niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 2. Włamanie

   Po wspólnym śniadaniu i wyjściu Thomasa, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Myślałam, że gdy się dzisiaj obudzę to nie będę pamiętała, co wczoraj się stało. Zawiodłam się. W dalszym ciągu miałam przed oczami tajemniczą twarz nieznajomego. Nie mogłam też przestać zastanawiać się nad wiadomością, którą mi zostawił w dość oryginalny sposób. Trzynaście dni, ale do czego? Patrzyłam na kartkę, jakbym szukała odpowiedzi na to pytanie. Niestety szybko straciłam cierpliwość i najzwyczajniej w świecie potargałam ją na drobne kawałeczki. Przez chwilę jeszcze na nie patrzyłam, brałam kilka do ręki, po czym wypuszczałam je z dłoni, by spokojnie opadły na kołdrę. Było to kompletnie nie potrzebne, wręcz dziwne, jednak w tym momencie nie było mnie stać na nic lepszego. Po prostu nie potrafiłam się skupić na niczym innym.
   Po jakże ambitnym zajęciu postanowiłam wcielić swój wczorajszy pomysł w życie. Wychodząc z domu, rozejrzałam się po ulicy. Kiedy nikogo nie zauważyłam, śmiało ruszyłam przed siebie. Nie miałam pojęcia gdzie kupuje się gaz pieprzowy, dlatego plątałam się po mieście i oglądałam wszystkie wystawy w sklepach, które mijałam. Minęła prawie godzina, gdy trafiłam na sklep z akcesoriami obronnymi. Z początku trochę się wahałam, dopiero po kilku głębokich wdechach przełamałam się i weszłam do środka. Idąc w stronę lady, rozglądałam się po półkach. Nagle przede pojawiła się uśmiechnięta, młoda kobieta. Od razu zaproponowała swoją pomoc, więc powiedziałam jej czego szukam. Zaprowadziła mnie do odpowiedniego regału i zaproponowała gaz, którego sama używa. Powiedziała, że miała okazję go wypróbować i sprawdził się idealnie. Spytałam, co się stało, choć czułam, że nie powinno mnie to interesować, bo w końcu się nie znamy. Na szczęście się nie obraziła i zaczęła opowiadać. Stała na przystanku, czekając na autobus. Nagle poczuła, jak ktoś szarpie jej torebkę, próbując ją wyrwać z jej dłoni. Zareagowała natychmiast. Wzmacniając uścisk na swojej własności, sięgnęła do kieszeni kurtki po gaz i prysnęła nim w twarz porywacza. Była zadowolona z efektów, jednak potem zrobiło jej się go żal i postanowiła mu pomóc. Teraz ona i ten, który chciał jej ukraść torebkę są parą już od ponad dwóch lat. Sama historia napadu była mało oryginalna, ale jako historia miłosna powala na kolana. Z wrażenia straciłam mowę.
   Naprawdę myślałam, że mając przy sobie coś do obrony będę się czuła pewniej. Nic równie mylnego. Nadal miałam wrażenie, że ktoś mnie śledził, a uczucie strachu wcale nie minęło. Znowu, co jakiś czas odwracałam się za siebie i za każdym razem nie widziałam nic podejrzanego. Tłum ludzi, a każdy z nich zmierza w tylko sobie znanym kierunku. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nawet na mnie nie patrzył, jednak ja cały czas czułam, że ktoś za mną chodzi. Stałam na środku chodnika, rozglądając się. Odruchowo mocniej ścisnęłam gaz, który miałam w kieszeni kurtki, choć liczyłam na to, że nie będę miała okazji go wypróbować w miejscu publicznym. Mężczyzna, który właśnie koło mnie przechodził popatrzył na mnie, ale trwało to tylko parę sekund. Tak szczerze mówiąc to nawet nie mam pewności, że patrzył na mnie, czy może na wystawę w sklepie za moimi plecami. Patrzyłam na niego, aż do momentu, gdy nie zniknął mi z oczu, po czym wzięłam głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze, ruszyłam dalej. Pewnym krokiem szłam przed siebie, starając się nie myśleć o tym, że czuję się obserwowana. Mimo ogromnych starań, nie mogłam długo tego ignorować i odwróciłam się gwałtownie. Kilka ciekawskich par oczu skierowały się w moją stronę, powodując, że w mgnieniu oka zrobiłam się czerwona ze wstydu. Nie miałam zamiaru robić z siebie ulicznego błazna, dlatego szybko skręciłam w najbliższą uliczkę, a potem zaczęłam biec najszybciej, jak tylko mogłam. Zatrzymałam się, gdy rozbolały mnie nogi. Jedną ręką chwyciłam się pod bok, a drugą oparłam o ścianę kamienicy. Kiedy mój oddech się trochę uspokoił, rozejrzałam się. Po chwili już wiedziałam, gdzie się znajduje i ile będzie trwał mój powrót do domu.
