocham <3
    Oczywiście ubolewam nad kotem, bo kocham koty (a przynajmniej moją Kleo),
    Ale nie nad Thomasem. a to dlatego, że:
    - jak wspominałam, mam ostatnio chcicę na tego typu sytuacje
    - przerwał tą magiczną chwilę i mu tego za Chiny ludowe nie wybaczę!
    Już tylko 11 dni ^^

    Weny i do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to tylko mi się coś zryło, czy Ty też tego nie widzisz, ale tam na górze było napisane:
      "Upewniwszy się, że jej kot jest ukryty w sejfie antywłamaniowym, zaczęła czytać" ;)

      Usuń

Szablon by S1K