czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 4. Gość

   Przez całą noc czuwałam przy przyjacielu. Mimo, że w sali, w której leżał była kanapa i na pierwszy rzut oka wyglądała na wygodną, to i tak siedziałam przy jego łóżku, trzymając go za rękę. Spał spokojnie i na szczęście nie miał żadnych poważnych uszkodzeń, tylko kilka siniaków. Jednak to nie zmienia faktu, że miałam ochotę zabić tego, który mu to zrobił.
   Byłam strasznie zmęczona, ale bałam się pójść do domu, czy po prostu zasnąć kilka metrów od niego. Wiedziałam, że ma tutaj nalepszą opiekę mimo to wolałam osobiście mieć na niego oko. Może w ten sposób chciałam zagłuszyć wyrzuty sumienia? Nie wiem, ale jedno było pewne, to przeze mnie miał wypadek. Gdyby nie to, że wciągnęłam go w tą dziwną sytuację nic by  się nie stało.
   Kiedy pielęgniarka wygoniła mnie do stołówki szpitalnej zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam jakoś powiadomić rodziców Thomasa o wypadku. Na pewno będzie na mnie zły, jeśli będę próbowała się z którymś z nich skontaktować, ale wydaje mi się, że powinni o tym wiedzieć. Tutaj pojawiło się mi w głowie pytanie, czy ich to w ogóle zainteresuje? Przecież już od ponad roku nie dają znaku życia. Po rozwodzie każde poszło w inną stronę. Ojciec wyjechał z jakąś młodszą kobietą, która ponoć zaszła z nim w ciążę. Widziałam ją raz i nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia. To była jedna z tych, dla których liczą się drogie ubrania, perfumy i cała ta reszta. Naprawdę wątpliwe było to, że urodziła jego dziecko. A matka? Ona wcale nie była lepsza i choć wtedy było mi jej szkoda tak teraz bym jej nagadała. Zaraz po odejściu męża zaczęła pić i z każdym dniem coraz więcej. Starałam się ją zrozumieć, bo w końcu każda kobieta by się załamała, kiedy widzi jak jej małżeństwo się rozpada, ponieważ wyszła za dupka, ale ona nad tym nie panowała. Nawet jej własny syn nie potrafił ją powstrzymać od picia. Pewnego dnia po prostu wyszła z domu i nie wróciła. Szukaliśmy jej wszędzie, zadzwoniliśmy na policję, ale nic to nie dało, jakby zapadła się pod ziemię. Thomas twierdzi, że ona nie żyje i pogodził się już z tym faktem, jednak ja czuję, że ona gdzieś tutaj jest, ale boi się spojrzeć mu w oczy. Szybko dotarło do mnie, że nawet gdybym chciała się z nimi skontaktować to i tak nie wiedziałabym jak.
   Po dziesięciu minutach bezsensownego siedzenia w stołówce postanowiłam wrócić już do Thomasa. Gdy wchodziłam do sali, w której leżał odwrócił głowę w moją stronę. Uśmiechnął się do mnie, co odwzajemniłam. Szybko podeszłam do jego łóżka i usiadłam na krześle, chwytając jego dłoń. Kiedy popatrzył mi w oczy w moich od razu pojawiły się łzy.
 - No i czego ryczysz? - Spytał z uśmiechem, kciukiem ścierając mi łzę z policzka.
 - Przepraszam - powiedziałam, prostując się na krześle. Odwróciłam wzrok od jego twarzy i zaczęłam z zainteresowaniem wpatrywać się w swoje palce.
 - Hej, - usłyszałam równo ze skrzypnięciem łóżka, a chwilę później dłoń chłopaka podnosiła delikatnie moją twarz - to nie jest twoja wina, jasne? - Dokończył patrząc w moje oczy, po czym odsunął rękę, by poprawić poduszkę za plecami. Bez słowa wstałam, żeby mu pomóc, a on po prostu mi się przyglądał. - Naprawdę myślisz, że to przez ciebie? - Odezwał się, kiedy z powrotem usiadłam na swoim miejscu.
 - A niby przez kogo?! - Krzyknęłam trochę za głośno i gwałtownie popatrzyłam na drzwi. Bałam się, że ktoś tu zaraz przyjdzie, by sprawdzić co się dzieje, jednak nic się takiego nie stało. Pewna, że już nikt nam nie przeszkodzi wróciłam wzrokiem do Thomasa.
 - Z własnej woli za nim pobiegłem, więc wybacz, ale ja nie widzę w tym żadnej twojej winy. Jedynym winnym jest ten czubek i przysięgam ci, że dowiem się czego on od ciebie chcę - mówił, nie dając mi dojść do słowa. W pewnym momencie odwrócił głowę i patrzył na coś przed sobą. - Kiedy go złapałem chciałem mu przywalić i to parę razy, by raz na zawsze dał ci spokój, ale wtedy on powiedział coś o czym nie potrafię przestać myśleć - kontynuował, a moje serce biło jak szalone. Przez paręnaście sekund milczał, co doprowadziło mnie do szału, bo chciałam wiedzieć o czym rozmawiali, co mu takiego powiedział. - ,,Ona żyje w niewiedzy i ja będę tym, który ją uświadomi'' - zacytował, znowu patrząc mi w oczy. Zaniemówiłam.
   Zatkało mnie do tego stopnia, że przez jakiś czas siedzieliśmy w milczeniu. Nie potrafiłam pozbierać myśli i zastanawiać się nad tymi słowami. W jakiej niewiedzy? O co może chodzić? Kim jest osoba, która coś przede mną ukryła? I czy to co powiedział ten chłopak może być w ogóle prawdą? Te i wiele innych pytań pojawiło się w mojej głowie.
   Thomas wypisał się do domu na własne żądanie. Wspólnie z lekarzem chcieliśmy wybić mu to z głowy, ale był na tyle uparty, że udało mu się postawić na swoim. Wracaliśmy pieszo, bo żadne z nas nie miało gotówki na taksówkę. Podczas drogi nikt nic nie mówił. Co jakiś czas zerkałam na niego, by upewnić się, że nic mu nie jest. Wydawał się tego nie zauważać, jakby jego myśli krążyły gdzie indziej. Pomyślałam, że może powinnam się odezwać, zacząć jakoś rozmowę, ale do głowy przychodziło mi tylko jedno. Długo wahałam się, czy mu o tym powiedzieć, bo może to się źle skończyć, jednak uświadomiłam sobie, że nie ja powinnam o tym decydować.