   Zaraz po zatrzasnięciu za sobą drzwi wyjrzałam przez wizjer, nie wiem czemu. Może chciałam się upewnić, że nikt nie stoi po drugiej stronie, co było głupie, bo nawet gdyby rzeczywiście mnie ktoś śledził to myślę, że nie jest na tyle głupi, by teraz stać przed moimi drzwiami. Ale nigdy nic nie wiadomo, mało to świrów chodzi po świecie? Mając już stu procentową pewność, że nikogo tam nie ma przekręciłam klucz w zamku, po czym od razu poszłam do swojej sypialni. Odruchowo zerknęłam w stronę okna, na którym wczoraj miałam dość dziwną wiadomość, jednak tym razem nie było na nim nic. Może Thomas miał rację, twierdząc że to był tylko dziecinny żart? Odwróciłam głowę, a mój wzrok od razu padł na łóżko, na którym były porozrzucane kawałki papieru. Podeszłam bliżej, po czym kucnęłam i zaczęłam je wszystkie zbierać. Chwilę później już stałam przed koszem, by pozbyć się tych śmieci.
   Odprężająca kąpiel, to pierwszy świetny pomysł, na który dzisiaj udało mi się wpaść. Przez pierwsze dziesięć minut, może mniej, ciągle wydawało mi się, że coś słyszę, ale nie za bardzo wiedziałam co. W końcu stwierdziłam, że nie ma sensu się dłużej nad tym zastanawiać, bo pewnie ktoś coś robi na zewnątrz, dlatego wróciłam do relaksowania się. Niestety nie trwało to długo, ponieważ Thomas zapowiedział swoją wizytę u mnie, wysyłając mi sms-a, że zaraz będzie. Na szczęście te parę minut, które spędziłam w wannie wystarczyły bym wyszła z łazienki z uśmiechem. Jednak nie gościł on długo na mojej twarzy. Zniknął od razu, jak tylko zobaczyłam napis na lustrze w sypialni.
12 DNI
MASZ KIEPSKIE ZAMKI
Przełknęłam ślinę, podchodząc bliżej. Drżącą dłonią przejechałam po czerwonym napisie. To była szminka. Czy to znaczy, że ktoś był u mnie w domu? Przerażała mnie sama myśl o tym. Odwróciłam się gwałtownie i zaczęłam rozglądać za czymś do obrony, choć miałam nadzieję, że nic takiego mi nie będzie potrzebne. Mój wzrok padł na pusty, szklany wazon, który stał na szafce nocnej, więc szybko do niej podeszłam i wzięłam go do ręki. Z głośno bijącym sercem ruszyłam przed siebie, starając się być cicho. Nigdzie nie zauważyłam żadnych podejrzanych śladów, które mogłby wskazywać na obecność jakieś obcej osoby. Wszystko było tak, jak wcześniej, a wszystkie rzeczy stały na właściwym miejscu. Gdy weszłam już do każdego pomieszczenia, podeszłam do drzwi wejściowych. Wazon momentalnie wyślizgnął mi się z dłoni, kiedy zobaczyłam niedomknięte drwi i klucz na podłodze. Cała trzęsłam się ze strachu, nie mogąc się ruszyć. Nawet, jeśli ma to być głupi żart to właśnie w tym momencie przestał być zabawny.
