poniedziałek, 14 grudnia 2015

Rozdział 9. Sen i pocałunek

   Otaczała mnie ciemność. Gdzieś w oddali słyszałam czyjeś głosy, ale były tak odległe, że trudno mi było je rozpoznać. Miałam problem z otworzeniem oczu. Zaczęłam się zastanawiać co się ze mna dzieje. Starałam sobie przypomnieć co doprowadziło do tego, że się tu znalazłam. Pamiętałam spacer po lesie i wiem, że byłam z Niallem. Byłam na niego zła, ale nie mogłam sobie przypomnieć dlaczego. Długo spacerowaliśmy i chyba przez dłuższy czas nikt z nas się nie odzywał. Nagle w głowie pojawiła mi się postać kobiety, ładnej blondynki, z której twarzy wywnioskowałam, że była zła, ale na kogo? Na mnie? Przecież ja jej nie znałam, a wtedy widziałam ją po raz pierwszy. Nie była sama. Towarzyszyło jej trzech mężczyzn, którzy byli uzbrojeni tak jak ona. Niall z nią rozmawiał, ale nie mam pojęcia o czym. Wyglądało na to, że się znają lecz raczej się nie lubią. Dlaczego? Kolejne pytanie, na które nie znałam odpowiedzi. W pewnym momencie zaczęły mi się przewijać w głowie pewne obrazy. Widziałam siebie stojącą na przeciwko jakiegoś mężczyzny, który trzymał w dłoniach pistolet skierowany na mnie. Na kolejnym widziałam niewyraźną postać, stojącą za plecami faceta. Na następnym mężczyzna leżał już na ziemi, a ja zamarłam. Próbowałam sobie to wszystko jakoś ułożyć w jedną logiczną całość. Obrazy, które wciąż pojawiały mi się przed oczami nie ułatwiały mi tego zadania, a fakt, że żaden z nich nie pasował do poprzedniego jeszcze pogorszyły sytuację.
   Głosy, które słyszałam wcześniej stawały się coraz wyraźniejsze. Sprawiało to, że nie potrafiłam się skupić na przypomnieniu sobie co się stało, tylko całą swoją uwagę poświęciłam na ich rozpoznawaniu. Opłaciło mi się to, bo już chwilę później miałam pewność, że w pomieszczeniu jest Niall. Miał tak charakterystyczny głoś, że trudno go było pomylić z kimś innym. Przez moment myślałam, że ucieszy mnie jego obecność, ale nie. Z jakiegoś powodu mnie to zdenerwowało i wiedziałam, że mam ku temu powód, choć kompletnie nie miałam pojęcia jaki. Drugi głos był mi nieznany. Naprawdę bardzo się starałam dopasować go do jednej z osób, które znam, ale wygladało na to, że jest to ktoś nowy. I to by było na tyle. Nie słyszałam już nikogo innego. Żałowałam, że nie ma tu taty, a może jest tylko nic nie mówi?
   Od nadmiaru myślenia zaczęła mnie boleć głowa. Miałam ochotę pójść spać, jednak szybko zorientowałam się, że przez cały ten czas śpie. Zmusiłam swoje ciało do poruszenia się i w tym samym czasie wszystkie głosy ucichły. Czułam na sobie ich spojrzenia, mimo że nie mogłam ich zobaczyć.
 - Jessica, słyszysz mnie? - W odpowiedzi odruchowo poruszyłam palcami u ręki, by wiedzieli, że wszystko słyszę.
 - Dlaczego ona się nie budzi? - Spytał tata, a parę sekund później poczułam jak siada na łożko obok mnie i ściska delikatnie moją dłoń. Jego dotyk sprawił, że chciałam natychmiast otworzyć oczy, by go zobaczyć i powiedzieć, że go kocham. Z jakiegoś powodu nie było to jednak takie proste. Nie potrafiłam tego pojąć.
 - Była strasznie roztrzęsiona, nie wiedziała co się stało, dlatego dałem jej środki nasenne, żeby odpoczęła. - Wytłumaczył jakiś mężczyzna, którego głosu wciąż nie mogę rozpoznać. Chyba faktycznie go nie znam.
 - Eric - od razu poznałam, że to ojciec Nialla. Miał tak stanowczy głos, że nie mogło to wróżyć nic dobrego. Tata nie pozwolił mu czekać. Szybko wstał, a po chwili poczułam jak całuje mnie w czoło. Tak bardzo nie chciałam, by puszczał moją dłoń, ale nie mogłam nic zrobić i w tym wszystkim właśnie to było najgorsze. Usłyszałam oddalające się kroki, po czym nagłe trzaśnięcie drzwi.
   Jedno na co teraz miałam ochotę to się rozpłakać, ale nie było to możliwe. Zaczęłam się zastanawiać czy jestem sama, ale zrobiło się tak cicho, że raczej tak. Postanowiłam to wykorzystać i spróbować coś sobie przypomnieć. Szybko jednak straciłam cierpliwość. Czułam się jak dziecko, które chce ułożyć puzzle, ale brakuje mu kilka ważnych elementów. Postanowiłam, że najlepiej będzie już do tego nie wracać. Wyrzuciłam wszystkie myśli z głowy, by móc zapaść w sen we śnie.

   Słyszałam jak drzwi powoli się otwierają, a robiły przy tym tyle hałasu, że nie dało się tego wytrzymać. Do środka weszły co najmniej dwie osoby. Miałam nadzieję, że jedną z nich jest tata.
 - Skąd wiedzieliście gdzie nas szukać? - Spytał Niall, byłam bardzo ciekawa do kogo mówi.
 - Nie pamiętasz? - Odezwał się inny głos, który wydał mi się znajomy. Przez krótką chwilę panowała cisza. - Opowiadałeś nam kiedyś o tym domku. Mówiłeś, że wybudował go twój ojciec dla twojej mamy, ale kiedy odeszła kompletnie o nim zapomniał. Mówiłeś, że kiedyś go skończysz i zamieszkasz w nim ze swoją rodziną co moim zdaniem jest totalnym wariactwem, bo jaka babka chciałby tu mieszkać? - Słuchałam w wielkim zainteresowaniem i to co powiedział mnie strasznie zaskoczyło. Trudno mi było sobie wyobrazić jak jego ojciec robi coś dla kogokolwiek, a zwłaszcza dla żony.
 - Moja mama - odpowiedział od razu Niall. Miał w głosie tyle smutku, że zrobiło mi się go żal. Zapomniałam już, że byłam na niego o coś zła. Gdybym tylko mogła to właśnie teraz bym go przytuliła.
 - Mógłbyś się czasami ugryźć w język - odezwała się jakaś kobieta, której głos też był mi znany. Przez chwilę zrobiła się niezręczna cisza.
 - Dlaczego mi pomogłeś? - Spytał znowu Niall, wracając do poprzedniego tonu. Poczułam jak ktoś siada na skraju łóżka i irytowało mnie, że nie jestem w stanie zobaczyć kto.
 - Masz chyba kłopoty z pamięcią, co? - Wyczułam, że powiedział to z uśmiechem na twarzy. - Nie przestaliśmy być przyjaciółmi. To co było kiedyś nie ma już dla mnie żadnego znaczenia. Odsiedziałem swoje, wiele spraw przemyślałem i nie mam ci niczego za złe. Mógłbym nawet powiedzieć, że w pewnym sensie uratowałeś mi życie, a to było podziękowanie. - Coraz bardziej zaczęło mnie wkurzać, że nie mogę w pełni uczestniczyć w tej rozmowie. Miałam tyle pytań, że nie mieściły mi się one już w głowie.
 - Dziękuje - powiedział Niall. - Nie wiem co bym zrobił, gdyby jej już nie było - dodał, a mi aż mocniej zabiło serce. Usłyszałam zbliżające się kroki, a zaraz potem poczułam jego dotyk na policzku. Nagle przypomniało mi się jak mówił, że mu na mnie nie zależy. Uwierzyłam mu i ucieszyłam się, że jest inaczej.
 - Ile wy się właściwie znacie? Kilkanaście godzin? Jakim cudem, po tak krótkim czasie już tak wiele dla ciebie znaczy? - Pytania zadawała kobieta i byłam jej wdzięczna, bo sama chciałabym to wiedzieć.
 - Nie wiem, po prostu tak jest i koniec - wyobrażałam sobie, że właśnie w tej chwili uderzam go w ramię za taką odpowiedź.
 - Miłość od pierwszego wejrzenia, na to nie ma mocnych. Powinnaś coś o tym wiedzieć, skarbie.
 - James, tyle razy ci mówiłam byś najpierw pomyślał dwa razy, a potem nic nie mówił. - James! Wiedziałam, że kojarze te głosy! James i Rose. Oby to była ostatnia niespodzianka dzisiaj
 - A co z Lexi?
 - Zwiała, więc to nie jest jeszcze koniec.
 - Kurwa - szepnął Niall, myśląc, że nikt go nie słyszy, ale był tak blisko mnie, że trudno było tego nie usłyszeć.