 - Powinieneś zgłosić to na policję. - Powiedziałam w końcu, patrząc na drogę przed sobą.
 - Nie - odpowiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. Brzmiał tak chłodno, że poczułam zimny dreszcz na plecach. - Nie mam zamiaru ryzykować, co jeśli ci coś zrobi? - Dodał, patrząc na mnie. Odruchowo przełknęłam ślinę, co nie uszło uwadze chłopaka. W ułamek sekundy objął mnie ramieniem, dając buziaka w czubek głowy. - Nie bój się - wyszeptał w moje włosy i przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej, jeśli to w ogóle możliwe.
   Cieszyłam się, kiedy dotarliśmy do domu. Thomas od razu poszedł pod prysznic, a ja weszłam do kuchni z zamiarem zrobienia czegoś do jedzenia. Jednak okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Nie potrafiłam się skupić na niczym. Stanęłam przed oknem i wpatrywałam się na pustą drogę. Z całych sił starałam się ignorować to, że on tam stał i patrzył na mnie. To nie było normalne, by jakiś obcy człowiek stał przed czyimś domem i po prostu obserwował domowników. Miałam mętlik w głowie. Nie miałam pojęcia, czy mam się go w końcu bać, choć biorąc pod uwagę to, że potrącił mojego przyjaciela chyba powinnam. Nagle pomyślałam, że chciałabym poznać jego imię. Może okaże się, że go znam, tylko zapomniałam skąd, choć to mało prawdopodobne. Takiego chłopaka nie można zapomnieć od tak. W pewnym momencie jego ręka się poruszyła, uniósł ją na wysokość klatki piersiowej i spuścił na moment głowę. W tej samej chwili, kiedy znowu na mnie spojrzał usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości. Zamarłam na moment. To możliwe, że mógłby mieć mój numer? Ale skąd? Powoli sięgnęłam po telefon, po czym go odblokowałam. Wiadomość od nieznanego numeru. Odruchowo zerknęłam przez okno, ale już go tam nie było. Widziałam tylko oddalającą się postać w kapturze, dlatego wróciłam wzrokiem do małego ekranu, żeby odczytać wiadomość.
Już niedługo się zobaczymy, mała.
10 DNI
  - 10 dni, ale do czego do cholery?! - Wrzasnęłam, rzucając telefonem o blat, po czym zakryłam twarz dłońmi i zsunęłam się na podłogę. Objęłam rękami nogi i zaczęłam się delikatnie bujać w przód i w tył, próbując uspokoić przyspieszony oddech.
 - Co się stało?! - Krzyknął Thomas, wlatując do kuchni, jakby się paliło. Zaczął się rozglądać na wszystkie strony, szukając zagrożenia. Musiałam przyznać, że jego widok mnie rozbawił. Był cały mokry, owinięty tylko ręcznikiem, a na włosach miał pełno piany z szamponu. Szybko starłam pojedynczą łzę spływającą po policzku, gdy wzrok chłopaka padł na rozwalony telefon. Podszedł do niego i włożył baterię tam gdzie było jej miejsce, po czym go uruchomił. Popatrzył na mnie, kiedy zbierałam się do wstania. - Co się stało? - Powtórzył pytanie, ale tym razem spokojniej i podszedł do mnie, poprawiając ręcznik na biodrach.
 - Dostałam od niego sms-a - odpowiedziałam, odgarniając włosy za ucho.
 - Musiał wziąść numer z mojego telefonu po tym, jak mnie potrącił - mówił, ale jakby do siebie. - Co ci napisał? - Zwrócił się do mnie.
 - Że niedługo się zobaczymy, że mam 10 dni, ale nie wiem do czego. Może do spotkania się z nim? - Zastanawiałam się na głos, na co Thomas momentalnie zareagował.
 - Jeśli myślisz, że pozwolę ci się spotkać z tym... - tutaj zacisnął zęby - kimś, to chyba upadłaś na głowę. Po moim trupie. - Podniósł głos i nie czekając na moją odpowiedź oddalił się szybko, zostawiając mnie z mieszanymi uczuciami.
   Byłam zła na przyjaciela, bo zaczął za mnie decydować. Rozumiałam, że się o mnie martwi i naprawdę to doceniałam, ale jestem już dorosła i mam prawo sama decydować o swoim życiu. Próbowałam go przekonać, że spotkanie się z tym tajemniczym chłopakiem może być jedynym sposobem, by dowiedzieć się czego on ode mnie chce, ale jasno dał mi do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru ze mną na ten temat dyskutować. I właśnie dlatego teraz siedziałam z obrażoną miną na końcu kanapy, ignorując go, gdy coś do mnie mówi. Nic nie powiedziałam nawet wtedy, gdy spytał mnie o martwego kota, który leżał w moim ogródku, a kiedy powiedział, że go wyrzucił popatrzyłam na niego wściekle. Jak mogła o nim zapomnieć?! Byłam już wkurzona na całego, ale tylko i wyłącznie na siebie.
   Późnym południem zostałam sama, ponieważ Thomas musiał pilnie gdzieś wyjść. Nie powiedział dokąd, a ja nie pytałam, bo na ten moment mnie to nie interesowało. Kazał mi nigdzie nie wychodzić, nikomu nie otwierać, nie odbierać żadnych telefonów i tak dalej. W połowie jego nudnego monologu się wyłączyłam i kiwałam tylko głową, dając mu do zrozumienia, że niby go słucham. Chciałam zrobić sobie coś do jedzenia, ale kiedy już się do tego zabierałam usłyszałam pukanie do drzwi. Bez zastanowienia poszłam otworzyć, a widok dziewczyny ze sklepu, w którym kupowałam gaz pieprzowy totalnie mnie zaskoczył i ją najwyraźniej też. Obydwie przez chwilę stałyśmy w milczeniu, gapiąc się na siebie.