   Byłam tak roztrzęsiona, że nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego prostego słowa. Thomas zaprowadził mnie do salonu i posadził na kanapie, a sam poleciał do kuchni, by po chwili wrócić ze szklanką zimnej wody. Zauważyłam, że był trochę zaniepokojony tym, co się stało. Kiedy ja próbowałam się uspokoić, on rozejrzał się jeszcze po domu. W pewnym momencie usłyszałam, jak coś mówił do siebie, ale robił to na tyle cicho, że nie mogłam go zrozumieć. Mogłam się, tylko domyślać, że właśnie wszedł do mojej sypialni. Szybko do mnie wrócił i usiadł obok, obejmując mnie jedą ręką, a drugą sięgnął do kieszeni spodni.
 - Co ty robisz? - Spytałam, gdy zobaczyłam telefon w jego dłoni, na którym zaczął coś pośpiesznie cykać. Popatrzył na mnie, przykładając urządzenie do ucha.
 - Dzwonię na policję. - Odpowiedział, jakby to było oczywiste. W głowie od razu pojawiła mi się myśl, że to nie jest dobry pomysł, ale wiedziałam też, że może być jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Czekał parę sekund, nim ktoś się odezwał po drugiej stronie, a w między czasie pocałował mnie w czoło, po czym wyszeptał, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę chciałam wierzyć w jego słowa, przecież jeszcze nigdy mnie nie okłamał, ale okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
   Policjanci, których imion nie pamiętam dokładnie obejrzeli cały dom. Weszli do wszystkich pomieszczeń, ale oprócz napisu na lustrze nie znaleźli nic podejrzanego. Kiedy jeden z nich zadawał mi jakieś głupie pytania, drugi w tym czasie w obecności Thomasa przyglądał się zamkowi w drzwiach. Okazało się, że jest on kiepskiej jakości i mimo, że drzwi były zamknięte, a klucz był w zamku to każdy, nawet amator bez problemu mógł je otworzyć jakimś drutem czy czymś podobnym. Po zabraniu kawałków papieru z wczorajszą wiadomością, której nie powinnam niszczyć oraz mojej czerwonej szminki stwierdzili, że na dzień dzisiejszy nie mogą nic zrobić. Gdy już wychodzili jeden z nich powiedział bym się nie martwiła, bo zrobią wszystko co w ich mocy, by odnaleźć tego świra. Dokładnie tak go nazwał, świr. Ten drugi, bardziej poważny dodał, że gdyby coś się działo to mam od razu dzwonić.
 - Nie chciałabyś zamieszkać u mnie na jakiś czas? - Odezwał się Thomas, gdy wspólnie zbieraliśmy szkło z podłogi. Dopiero teraz poczułam smutek po stracie wazonu, choć był zwykły bardzo go lubiłam. - Nie chce żebyś siedziała tu sama - dodał, chwytając moją dłoń. Popatrzyłam na przyjaciela, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. - Chodź tu do mnie - nim się zorientowałam wypuścił z dłoni szkło, przyciągnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku.
   Zamówiliśmy pizzę, a tak właściwie to dwie, bo Thomas zawsze jadł za dwóch. Kiedyś dokuczałam mu mówiąc, że jest w ciąży i za każdym razem się na mnie o to obrażał, ale już z tego wyrosłam. Od samego początku wiedziałam, że nie uda nam się zjeść wszystkiego, jednak chłopak był innego zdania. Założył się ze mną o to, że zje jedną całą i dokończy moją. Przyjęłam to wyzwanie. Moja radość była ogromna, kiedy poległ na przed ostatnim kawałku. Miałam ochotę odtańczycz swój taniec szczęścia, ale byłam zbyt najedzona i nie miałam siły nawet wstać.