   Otworzyłam oczy, ale nadal było ciemno. Zamrugałam kilka razy, by przyzwyczaić wzrok do ciemności. Leżałam na łóżku przykryta kocem aż po szyję. Było mi strasznie zimno i dopiero po chwili zrozumiałam dlaczego. Okno było otwarte na oścież, a obok niego stała jakaś postać. Po zapachu jaki się unosił w powietrzu zrozumiałam, że ten ktoś właśnie palił papierosa. Zaczęłam kaszleć czym zwróciłam na siebie uwagę. Widziałam jak gwałtownie odwraca głowę w moją stronę, wyrzuca papierosa przez okno i podlatuje do mnie.
 - Idealną porę sobie wybrałaś na obudzenie się - tata usiadł obok mnie i dał mi buziaka w czoło, gdy przestałam kaszleć. - Nie mogłaś zaczekać do rana - dodał z uśmiechem na twarzy.
 - Bardzo śmieszne - próbowałam podnieść się do pozycji siedzącej, jednak napotkałam mały problem. Jednym sprawnym ruchem zrzuciłam z siebie koc i zobaczyłam zabandażowane udo. Zaczęło tak strasznie boleć, że trudno mi było wykonać jakikolwiek ruch. Popatrzyłam z przerażeniem na tatę. - Co się do cholery stało? - Wiedziałam, że trochę mnie poniosło, ale w dalszym ciągu nie mogłam sobie przypomnieć nic nowego i miałam już tego dosyć. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
 - Spacerowałaś z Niallem po lesie i...
 - To wiem! - Krzyknęłam i od razu tego pożałowałam. - Przepraszam, po prostu... - nie moglam znaleźć odpowiednich słów. Na szczęście tata szybko mnie uspokoił i przeszedł do sedna.
 - Znalazła was Lexi i jednemu ze swoich kolesi kazała cię zabić...
 - Jak na ojca to jesteś bardzo szczery - znowu mu przerwałam i tym razem trochę się zdenerwował.
 - W ostatniej chwili James strzelił mu w plecy i gdy upadał jego broń wystrzeliła i trafł cię w nogę. To nic poważnego. Kula tylko trochę cię drasnęła.
 - Strasznie boli - jęknęłam.
 - To minie - powiedział, przykrywając mnie kocem.
 - Mogę mieć prośbę? Właściwie to dwie.
 - Oczywiście - pochylił się nade mną.
 - Możesz zamknąć okno? - Zaśmiał się cicho, po czym podszedł do okna, by je zamknąć.
 - No a ta druga prośba?
 - Zawołasz Nialla? Chciałabym z nim porozmawiać - musiałam go tym zaskoczyć, bo jakiś czas stał bez ruchu, wpatrując się we mnie.
 - On pewnie śpi.
 - Proszę - westchnął i wyszedł z pokoju. Zastanawiałam się czy to był jednak dobry pomysł, ale już było za późno.
   Minęło dokładnie dwieście dwadzieścia sześć sekund od wyjścia taty i wejścia Nialla. Kiedy go zobaczyłam automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech i cieszyłam się, że go nie widzi. Gdy podszedl bliżej zobaczyłam, że jest bardzo zmęczony. Miałam wyrzuty sumienia, że wyrwałam go ze snu. Usiadł na łóżku, patrząc mi prosto w oczy.
 - Twój tata mówił, że chcesz ze mną porozmawiać - miał problem z ułożeniem rąk, w końcu złożył obie dłonie i położył na kolanach. Wyglądał jak mały chłopiec.
 - Nie do końca - uniósł jedną brew, a ja na kilka sekund spuściłam z niego wzrok. Wzięłam głęboki wdech, powtarzając w myślach, że raz się żyje. Gdy znowu na niego spojrzałam wiedziałam, że zrobię to teraz albo nigdy. Zmusiłam się do podniesienia, ignorując ból w nodze. Zbliżyłam swoją twarz do jego, po czym go pocałowałam. Nie miałam okazji do całowania się z wieloma chłopakami, ale ten pocałunek był zdecydowanie najlepszy.
________________________________________________________________

   Witam! Od napisania ostatniego rozdziału straciłam wene, a dzisiaj dotarło do mnie, że trzeba dodać następny, więc wyskrobałam coś takiego na szybko, bo nie chciałam znowu zawieść. Wybaczcie mi ten rozdział i prosze o szczere opinie ;)
   Następny rozdział pojawi się 4 stycznia no, chyba że wydarzy się jakiś świąteczny cud, ale niczego nie obiecuję! :*
   Dziękuję za wszystko i do następnego :D

poniedziałek, 30 listopada 2015

Rozdział 8. Koniec jednej historii?

   Czy to naprawdę jest możliwe? Od dobrych paru minut się nad tym zastanawiam. Nie mogłam zrozumieć jak to się stało, że żyłam w tak dużej nieświadomości. Jak można nie wiedzieć przez tyle lat, że jedna z najważniejszych dla ciebie osób wcale nie umarła? Gdy ja myślałam, że już nigdy go nie zobaczę, że nie przytulę się do niego, nie powiem jak bardzo go kocham, on tak po prostu sobie żył kilkadziesiąt kilometrów ode mnie. Byłam szczęśliwa, a jednocześnie czułam się oszukana. Z jednej strony nie chciałam, by przestał mnie obejmować, ale z drugiej miałam ochotę się na niego wydrzeć. I nagle do mnie dotarło, że mogę to zrobić. Gwałtownie odepchnęłam się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy. Wytarłam mokre od łez policzki i dopiero teraz widziałam wszystko wyraźnie. To nie jest sen, widzę go dokładnie tak jak go zapamiętałam, tylko starszego. Dotarło też do mnie, że jesteśmy sami w pokoju i przez chwilę zaczęłam się zastanawiać gdzie podziała się pozostała dwójka, ale szybko uzmysłowiłam sobie, że to nie jest w tej chwili najważniejsze.
 - Jak mogłeś? - Odezwałam się jako pierwsza. - Zdajesz sobie sprawę jak się czułam przez te kilka lat? Masz pojęcie jak to jest stracić oboje rodziców tego samego dnia? Pomyślałeś, choć przez chwilę co przeżywałam przez pierwsze miesiące bez was? Tak bardzo chciałam, by to się okazało snem, ale nie. Za każdym razem, gdy się budziłam docierało do mnie, że jestem sama. Dlaczego przez ten czas nie robiłeś nic, żeby się ze mną skontaktować?! Dlaczego nie dałeś żadnego znaku, że żyjesz?! Dlaczego mnie zostawiłeś?! Dlaczego tato, dlaczego? - Słowa wypływały ze mnie bez żadnych trudności, mówiłam to co leżało mi na sercu. Miałam jeszcze wiele do powiedzenia, ale nie miałam już siły. Było mi coraz trudniej się wysłowić, widząc przed sobą wpatrującego się we mnie ojca. Nie wytrzymałam i znowu się rozpłakałam. Po chwili znowu byłam w jego ramionach.
 - Nie zostawiłem cię - wyszeptał, głaszcząc moje włosy. - Nie widziałaś mnie, ale czuwałem nad tobą, cały czas miałem cię na oku, przecież jesteś moją małą córeczką. - Uśmiechnęłam się na te słowa i odsunęłam głowę od jego piersi, by na niego spojrzeć.
 - Już nie jestem małą dziewczynką - powiedziałam, a tata wziął moją twarz w dłonie i popatrzył mi w oczy.
 - Dla mnie zawsze nią będziesz - pocałował mnie w czoło, po czym wziął za rękę. Podeszliśmy do schodów prowadzących na górę i usiedliśmy na nich. Cały czas na niego patrzyłam, jakby bała się, z kiedy przestanę to on zniknie. - Wiedz, że było to dla mnie strasznie trudne. Móc cię widzieć, ale podejść i przytulić już nie, to naprawdę bolało. Cała nasza trójka zdecydowała, że jednak tak będzie najlepiej przede wszystkim dla ciebie. Poza tym młody Walters musiał być przekonany, że na pewno nie żyję, bo gdyby się dowiedział jaka jest prawda to byłby to koniec.
 - Koniec? - Przerwałam mu, nie był zadowolony z tego powodu, dlatego obiecałam sobie, że bez względu na to co usłyszę będę siedziała cicho. Nie chciałam go zdenerwować.
 - Koniec naszej rodziny - odezwał się po krótkiej przerwie, a mnie aż zmroziło. Trudno było uwierzyć, że chodzi tu o jakieś głupie pieniądze, przecież nie mieliśmy ich aż tak dużo. Prawda, że tata był prawnikiem i to dobrym, ale bez przesady. Nie byliśmy jakimiś milionerami. - To co powiedział ci Niall to oczywiście prawda, stary Walters nie spocznie, dopóki się nie zmieści za swojego syna, teraz już dwóch. Teraz przez jakiś czas nie będzie dawał o sobie znać i poczeka, aż poczujemy się pewniej, a on jest cierpliwy. Nie znam drugiego tak cierpliwego człowieka. - Czułam, że tata mi się przygląda i czeka na jakąś moją rekcję, ale kompletnie nie wiedziałam co mogłabym w takiej sytuacji powiedzieć. Bałam się, tylko tego byłam pewna.
 - Jak udało ci się przeżyć wypadek? - Spytałam, choć nie byłam pewna czy na serio chcę tego słuchać.
 - To dzięki mamie - odpowiedział, głaszcząc mój policzek. Uśmiechnął się delikatnie, po czym odwrócił ode mnie wzrok. Wziął kilka głębokich oddechów, skupiając wzrok na jednym punkcie przed sobą. - Kiedy dotarło do mnie co się dzieje, chciałem was chronić. Powtarzałem sobie, że potrwa to najwyżej kilka sekund i będzie po wszystkim. Mama w ostatniej chwili przekręciła kierownicę i było już za późno. Widziałem, że muszę zrobić wszystko, by jej śmierć nie poszła na marne. Dzięki znajomością Willa udało się nam mnie uśmiercić, choć przyznaję, że nie było to łatwe. Od tego momentu przysiągłem sobie, że nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. - Nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że płacze. Ja sama też nie mogłam się powstrzymać. Nigdy nie przypuszczałam, że będę tyle płakać i to jednego dnia. Przytuliłam się do niego, chcąc by ta chwila trwała wiecznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak bardzo mi tego brakowało.