 - Hej, - otrząsnęłam się z szoku jako pierwsza - co tu robisz? - Spytałam, a dziewczyna na chwilę się zamyśliła, jakby zastanawiała się co ma powiedzieć, ale trwało to tak krótko, że nie jestem pewna czy w ogóle to zrobiła.
 - Cześć - odezwała się z uśmiechem - nie wiedziałam, że tutaj mieszkasz - dodała, rozglądając się po ulicy. A niby skąd miałabyś to wiedzieć?, pomyślałam. - Potrzebuję pomocy. Benzyna mi się skończyła, telefon się rozładował i nie mam jak zadzwonić do chłopaka. Mogłabym skorzystać z twojego? - Wytłumaczyła, robiąc na koniec słodką minę.
 - Pewnie, wchodź. - Zaprosiłam ją do środka, od razu zamykając drzwi. - Napijesz się czegoś? - Spytałam, podając jej swój telefon. Pokiwała głową i zaczęła wybierać jakiś numer, a ja poszłam do kuchni.
   Rose, bo tak miała na imię, okazała się świetną dziewczyną. Gadało nam się tak dobrze, że przez chwilę wahałam się czy nie powiedzieć jej o tym kolesiu, przez którego odwiedziłam sklep, w którym ona pracuje, jednak dość szybko wyrzuciłam z głowy tą głupią myśl. Im mniej osób o tym wie tym lepiej. Po jakieś godzinie dołączył do nas James, jej chłopak, który też okazał się spoko. We trójkę rozmawialiśmy, aż do przyjścia Thomasa. Tak jak się domyślałam był zdenerwowany, widząc mnie z dwójką zupełnie obcych osób, ale jakoś udało mi się go przekonać, że są niegroźni. Niestety, kiedy już do niech wróciliśmy zaczęli się zbierać. Rose podziękowała mi kolejny raz za pomoc i zaproponowała, żebym odwiedziła ją kiedyś w sklepie, po czym wyszli.
 - Co? - Warknęłam, zakładając ręce na piersi i patrząc na Thomasa.
 - Odezwałaś się do mnie! - Krzyknął rozbawiony. Już myślałam, że zaraz podskoczy i zacznie klaskać w dłonie ze szczęścia. Pokazałam mu język, a on mnie przytulił i resztę dnia spędziliśmy nudząc się przed telewizorem.
___________________________________________________________________________________


Nie miałam w planach dzisiaj dodawać tego rozdziału, ale tak sobie pomyślałam, że skoro jest już skończony to czemu by nie dodać?
Nie za bardzo wiem, co mam o nim myśleć, dlatego zostawiam krytykę Wam xd
Zdaje sobie sprawę, że na razie te rozdziały nie są zbytnio ciekawe i nic takiego się nie dzieje, jednak zapewniam, że to tylko cisza przed burzą. Co prawda rozdział 5 będzie nudny, ale za to w kolejnym będzie się działo :D
Zachęcam do komentowania, zadawania pytań w przeznaczonej na to zakładce i mam nadzieję, że nikt nie umarł z nudów, czytając rozdział :)
Na koniec jeszcze takie pytanie, wystarcza Wam taka długość rozdziałów, czy pisać dłuższe? Mi to nie robi różnicy, ale nie chciałabym Was zanudzać, więc postanowiłam spytać.
Pozdrawiam Wszystkich i do następnego :***

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 3. Ostrzeżenie

 DROBNE OSTRZEŻENIE!
jeśli ktoś z Was kocha koty, to może lepiej tego nie czytajcie!

   Obudziłam się cała obolała. Nie miałam nawet siły się podnieść, by móc wyprostować kości. Musiałam spaś w naprawdę dziwnej pozycji, bo sporo trudnu kosztowało mnie wstanie z kanapy. Gdy po kolejnej ciężkiej próbie udało mi się podnieść do pozycji siedzącej, uśmiechnęłam się pod nosem na widok słodko śpiącego Thomasa. Nie chciałam go budzić, dlatego powoli próbowałam go podnieść z moich kolan i przewrócić na drugą stronę, co było trudne, bo był ciężki. Kilka razy z jego ust wyszły słowa, których kompletnie nie mogłam zrozumieć, ale na szczęście się nie obudził. Przykryłam go kocem, po czym cicho poszłam do łazienki.
   Zegar w kuchni wskazywał szóstą siedemnaście, a to mogło oznaczać tylko jedno - ogromna kawa. Od razu wzięlam się do roboty i zrobiłam cały dzbanek. Z największym kubkiem w dłoni siedziałam na blacie, wpatrując się w plamę na ścianie, która nie wiem skąd się tam wzięła. Przestałam się na nią patrzeć, dopiero gdy usłyszałam kroki. Parę sekund później zobaczyłam zbliżającego się Thomasa. Zatrzymał się tuż przede mną i nie pytając o pozwolenie wziął moją kawę. Jeszcze kilka dni temu bym się na niego o to wkurzyła, ale tym razem mu wybaczyłam z wiadomych powodów. Wziął kilka sporych łyków, po czym usiadł obok mnie. Przetarł dłonią oczy i popatrzył w moje.
 - Chcesz coś powiedzieć? - Spytałam w końcu, kiedy obserwował każdy mój ruch, gdy nalewałam sobie kawę do kubka. Odwrócił ode mnie wzrok i westchnął ciężko. Przyglądałam mu się, siadając z powrotem na blacie.
 - Przyszło mi coś do głowy - zaczął, patrząc na coś przed sobą - ale obiecaj, że nie będziesz zła - dokończył. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był, aż tak poważny. Znowu na mnie popatrzył, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam.
 - Postaram się - odpowiedziałam. Nie potrafiłam mu niczego obiecać, widząc jego wyraz twarzy. Zaczęłam się nawet bać, ponieważ czasami zdarzało mu się mieć szalone pomysły, ale między innymi dlatego teraz go tak bardzo lubię.
 - Sprzedaj dom - powiedział prosto z mostu. Nie wierzyłam w to, co właśnie powiedział. Jak w ogóle mógł wpaść na taki pomysł? Nigdy bym tego nie zrobiła i akurat on powinien o tym wiedzieć. Zdawałam sobie sprawę z tego, że taki dom na jedną osobę jest za duży, ale nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że mogliby mieszkać w nim jacyś obcy ludzie.