 - Zawsze przegrywasz - zaśmiałam się, gdy rozłożony na kanapie trzymał się za brzuch. Zerknął na mnie kątem oka, robiąc przy tym groźną minę. Zacisnęłam zęby, by nie wybuchnąć śmiechem. - Myślisz, że te miny mnie przestraszą? - Spytałam, zakładając ręce na piersi.
 - Kiedyś uciekałaś, gdy tak na ciebie patrzyłem - pokazał mi język, na co wywróciłam oczami.
 - Byliśmy wtedy dziećmi, a tak w ogóle to musisz wiedzieć, że nigdy się ciebie nie bałam. Uciekałam, bo nie chciałam ci robić przykrości - tym razem to ja pokazałam mu język. Jego mina świadczyła o tym, że mi nie wierzy. - Taki byłeś z siebie dumny, że nawet nie widziałeś, jak podbierałam ci żelki - wspominałam.
 - To byłaś ty?! - Oburzył się, odwracając gwałtownie głowę w moją stronę. - Myślałem, że same znikają, bo nie chcą być zjedzone - jęknął, robiąc smutną minę. Tutaj już nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. - To nie jest śmieszne! - Warknął, a chwilę później zaczął mnie łaskotać, chcąc mnie ukarać.
 - Dość! Proszę, przestań już! - Krzyczałam błagalnie, bo ze śmiechu rozbolał mnie brzuch. Odpuścił mi chwilę później. Nagle dopadło mnie takie zmęczenie, że oczy same mi się zamykały. W pewnym momencie głowa opadła mi na ramię chłopaka, a dosłownie sekundę później oczy mi się zamknęły. Cieszyłam się, że ten dzień już się kończy i jednocześnie bałam dnia jutrzejszego.
__________________________________________________________________________________

Z tego rozdziału nnie jestem zbyt zadowolona, ale cóż..starałam się :) następny będzie lepszy i na pewno dłużysz, ale spokojnie to tylko taki wyjątek, nie chce Was w końcu zanudzić xd
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. To naprawdę motywuje do dalszego pisania :D
Pod ostatnim postem padły dwa pytania od Ewy Tomlinson i jednego Anonima, na które teraz bym chciała odpowiedzieć:
no więc, co do mojej pracy to pilnuje lokalu z grami, myślę, że można to tak nazwać. Nudna praca jak nie wiem i właśnie w niej powstał pomysł na tego bloga :
jeśli chodzi o inspiracje podczas pisania rozdziałów to nie miałam żadnych. Po prostu wpadł mi nagle z nudów pomysł do głowy i już. Nie oglądałam ani "martwe zło" ani "ring".
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotycząc mnie albo opowiadania to pytajcie śmiało, a prędzej czy później na pewno na nie odpowiem. Może nawet stworze specjalną zakładkę, co Wy na to? Piszcie w komentarzach czy jesteście za czy przeciw. Kończę, bo pewnie już śpicie czytając to :)
Pozdrawiam wszystkich i do następnego :***

8 komentarzy :

  1. A aaa! G E N I A L N Y ! ! ! Kocham!

    OdpowiedzUsuń
  2. I ty mówisz, że ja piszę świetnie... Phi! Tu jest prawdziwy talent! ;)
    Kolejny świetny rozdział ( i czasem przydaje się teki w którym akcja nieco zwalnia ;) ) myślę, że zakładka na pytania to świetny pomysł ;) sama mam kilka pytań do ciebie więc poczekam aż już stworzysz tę stronę ;)
    coś czuję, że w następnym rozdziale będzie się coś działo, z niecierpliwością czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. WoW! WoW! WoW! Rozdział jest wspaaaniaaaałyyy!!! Pozwolisz,że przedstawię w punktach swój komentarz, bo tak mi będzie najwygodniej <3
    1. Bardzo podoba mi się Twoje opisywanie przeżyć... Tego niepokoju "Jess", że ktoś za nią idzie... To jest po prostu meeega ekscytujące i wprowadza takie emocje!