 - Przejdziemy się? - Usłyszałam za sobą głos Nialla. Siedziałam na ławeczce przed domem, starając się nie robić żadnych gwałtownych ruchów. Nie odwróciłam się do niego, nadal byłam zła. Miałam świadomość, że sytuacja w której się znaleźliśmy nie była za ciekawa, ale odzyskałam ojca i chciałam spędzić z nim chociaż kilka godzin sam na sam, to chyba nie jest aż tak dużo, a wydaje mi się, że jako córka mam do tego prawo. Will był na tyle wredny, że powiedział mi wprost, że nie mamy czasu na takie głupoty, chyba że życie mi już zbrzydło. Po tych słowach zwróciłam się do Nialla, mając nadzieję, że mi pomoże i uda mu się jakoś przekonać ojca. Niestety zamiast jego pomocy usłyszałam, tylko że nie będzie się wtrącał. Byłam tak wkurzona, że miałam ochotę mu przywalić. Chwilę później odesłali mnie na zewnątrz, ponieważ oni muszą poważnie porozmawiać i lepiej dla mnie bym pewnych rzeczy nie wiedziała. Miałam zamiar zaprzeczyć, ale widząc minę taty w ostatniej chwili ugryzłam się w język. - Przepraszam, ok? - Odezwał się znowu, kładąc dłoń na moim ramieniu. Przesunęłam się gwałtownie na jeden koniec ławki, choć wiedziałam, że taki ruch może mnie kosztować upadek. Zaczęła się delikatnie kołysać, więc szybko z niej wstałam i jak się okazało zrobiłam to w ostatniej chwili.
 - Idę się przejść - starałam się brzmieć tak by pomyślał, że nie chcę żeby ze mną szedł, ale miałam nadzieję, że jednak pójdzie za mną. Bałam się sama chodzić po tym lesie, a on jednak jest facetem i byłabym spokojniejsza.
 - Mam iść z tobą czy chcesz być sama?
 Niech cię szlak, Horan - pomyślałam, odwracając się do niego powoli. Nie zdążyłam nawet przemyśleć tego co chciałabym mu, bo znowu odezwał się on.
 - Pójdę z tobą - uśmiechnął się słodko. - Lepiej byś nie chodziła sama po lesie - dodał, po czym ruszył w moją stronę.
   Nie odzywaliśmy się do siebie. Ja udawałam, że go ignoruję, a on że tego nie widzi. Za każdym razem, gdy spojrzałam na niego kątek oka uśmiechał się głupkowato. Wyglądał wtedy naprawdę słodko i gdybym natknęła się na niego gdzieś na ulicy to niewykluczone, że mogłabym się zakochać. Nadal jeszcze nie do końca docierało do mnie, że taki chłopak jak on potrafi zabić człowieka nawet przy tym nie mrugając. Byłam bardzo ciekawa jego przeszłości i uważałam, że to trochę niesprawiedliwe, że on wie o mnie praktycznie wszystko, a ja o nim prawie nic. Wiem, że Thomas nie był jego jedyną ofiarą, ale nie wiem ile ich było i dlaczego ich zabijał. Nie dawało mi to spokoju i nawet przyszło mi do głowy by się go o to zapytać wprost, ale gdy przypomniałam sobie jego reakcję z baru stwierdziłam, że nie chcę psuć mu nastroju.
   Nie pamiętam bym kiedykolwiek spacerowała z kimś w milczeniu. Nie przeszkadzało mi to, ale było trochę dziwnie, bo już jakiś czas idziemy i jeszcze żadne z nas się nie odezwało. Las robił się coraz gęstszy przez co musiałam patrzeć którędy idę, żeby się nie nadziać na jakiś krzak. Przez cały ten czas myślałam jakby tu można było zacząć rozmowę i jaki temat byłby najbezpieczniejszy. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy, a myślenie sprawiało coraz więcej trudności. W pewnym momencie usłyszałam szelest liści, który dochodził gdzieś z boku. Od razu popatrzyłam na Nialla, który właśnie sięgał ręką za plecy. Przyciągnął mnie do siebie, gdy szelest stał się wyraźniejszy i dochodził z czterech stron naraz. Przełknęłam głośno ślinę, serce zaczęło mocniej bić i spociły mi się dłonie. Kręciłam nerwowo głową, ale niczego nie widziałam, jednak mimo to czułam na sobie czyjeś spojrzenie i nie miałam na myśli Nialla. Kiedy zobaczyłam jego uniesioną rękę z pistoletem w dłoni, wszystko się nasiliło. Kilka sekund później usłyszałam strzał.
 - Stęskniłeś się Horan? - Usłyszałam głos kobiety za naszymi plecami. Powoli zaczęliśmy się odwracać i dotarło do mnie, że jesteśmy otoczeni.
 - Nawet sobie nie wyobrażasz - jakoś specjalnie nie zdziwił mnie fakt, że ta dwójka się zna. Nie wiedziałam tylko czy się z tego cieszyć czy nie. Biorąc pod uwagę ton Nialla można stwierdzić, że raczej się nie lubią i tu znowu pojawiło się pytanie, dlaczego? Nie za bardzo mogłam się jej przyjrzeć, ponieważ włosy spadały jej na twarz przez wiatr, który nagle się zaczął. Zresztą kogo to obchodzi jak ona wygląda? Najważniejsze jest to, że trzyma w dłoniach  pistolet skierowany prosto na nas.
 - Ładną panienkę sobie znalazłeś - kiwnęła na mnie głową, a ja miałam ochotę do niej podejść i jej przywalić za tą panienkę. - Powiedz, zależy ci na niej? - Zrobiła kilka kroków do przodu, nie spuszczają wzroku z chłopaka.
 - Pogadajmy spokojnie - Niall zaczął opuszczać rękę, w której trzymał pistolet jednocześnie popychając mnie za siebie.
 - Nie licz na to - powiedziała z uśmiechem, robiąc jeszcze kilka kroków, po czym się zatrzymała i machnęła głową na jednego z jej towarzyszy. Facet od razu zareagował i doskonale widział co ma zrobić. Trwało to kilka sekund, nim zrozumiałam co się dzieje, byłam już w ramionach jakiegoś faceta, a Niall leżał na ziemi z zakrwawioną twarzą. Chciałam krzyknąć, wezwać pomoc, ale wtedy poczułam coś lodowatego na moim karku.
 - Ani słowa - syknął mi do ucha, obejmując mnie mocniej. Zacisnęłam dłonie na jego ręce, chciałam wbić paznokcie w jego skórę, ale miał za grubą kurtkę. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak bardzo przerażona. Do oczu napłynęły mi łzy lecz starałam się z całych sił, by nie pozwolić im wypłynąć. Patrzyłam jak kobieta podchodzi do Nialla, kuca przed nim i przykłada mu pistolet do szyi, patrząc mu prosto w oczy.
 - Zabiłeś go, a ja musiałam na to patrzeć. Wiesz jak się czułam, widząc jak jedyna osoba, którą kocham najbardziej na świecie zostaje zabita na moich oczach? - Zrobiła krótką pauzę. Ja wiem jak się czuje taka osoba - pomyślałam, nie miałam odwagi powiedzieć tego na głos. Przesunęła lufą w dół jego szyi i zatrzymała się przy sercu. Niall wyglądał tak, jakby było mu obojętne czy umrze czy nie. Nie podobało mi się to, bo ja nie chciałam podzielić jego losu. - Wiesz co sobie wtedy obiecałam? Domyślasz się, prawda?
 - Oddam ci pieniądze, daj mi tylko trochę czasu - odezwał się, na co kobieta prychnęła.
 - Mam w dupie twoją kasę! Chce zemsty, rozumiesz? Chce byś czuł to co ja dlatego pytam jeszcze raz, zależy ci na niej? - Popatrzył na mnie, przez chwilę nasze oczy się spotkały, trwało to bardzo krótko, za krótko. Zauważyłam, że porusza ustami, jakby chciał mi coś powiedzieć, ale nie mogłam zrozumieć co. Próbowałam się wyrwać, na próżno.
 - Nie - odpowiedział, patrząc kobiecie w oczy. Widziałam jak się uśmiechała, zaskoczyło ją to.
 - Czyżby? - Spytała, uśmiech nie schodził z jej twarzy ani na moment. - Tom - odezwała się znowu, a już sekundę później byłam odwrócona przodem do mężczyzny, który przyłożył mi pistolet do czoła. Przełknęłam ślinę, mój oddech przyspieszył, a serce biło tak jak jeszcze nigdy w życiu.
 - Lexi, ona nic nie zrobiła. Co ci da, że ją zabijesz? Jest mi obojętna, a przecież pragniesz zemsty, prawda? - Słyszałam głos Nialla, ale nie zawracałam sobie tym głowy. Starałam się skupić i wymyślić coś, co pomogłoby mi przeżyć. Staliśmy w miarę blisko siebie i tylko jedno przychodziło mi do głowy. Wykorzystałam moment, w którym nikt nie zwracał na mnie uwagi. Niall rozmawiał z tą kobietą, choć nie wiem czy można było to nazwać rozmową, a Tom na chwilę spuścił ze mnie wzrok. Nie myśląc za wiele kopnęłam go z całej siły w krocze. Gdy o się skulił z bólu, ja zaczęłam uciekać najszybciej jak tylko mogłam. Wiedziałam, że ktoś za mną biegnie, słyszałam jakieś krzyki, ale myślałam o tym teraz. Miałam tylko kilka sekund przewagi i usiałam to wykorzystać.
 Dasz radę, dasz radę, dasz radę, nie odwracaj się, nie odwracaj się, nie odwracaj się - powtarzałam sobie w myślach.
   Z każdą następną sekundą zaczęłam panikować coraz bardziej, bo nie miałam pojęcia gdzie jestem. Nie pamiętałam byśmy tędy szli, nie widziałam nic znajomego i nie wiedziałam gdzie mam teraz biec. Czułam, że zaczynam tracić ostatnie sekundy przewagi. Miałam już coraz mniej siły, nogi przestały ze mną współpracować i moja ucieczka skończyła się upadkiem. Chwilę później poczułam mocne szarpnięcie za ramię i ten zimny dotyk śmierci na karku. Nie miałam siły się bronić. Pozwoliłam by jakiś obcy facet prowadził mnie z powrotem tam skąd uciekłam. Pozwoliłam też na wydostanie się łez z moich oczu, które teraz spływały po obu policzkach w zaskakująco dużych ilościach.
 - Nie jesteś zbyt grzeczną dziewczynką - zaczęła Lexi, podchodząc do mnie. Miałam tak zamazane oczy, że trudno mi było zauważyć gdzie jest Niall, choć właściwie to wcale nie chciałam go widzieć. - Trudno mi będzie się ciebie pozbyć - dodała, głaszcząc mój policzek. - Zajmij się nią - odezwała się, po czym odeszła, a ja znowu poczułam szarpnięcie. Zdawałam sobie sprawę, że przeżywam właśnie ostatnie sekundy mojego życia i miałam tylko nadzieję na szybką śmierć.
   Zamknęłam oczy, nie chciałam na nic ani na nikogo patrzeć. Wsłuchałam się w szelest liści pod moimi stopami, szum wiatru, śpiew ptaków, chciałam po prostu zapomnieć o tym co się zaraz stanie. Stanęliśmy, odwróciłam się, zacisnęłam usta, by nie zacząć krzyczeć, bo i tak nie miałoby to sensu, i czekałam. Usłyszałam strzał i dotarło do mnie, że to jest koniec mojej historii.
__________________________________________________________________________________
 