 - Nie - odpowiedziałam twardo, zeskakując z blatu, po czym poszłam w stronę salonu. Słyszałam, jak na mną szedł, choć nie wiem po co, bo ten temat nie podlegał żadnej dyskusji.
 - Rozumiem, że tutaj się wychowałaś... - mówił, jednak przerwał, gdy posłałam mu groźne spojrzenie. Opadłam na środek kanapy, Thomas usiadł na stoliku na przeciwko mnie, zabierając mi pilota z pola widzenia, po który sięgałam.
 - Nic nie rozumiesz - zaczęłam, nim chłopak zdąrzył się odezwać. - Mój tata sam zbudował ten dom dla mnie i dla mamy, dla całej naszej rodziny. Spędziłam w nim najlepsze lata mojego życia. Myślisz, że po tym, co wszyscy wspólnie w nim przeżyliśmy ja teraz mogłabym go tak po prostu komuś sprzedać?! - Podnosiłam głos z każdym następnym wypowiedzianym słowem, a łzy spływały mi po policzkach. - Mam pozbyć się czegoś, co przypomina mi o rodzicach? Co pozwala mi myśleć, że śpią za ścianą i gdy się obudzę to zobaczę ich w kuchni przy stole, jak jedzą śniadanie? - Pociągnęłam nosem, patrząc przyjacielowi w oczy. Chciałam kontynuować, bo miałam jeszcze wiele do powiedzenia, ale płacz mi na to nie pozwolił. Obraz Thomasa zaczął mi się zamazywać, aż kompletnie zniknął mi z oczu. Sekundę później poczułam, jak mnie przytula. Minęło już tyle czasu, a ja ciągle reaguje tak samo na wspomnienie o rodzicach.
 - Przepraszam - wyszeptał po chwili wprost do mojego ucha, głaszcząc dłonią moje plecy.
   Kiedy zostałam sama poszłam się jeszcze położyć. Wspomnienie o rodzicach spowodowało, że poczułam się strasznie zmęczona. Nie chciałam o nich myśleć, nie w tej chwili, dlatego przmknęłam powieki chcąc po prostu zasnąć. Niestety mi się to nie udało. Ciągle mi się wydawało, że jak tylko zamykam oczy ktoś zaczyna chodzić po domu. Wiedziałam, że tak naprawdę nikogo tu nie ma, ale mimo to czułam czyjąś obecność. Wmawiałam sobie, że to jakieś moje chore urojenia, ponieważ to nie jest normalne, by nikogo nie widzieć, a mimo to go czuć. Miałam wrażenie, że jestem cały czas obserwowana, jakby ściany miały oczy, które na mnie patrzą. Bałam się wykonać jakikolwiek ruch, by przypadkiem nie zrobić czegoś, co może być wykorzystane przeciwko mnie. Chyba dopadła mnie już paranoja. Miałam nadzieję, że gdy Thomas u mnie zamieszka te wszystkie dziwne myśli znikną.
   Po jakimś czasie walczenia z myślami stwierdziłam, że to dłużej nie ma sensu, bo nie uda mi się zasnąć. Ubrałam się, po czym zaglądając do szafek w kuchni i lodówki zrobiłam listę zakupów nie zapominając, że Thomas będzie ze mną mieszkał przez jakiś czas. Wychodząc z domu o mało nie zwymiotowałam, gdy zobaczyłam przed drzwiami kota z uciętą głową. Odruchowo cofnęło mnie do tyłu, od razu zasłaniając dłonią usta. Gwałtownie zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie, żeby się uspokoić. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie pozwoliłam im na wydostanie się. Nie mogłam zrozumieć, kto mógłby zrobić coś tak okrutnego? Jakim trzeba być człowiekiem, by tak potraktować bezbronne zwierzę? Z głośno bijącym sercem weszłam do kuchni po gumowe rękawiczki. Musiałam coś zrobić z tym kotem, choć nie miałam pojęcia co. Jednego była pewna, nie mogę go tak tam zostawić.
 - Boże - jęknęłam, kiedy brałam do rąk dwie części czarnego kota. Miałam problem z jego głową, ale jakoś udało mi się umieścić ją na dłoni. Smród był straszny, dlatego sprintem poleciałam do ogrodu i delikatnie położyłam go koło drzewa. Pomyślałam, że powinnam go zakopać, tylko załatwię jakiś karton, do którego będę mogła go włożyć. Kiedy miałam się już oddalać zauważyłam coś białego, co wystawało z małego pyszczka zwierzaka. Pochyliłam się powoli i pociągnęłam za wystający koniec. Okazało się, że jest to kartka papieru złożona na kilka części. Rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.
JEŚLI NIE CHCESZ SKOŃCZYĆ
 TAK JAK TEN KOT TO RADZĘ NIE
 ROBIĆ NICZEGO CO BY MI
 SIĘ MOGŁO NIE SPODOBAĆ!
 Teraz byłam już pewna, że ten koleś to psychol i nie miałam ku temu absolutnie żadnych wątpliwości. Potrzebowałam chwili, by zorientować się o co mu chodzi. Wychodzi na to, że cały czas mnie obserwuje, bo niby skąd by wiedział o policji? A na pewno chodzi o to.
 - Zajebiście - szepnęłam do siebie, wracając do domu. Kartkę oraz rękawiczki wyrzuciłam do kosza, a pół pełny worek związałam i wrzuciłam do większego kosza, który stał na zewnątrz. Zamykając klapę mój wzrok padł na stojącego do mnie tyłem chłopaka. Ruszyłam w jego stronę, uważnie mu się przyglądając. W pewnym momencie nałożył kaptur na głowę, zakrywając tym sposobem swoje blond włosy i oddalił się szybkim krokiem. Zatrzymałam się i po prostu na niego patrzyłam, aż zniknął mi z pola widzenia.