    2. Gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak ona to sama bym powędrowała po taki gaz pieprzowy!
    3. Ta historia sprzedawczyni mało romantyczny początek znajomości, ale jednak coś w nim było *.*
    4. To tajemnicze odliczanie... Przyznam szczerze, że mnie samą przeraża kiedy widzę tą pogrubioną czcionkę... Ciekawe co się stanie za te dwanaście dni... Booże już się nie mogę doczekać!
    5. I to włamanie! Dobrze, że Thomas zadzwonił po policję!
    6. No i na sam koniec - sam Thomas.. Ja go uwielbiam!!! <3 A szczególnie ten tekst " - To byłaś ty?! - Oburzył się, odwracając gwałtownie głowę w moją stronę. - Myślałem, że same znikają, bo nie chcą być zjedzone - jęknął, robiąc smutną minę" Po prostu cudo!!! Z ogromną niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! Dużo weny i dalszych wspaniałych pomysłów! Pozdrawiam bardzo serdecznie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham ♥
    Tak świetnie opisujesz relacje między Thomasem, a Jess, że sama śmiałam się, gdy to czytałam.
    Tak strasznie jestem ciekawa, o co chodzi z tym odliczaniem. Schiza ;o
    Nie mogę się doczekać następnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jess i Thomas.. rany. Ja ich shippuję! XD
    Kocham ten creepy klimat, który się otrzymuje gdy tylko czytam ile zostało dni do... Właśnie, do czego? Albo 12 dni czego? :D
    Ta historia miłosna jest genialna. Sama taką chcę, ale pewnie nigdy mi się nie przytrafi bo nienawidzę torebek xD
    No to ja się nie mogę doczekać następnego :3
    xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej świetny rozdział!!
    Jak zwykle ten dreszczyk...
    I dzięki za odpowiedź!!
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej... do tej pory mam dreszcze ;) kiedy szukala gazu obronnego, bylo okej ;) potem ta kartka i lekkie przerazenie. Ale gdy zobaczyla otwarte drzwi... Slowo daje, ze gdybym trzymala cos w rece, tez by to na ziemi wyladowalo :D Z niecierpliwością czekam na ich konfrontację :D
    Dobrze, ze ma Thomasa :) taki przyjaciel to prawdziwy skarb ;) ach, świetny rozdział ;) oby tak dalej! :D
    Życzę weny ;)
    Dziękuje tez za komentarz u mnie :)


    /Elliott
    Xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem, czy czytałaś wiadomość ode mnie na Google+. Jeśli tak, to mimi tego co Ci tam napisałam, to było silniejsze ode mnie i nawet wbrew moim obawom i ponownemu skokowi adrenaliny na samą myśl o tym, co przeczytałam ostatnio, musiałam zajrzeć. No po prostu musiałam.
    A więc jestem w końcu i ja.
    Powiem tak. Jestem dziwna i moje komentarze z reguły również takie są. Tak tylko uprzedzam.
    Sam fakt, że mimo wszystko tu wróciłam, żeby przeczytać ciąg dalszy, świadczy o tym, że było naprawdę warto. Styl pisania jest bardzo wciągający. Opisy są ciekawe (co niełatwo jest uzyskać). Wgle sam pomysł na takie a nie inne opowiadanie jest świetny. I tak wiem, jestem sprzeczna sama ze sobą, ale już pisałam, że jestem dziwna (jak nie bardzo rozumiesz, to zajrzyj na Google+ :D)
    Już postanowiłam, zostanę tu, więc spodziewaj się mnie w komentarzach częściej ^^
    I bardzo dziękuję za ten u mnie oraz zapraszam do dalszego czytania i komentowania, jeśli masz taką ochotę.
    Pozdrawiam <3
    /Ada

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K