Witam w kolejnym rozdziale, z którego jestem tak troszkę zadowolona.
 Przepraszam za błędy (na pewno jakieś są) i mam nadzieję, że mi wybaczycie wszelkie niedociągnięcia, ale nie umiem opisywać pewnych sytuacji, a zwłaszcza tych, które miały miejsce w rozdziale po wyżej. Człowiek uczy się całe życie :P
 Pojawił się kolejny nowy bohater, więc zapraszam do zaglądnięcia: Bohaterowie
Dziękuję za komentarze pod ostatnim postem, strasznie motywują :*
Kolejny rozdział pojawi się 14 grudnia.
Dziękuję jeszcze raz za wsparcie i do następnego <3

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 7. Niespodziewany bieg wydarzeń

    Niall przez resztę drogi nie był zbyt rozmowny, a wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Nie trzeba być geniuszem, by się zorientować dlaczego się taki stał i to tak nagle. Powinnam była wiedzieć, że pewnych rzeczy się po prostu na głos nie mówi. Swoje głupie pytania następnym razem muszę zatrzymać tylko i wyłącznie dla siebie. O tak, to jest na pewno najlepsze rozwiązanie. Jednak mimo wszystko nadal nie mogę przestać o tym myśleć. Trudno mi jest uwierzyć, że ten człowiek kogoś zabił, choć nie da się przemilczeć tego, że widziałam jak zrobił to na moich oczach. Jakim cudem taki chłopak może mieć więcej niż jedną zbrodnię na sumieniu? To jest straszne.
   Od pewnego czasu już próbuje zebrać się w sobie i zacząć jakąś rozmowę, bo ta cisza jest naprawdę nie do zniesienia, ale najzwyczajniej w świecie się boje. Za każdym razem, gdy otwieram buzię, a w głowie mam już słowa, z którymi chciałabym się z nim podzielić, tchórzę jak ta ostatnia sierota. Boję się nawet zakaszlnąć, bo mogłabym przez to zwrócić na siebie jego uwagę. To jakaś paranoja, ale wolałam z tym na razie nic nie robić.
   Chcąc się czymś zająć, starałam się odtworzyć całą rozmowę z Niallem. Wciąż trudno mi było uwierzyć, że Thomas tak naprawdę nie był moim przyjacielem. W tej chwili nie potrafię powiedzieć na kogo bardziej jestem zła. Na Nialla, który wparował do mojego życia bez zaproszenia i narobił w nim niezłego bałaganu. Na Thomasa, który udawał mojego przyjaciela, by zemścić się na mnie za swojego brata. Czy może sama na siebie, bo przez te wszystkie lata nie zauważyłam nic podejrzanego. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, czasami nawet i noce, a ja byłam ślepa. Musiały być przecież jakieś znaki, na pewno była chwila, w której popełnił jakiś błąd, a ja powinnam była go zauważyć i coś z tym zrobić. Niestety nic takiego nie miało miejsca, bo lepiej być ślepym na rzeczy, które nie przyniosą nam nic prócz cierpienia.
   Dyskretnie starłam łzę spływającą po policzku, po czym popatrzyłam przed siebie. Ulica była kompletnie pusta, jakby od dawna nikt tędy nie przejeżdżał. W pobliżu nie było żadnych domów, sklepów, nic. Mogłaby się wydawać, że to miejsce zostało zapomniane przez Boga i to przez długi już czas. Odruchowo zerknęłam na Nialla, ale trwało to ułamek sekundy, bo nie chciałam się spotkać z jego wzrokiem. Prawie w tym samym momencie zadzwonił jego telefon, więc zatrzymaliśmy się na poboczu, by mógł wysiąść z samochodu i odebrać. Byłam strasznie ciekawa kto do niego zadzwonił i po co, ale stał za daleko bym mogła coś usłyszeć.
   Jego rozmowa trwała dłużej niż mogłam się spodziewać. Prawie przez cały czas chodził tam i z powrotem, co jakiś czas zerkając na mnie. Kilka razy nawet miałam wrażenie jakby podnosił głos, ale już po sekundzie znowu mówił normalnym tonem. Gdy tak na niego patrzyłam, w głowie pojawiła mi się pewna myśl, ale zniknęła nim zdążyłam się nad nią bardziej zastanowić, ponieważ ucieczka jest niemożliwa i z góry mogę ją uznać za porażkę.
   Przez to czekanie robiłam się coraz bardziej nerwowa. Rozpięłam pas, zastanawiając się czemu nie zrobiłam tego wcześniej. Założyłam ręce na piersi i zaczęłam wodzić wzrokiem po samochodzie, jakbym nagle mogła znaleźć coś, co mogłoby mi jakoś pomóc. Jak na faceta było tu zaskakująco czysto. Po krótkiej chwili moje oczy natknęły się na schowek przede mną. Odruchowo się poprawiłam na siedzeniu, po czym zerknęłam szybko w stronę chłopaka. Na szczęście albo nieszczęście nadal był zajęty rozmową, która chyba go pochłonęła do reszty, więc postanowiłam to wykorzystać. Starałam się nie myśleć zbyt dużo o tym, co tam mogę znaleźć, ale nie zmienia to faktu, że się trochę boję. Wzięłam kilka głębokich wdechów, policzyłam w myślach do trzech, jakby to mi mogło pomóc, po czym jednym ruchem otworzyłam schowek. Od razu w oczy rzucił mi się pistolet, na który widok przełknęłam głośno ślinę i znowu zerknęłam w stronę Nialla. Zamarłam, kiedy okazało się, że go nie widzę. Rozglądałam się na wszystkie możliwe strony i nic, ani śladu. Gdy już podjęłam decyzję, że wychodzę z samochodu nagle wszedł do środka, a ja aż podskoczyłam ze strachu. Może to dziwne, ale ucieszyłam się na jego widok i już nawet chciałam się uśmiechnąć, ale nie zdążyłam.
 - Nikt ci nie powiedział, że nie grzebie się w cudzych rzeczach?! - Warknął, zamykając schowek tak mocno, że cofnęło mnie do tyłu.
 - Nie grzebałam... - zaczęłam, ale nawet nie wiedziałam co mogłabym mu powiedzieć. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że zbierało mi się na płacz.
 - Nigdy więcej tego nie rób, jasne? - Oznajmił łagodniej, po czym przekręciła kluczyk i ruszyliśmy w dalszą drogę.
 - Z kim rozmawiałeś? - Spytałam, ale szybko tego pożałowałam. Miałam ochotę nakrzyczeć sama na siebie, że w odpowiednim momencie nie ugryzłam się w język. Gwałtownie odwróciłam głowę i omal nie uderzyłam nią o szybę. - Przepraszam, to nie moja sprawa - dodałam, musiałam walczyć ze sobą, żeby na niego nie spojrzeć. Ze zdenerwowania zaczął mnie boleć żołądek i zachciał mi się płakać. Na szczęście Niall nie skomentował mojego pytania ani przeprosin, co mnie strasznie ucieszyło, bo i tak czułam się wystarczając żałośnie.