   Chodząc między regałami w sklepie, zastanawiałam się czy powiedzieć Thomasowi o sytuacji, która wydarzyła się ponad pół godziny temu. Pewnie od razu będzie chciał dzwonić na policję, a właśnie tego powinnam unikać. Trudno mi było sobie wyobrazić, że ktoś byłby w stanie uciąć drugiemu człowiekowi głowę mimo, że zrobił to zwierzakowi, ale i tak się trochę przestraszyłam. W końcu nie wiadomo, co takiemu wariatowi siedzi w głowie i do czego jest zdolny. Dlatego lepiej będzie, jak nic mu nie powiem. Oboje wtedy będziemy spać lepiej. Przestałam już o tym myśleć i zajęłam się robieniem zakupów. Kiedy stałam z pełnym koszem w kolejce do kasy zauważyłam, jak ten sam chłopak, którego widziałam przed domem pląta się przy wejściu do sklepu. Wyglądał, jakby na kogoś czekał i zaczęłam się bać, że czeka na mnie. Patrzyłam na niego przez chwilę, gdy nasze spojrzenia się spotkały on gwałtownie odwrócił głowę, po czym sobie poszedł.
   Gdy wyszłam ze sklepu, rozejrzałam się za tajemniczym chłopakiem. Ale nigdzie go nie było. Wzruszyłam więc ramionami i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Po zrobieniu kilku kroków zadzwonił mi telefon. Westchnęłam głośno, bo obie ręce miałam zajęte. Zatrzymałam się na środku chodnika, kładąc reklamówki na ziemi tak, by się nie przewróciły, po czym odebrałam.
 - Gdzie ty do cholery jesteś?! - Krzyknął Thomas, nim zdąrzyłam się przywitać.
 - Na zakupach, ale już wracam do domu. - Mówiłam coraz ciszej, ponieważ przez ogromną szybę w sklepie rozpoznałam chłopaka, którego widziałam koło mojego domu i przed sklepem, w którym robiłam zakupy. To nie było normalnie, by spotkać tego samego człowieka trzy razy w ciągu godziny. Tym razem stał kilka metrów dalej i po prostu na mnie patrzył. Starałam się zachować spokój, by nie dać po sobie znać, że go widzę.
 - Jessica, jesteś tam?! - Odezwał się znowu Thomas tak głośno, że wystraszyłam się jego głosu.
 - Jestem, nie krzycz tak. Zaraz będę - powiedziałam i rozłączyłam się, nie dając mu dojść do słowa.
   Szedł za mną. Skręcał w te same uliczki, co ja. Specjalnie wybrałam bardziej skomplikowaną drogę, by się upewnić, czy faktycznie mnie śledzi. Wydawało mi się to genialnym pomysłem, ale teraz, kiedy od domu dzieli mnie jeszcze dość spora odległość zaczynam żałować, że byłam na tyle głupia, żeby wpaść na tak beznadziejny pomysł. Nie odwracałam się, nie chcąc wzbudzić u niego żadnych podejrzeń. Poza tym też się trochę bałam, bo miałam wrażenie, że jest tuż za mną, jakby na wyciągnięcie ręki. Jednak bardziej przerażała mnie myśl, że w razie napadu nie będę miała jak sięgnąć po gaz, bo mam obie ręce zajęte. Szybko wyrzuciłam z głowy obraz napadu na moją osobę i przyspieszyłam.
   Kiedy weszłam do domu przywitała mnie groźna mina mojego przyjaciela, ale ją zignorowałam. Zdobyłam się na delikatny, szczery uśmiech i wręczyłam mu zakupy.
 - Słuchaj, ustalmy coś, ok? - Zaczął, gdy zdejmowałam buty. Zerknęłam na niego kątem oka. Jego postawa i ton głosu mnie rozbawił. - Od dzisiaj masz zakaz wychodzenia sama na miasto. - Zaśmiałam się pod nosem, podchodząc do niego, po czym stanęłam na palcach i dałam mu buziaka w policzek. Był zaskoczony moim gestem, ale trochę się rozluźnił, jednak nie zmieniało to faktu, że wciąż był poważny. Gdy się od niego odsunęłam popatrzyłam mu w oczy.
 - Od ustalania zasad jestem tu ja, ponieważ to ty będziesz mieszkał u mnie - mówiłam, grzebiąc w reklamówce w poszukiwaniu czegoś słodkiego. Po chwili moja dłoń odnalazła ciastka, które od razu wyjęłam i otworzyłam opakowanie. Widząc, że Thomas chcę coś powiedzieć szybko włożyłam mu ciastko do ust. - Twoje ulubione - powiedziałam, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni. Podeszłam do okna, by sprawdzić czy ten chłopak gdzieś jest w pobliżu. Był, stał obok tego samego drzewa, ale tym razem przodem do mnie. Odruchowo zbliżyłam się do szyby, chcąc mu się przyjrzeć. Nie odwrócił się, więc stwierdziłam, że chciał bym mu się przyglądała. Biała bluza z kapturem, czarna skórzana kurtka, jasne spodnie z dziurami na kolanach oraz białe conversy. Prezentował się naprawdę dobrze do tego był przystojny i to bardzo. Kamienny wyraz twarzy kompletnie do niego nie pasował. W pewnym momencie się do mnie uśmiechnął i to w taki sposób, że nogi się pode mną ugięły. W moich oczach w ciągu jednej sekundy z psychola zmienił się w słodkiego chłopaka.
 - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - Krzyknął nagle Thomas, uderzając dłońmi o blat. Tak mnie wystraszył, że momentalnie się wyprostowałam i od niechcenia odeszłam od okna. - Kto to jest? - Spytał, pokazując palcem na chłopaka przy drzewie i patrząc na mnie.
 - Nie wiem - skłamałam, wzruszające ramionami. Liczyłam na to, że się niczego nie domyśli, jakże się myliłam.
 - To jest ten dupek, który za tobą łazi, tak? - To było bardziej stwierdzenie niż pytanie. Nim zdąrzyłam zareagować, jego już nie było. Wyleciał z domu jak z procy, kierując się od razu stronę chłopaka. Ten, kiedy się zorientował, że Thomas idzie w jego kierunku zaczął uciekać. Wystarczyła niecała minuta, by obaj zniknęli mi z oczu. Już wtedy wiedziałam, że będą przez to kłopoty.