   Byłam tak zmęczona, że nie wiedziałam kiedy zasnęłam, a gdy się obudziłam byliśmy już na miejscu. Wychodząc z samochodu, strasznie bolały mnie plecy, to pewnie przez niezbyt wygodną pozycję. Po wyprostowaniu kości zaczęłam się rozglądać i to co widziałam nie podobało mi się ani trochę. Domyśliłam się, że jestem w głębi lasu, bo wokół nie było słychać jadących samochodów ani nie było widać żadnych domów oprócz tego, na który właśnie patrzyłam. Był tak stary, że bałam się do niego wejść, by się nie rozleciał. Zbliżając się do niego, czułam ciarki na całym ciele. Niepokoił mnie też fakt, że byłam tu całkiem sama. Czyżby Niall postanowił mnie tu zostawić? Naprawdę nie chciałam tu umierać.
 - Niall nie powinien cię tu zostawiać samej - usłyszałam gdzieś za sobą. Stało się to tak nagle, że przez chwilę zastanawiałam się czy słyszę go naprawdę czy to tylko głos w mojej głowie. Powoli zaczęłam się odwracać, przełykając głośno ślinę. W głowie już pojawił mi się obraz faceta z siekierą, całego we krwi i gotowego do zabicia kolejnej swojej ofiary. Gdy nasze oczy się spotkały, ulżyło mi. Zobaczyłam faceta w normalnym, zadbanym ubraniu i przede wszystkim bez siekiery. Niestety spokój, który mnie ogarną w mgnieniu oka zamienił się w paraliżujący strach. Mężczyzna wolnym krokiem się do mnie zbliżał i z każdym jego krokiem ja się cofałam. Uśmiechał się do mnie, ale nie był to przyjazny uśmiech. - Nie bój się, jestem Will. - Przedstawił się, wyciągając dłoń w moją stronę. Po chwili szybko ją cofnął, zorientowawszy się, że nie podam mu swojej. Doszłam do wniosku, ze najlepiej będzie jeśli nie będę się odzywać. Nie miałam pojęcia, by mu wierzyć, ale z drugiej strony czemu miałby kłamać? - Przykro mi z powodu straty przyjaciela - dodał, po czym przeszedł obok mnie. Wodziłam za nim wzrokiem, wolałam mieć go na oku. Będąc na schodach odwrócił się do mnie i gestem głowy dał znak bym poszła za nim. Zrobiłam to, patrząc pod nogi. Coś mówiło mi, że wchodząc do tego domu sprowadzę na siebie kłopoty, ale nie miałam zbyt dużego wyboru.
   Gdy tylko przeszłam przez próg, uderzył we mnie nieprzyjemny zapach. Od razu zasłoniłam usta dłonią, bo z każdym następnym krokiem było coraz gorzej. Mężczyzna zaprowadził mnie do salonu, chyba, sama nie wiem, w tym syfie trudno było się zorientować jakie to akurat jest pomieszczenie. Dym papierosowy aż po sufit, zakurzone meble, brudne okna, pajęczyny na ścianach i nie tylko, już od samego patrzenia robiło mi się słabo. Kiedy usiadł na jednym z dwóch foteli, popatrzył na mnie, po czym sięgnął do kieszeni po papierosa. Powoli odsunęłam dłoń od twarzy, by przyzwyczaić się do zapachu, choć zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwo. Z początku strasznie się dusiłam, ale na szczęście udało mi się jakoś nad tym zapanować.
 - Siadaj - odezwał się chwilę później Will, wskazując fotel na przeciwko.
 - Postoję - odpowiedziałam od razu, siląc się na delikatny uśmieszek.
 - Siadaj - powtórzył, po jego tonie wywnioskowałam, że lepiej robić co mówi. Jak tylko wykonałam jego polecenie, uśmiechnął się. Wbiłam wzrok w swoje palce i próbowałam się nie przejmować tym, że cały czas na mnie patrzył, wręcz czułam na sobie jego wzrok.
   Siedzieliśmy tak jakiś czas. On palił papieros za papierosem, a ja w myślach robiłam kolejną rundkę liczenia do stu. Przestałam dopiero, gdy usłyszałam za placami zbliżające się kroki. Gwałtownie uniosłam głowę i odwróciłam się. Tak bardzo ucieszyłam się na widok Nialla, że przez chwilę nawet przyszedł mi do głowy pomysł, by się na niego rzucić, ale było by to dość dziwne.
 - Powiedziałeś jej już? - Spytał ojca, kiwając głową w moją stronę. Z zaciekawieniem zmarszczyłam brwi, patrząc raz na jednego, a raz na drugiego.
 - Czekałem na ciebie, ona chyba się...
 - Mam imię - warknęłam przez zaciśnięte zęby, zaskakując tym samą siebie, a zwłaszcza pozostałą dwójkę. Już sekundę później miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Will poprawił się na fotelu, a jego mina mówiła, że nie podoba mu się, kiedy ktoś przerywa mu w pół zdania.
 - Tak się składa młoda damo, że mi się nie przedstawiłaś - odruchowo wywróciłam oczami, mając nadzieję, że żaden z nich tego nie widział. Wstałam z tego śmierdzącego fotela, zadowolona, że w końcu nadarzyła się taka okazja, po czym podeszłam do niego.
 - Jessica - powiedziałam najgrzeczniejszym tonem na jaki mnie było stać i wyciągnęłam w jego stronę dłoń. Zachował się dokładnie tak samo jak ja kilka minut temu, mogłam to przewidzieć.
 - Głupio ci teraz, co? - Widząc jak się szczerzy, musiałam ugryźć się w język, by mu się jakoś nie odgryźć. - Wiem jak się nazywasz, - zaczął, gdy odwróciłam się do niego plecami i wracałam na swoje miejsce, było mi już wszystko jedno - wiem gdzie mieszkasz, wiem o Thomasie, wiem więcej niż ci się może wydawać, inaczej by cię tu nie było. Słuchaj, nie jestem twoim wrogiem, jasne? Jesteś tu, bo chcę wam pomóc. Nie musimy się lubić, ale przydałoby mi się trochę twojego zaufania. - Mówił tak szybko, że ledwo udało mi się za nim nadążyć.
 - Nam? - Niall i jego ojciec popatrzyli na siebie, a mnie ogarnęły złe przeczucia. Było widać po minie mężczyzny, że nie za bardzo wie co teraz ma powiedzieć. Zgasił niedopalonego papierosa, po czym wstał. Podszedł do okna i stał tam przez chwilę, patrząc przez szybę. Wątpiłam, by cokolwiek mógł tam zobaczyć, ale może stoi tak, bo musi pomyśleć? Trudno stwierdzić.
 - Jest coś co powinnaś wiedzieć - zaczął Niall, kątem oka zerkając na ojca. Pewnie liczył na jakąś jego reakcję, ale najwyraźniej się przeliczył.
 - Może ja jej to wytłumaczę, co? - Odezwał się nagle głos za moimi plecami. W ciągu jednej sekundy zamarłam. Ten głos był mi tak dobrze znany, tak dawno go nie słyszałam i pogodziłam się z myślą, że nie będę go już słyszała. Chciałam się ruszyć, naprawdę chciałam, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Patrzyłam ciągle w ten sam punkt na ścianie, a wszystkie trzy pary oczu były skierowane na mnie. Trzy, choć jednych nie powinno tutaj być.
 - Jess? - Niall kucnął przede mną i delikatnie potrząsnął mnie za ramię. Popatrzyłam na niego, potem na jego ojca, który stał cały czas w tym samym miejscu, po czym wstałam. Niall się odsunął,  by zrobić mi miejsce, nie spuszczając ze mnie swoich niebieskich oczu. Przełknęłam ślinę, odwracając się bardzo powoli. Nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Miałam wrażenie, że znalazłam się w innym świecie. Gdy staliśmy już twarzą w twarz, rozpłakałam się, tylko na to było mnie stać. W mgnieniu oka znalazłam się w jego silnych ramionach, mój płacz się nasilił. Cała się trzęsłam, a on głaskał mnie po plecach, szeptał bym się uspokoiła, że zaraz mi wszystko wytłumaczy. Bałam się, że to sen i jak się obudzę to zrozumiem, że nic się nie zmieniło, że tata naprawdę nie żyje.
 
___________________________________________________________________________________
 
 
Na początku chciałabym podziękować, że mimo moich upadków nadal ze mną jesteście i za Wasze komentarze, które mnie tak zmotywowały, że napisałam rozdział w dwa dni <3
Proszę wybaczcie mi jakość tego rozdziału, ale po tak długiej przerwie trochę się zepsułam, zresztą wcześniej wcale nie było lepiej ;)
Od dzisiaj posty na tym blogu będą pojawiały się w miarę regularnie. Nie będę robiła żadnych dłuższych przerw między pisaniem, by znowu czegoś nie zawalić.
Rozdział 8 pojawi się 30 listopada, gwarantuję, że tego roku :P
W zakładce z bohaterami pojawiły się dwie nowe osoby, więc jeśli macie ochotę to zaglądnijcie tu: Bohaterowie
Jeśli macie do mnie jakieś pytania to wpadnijcie tu: Pytania
Mam nadzieję, że mimo błędów wszelkiego rodzaju moje wypociny Wam się podobają i będziecie mi towarzyszyć już do końca.

czwartek, 12 listopada 2015

Wracam i zostaję!

   Na początku chciałabym bardzo podziękować za komentarze, które dały mi wielkiego kopa do pracy!
Wzięłam się do roboty i udało mi się napisać połowę rozdziału, więc nie jest tak najgorzej ze mną.
Wiem, że przeprosiny nie mają tu sensu, ale mimo wszystko przepraszam i obiecuję, że wezmę się ostro za pisanie kolejnych rozdziałów!
Następny rozdział dodam jakoś po weekendzie, wtorek albo najpóźniej we środę. Gwarantuje, że pojawi się on na pewno.
Jeszcze raz dziękuję za wszystkie słowa, chyba było mi to potrzebne, żeby się w końcu porządnie wziąć za tego bloga <3

niedziela, 8 listopada 2015

Czy ktoś tu jeszcze jest????

Mam poważny problem. Nie mam pojęcia, co mam zrobić z tym blogiem. Od miesiącu staram się napisać jakiś rozdział i nawet coś tam mam, ale nie wiem czy nadaje się to do publikacji. Poza tym wydaje mi się, że straciłam wenę do pisania tego opowiadania i to nie o to chodzi, że nie mam na niego pomysłu, bo mam, ale nie mam pojęcia jak mam opisać to wszystko co siedzi mi w głowie. Może znowu potrzebuję trochę czasu, a może powinnam całkowicie z tego bloga zrezygnować. Nie wiem. Mam tyle pomysłów na nowe blogi, a tego skończyć nie potrafię, choć nawet jeszcze się nie rozkręcił. Co mam zrobić waszym zdaniem? Próbować go kończyć czy wziąć się za coś innego? Potrzebuję małej pomocy, bo sama nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji.

wtorek, 1 września 2015

Rozdział 6. Prawda

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
 
 - Wybacz, że przeszkadzam, ale nie mamy jednak tyle czasu ile myślałem. – Przywitał się ze mną blond chłopak i bez zaproszenia wtargnął do mojego domu, rozglądając się nerwowo na wszystkie możliwe strony, a chwilę później usłyszałam strzał dochodzący z kuchni. Nagle ogarnął mnie ogromny, paraliżujący strach, łzy napłynęły mi do oczu, a z ust wydobywał się głośny krzyk, gdy zobaczyłam jak Thomas opada na podłogę z twarzą skierowaną na mnie i patrzy mi w oczy.
 - Przepraszam… - tylko tyle udało mi się odczytać z ruchu jego warg. Nie wiem nawet, kiedy znalazłam się przy nim i kołysałam go w swoich ramionach. Trwało to kilka sekund, bo chłopak, który zabił mojego najlepszego przyjaciela pociągnął mnie agresywnie za ramię, zmuszając do wstania. Krzyczałam, wyrywałam się, ale na nic się to zdało. Ciągnął mnie za sobą i nic nie mogłam z tym zrobić. Czułam się wtedy jak worek ziemniaków.
 - Przestań w końcu wrzeszczeć! – Krzyknął, gdy znaleźliśmy się w mojej sypialni. Dopiero wtedy mnie puścił, po czym odwrócił się twarzą do mnie. Cały czas płakałam i nie potrafiłam przestać. Podszedł do mnie i delikatnie starł mi łzy z policzków, ale na ich miejsce od razu pojawiały się kolejne. – Kiedyś Ci to wytłumaczę, - powiedział łagodnie – ale nie w tej chwili. Spakuj się, weź tyle rzeczy ile tylko możesz, bo szczerze wątpię byś tu jeszcze kiedykolwiek wróciła. – Jego głos diametralnie się zmienił, nie patrzył już na mnie. Rozglądał się po całym pomieszczeniu jakby czegoś szukał. Chciałam krzyknąć, żeby spadał, ale nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa. To było jak straszny sen, z którego chciałam się obudzić. Odruchowo cofnęłam się do ściany, a chwilę później już siedziałam skulona i zapłakana na podłodze.
   Cały czas przyglądałam się jak obcy chłopak pakuje moje rzeczy. Najbardziej dziwiło mnie to, że tak swobodnie się tutaj czuł. Mimo, że oczy miałam pełne łez to i tak widziałam jak bardzo jest przystojny. Był nawet taki moment, w którym pomyślałam sobie, że mógłby być moim chłopakiem. Jednak przypominając sobie sytuacje sprzed kilku minut, wyrzuciłam natychmiast tę myśl z głowy. Wykorzystując fakt, że był zajęty pakowaniem, co swoją drogą szło mu naprawdę sprawnie, postanowiłam się dyskretnie oddalić. Starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, powoli przesuwałam się wzdłuż ściany do drzwi, które na szczęście były otwarte. Przez cały ten czas nie spuszczałam wzroku z chłopaka. Miałam tylko jeden cel: znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Kiedy byłam już tuż obok drzwi, musiałam działać szybko. Wzięłam kilka głębokich wdechów, zamknęłam na moment oczy i zaczęłam się modlić o pomoc, choć wiedziałam, że w tym momencie prawdopodobnie nikt nie jest w stanie mi pomóc. To był moment. Podniosłam się gwałtownie na nogi i jak najszybciej tylko mogłam ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, obijając się po drodze o ściany. Słyszałam jak chłopak za mną biegł i krzyczał bym się zatrzymała. On chyba nie myśli, że ja to zrobię, pomyślałam. Zbliżając się do wyjścia widziałam kątem oka leżącego na podłodze w kuchni Thomasa. Oczy miał otwarte, a wokół niego była jedna wielka kałuża krwi. Zrobiło mi się nie dobrze i zaczęło kręcić w głowie. Chciałam się zatrzymać, ale nie mogłam. W ostatniej chwili udało mi się wyhamować i nie uderzyć w drzwi. Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam za nią, niestety zbyt wolno. W chwili, gdy drzwi zaczęły się otwierać poczułam na biodrach duże dłonie chłopaka. Kopnął drzwi nogą, odwracając mnie do siebie przodem. Byłam oszołomiona błękitem jego oczu, które teraz ociekały wściekłością. Zaczęłam się wyrywać, ale nic to nie dało.
 - Uspokój się, - potrząsnął mną jak lalką – nie chce cię skrzywdzić, przysięgam. – Mówił coraz spokojniej, a ja z jakiegoś powodu zaczęłam mu wierzyć. – Musimy się stąd wynosić i to jak najszybciej. Obiecuję, że jak tylko znajdziemy się w bezpiecznej odległości od tego miejsca wszystko ci wyjaśnię – odruchowo popatrzyłam na martwą już twarz przyjaciela i znowu zaczęłam histerycznie płakać. – Jak dowiesz się prawdy przestaniesz go opłakiwać. Tak to już jest, że niektóre przyjaźnie są fałszywe. – Niektóre przyjaźnie są fałszywe, powtórzyłam jego słowa w myślach. Co to niby miało znaczyć? Znowu zerknęłam na ciało Thomasa, licząc na to, że wydarzy się cud i podniesie się z podłogi, podejdzie do mnie, przytuli, a potem powie, że tylko zły sen. Zawiodłam się. Odwróciłam od niego wzrok, zamykając oczy.
   W samochodzie panowała przerażająca cisza. Nie miałam odwagi spojrzeć na chłopaka, który powoli zamienia moje życie w koszmar. Wzrok miałam wbity w szybę, a po policzkach spływały mi malutkie kropelki łez. Regularnie pociągałam nosem, starając się robić to najciszej jak tylko mogę, by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. W pewnym momencie blondyn gwałtownie zahamował i zatrzymał się na poboczu.
 - Przestań już płakać – odezwał się, wyjmując kluczyki ze stacyjki. Czułam, jak mi się przygląda, ale nie mogłam się zebrać w sobie, żeby popatrzeć mu w oczy. Można nawet powiedzieć, że się bałam, tylko nie wiem czego. Chwilach takich jak ta miałam wrażenie, że on nie byłby w stanie mnie skrzywdzić. Postanowiłam odwrócić głowę w jego stronę. Miałam nadzieję, że dzięki temu uda mi się odgadnąć jego zamiary wobec mnie. – Walters nie był tym za kogo się uważał. Przyjaźnił się z tobą, bo miał w tym swój cel. Co ty w ogóle o nim wiedziałaś, co? Opowiadał ci o swojej rodzinie? – Pytał, patrząc na mnie ciągle.
 - Jego rodzice się rozwiedli, matka zaczęła pić, a ojciec wyjechał gdzieś z jakąś kobietą – mówiłam coraz ciszej, ponieważ uśmiech chłopaka powiększał się z każdym następnym wypowiedzianym przeze mnie słowem i zaczęło mnie to zastanawiać.
 - A brat? – rzucił jakby od niechcenia, szeroko się już uśmiechając. Zmarszczyłam czoło, na co wybuchnął śmiechem. Miał zabójczy śmiech. – Oczywiście, że ci nic nie powiedział. Lucas, tak się nazywał.
 - Nazywał?
 - Nie żyje, był o wiele straszy od Thomasa i miał co nieco na sumieniu – szeroki uśmiech zniknął z jego twarzy. – Posłuchaj, wszyscy zabraniają mi ci o tym mówić, ale myślę, że powinnaś poznać prawdę – zmrużyłam oczy, zaciekawiona. – Pamiętasz, jak zginęli twoi rodzice, tak? Tego dnia ciężarówka, która w was uderzyła należała do ojca Thomasa. To on w was uderzył i spowodował wypadek, zrobił to specjalnie – zamilkł na chwilę, ale widząc moją minę zaczął szybko kontynuować. – Twój tata jest prawnikiem, a Lucas miał sprawę w sądzie. Drobne włamania, ale niestety za którymś razem strzelił do człowieka, ponoć przypadkiem. Jego ojciec poprosił wtedy twojego o pomoc, ale nic nie dało się zrobić. Było za dużo dowodów, które świadczyły o winie Lucasa, więc trafił do więzienia. Miał odsiedzieć dwa lata, jednak po miesiącu nie wytrzymał i się powiesił w swojej celi. Kiedy stary Walters się o tym dowiedział o wszystko obwinił twojego ojca i obiecał, że się zemści.
 - Nie – jęknęłam, kręcą głową na wszystkie strony. Ręką wymacałam klamkę w drzwiczkach, po czym pociągnęłam za nią i czym prędzej wyskoczyłam z samochodu. Zrobiłam to tak szybko, że o mały włos nie potknęłabym się o własne nogi. Podeszłam do najbliższego drzewa, by się o nie oprzeć. Kilka sekund później obok pojawił się blondyn. – Jak ty się w ogóle nazywasz? – Spytałam, kiedy z jakiegoś nieznanego mi powodu obejmował mnie w tali. Nie wiem dlaczego akurat teraz zaczęło mnie to interesować, ale pomyślałam sobie, że miło by było znać chociaż jego imię. Usłyszawszy moje pytanie uśmiechnął się delikatnie.
 - Niall Horan – odpowiedział bez najmniejszego problemu. Przyglądałam mu się przez chwilę, aż w końcu postanowiłam się odezwać.
 - To wszystko naprawdę jest prawdą? – Miałam nadzieję, że okaże się to żartem, niezbyt zabawnym, ale jednak żartem.
 - Nie mam powodu, żeby cię okłamać. Razem z moim ojcem obiecaliśmy mieć na ciebie oko, więc sama rozumiesz, że kłamstwa by mi w tym raczej nie pomogły. Wracajmy do samochodu.
   Gdy ruszyliśmy w dalszą podróż, moja głowa była jednym, wielkim wulkanem myśli. Gdyby bardziej się nad tym zastanowić, to faktycznie mogłoby się wydawać dziwne, że Thomas prawie w ogóle nie chciał opowiadać o swojej rodzinie, a to co wiem ja i to co widziałam było kłamstwem. Musieli włożyć sporo trudu, żeby wszystko przygotować z taką dokładnością. Nie rozumiałam tylko jednego, po co wymyślili ten cały rozwód?
 - Co miało oznaczać to durne odliczanie? – Spytałam, nie chcąc dłużej myśleć o Thomasie.
 - Musiałem zająć czymś głowę twojego przyjaciela – dwa ostatnie słowa wypowiedział z szerokim bananem na twarzy, co doprowadziło mnie do szału. – Miał myśleć tylko o tym, że grozi ci jakieś niebezpieczeństwo – dodał, patrząc ze skupieniem na drogę przed nami.
 - Czemu? – Westchnął głośno, oblizał wargi językiem i znowu rzucił mi krótkie spojrzenie.
 - Był przewrażliwiony na twoim punkcie, nie chciał by ktokolwiek się do ciebie zbliżał, byś miała jakiś innych przyjaciół, po prostu musiał pilnować ciebie i całego twojego majątku. Bał się, że straci kontrole nad tobą, że ktoś może mu odebrać część twojej uwagi, którą przez cały ten czas poświęcałaś tylko jemu. Ojciec kazał mu się do ciebie zbliżyć najbardziej jak to jest możliwe. Mieli plan, najpierw wykończyć ciebie w jakiś sposób, a potem dobrać się do pieniędzy twoich rodziców. Takie dwa w jednym, rozumiesz? – Teraz rozumiem czemu się tak zdenerwował, gdy przyszła do mnie Rose ze swoim chłopakiem. Swoją drogą ciekawe czy jeszcze kiedyś ich zobaczę.
 - Jestem głodna – na te słowa Niall po raz kolejny wybuchnął śmiechem i tym razem już nie mogłam się powstrzymać, musiałam się uśmiechnąć.
   Zatrzymaliśmy się przed najbliższą knajpą. Nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale byłam tak głodna, że nie miałam ochoty się tym przejmować. Już przy samym wejściu zaczęłam żałować swojej decyzji, bo wpadł na mnie jakiś pijany facet i gdyby nie Niall to już bym leżała na ziemi. W środku wcale nie było lepiej. Od progu można było wyczuć dziwny, niezidentyfikowany zapach, a dym z papierosów unoszący się aż po sufit uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek. Trzeba było się bardzo wysilić, by znaleźć jakiś stolik, w którym można było wytrzymać.
   Na jedzenie nawet nie czekaliśmy długo. Kelnerka, która przyniosła nam nasze zamówienie była naprawdę miła, ale podejrzewałam, że to przez Nialla, który zapewne wpadł jej w oko. Po jej minach i zachowaniu można było łatwo wywnioskować, że nieczęsto spotykała tu takich chłopaków.
 - Mogę cię o coś spytać? – Zaczęłam, grzebiąc widelcem w talerzu. Jak tu weszliśmy byłam strasznie głodna, jednak po kilku kęsach straciłam apetyt. O Niallu nie można było tego powiedzieć, bo jadł w takim tempie, jakby to miał być jego ostatni posiłek. Kiedy się odezwałam, podniósł gwałtownie głowę i popatrzył na mnie, przeżuwając frytki. Pokiwał twierdząco głową, dając mi w ten sposób znak bym mówiła dalej. – Czy ty zrobiłeś to już kiedyś… no wiesz… czy zabiłeś… - jąkałam się, bawiąc się nerwowo palcami, a Niall uważnie mi się przyglądał. Połknął to co miał w buzi, po czy wytarł dłoń o papier kuchenny, który dostaliśmy razem z jedzeniem i popił. Przez cały ten czas nie spuszczał ze mnie wzroku, przez co czułam się coraz głupiej.
 - Chcesz wiedzieć czy przed Thoma… – zadrżałam na dźwięk jego imienia, co nie uszło jego uwadze – tym dupkiem kogoś zabiłem? – Nie miałam odwagi spojrzeć mu prosto w oczy. – Tak – odpowiedział krótko i szybko, podnosząc się z krzesła. – Jedziemy, nie ma czasu – dodał, a wyraz jego twarzy znowu uległ zmianie. Znowu się go bałam, choć tak naprawdę w ogóle nie powinnam była przestać.
_________________________________________________________________________________
 