   Coś, czego nie potrafię teraz nazwać kazało mi za nimi pobiec. Zrobiłam to. Byłam coraz bardziej zirytowana, kiedy z każdą następną sekundą wciąż nie widziałam żadnego z nich. Nie wiem, jak długo tak biegłam. Zatrzymałam się, dopiero gdy skończyła się ulica, na której mieszkałam. Stanęłam na środku ulicy i kręciłam się w kółko, trzymając się za głowę. O mało nie dostałam zawału, kiedy usłyszałam za plecami głośny klakson połączony z krzykiem mężczyzny, który siedział za kierownicą. Odwróciłam się gwałtownie i szybko zeszłam mu z drogi, nie zwracając uwagi na jego nieprzyjemne komentarze. Oczy zaczęły mi łzawić, przez co miałam trochę ograniczone pole widzenia. Poszłam dalej, uważnie się wszystkiemu przyglądając. Przecież muszą gdzieś tu być. Nie mogli tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Po paru minutach marszu zauważyłam tłum ludzi, więc podeszłam bliżej, by zobaczyć, co ich tak zaciekawiło. Zimna dłoń w piersi ścisnęła mi serce, kiedy zobaczyłam leżącego na ziemi Thomasa. To już było dla mnie za wiele. Rozpłakałam się głośno, zwracając tym na siebie uwagę wszystkich osób, którzy byli w pobliżu. Opadłam bezwładnie na kolana tuż obok niego, wachając się przed dotknięciem go, bo nie chciałam niechcący pogorszyć jego stanu. Jakaś kobieta odciągnęła mnie od niego, dopiero gdy przyjechało pogotowie. Zasłoniłam usta dłonią, żeby powstrzymać się od krzyków rozpaczy. Kiedy Thomas leżał już na noszach w karetce jeden z lekarzy podszedł do mnie z jakąś kopertą.
 - Ty jesteś Jessica Jenson? - Spytał, patrząc mi w oczy. Nie byłam w stanie nic z siebie wydusić, więc pokiwałam głową. - To do ciebie - powiedział, wręczając mi kopertę. Chwyciłam ją drżącą dłonią, a mężczyzna sobie poszedł, nim zdąrzyłam się zapytać, czy mogę jechać z nimi. Kobieta, która wciąż mnie obejmowała zaproponowała mi, że odprowadzi mnie do domu, ale odmówiłam. Usiadłam na krawężniku i zaczekałam, aż wszyscy sobie pójdą, po czym otworzyłam powoli kopertę. Była w niej kartka papieru, a na niej było napisane to czego tak strasznie się bałam.
TO JEST OSTRZEŻENIE NUMER DWA I
LEPIEJ NIE ZMUSZAJ MNIE DO KOLEJNEGO!
11 DNI

_________________________________________________________________________________

 Jeśli doszliście do tego momentu pragnę coś wytłumaczyć. Fakt, że potraktowałam kota w tak okrutny sposób w tym rozdziale nie oznacza, że pochwalam takie zachowanie! Osobiście nie przepadam za kotami (to nawet mało powiedziane), ale nigdy bym nie zrobiła czegoś takiego. Z góry informuję, że taka scena pojwia się tylko raz! Chciałam napisać coś takiego...hmm, nawet nie wiem jak to nazwać, ale nie jestem zbytnio z tego zadowolona. Mam nadzieję, że mimo tego rozdziału, który wyszedł jak wyszedł jeszcze ze mną zostaniecie :)
POJAWIŁA SIĘ STRONA Z PYTANIAMI
musiałam napisać wielkimi literami, by każdy zobaczył :P
jeśli macie jakieś pytania, jakiekolwiek to zapraszam właśnie do tej strony:
Pytania do mnie i nie tylko XD 
Zachęcam do komentowania, to naprawdę mobilizuje do dalszego pisania. Czekam na każdą opinię, nawet te złe.
Pozdrawiam Wszystkich! :**
Do następnego XD 

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 2. Włamanie

   Po wspólnym śniadaniu i wyjściu Thomasa, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Myślałam, że gdy się dzisiaj obudzę to nie będę pamiętała, co wczoraj się stało. Zawiodłam się. W dalszym ciągu miałam przed oczami tajemniczą twarz nieznajomego. Nie mogłam też przestać zastanawiać się nad wiadomością, którą mi zostawił w dość oryginalny sposób. Trzynaście dni, ale do czego? Patrzyłam na kartkę, jakbym szukała odpowiedzi na to pytanie. Niestety szybko straciłam cierpliwość i najzwyczajniej w świecie potargałam ją na drobne kawałeczki. Przez chwilę jeszcze na nie patrzyłam, brałam kilka do ręki, po czym wypuszczałam je z dłoni, by spokojnie opadły na kołdrę. Było to kompletnie nie potrzebne, wręcz dziwne, jednak w tym momencie nie było mnie stać na nic lepszego. Po prostu nie potrafiłam się skupić na niczym innym.
   Po jakże ambitnym zajęciu postanowiłam wcielić swój wczorajszy pomysł w życie. Wychodząc z domu, rozejrzałam się po ulicy. Kiedy nikogo nie zauważyłam, śmiało ruszyłam przed siebie. Nie miałam pojęcia gdzie kupuje się gaz pieprzowy, dlatego plątałam się po mieście i oglądałam wszystkie wystawy w sklepach, które mijałam. Minęła prawie godzina, gdy trafiłam na sklep z akcesoriami obronnymi. Z początku trochę się wahałam, dopiero po kilku głębokich wdechach przełamałam się i weszłam do środka. Idąc w stronę lady, rozglądałam się po półkach. Nagle przede pojawiła się uśmiechnięta, młoda kobieta. Od razu zaproponowała swoją pomoc, więc powiedziałam jej czego szukam. Zaprowadziła mnie do odpowiedniego regału i zaproponowała gaz, którego sama używa. Powiedziała, że miała okazję go wypróbować i sprawdził się idealnie. Spytałam, co się stało, choć czułam, że nie powinno mnie to interesować, bo w końcu się nie znamy. Na szczęście się nie obraziła i zaczęła opowiadać. Stała na przystanku, czekając na autobus. Nagle poczuła, jak ktoś szarpie jej torebkę, próbując ją wyrwać z jej dłoni. Zareagowała natychmiast. Wzmacniając uścisk na swojej własności, sięgnęła do kieszeni kurtki po gaz i prysnęła nim w twarz porywacza. Była zadowolona z efektów, jednak potem zrobiło jej się go żal i postanowiła mu pomóc. Teraz ona i ten, który chciał jej ukraść torebkę są parą już od ponad dwóch lat. Sama historia napadu była mało oryginalna, ale jako historia miłosna powala na kolana. Z wrażenia straciłam mowę.