   Mamy 1 września, więc witam Was nowym rozdziałem. Chciałabym prosić o zrozumienie, bo zdaje sobie sprawę, że jego treść może nie być zbyt dobra, ale miałam dość długą przerwę i po prostu wyszłam z prawy. Obiecuję, że się poprawię w następnym.
   Wpadłam też na taki malutki pomysł, żeby tworzyć zakładkę, na której możecie się dzielić ze mną swoimi pomysłami do opowiadania. Co Wy na to? Bylibyście zainteresowani? W ten sposób bylibyście w pewnym sensie współtwórcami tej oto historii. Piszcie w komentarzach czy pomysł się podoba.
   Jeśli macie do mnie jakieś pytania, jakiekolwiek, to serdecznie zapraszam do przydzielonej do tego zakładki.
   Nie wiem jeszcze co ile dni będę dodawać rozdziały, ale na pewno będą góra dwa w ciągu miesiąca.
   Chcę Was prosić o pomoc. Nie mam pojęcia kto mógłby zagrać ojca Nialla. Jeśli macie jakieś ciekawe propozycje to piszcie proszę w komentarzach. Z góry dziękuję!
   Mam jeszcze jedno ogłoszenie: pierwsza osoba, która skomentuje ten rozdział będzie miała dedykację pod następnym rozdziałem.
   Na  sam koniec chciałam jeszcze podziękować tym, którzy ze mną tu zostali. Obiecuję, że tym razem już nie zniknę tak szybko :D


wtorek, 18 sierpnia 2015

Wielki Powrót?

  Nie będę przepraszać za swoją nieobecność, bo to nie ma sensu. Zawiodłam i to jest fakt, ale teraz zastanawiam się nad powrotem, tylko nie wiem czy jest to sens.
Jest tu w ogóle jeszcze ktoś? Gdyby kogoś interesowało jeszcze moje opowiadanie to wystartuje na nowo we wrześniu, to jak? ;)
 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 
A TUTAJ MALUTKI FRAGMENCIK NOWEGO ROZDZIAŁU
 
 - Wybacz, że przeszkadzam, ale nie mamy jednak tyle czasu ile myślałem. – Przywitał się ze mną blond chłopak i bez zaproszenia wtargnął do mojego domu, rozglądając się nerwowo na wszystkie możliwe strony, a chwilę później usłyszałam strzał dochodzący z kuchni. Nagle ogarnął mnie ogromny, paraliżujący strach, łzy napłynęły mi do oczu, a z ust wydobywał się głośny krzyk, gdy zobaczyłam jak Thomas opada na podłogę z twarzą skierowaną na mnie i patrzy mi w oczy.
 - Przepraszam… - tylko tyle udało mi się odczytać z ruchu jego warg. Nie wiem nawet, kiedy znalazłam się przy nim i kołysałam go w swoich ramionach. Trwało to kilka sekund, bo chłopak, który zabił mojego najlepszego przyjaciela pociągnął mnie agresywnie za ramię, zmuszając do wstania. Krzyczałam, wyrywałam się, ale na nic się to zdało. Ciągnął mnie za sobą i nic nie mogłam z tym zrobić. Czułam się wtedy jak worek ziemniaków.
 - Przestań w końcu wrzeszczeć! – Krzyknął, gdy znaleźliśmy się w mojej sypialni. Dopiero wtedy mnie puścił, po czym odwrócił się twarzą do mnie. Cały czas płakałam i nie potrafiłam przestać. Podszedł do mnie i delikatnie starł mi łzy z policzków, ale na ich miejsce od razu pojawiały się kolejne. – Kiedyś Ci to wytłumaczę, - powiedział łagodnie – ale nie w tej chwili. Spakuj się, weź tyle rzeczy ile tylko możesz, bo szczerze wątpię byś tu jeszcze kiedykolwiek wróciła. – Jego głos diametralnie się zmienił...
 


czwartek, 30 kwietnia 2015

Przepraszam!

Zdaje sobie sprawę, że dość dawno mnie tu nie było i bardzo, ale to bardzo chcę przeprosić wszystkich tych, którzy czekają na kolejny rozdział. Jaki jest powód mojej nieobecności? Brak weny i zawirowania w moim życiu. Mam nadzieje, że mi wybaczycie tą ciszę i nadal tu ze mną będziecie :*
Ja już biorę się za pisanie kolejnego rozdziału, jednak potrzebuje trochę czasu na niego, żeby wyszedł jakoś tak w miarę moich możliwości. Oczywiście postaram się go dodać jak najszybciej ;)
Przepraszam Was jeszcze raz i proszę o cierpliwość! <3

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 5. Wspomnienia

   Obudziłam się z krzykiem i ze łzami w oczach. Mimo, że miałam otwarte oczy i tak widziałam obrazy z wypadku rodziców, które przewijały się w mojej głowie, jakbym oglądała film w kinie. Podniosłam się do pozycji siedzącej, próbując uspokoić oddech i przyspieszone bicie serca. Nie chciałam pamiętać ani jednej sekundy z tego dnia. Gwałtownie potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić z niej każdą, choć najdrobniejszą myśl, która ma związek z tym koszmarnym dniem. Niestety okazało się to nie być takie proste. Widziałam wszystko bardzo dokładnie, jakbym stała w miejscu całego zdarzenia. Ciemność, pada deszcz, śliska ulica, samochody jeżdżą powoli, aż nagle za zakrętu w bardzo szybkim tempie wyłania się ciężarówka. Widać, że kierowca nie panuje nad kierownicą. Samochód, który się do niej zbliża próbuje hamować, zjechać z drogi, ale na próżno. Uderzają o siebie z ogromną siłą. Słychać krzyk, mój krzyk, płacz, kiedy uświadamiam sobie, że zostałam sama.
 - Jessica? – Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam zamazaną postać, która właśnie się do mnie zbliżała. Minęło kilka sekund, nim poczułam jak Thomas mnie obejmuje i przyciąga do siebie, zamykając w szczelnym uścisku. Nie musiałam mu wyjaśniać, co się stało po prostu dał mi się wypłakać i cierpliwie poczekał, aż się uspokoję.
   Podczas śniadania musiałam udawać, że nie widzę ciekawskiego spojrzenia Thomasa. Wiedziałam, że chciałby ze mną pogadać, ale cierpliwie czekał, aż sama zacznę ten temat. Ja jednak nie miałam ochoty do tego wracać. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o tym, co mi się śniło, choć wiedziałam, że to raczej nie jest możliwe. Te wspomnienia ciągle były w mojej głowie i zawsze mogłam do nich wrócić, ale już od dłuższego czasu przestały nawiedzać mnie we śnie, dlatego dziwi mnie, że wróciły tak nagle.
   Thomas nie chciał zostawić mnie samej w domu i strasznie się upierał, że zabierze mnie ze sobą do pracy. Omijam już fakt, że powinien odpocząć i nawet mu tego nie mówię, bo i tak mnie nie posłucha, ale nie mam ochoty siedzieć kilka godzin wśród zepsutych samochodów, co mu akurat powiedziałam. Starałam się mu też wytłumaczyć, że to nie jest najlepsze miejsce do spędzania czasu zwłaszcza dla dziewczyny, przynajmniej dla mnie. Oczywiście żaden argument do niego nie docierał, dopiero gdy obiecałam mu, że będę dzwonić do niego co godzinę, odpuścił. Wychodząc jeszcze spytał, czy na pewno chce zostać sama, co mnie już trochę wkurzyło, dlatego kopnęłam go w tyłek i wręcz wypchnęłam na zewnątrz, zapewniając, że nic mi nie będzie. Pożegnał się ze mną, a gdy miałam pewność, że zaraz nie wróci pod byle pretekstem, poszłam się ubrać. Musiałam dzisiaj pójść w jedno miejsce, by uwolnić się od wyrzutów sumienia, które mnie ogarnęły, kiedy uświadomiłam sobie, że od tygodnia nie byłam u rodziców.
   Olałam to, że on za mną szedł i tym razem trzymał się bliżej niż zazwyczaj. Ciągle czułam lekki strach przed nim, ale coraz bardziej zaczynał mnie irytować. Jeśli chce ze mną porozmawiać to, dlaczego po prostu nie podejdzie? Zatrzymałam się na moment przy bramie, która prowadziła na cmentarz, by móc z bliska się na niego popatrzeć. Myślałam, że odejdzie, ale nie spłoszyłam go swoim intensywnym spojrzeniem. Wyglądało na to, że podoba mu się to, że się na niego gapię, bo uśmiechał się. Był ubrany na sportowo, na głowie tradycyjnie kaptur, obie dłonie trzymał w kieszeniach spodni, opierając się o drzewo. Był cholernie przystojny, tak bardzo w moim guście. W normalnych okolicznościach bym do niego podeszła, zagadała, może nawet zaprosiła gdzieś na kawę, ciastko, czy coś. Niestety w tej sytuacji nie było to możliwe, choć chciałam to zrobić. Już sobie wyobrażałam reakcje Thomasa. Najpierw zabiłby jego, a potem mnie najzwyczajniej w świecie udusił. Wyrzuciłam tę myśl z głowy i nie wiedząc, co robię pokazałam chłopakowi język, na co on się zaśmiał i z rozbawieniem pomachał głową. Wzięłam głęboki wdech, po czym przeszłam przez ogromną, czarną bramę.
   Wyczyściłam dokładnie pomnik, wymieniłam kwiaty, zapaliłam znicze, starając się nie płakać. Kiedy zrobiłam już to wszystko, usiadłam na ławeczce z myślą, że chciałabym teraz przytulić się do mamy, porozmawiać z tatą o problemach i szukać wspólnie najlepszego rozwiązania. Za każdym razem, gdy tu przychodzę uświadamiam sobie jak strasznie mi ich brakuje, tych wszystkich razem spędzonych chwil, kłótni o kompletnie nic nieznaczące rzeczy. Przymykam powieki, od razu kilka pojedynczych łez spływa mi po policzkach. Szybko je starłam, nie chciałam, by chłopak, który przez ten cały czas na mnie patrzy widział jak płacze. Odruchowo na niego zerknęłam, spoważniał, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
   Siedziałam już tak dość długo, a w głowie ciągle pojawiały mi się nowe obrazy naszej trójki. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną i trudno uwierzyć, że wszystko się tak szybko skończyło. Co jakiś czas wracałam myślami do tych momentów, kiedy to tata późno wracał z kancelarii, ja czekałam na niego, ponieważ nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pójść spać nie przytulając go wcześniej. Za każdym razem powtarzał, że nie muszę tego robić, bo i tak by do mnie przyszedł, ale go nie słuchałam. Mimo tego, co mówił wiedziałam, że cieszy się na widok czekającej na niego córki. Odruchowo objęłam rękami swoje ramiona i zamknęłam oczy, wyobrażając sobie, że właśnie mnie przytula. Po policzkach znowu zaczęły spływać mi łzy, ale tym razem je zignorowałam. Miałam gdzieś, że jestem obserwowana. Jedyne czego teraz chciałam to zatracić się we wspomnieniach, tylko to mi po nich pozostało.

   Na siódme urodziny dostałam od rodziców rower. Byłam wtedy taka szczęśliwa, że kompletnie nie zwracałam uwagi na inne prezenty. W tamtej chwili liczył się dla mnie rower. Od razu pobiegłam na zewnątrz, chcąc nauczyć się na nim jeździć. Tata krzyczał za mną bym na niego zaczekała, ale nie słuchałam go. Musiał domyślić się, że chciałam spróbować sama, bo razem z mamą stali w drzwiach wejściowych, opierając się o framugę i mnie obserwowali. Wiedziałam, że czekali, aż w końcu poproszę któregoś z nich o pomoc. Nie chciałam tego robić, ale oni wciąż tam stali i czekali. Zaliczyłam tyle upadków i siniaków na całym ciele, że nie byłam w stanie ich wszystkich policzyć. Ostatecznie, niby od niechcenia podeszłam do rodziców i robiąc najsłodszą minę na jaka było mnie stać, porosiłam o pomoc. W odpowiedzi usłyszałam głośny śmiech taty, a mama kryjąc rozbawienie szturchnęła go w ramię. Uspokoił się, dopiero gdy popatrzyłam na niego z obrażoną miną. Dał mi buziaka w czubek głowy, po czym wziął mnie za rękę.  W niecałą godzinę udało mi się osiągnąć swój cel. W nagrodę za naszą ciężką pracę mama ukroiła nam po dużym kawałku tortu, który zjedliśmy wspólnie w ogrodzie, udając, że bawią nas dowcipy taty.

   Uśmiechnęłam się na to wspomnienie, otwierając powoli oczy. Nagle przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do Thomasa. Szybko sięgnęłam po torbę i nerwowo zaczęłam w niej szukać telefonu. Gdy go znalazłam i odblokowałam okazało się, że mam trzy nieodebrane połączenia od przyjaciela oraz jakąś wiadomość, na którą weszłam z lekkim wahaniem.

Pewnie myślisz o mnie jak najgorzej,
ale jestem człowiekiem, który nie
potrafi patrzeć na kobiece łzy.


Serce zabiło mi mocniej. Odruchowo zaczęłam się rozglądać na wszystkie strony, ale nigdzie go nie było. Po chwil wróciłam wzrokiem do małego ekranu, by na spokojnie jeszcze raz przeczytać wiadomość. Zamrugałam kilkakrotnie, bo trudno mi było uwierzyć, że ktoś kto potrącił mojego przyjaciela może pisać coś takiego. Tak bardzo chciałam się w końcu dowiedzieć, czego ten typ ode mnie chce. Na kilka sekund przymknęłam powieki, a po policzkach spływały mi pojedyncze łzy. Wzięłam głęboki wdech, po czym powoli otworzyłam oczy. To było dziwne, ale bałam się, że mógłby stać przede mną. Nie widziałam go, jednak cały czas czułam, że on gdzieś tam jest i patrzy na mnie.
   Telefon do Thomasa spowodował, że humor pogorszył mi się jeszcze bardziej, ale tylko na moment. Nie zdążyłam się nawet z nim przywitać, a on już zaczął na mnie krzyczeć i zagroził, że jeśli taka sytuacja się powtórzy to będzie mnie wyprowadzał na smyczy. Brzmiał surowo, ale i tak wzięłam to za żart, z którego cicho się zaśmiałam pod nosem. Powiedziałam mu, gdzie jestem i nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłam się. Mimo, że strasznie zaczął mnie wkurzać cieszyłam się, że go mam i wiedziałam, że bez względu na to, co się stanie on zawsze będzie po mojej stronie. Popatrzyłam na wspólne zdjęcie rodziców, które przez te wszystkie lata miałam na tapecie i automatycznie w głowie pojawiło mi się kolejne wspomnienie.

   Miałam dwanaście lat, kiedy pojechaliśmy na narty. Moja mama od zawsze uwielbiała jeździć i zaraziła mnie tym. Długo musiałyśmy błagać tatę, by się zgodziła na ten wyjazd. Twierdził, że ma bardzo dużo pracy i nie uda mu się wyrwać, ale my wiedziałyśmy jaki naprawdę był powód. Pewnego dnia powiedziałam prosto z mostu, że nie potrafi jeździć i dlatego nie chce jechać, bo nie chce się skompromitować przed mamą. Nigdy nie zapomnę jego miny, gdy mi tłumaczył, że on niczego się nie boi i gdyby tylko chciał to mógłby nawet zjechać z najwyższej góry do tego z zamkniętymi oczami. Mama chichotała cicho w kuchni, zmywając naczynia, a ja zaciskałam usta, by nie zacząć się śmiać. Dopiero widząc nasze reakcje, dał się namówić. Byłam ogromnie szczęśliwa i nie mogłam się już doczekać wyjazdu. Od razu, zaraz po przyjeździe poszliśmy na narty. Nie minęłam godzina, jak tata wjechał prosto w drzewo z bardzo małej wysokości. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało, a ten mały wypadek zrzucił na kiepskiej jakości sprzęt, po czym zapowiedział, że resztę ferii spędzi w hotelowym pokoju, podziwiając widoki za oknem.

 - Hej – usłyszałam za plecami cichy głos. Odwróciłam się i spotkałam się ze wzrokiem Thomasa. Obszedł ławkę, by chwilę później usiąść obok mnie. Bez słowa oparłam głowę o jego ramię, a on splótł nasze dłonie. – Pamiętasz jak twój tata bał się mnie wpuścić do domu? Za każdym razem, gdy do was przychodziłem musieliśmy siedzieć przy otwartych drzwiach. – Nie musiałam na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że się uśmiecha.
 - Nie chciał uwierzyć, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, a mama ciągle powtarzała, że prędzej czy później zostaniemy parą.
 - Myślisz, że moglibyśmy? – Spytał, uniosłam gwałtownie głowę i popatrzyłam mu w oczy. Trudno mi było z nich wyczytać, czy pyta poważnie czy sobie żartuje. Wpatrywał we mnie wyczekująco, a ja otwierałam usta, tylko po to, by z powrotem móc je zamknąć. – Zapomnij, tak tylko pytałem – odezwał się, gdy przez dłuższa chwilę nic nie mówiłam. Uśmiechnął się delikatnie i dał mi buziaka w policzek, po czym wstał. – Idziemy? – Zapomniałam jak się mówi, więc pokiwałam twierdząco głową.
   Szliśmy w milczeniu i z każdą następną minutą robiło się coraz bardziej niezręcznie. Naprawdę bardzo chciałam zacząć jakiś temat, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Po raz pierwszy odkąd się znamy nie mieliśmy o czym rozmawiać. W głowie miałam tylko jedną myśl, która nie dawała mi spokoju. Nie mogłam nad zapanować i zaczęłam się zastanawiać nad jego pytaniem. Czy była by z nas dobra para? Fakt kocham go i jest dla mnie bardzo ważny, ale zawsze traktowałam go jak starszego brata, do którego zawsze mogę przyjść się wyżalić, wypłakać, który pomoże mi z każdym problemem.
   Dopiero, gdy znaleźliśmy się w domu i wspólnie zaczęliśmy szykować coś do jedzenia, atmosfera między nami się poprawiła. Zaczęliśmy wspominać te najzabawniejsze momenty w naszym życiu. Nie obyło się też bez bitwy na jedzenie, po której miałam włosy w mące, a od nadmiaru śmiechu rozbolał mnie brzuch, dlatego gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi z miłą chęcią poszła otworzyć. Osoba, która stała naprzeciwko mnie spowodowała, że zmieniłam się w ciągu sekundy w posąg.
__________________________________________________________________________________

 Bardzo, ale to bardzo przepraszam! Kompletnie nie miałam głowy do pisnaia. Ostatnio w moim życiu dzieje się sporo dobrego, dlatego nie mam na nic czasu. Wiem, że ten rozdział jest krótki i nie za dobrej jakości, ale przy następnym się poprawię, przynajmniej będę się starała xd
Nie wiem, kiedy dokładnie pojawi się kolejny rozdział, ale mam nadzieję, że w tym miesiący wstawię, choć jeszcze jeden.
Zachęcam do komentowania, wystarczy jedno słowo to tylko sekunda, a ja przynajmniej wiem, że jest ktoś kto czyta te moje wypocinki :)
Dziękuję za komenatrze, pozdrawiam wszystkich cieplutko i do następnego :*****

Szablon by S1K