   Naprawdę myślałam, że mając przy sobie coś do obrony będę się czuła pewniej. Nic równie mylnego. Nadal miałam wrażenie, że ktoś mnie śledził, a uczucie strachu wcale nie minęło. Znowu, co jakiś czas odwracałam się za siebie i za każdym razem nie widziałam nic podejrzanego. Tłum ludzi, a każdy z nich zmierza w tylko sobie znanym kierunku. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nawet na mnie nie patrzył, jednak ja cały czas czułam, że ktoś za mną chodzi. Stałam na środku chodnika, rozglądając się. Odruchowo mocniej ścisnęłam gaz, który miałam w kieszeni kurtki, choć liczyłam na to, że nie będę miała okazji go wypróbować w miejscu publicznym. Mężczyzna, który właśnie koło mnie przechodził popatrzył na mnie, ale trwało to tylko parę sekund. Tak szczerze mówiąc to nawet nie mam pewności, że patrzył na mnie, czy może na wystawę w sklepie za moimi plecami. Patrzyłam na niego, aż do momentu, gdy nie zniknął mi z oczu, po czym wzięłam głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze, ruszyłam dalej. Pewnym krokiem szłam przed siebie, starając się nie myśleć o tym, że czuję się obserwowana. Mimo ogromnych starań, nie mogłam długo tego ignorować i odwróciłam się gwałtownie. Kilka ciekawskich par oczu skierowały się w moją stronę, powodując, że w mgnieniu oka zrobiłam się czerwona ze wstydu. Nie miałam zamiaru robić z siebie ulicznego błazna, dlatego szybko skręciłam w najbliższą uliczkę, a potem zaczęłam biec najszybciej, jak tylko mogłam. Zatrzymałam się, gdy rozbolały mnie nogi. Jedną ręką chwyciłam się pod bok, a drugą oparłam o ścianę kamienicy. Kiedy mój oddech się trochę uspokoił, rozejrzałam się. Po chwili już wiedziałam, gdzie się znajduje i ile będzie trwał mój powrót do domu.
   Zaraz po zatrzasnięciu za sobą drzwi wyjrzałam przez wizjer, nie wiem czemu. Może chciałam się upewnić, że nikt nie stoi po drugiej stronie, co było głupie, bo nawet gdyby rzeczywiście mnie ktoś śledził to myślę, że nie jest na tyle głupi, by teraz stać przed moimi drzwiami. Ale nigdy nic nie wiadomo, mało to świrów chodzi po świecie? Mając już stu procentową pewność, że nikogo tam nie ma przekręciłam klucz w zamku, po czym od razu poszłam do swojej sypialni. Odruchowo zerknęłam w stronę okna, na którym wczoraj miałam dość dziwną wiadomość, jednak tym razem nie było na nim nic. Może Thomas miał rację, twierdząc że to był tylko dziecinny żart? Odwróciłam głowę, a mój wzrok od razu padł na łóżko, na którym były porozrzucane kawałki papieru. Podeszłam bliżej, po czym kucnęłam i zaczęłam je wszystkie zbierać. Chwilę później już stałam przed koszem, by pozbyć się tych śmieci.
   Odprężająca kąpiel, to pierwszy świetny pomysł, na który dzisiaj udało mi się wpaść. Przez pierwsze dziesięć minut, może mniej, ciągle wydawało mi się, że coś słyszę, ale nie za bardzo wiedziałam co. W końcu stwierdziłam, że nie ma sensu się dłużej nad tym zastanawiać, bo pewnie ktoś coś robi na zewnątrz, dlatego wróciłam do relaksowania się. Niestety nie trwało to długo, ponieważ Thomas zapowiedział swoją wizytę u mnie, wysyłając mi sms-a, że zaraz będzie. Na szczęście te parę minut, które spędziłam w wannie wystarczyły bym wyszła z łazienki z uśmiechem. Jednak nie gościł on długo na mojej twarzy. Zniknął od razu, jak tylko zobaczyłam napis na lustrze w sypialni.
12 DNI
MASZ KIEPSKIE ZAMKI
Przełknęłam ślinę, podchodząc bliżej. Drżącą dłonią przejechałam po czerwonym napisie. To była szminka. Czy to znaczy, że ktoś był u mnie w domu? Przerażała mnie sama myśl o tym. Odwróciłam się gwałtownie i zaczęłam rozglądać za czymś do obrony, choć miałam nadzieję, że nic takiego mi nie będzie potrzebne. Mój wzrok padł na pusty, szklany wazon, który stał na szafce nocnej, więc szybko do niej podeszłam i wzięłam go do ręki. Z głośno bijącym sercem ruszyłam przed siebie, starając się być cicho. Nigdzie nie zauważyłam żadnych podejrzanych śladów, które mogłby wskazywać na obecność jakieś obcej osoby. Wszystko było tak, jak wcześniej, a wszystkie rzeczy stały na właściwym miejscu. Gdy weszłam już do każdego pomieszczenia, podeszłam do drzwi wejściowych. Wazon momentalnie wyślizgnął mi się z dłoni, kiedy zobaczyłam niedomknięte drwi i klucz na podłodze. Cała trzęsłam się ze strachu, nie mogąc się ruszyć. Nawet, jeśli ma to być głupi żart to właśnie w tym momencie przestał być zabawny.
   Byłam tak roztrzęsiona, że nie potrafiłam wydusić z siebie ani jednego prostego słowa. Thomas zaprowadził mnie do salonu i posadził na kanapie, a sam poleciał do kuchni, by po chwili wrócić ze szklanką zimnej wody. Zauważyłam, że był trochę zaniepokojony tym, co się stało. Kiedy ja próbowałam się uspokoić, on rozejrzał się jeszcze po domu. W pewnym momencie usłyszałam, jak coś mówił do siebie, ale robił to na tyle cicho, że nie mogłam go zrozumieć. Mogłam się, tylko domyślać, że właśnie wszedł do mojej sypialni. Szybko do mnie wrócił i usiadł obok, obejmując mnie jedą ręką, a drugą sięgnął do kieszeni spodni.
 - Co ty robisz? - Spytałam, gdy zobaczyłam telefon w jego dłoni, na którym zaczął coś pośpiesznie cykać. Popatrzył na mnie, przykładając urządzenie do ucha.
 - Dzwonię na policję. - Odpowiedział, jakby to było oczywiste. W głowie od razu pojawiła mi się myśl, że to nie jest dobry pomysł, ale wiedziałam też, że może być jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Czekał parę sekund, nim ktoś się odezwał po drugiej stronie, a w między czasie pocałował mnie w czoło, po czym wyszeptał, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę chciałam wierzyć w jego słowa, przecież jeszcze nigdy mnie nie okłamał, ale okazało się to trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
   Policjanci, których imion nie pamiętam dokładnie obejrzeli cały dom. Weszli do wszystkich pomieszczeń, ale oprócz napisu na lustrze nie znaleźli nic podejrzanego. Kiedy jeden z nich zadawał mi jakieś głupie pytania, drugi w tym czasie w obecności Thomasa przyglądał się zamkowi w drzwiach. Okazało się, że jest on kiepskiej jakości i mimo, że drzwi były zamknięte, a klucz był w zamku to każdy, nawet amator bez problemu mógł je otworzyć jakimś drutem czy czymś podobnym. Po zabraniu kawałków papieru z wczorajszą wiadomością, której nie powinnam niszczyć oraz mojej czerwonej szminki stwierdzili, że na dzień dzisiejszy nie mogą nic zrobić. Gdy już wychodzili jeden z nich powiedział bym się nie martwiła, bo zrobią wszystko co w ich mocy, by odnaleźć tego świra. Dokładnie tak go nazwał, świr. Ten drugi, bardziej poważny dodał, że gdyby coś się działo to mam od razu dzwonić.
 - Nie chciałabyś zamieszkać u mnie na jakiś czas? - Odezwał się Thomas, gdy wspólnie zbieraliśmy szkło z podłogi. Dopiero teraz poczułam smutek po stracie wazonu, choć był zwykły bardzo go lubiłam. - Nie chce żebyś siedziała tu sama - dodał, chwytając moją dłoń. Popatrzyłam na przyjaciela, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. - Chodź tu do mnie - nim się zorientowałam wypuścił z dłoni szkło, przyciągnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku.
   Zamówiliśmy pizzę, a tak właściwie to dwie, bo Thomas zawsze jadł za dwóch. Kiedyś dokuczałam mu mówiąc, że jest w ciąży i za każdym razem się na mnie o to obrażał, ale już z tego wyrosłam. Od samego początku wiedziałam, że nie uda nam się zjeść wszystkiego, jednak chłopak był innego zdania. Założył się ze mną o to, że zje jedną całą i dokończy moją. Przyjęłam to wyzwanie. Moja radość była ogromna, kiedy poległ na przed ostatnim kawałku. Miałam ochotę odtańczycz swój taniec szczęścia, ale byłam zbyt najedzona i nie miałam siły nawet wstać.
 - Zawsze przegrywasz - zaśmiałam się, gdy rozłożony na kanapie trzymał się za brzuch. Zerknął na mnie kątem oka, robiąc przy tym groźną minę. Zacisnęłam zęby, by nie wybuchnąć śmiechem. - Myślisz, że te miny mnie przestraszą? - Spytałam, zakładając ręce na piersi.
 - Kiedyś uciekałaś, gdy tak na ciebie patrzyłem - pokazał mi język, na co wywróciłam oczami.
 - Byliśmy wtedy dziećmi, a tak w ogóle to musisz wiedzieć, że nigdy się ciebie nie bałam. Uciekałam, bo nie chciałam ci robić przykrości - tym razem to ja pokazałam mu język. Jego mina świadczyła o tym, że mi nie wierzy. - Taki byłeś z siebie dumny, że nawet nie widziałeś, jak podbierałam ci żelki - wspominałam.
 - To byłaś ty?! - Oburzył się, odwracając gwałtownie głowę w moją stronę. - Myślałem, że same znikają, bo nie chcą być zjedzone - jęknął, robiąc smutną minę. Tutaj już nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. - To nie jest śmieszne! - Warknął, a chwilę później zaczął mnie łaskotać, chcąc mnie ukarać.
 - Dość! Proszę, przestań już! - Krzyczałam błagalnie, bo ze śmiechu rozbolał mnie brzuch. Odpuścił mi chwilę później. Nagle dopadło mnie takie zmęczenie, że oczy same mi się zamykały. W pewnym momencie głowa opadła mi na ramię chłopaka, a dosłownie sekundę później oczy mi się zamknęły. Cieszyłam się, że ten dzień już się kończy i jednocześnie bałam dnia jutrzejszego.
__________________________________________________________________________________

Z tego rozdziału nnie jestem zbyt zadowolona, ale cóż..starałam się :) następny będzie lepszy i na pewno dłużysz, ale spokojnie to tylko taki wyjątek, nie chce Was w końcu zanudzić xd
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. To naprawdę motywuje do dalszego pisania :D
Pod ostatnim postem padły dwa pytania od Ewy Tomlinson i jednego Anonima, na które teraz bym chciała odpowiedzieć:
no więc, co do mojej pracy to pilnuje lokalu z grami, myślę, że można to tak nazwać. Nudna praca jak nie wiem i właśnie w niej powstał pomysł na tego bloga :
jeśli chodzi o inspiracje podczas pisania rozdziałów to nie miałam żadnych. Po prostu wpadł mi nagle z nudów pomysł do głowy i już. Nie oglądałam ani "martwe zło" ani "ring".
Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotycząc mnie albo opowiadania to pytajcie śmiało, a prędzej czy później na pewno na nie odpowiem. Może nawet stworze specjalną zakładkę, co Wy na to? Piszcie w komentarzach czy jesteście za czy przeciw. Kończę, bo pewnie już śpicie czytając to :)
Pozdrawiam wszystkich i do następnego :***
Szablon by S1K